a Dziewczyno, spełnij swoje marzenia! Czyli o mojej pracy zdalnej - Najbardziej pozytywny blog parentingowy i lifestylowy

niedziela, 16 września 2018

Dziewczyno, spełnij swoje marzenia! Czyli o mojej pracy zdalnej



Część z Was już pewnie wie, że od pewnego czasu zaczęłam realizować swoje marzenia i podjęłam się pracy na „własną rękę” i w domowym zaciszu. Zajęło mi dwa lata, żeby móc wreszcie się odważyć, stworzyć coś swojego od A do Z. Dwa lata, które poświęciłam na czytanie, oglądanie i praktykę. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło- cieszę się, że dzisiaj mogę Wam o tym opowiedzieć:) Nie wiem tylko, czy zacząć od początku, od środka, czy od końca?

Co robię?
Jestem copywriterem. Wiem, że część z Was o tym nie słyszała, bo codziennie muszę streszczać to, co robię nawet swoim bliskim. Chociaż pojęcie „copywriter” jest bardzo szerokie, powiem Ci, co ja przez ostatnie miesiące robię: tworzę artykuły na strony WWW, grafiki oraz posty na Fanpage firmowe, udzielam konsultacji osobom, które nie wiedzą, co mają zrobić, żeby zaistnieć w sieci, a ich biznes zaczął przynosić dochody. Prowadzę również moim klientom profile na Instagramach oraz Facebook. Ostatnio nawet zdarzyło mi się redagować już istniejące teksty. No i jeszcze tworzę treści na strony, takie jak „Oferta” lub „O firmie". Nadal Ci to nic nie mówi? Już wyjaśniam: Lubisz markę Lirene? Lirene ma swojego Fanpage na Facebook. Najprawdopodobniej za postami, jakie tam znajdziesz, siedzą właśnie copywriterzy. Praktycznie wszystkie treści, jakie wyświetlają Ci się na Facebooku, pisze ktoś właśnie z tej branży. Podobnie jest z reklamami, jakie widzisz w telewizji. ING Bank Śląski- bo liczą się ludzie- możesz usłyszeć. To właśnie niby takie banalne, a jednak za hasłami reklamowymi również siedzą copywriterzy.

Jak to robię?
Przede wszystkim nie pracuję dla żadnej agencji- jestem tzw. freelancerem. Sama „zdobywam klientów” i podejmuję się tylko tych prac, które mi się opłacają i w których znam się na temacie. To wiąże ze sobą pewne konsekwencje, ale o nich opowiem później. I teraz najważniejsze- nie wierzcie w żadne prace „przez internet”, w „domu” w „wolnych godzinach". Całego Facebooka mam zawalonego tego typu ofertami. Najczęściej naiwne są młode osoby i mamy. Zapamiętajcie- w domu da się pracować, ale nie zarobisz praktycznie nic w żadnych piramidach finansowych, czy firmach kosmetycznych. Czy da się pracować przy dziecku? Z początku, kiedy pracowałam za darmo, żeby zdobyć doświadczenie i móc się zapoznać „z tematem”, udawało mi się to wszystko. Później, kiedy zaczęłam zarabiać na tym, okazało się, że „siedzenie z dzieckiem w domu” i „zarabianie” w moim przypadku nie idzie ze sobą w parze. Kiedy mam mało zleceń, pracuję podczas drzemki Anielki. O 20, kiedy już śpi, ja zaczynam pracę i kończę o 23. Weekendy Anielka spędza z tatą, więc sobota/ niedziela pracuję po kilkanaście godzin. Oprócz tego korzystam z pomocy i Anielka czasami idzie na kilka godzin do babci lub wujka. Wiem, że brzmi to bardzo chaotycznie i pewnie łapiecie się za głowę, uspokajam- Anielka jest w dobrych rękach ZAWSZE: ). Aktualnie czekamy, aż zwolni się miejsce w prywatnym żłobku, w międzyczasie szukamy opiekunki.
Mam jedną, ważną zasadę, której się trzymam- kiedy spędzam czas z dzieckiem, to nie pracuję. Kiedy pracuję, nie robię tego przy Anielce. Czasami, kiedy wpadnie mi do głowy świetny pomysł co do artykułu, zapisuje to wszystko z zeszycie. Nie włączam komputera, za to jestem cały czas „pod telefonem". Z drugiej strony moja praca wymaga skupienia, ciszy i myślenia, więc nie wystukuje w klawiaturze na szybko zbędnych słów, a drugą ręką nie zabawiam dziecka- tak się nie da. Anielka zasługuje na 100 procent uwagi i tyle jej dostaje.

Dlaczego więc szukam opiekunki lub miejsca w żłobku?
Ponieważ chcę rozpocząć pracę na pełen etat i chcę być otwarta nie tylko dla stałych klientów, ale również nowych. Chociaż praca wieczorami w ogóle mi nie przeszkadza- wtedy mam największą wenę, to jednak wolałabym czasami mieć wieczór dla siebie.

Swoją drogą bardzo doceniłam czas, który spędzam z moim dzieckiem- kiedy jesteśmy razem, robimy coraz więcej ciekawych rzeczy. Jestem szczęśliwa i myślę, że humor udziela się również mojemu dziecku.

Skąd mój pomysł?
Jak tylko skończyłam liceum, poszłam do pracy. Zawsze lubiłam mieć swoje pieniądze. W międzyczasie chciałam być wizażystką, fotografem i wiele, wiele innych. Moje plany zawsze kończyły się tylko na gadaniu, nic tak naprawdę z tym nie robiłam. Dlatego w końcu postanowiłam nikomu nic nie mówić, a zacząć działać- powoli, spokojnie i bez żadnej presji. Myślę, że „udało mi się” to wszystko dlatego, że właśnie mało osób wiedziało o tym, co robię w wolnym czasie i po co. Wcześniej pracowałam jako kelnerka, a to wcale nie jest taka fajna i łatwa praca. Niektórzy chamscy klienci, szefostwo, któremu co rusz coś się nie podobało, sprzątanie kibli za 8 zł, chociaż kiedyś lubiłam tę pracę, to wiedziałam, że raczej już tam nie wrócę. Zawsze lubiłam pisać: na strychu mam chyba z 20 swoich pamiętników, książki, kartki i zapiski, prowadziłam już chyba 8 blogów... Praktycznie każdy wolny wieczór, kiedy (jeszcze) mała Anielka zasnęła, poświęcałam na czytanie o firmach, biznesie, marce, a także oglądałam webinary, które mówiły krok po kroku, jak zacząć i jak znaleźć swoją drogę. Książki motywacyjne, o copywritingu- wszystko chłonęłam: ) W pewnym momencie pomyślałam, że to mój czas i muszę spróbować!

Nie mam założonej działalności
Działalność założę, jak tylko Anielka zaadaptuje się w żłobku i będę mieć pewność, że dam radę utrzymać finansowo firmę. Mało osób zdaje sobie sprawę z tego, że własna działalność to nie tylko odprowadzanie ZUS, ale również koszty utrzymania księgowej, podatki, rozliczenia itp. Robię jednak wszystko legalnie, ponieważ wystawiam FV bez firmy. Portal useme.eu umożliwia mi wystawianie Faktur moim klientom. Za każdą moją transakcję biorą jednak prowizję, ale oni sami rozliczają mnie z Urzędem Skarbowym- również od każdej transakcji płacę 16% podatku. Nie mniej jednak na tę chwilę muszą wystarczyć mi umowy o dzieło oraz FV.

Pracowałam za darmo!
Praktycznie wszyscy, którzy słyszeli, że „robię coś za darmo"- śmiali się ze mnie. Nie chciałam jednak psuć rynku, więc wolałam ćwiczyć i zdobywać doświadczenie za darmo, niż za marne grosze. Rynek copywriterów jest dziwny. Są osoby, które poświęcają trzy godziny na naprawdę świetny artykuł i sprzedają go za 10 zł. Są portale pośredniczące, w których pracujesz jako nikt, nie znasz nawet swojego klienta i dostajesz 4 zł za jeden artykuł. Nie muszę chyba mówić o tym, że te artykuły są niepoprawne i nieprofesjonalne. Jeśli robiłabym coś za 5 zł, klienci by do mnie wrócili, a jeśli podniosłabym im stawkę- zrezygnowaliby ze mnie. Ja natomiast pracowałam za darmo, klienci mnie poznali, docenili i bez problemu po czasie próbnym zaakceptowali moją stawkę. Zyskałam więc nie tylko doświadczenie, ale również stałych klientów.

Dziewczyno, jak ty nawet pisać nie umiesz!
Dużo osób porównuje moją pracę z moim blogiem. Ja zawsze podkreślam, że blog to mój taki drugi kochany dom- w domu wcale nie musisz wyglądać idealnie, starać się wypaść jak najlepiej- podobnie jest z tym miejscem. Ja przychodzę tu do Was jako Ola, nie jako copywriter- spec do tekstu. Ja tu przychodzę i mówię: "Miałam zły dzień, a ty?" Swoją drogą, zanim wyślę materiały klientowi, sprawdzam je w trzech programach. Poprawiam błędy stylistyczne, ortograficzne, a także sprawdzam przejrzystość tekstu oraz jego poziom trudności. To wcale nie jest tak, że siadam przy komputerze, pisze co mi w głowie gra i wysyłam (tak jak mam z blogiem). Najpierw, kiedy mam napisać artykuł- piszę plan. Następnie czytam badania, statystyki- analizuje je i zapisuje. Później tworzę milion słów, które w większości i tak skreślę. Następnie odchodzę od komputera, zajmuje się czymś innym- zgrywam tekst na telefon, lub odpalam chmurkę. Idę w spokoje miejsce i czytam jeszcze raz na telefonie, co napisałam. Wbrew pozorom zawsze jest coś do poprawy. Zanim wyślę coś do klienta, czytam to na głos- zmieniam słowa, które się powtarzają i upraszczam trudne wyrazy. To nie jest łatwe. Ja nie mogę pozwolić sobie na żadne błędy. Czy to się da? Da, ale trzeba być cierpliwym. Tego też się nauczyłam:)

Dziewczyny, spełniajcie swoje marzenia!

Link do mojej strony www Aleksandra Broda Copywriter

2 komentarze:

  1. Super! Gratuluję, że udało Ci się to tak świetnie ogarnąć. Tez kiedyś chciałabym pracować zdalnie, ale wiem, że do tego będę musiała, podobnie jak ty, poswiecic dużo czasu na przygotowania. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super mieć pracę, która daje Ci satysfkację.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdą opinię:)