a Na macierzyństwie Świat się nie kończy, on się dopiero zaczyna! - Najbardziej pozytywny blog parentingowy i lifestylowy

piątek, 1 czerwca 2018

Na macierzyństwie Świat się nie kończy, on się dopiero zaczyna!


Czy wierzę w przeznaczenie? Nie wiem. Ale jestem pewna, że każdy człowiek, którego spotykamy w naszym życiu, zmienia je, chociaż w jakimś stopniu. Każda sytuacja, nawet ta patowa- ma jakiś sens. Chociażby jego cień. 

Jaka byłam, zanim pojawiła się Anielka? Troszkę zapracowana, bardzo zapatrzona w siebie. Czy byłam wtedy szczęśliwa? No pewnie. Ciągle szukałam swojego miejsca na Ziemi i chciałam wszystko brać garściami. Właściwie nie brałam- ja domagałam się. Miałam dużo planów, kilka marzeń w tylnej kieszeni i nigdy nie wiedziałam, jak zacząć układać to wszystko. Z jednej strony chciałam zmian, udoskonaleń a drugiej strony (mimo wszystko) podobało mi się miejsce, w którym jestem. Paradoks:)

Wiecznie coś było nie tak: to za krzywa jestem, to hajs się nie zgadza, to praca nie taka. To rutyna się wkradła, miłość się wypalała, ja wiecznie niezadowolona. Niby wszystko dobrze, a jednak coś wiecznie nie tak. Myślę, że za dużo wymagałam od innych, a za mało od siebie. 

Mało osób o tym wie, ale posiadanie dziecka było dla mnie takim niepewnym marzeniem. Wiedziałam, że będę mieć kiedyś cudowną córkę (albo syna), ale nie wiedziałam tylko, kiedy. Zawsze marzyłam, żeby stworzyć rodzinę. Wiedziałam, że za kilka lat zostanę szczęśliwą mamą i żoną. 

Chociaż początki mojego macierzyństwa były dla mnie trudne, to odnalazłam się w tym wszystkim. Zajęło mi to dużo czasu, ale teraz jestem najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi. I to jest ten rodzaj szczęścia, którego nikt mi nie zabierze. A spróbowałby ktoś tylko!

Ludzie często się śmieją z matek, że nie mają większych ambicji od urodzenia dzieci i stworzenia rodziny. Myślę, że z ambicjami jest jak z charakterem- każdy ma inne i trzeba je tolerować. Wcale nie trzeba się z nimi zgadzać albo, co gorsza, (o zgrozo!)- akceptować i popierać. Uważam jednak, że nie nam oceniać i zaglądać do cudzych marzeń, myśli i łóżka:). Nie każdy musi mieć tytuł doktora i własny dom, żeby być szczęśliwym i spełnionym. Bo szczęście to pojęcie względne, a każdy definiuje je na własny sposób. 

Troszkę odbiegłam od tematu. Wcale nie dziwię się osobom, które odwlekają rodzicielstwo albo w ogóle jego nie planują. Tak jak wspominałam już wyżej, każdy ma swoje cele, ambicje i marzenia. Raczej nie jestem z tych matek, co uważają urodzenie dziecka za najlepsze osiągnięcie. Madką też nie jestem, żeby wyzywać od bezdzietnych lambadziar kobiet po trzydziestce :) Nie zaglądam ludziom w podwórka i nie oceniam. Ot, taka ze mnie super babka!

Co nie zmienia faktu, że dzięki mojej córce stałam się naprawdę lepszym człowiekiem i osiągnęłam chyba apogeum szczęścia. Wychowuję naprawdę świetną bestię, a przy tym mam trochę czasu dla siebie i czuję się ze sobą lepiej, niż kilka dobrych lat temu. Brak makijażu? Kurde, to nie problem. Full make-up ? Wow, udało mi się ! I tak wiecie, doceniam co mam. Bo mam naprawdę wiele. 

Mam coś, co kiedyś było tylko marzeniem, a teraz dzieje się naprawdę. Bo mam coś, co mnie uszczęśliwia. Mam coś, co uśmiecha się do mnie, zaczepia w nocy i upierdliwie trzyma za nogę. Mam dziecko, któremu chcę wpajać wartości, bronić, kiedy trzeba i wychowywać. I chcę to robić jak najlepiej. Bo ona jest tego warta. Bo jestem zakochana. 

Oczywiście, bycie rodzicem to nie są tylko cudowne chwile usłane różami. To ciężkie decyzje, wydatki, choroby, często rezygnacja z czegoś, zmęczenie i bezsilność. Ale w sumie chyba nie ma takiej rzeczy, która dawałaby nam tylko satysfakcję, a nie dawała czasami popalić. Wszystko ma swoje wady i zalety. Dosłownie wszystko. Nawet idealna Latte prosto ze Starbucks'a potrafi też czasami oparzyć nasz język. 

Mam już cel i nadal kilka marzeń w kieszeni, ale teraz przynajmniej wiem, w którym kierunku mam iść. Świat na macierzyństwie się nie kończy, on dopiero się zaczyna. Macierzyństwo daje kopa do działania, ukierunkowuje nasze życie i sprawia, że niemożliwe staje się możliwe. Jestem wdzięczna za to, co mam, chociaż stojąc z boku można pomyśleć " przecież ona ma tak niewiele". Mylisz się, mam już prawie wszystko. 


Spodobał Ci się wpis? Daj znać klikając "Lubię to" na Facebook. Będzie mi strasznie, strasznie miło!



Aleksandra.

2 komentarze:

  1. bardzo ciekawy tekst - całkowicie się z Tobą zgadzam,
    sama mam dzieci, ale rozumiem też osoby, które się na nie nie decydują

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się, że macierzyństwo daje wielkiego kopa, z wielu rzeczy musiałam zrezygnować, ale tez wiele nowych rzeczy poznałam. :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdą opinię:)