a Dlaczego nigdy nie pójdę z dzieckiem do cyrku. - Najbardziej pozytywny blog parentingowy i lifestylowy

niedziela, 3 czerwca 2018

Dlaczego nigdy nie pójdę z dzieckiem do cyrku.



Ludzie są naprawdę dziwni. Walczą o dobro każdego zwierzęcia, udostępniają na swych Facebook'owych tablicach informację o kolejnym maltretowaniu bezbronnego czworonoga, apelują o wpłaty na konto Fundacji, przestrzegają przed zostawianiem pupili w autach. I super, jestem jak najbardziej za, ponieważ cały anielkowy team zwierzęta kocha i traktuje jak członków rodziny. 

Ale z drugiej strony, Ci sami ludzie, kiedy tylko nadarzy się okazja, wybierają się ze swoimi dziećmi do cyrku. 
Nigdy w cyrku nie byłam. Olka, jak możesz pisać o miejscu, którego na oczy nie widziałaś? Pogrzało Cię do reszty! Hipokrytko ty, matko od siedmiu boleści! Wiesz jak tam- w Cyrku jest kolorowo i fajnie?
Domyślam się. Kiedy do mojego miasta wita cyrk, wszystkie ściany i słupy z ogłoszeniami wołają "Zabierz dzieci do cyrku, niech zobaczą dzikie zwierzęta, które powinny być na wolności, ale są tu, dla Was".

Nienaturalne jest wymaganie od zwierząt rzeczy, zarezerwowanych tylko dla ludzi. Każda istota na tej Ziemi ma swoją naturę, w którą nie powinniśmy ingerować. Czy tylko dla mnie zwierzęta, które wykonują ludzkie czynności, są czymś głupim i przykrym? Jak to się dzieje w ogóle, że czworonogi, które przeważnie żyją w stadzie, z dala od człowieka potrafią usiąść na zawołanie albo pokonać przeszkody? 

Tak to się dzieje kochani, że te zwierzęta są bite i maltretowane. Nierzadko potrzeba miesięcy, a nawet lat, żeby "wytresować" np. lwa albo wielbłąda. Tresury te nie mają nic wspólnego z humanitarnymi sposobami! Jeśli myślicie, że da się oswoić słonia na tyle, że będzie siadał na krześle i posłusznie machał trąbą, to się ogromnie mylicie. To są tygodnie, miesiące i lata kar oraz nagród. Uprzykrzania życia w postaci bicia, braku dostępu do pożywienia i wyciszania natury. Cyrkowe zwierzęta rodzą się po to, żeby żyć w stadzie, rozmnażać się i walczyć o przetrwanie z innymi gatunkami. A nie po to, żeby jeździć w ciasnych klatkach, od miejsca do miejsca i pozornie sprawiać radość Waszym dzieciom. I nikt się do tego nie przyzna, bo to czysty biznes. Inwestycja, która zbiera krwawe żniwa. I każdy, kto idzie do cyrku ma w tym swój udział i ja tego całkowicie nie popieram. I te wszystkie szopki z udziałem niewinnych, bezbronnych zwierząt skończą się tylko wtedy, kiedy przestaniemy je popierać i otworzymy oczy. Naprawdę wierzę, że macie swoim dzieciom do zaoferowania inne rozrywki i możecie zrezygnować z wyjścia do takiego miejsca.

Wyobraź sobie, że masz swoją rodzinę. Pracujesz, opiekujesz się dziećmi i wiesz, że to Twoje miejsce na Ziemi. Nagle porywa Cię jakiś typ i pakuje w klatkę. Jedziesz godzinami w ciasnej przyczepie. Musisz robić pod siebie i bardzo chce Ci się pić. Nikt nie reaguje na Twoje potrzeby i w tyłkach mają, że tęsknisz. Stawiasz opór, bo w Twojej naturze leży bronienie się. Za każde nieposłuszeństwo dostajesz prądem po dupie. Nikt nie będzie z Tobą rozmawiał i tłumaczył Ci, dlaczego tak. No bo przecież to jest bez sensu. Masz się bać i ma Cię boleć, bo wtedy pokorniejesz i zaczynasz się słuchać. Absurdalne porównanie? Być może, ale absurdem jest cały cyrk.

Warto również zaznaczyć, że wizyta w Cyrku nie ma żadnych celów edukacyjnych, jest tylko formą rozrywki. Ukazuje nieprawdę o zwierzętach np. dlatego, że w naturze ich nie leży skakanie przez obręcz. W Polsce wciąż trwają debaty, są podpisywane petycje dotyczące zaprzestania udziału zwierząt w takiej formie rozrywki. W 2016 roku wrocławianie zdziwili się, kiedy w Cyrku nie zobaczyli żyjątek. Jednak nie spodobało się to zarówno organizatorom, jak i gościom, więc następne pokazy odbyły się już z uczestnictwem biednych, skrzywdzonych zwierząt. W 2016 roku Hanna Gronkiewicz- Walc oznajmiła, że podpisała zarządzenie dotyczące zakazu organizowania przedstawień cyrkowych z udziałem zwierząt w Warszawie. Jest to niestety tylko kropla w morzu potrzeb. Całkowity zakaz występowania zwierząt w cyrkach wprowadziły Państwa takie jak Grecja, Peru, Słowenia, Holandia i Szkocja. Wielkie brawa. Czy to nie dowodzi przypadkiem, że problem jednak istnieje? Oczywiście, że tak.


Nigdy nie popierałam, nie popieram i popierać nie będę. Nigdy nie rozumiałam i nie zamierzam. Na tym Świecie jest już wystarczająco dużo zła. Wizytę w Cyrku można zastąpić czymś innym, np. wizytą w schronisku. No ale, przecież to wcale nie jest przyjemnie i nie będzie zabawy. To od Was zależy, czego nauczycie swoje dzieci. Być może będzie to zgadzanie się na przetrzymywanie dzikich zwierząt w klatkach i wchodzenie butami w ich przestrzeń i naturę w imię pozornej "zabawy". A może będzie to świadome niezgadzanie się na znęcanie nad zwierzętami i pomoc potrzebującym? 

Zdecydujcie Sami.




6 komentarzy:

  1. Nie w każdym cyrku zwierzaki są jak to ujęłaś bite i maltretowane. Wielu treserów to przecież nie tylko złe Pany z batem i są też ludźmi, którzy potrafią w „zdrowy” sposób tresować zwierzęta. W końcu mamy XXI wiek.
    Hanka podpisała jakąś ustawę? A jednak w 2017 był cyrk w Warszawie.
    Ja będąc dzieckiem co roku chodziłam do cyrku, chodzę i teraz i na pewno będąc może sama kiedyś matką też będę zabierać dzieci do cyrku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak w zdrowy sposób można trenować dzikie zwierzęta?
      Jak w humanitarny sposób można odbierać dzikim zwierzętom wolność?
      Pani sumienie.
      I tak, podpisała, ale nie weszło to właśnie przez ludzi takich jak Pani.
      Mimo wszystko pozdrawiam ;)

      Usuń
    2. Otóż tak, są sposoby tresowania młodych dzikich zwierząt bez pejcza czy elektro bata. Niemożliwe? A jednak.
      Nie weszło przez takich jak ja? Czy jestem złym człowiekiem tak jak ci którzy uwielbiają cyrk? Jak to Pani powiedziała, moje sumienie ;)
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Nie w każdym cyrku zwierzaki są jednak bite i maltretowane. Sa miejsca w któych dba się o zwierzęta, niestety często tez jest tak jak to opisałaś. Dlatego ja wybieram SIĘ na wizyty z dzieckiem do ZOO

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi też nigdy nie podobały się wyjścia do cyrku i na moje szczęście nikt nigdy mnie tam nie zaprowadził. Zdecydowanie lepiej odwiedzić zoo, czy podziwiać sarenki na łące niż przyglądać się cierpieniu zwierząt.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jako dziecko nie przepadałam za cyrkiem, uważałam go za tandetę - i tak mi już zostało. Swojego synka na pewno tam nie zabiorę - a kontakt ze zwierzętami mamy na co dzień, żyjąc w otoczeniu łąk i lasów. Jezdzimy też do zaprzyjaznionego gospodarstwa agroturystycznego, gdzie zwierzęta mają super warunki - i to nam wystarcza :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdą opinię:)