a Czy mama może czegoś nie lubić w macierzyństwie? No pewnie! - Najbardziej pozytywny blog parentingowy i lifestylowy

piątek, 4 maja 2018

Czy mama może czegoś nie lubić w macierzyństwie? No pewnie!



Stoi od rana przy drzwiach. Krzyczy do mnie "Husiu, mama, Husiu!". Nie zdążyłam nawet napić się kawy. Nie zdążyłam właściwie otworzyć dobrze oczu, a ona już wie, co będziemy dzisiaj robić. I domaga się tego. Wszystkimi kończynami swojego ciała jest już gdzieś tam na huśtawce. Oczami wyobraźni już biega wśród innych dzieci i nie reaguje na moje prośby. Eh.
Innym razem "Bułka, bułka, bułka!" Chociaż wiem, że z pieczywa nawet mały gryz nie ubędzie, daje jej ten kawał chleba. A niech ma, niech się cieszy.
Ja ogólnie czuję się spełniona w roli mamy, chociaż tego musiałam się nauczyć. Słodkie i zabawne jest te moje macierzyństwo... czasami:). Nie lubię robić niektórych rzeczy i chociaż bardzo się staram, to chyba nigdy nie nadejdzie moment, w którym stwierdzę "Kocham robić wszystko!"
No ale, macierzyństwo to nie jest pierdzenie serduszkami. Zabawne, jeśli ktoś twierdzi, że matki muszą robić wszystko z uśmiechem i z pełnym zaangażowaniem. Tak nie jest. Kiedyś bardzo dziwiłam się, kiedy słyszałam, że ktoś nie lubi bawić się z dzieckiem. Dzisiaj? Dzisiaj kurde zazdroszczę tym, którzy nie muszą tego robić... za często. 
Lubię chodzić z Anielką na Plac Zabaw, bo tam nam czas szybko mija i wiem, że Anielka może mieć kontakt z innymi dziećmi. Ale nie lubię, kiedy totalnie ma mnie gdzieś i robi wszystko na przekór- np. ucieka w miejsca, które nie powinna. Szkoda, że nie widzicie mojej miny, kiedy dopiero co wsadzę ją w huśtawkę, a ona już chce iść do piasku. Zażenowanie mam wyryte na twarzy. A wyjście z parku? To jest dopiero wyczyn, kiedy wszystkimi kończynami te Twoje dziecko rzuca się, aby tylko nie iść. Brzydko mi, kiedy się złoszczę.
Chodzenie za rękę? Czasami mam wrażenie, że wyprowadzam jakiegoś dużego, ruchliwego i głuchego psa. Tak sobie tłumaczę, kiedy po raz kolejny próbuję wyrwać się z rąk. Oczywiście, takie sytuacje nie zdarzają się zawsze, na szczęście!
Moja córka zrobiła się już bardzo samodzielna, i naprawdę czasami potrafi zająć się sobą. Jest tak zaangażowana w zabawę do czasu kiedy nie spróbuję wykorzystać momentu i nie zacznę się malować. Nie mam życia wtedy, dopóki nie dam jej tuszu do rzęs albo pomadki. A niech ma. Woda wszystko umyje. 
Nie cierpię, kiedy ona krzyczy albo bardzo głośno domaga się czegoś. Ja ogólnie nienawidzę, kiedy ktoś podnosi głos, a każdy wyższy ton działa na mnie jak płachta na byka. Mam wtedy ochotę wyjść i już nie wrócić. Tylko ciężko, bo jej krzyki słychać na pobliskim osiedlu, AŻ. Czasami mam wrażenie, że za te krzyki MOPS serio przyjedzie, albo Policja zapuka mi do drzwi. A proszę bardzo, może ktoś mnie uratuje?!
Bajki dla dzieci. Moje utrapienie. Moje utrapienie nawet z dzieciństwa, bo odkąd pamiętam nie lubię oglądać bajek. Dzisiaj większość mnie irytuje i staram się nie słuchać głupot, jakie tam usłyszę. Haha, możecie mnie za to znielubić, ale rzadko kiedy będę oglądać z Anielką kolorowe bajki. 
Jestem tego zdania, że szczęśliwe dziecko to jest brudne dziecko. Staram się uczyć Anielkę samodzielności i większość posiłków je sama. Co za tym idzie- wszędzie jest brudno. Ścieram ziemniaki z dywanów, wycieram z podłogi kefir. Czy to lubię? Oczywiście, że nie. Najgorzej jest, kiedy dziwnym trafem jogurt wyląduje jej we włosach- a weź matko rozplącz te kołtuny i do końca dnia wąchaj krowę na głowie. WTF?!
Uwielbiam słodkie zakończenie dnia, jakim jest kąpiel. Ale ile ja się muszę nagimnastykować, żeby ją wytrzeć do sucha. Istny cyrk! Smarować kremikiem to się chce każdy, ale weź dziecku wytłumacz, że KREMIK NANOSIMY NA UMYTĄ, DOBRZE WYSUSZONĄ SKÓRĘ. PROSZĘ MAMY NIE DENERWOWAĆ. 

Albo jak się umówimy z kimś na godzinę. Od rana mogę trąbić " Dzisiaj spotkasz się z koleżanką, cieszysz się?"- "TAK" Ale żeby się ogarnąć do tego wyjścia na czas, to jest wyczyn. Bo akurat w tym momencie NIE CE się ubierać, nie ce umyć buzi i nie ce nagle nigdzie iść. HORROR.

Te wszystkie demony, z którymi walczymy na co dzień. Te wszystkie strzępki nerwów. To wszystko, co my przeżywamy... to nasze. Nikt nam tego nie zabierze, co nie? Można czegoś nie lubić? Oczywiście, że można. Nawet trzeba, bo serduszkami to nawet nie pierdzi Księżna Kate, ale ona o tym nam nie powie, bo się wstydzi!

Buziaki! Aleksandra. 


6 komentarzy:

  1. Nic nie jest idealne, czasem pojawiają się rzeczy które nas irytują w każdej dziedzinie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasem marzę żeby pobyć sama i mieć święty spokój.
    Świat Toli

    OdpowiedzUsuń
  3. ja nie lubiłam tego wstawania w nocy. Synek potrafił budzić się kilkanaście razy!!! To była masakra! Rano czułam się jak zombiak. tylko hektolitry kawy mnie ratowały. To trwało ponad 2 lata! Na szczęście młody już przesypia całe noce, a i ja wiem co to znaczy sen :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że naturalne jest, że mama czegoś nie lubić - nie tylko w macierzyństwie, ale w codzienności jaka nastąpiła po urodzeniu dziecka.Nie ma w tym nic złego :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystko zależy od chatakteru dziecka. Z naszą córka było podobnie bo ma niezły temperament i stawia na swoim nawet dziś jak ma 7 lat. Synek ideał. Gdyby wszystkie dzieci wychowywały się tak bezproblemowo jak on każdy chciałby mieć liczną rodzinę 😀

    OdpowiedzUsuń
  6. Ach rodzicielstwo... Nikt nie mówił, że będzie łatwo, ale też nie ostrzegali, że może być tak ciężko

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdą opinię:)