a Ja nie przyzwyczajam. Ja inwestuję! - ANIELKOWE.PL

wtorek, 30 stycznia 2018

Ja nie przyzwyczajam. Ja inwestuję!

 

Wyobraź sobie dom bez okien, kominek, w którym nigdy nie zapalił się płomień, tęsknotę za tym, co nieznane i wielki strach. Wyobraź sobie ogromny, szary las, w który wprowadził Cię Twój przyjaciel, po czym Cię w nim zostawił. Bez wody, bez GPS, bez telefonu i latarki...

Rodzimy się, dorastamy a to w jaki sposób poprowadzą nas przez życie rodzice, jest szczególnie ważne. Możemy nawet nie pamiętać o tym, ale to w jaki sposób zostaliśmy wychowani, będzie w jakiś sposób decydować o naszym życiu. 
To, ile miłości, uwagi i troski poświęcimy dzieciom, zależy tylko od nas. Nie mi się w to wtrącać i oceniać, ale...
Ale opowiem Wam coś, a później przejdę do meritum. Gdy urodziła się Anielka, wraz z jej ojcem nosiliśmy ją i tuliliśmy cały czas. W nocy nie zasnęliśmy, dopóki nie zamknęła oczu. W dzień, szkoda nam było zostawiać ją w łóżeczku i trzymaliśmy ją na zmianę na swoich klatkach piersiowych. Nie raz robiliśmy tak, bo płakała, ale często robiliśmy to bez najmniejszego powodu. Ba, powód był i to wielki! Chcieliśmy ją tulić, pieścić i być przy niej, żeby nie czuła się samotna. Później doszło do tego, że Anielka domagała się ciągłego kontaktu  i tulenia. Wtedy właśnie zaczęły pojawiać się komentarze "przyzwyczailiście ją", "rozpieściliście". Bywały dni, gdy zaczynaliśmy w to wierzyć. Jednak chyba nigdy nie przyszło nam do głowy, żeby ją odzwyczaić. Całe szczęście, bo nie mieliśmy właściwie od czego! Wiadomo, bywały momenty, w których nie mieliśmy już sił na czułości. Wypadałoby zrobić w końcu obiad, albo mieć miejsce w łóżku tylko dla dwojga. Odkryliśmy chusty, później nosidła i cały czas dawaliśmy jej tyle miłości, ile potrzebowała. Teraz brakuje mi tego. Cholernie brakuje mi, ciągłego przytulania i noszenia tej istoty. Anielka cały czas zasypia z nami, bujamy ją i tulimy, kiedy ma na to ochotę- ale ma ją zdecydowanie rzadziej, bo woli odkrywać Świat! Mało tego, oprócz swojego High Needowego charakteru, rośnie nam bardzo inteligentna dziewczyna, która już w wieku piętnastu miesięcy jest cwana, mądra i pewna siebie.
Dzisiaj chciałam porozmawiać o totalnym przeciwieństwie, o zachowaniu albo nawet sposobie życia, który jest najzwyczajniej w świecie chory i krzywdzący. Wiem, że dużo rodziców nie nosi swoich dzieci, wiem, że nie pozwala im spać z rodzicami i to rozumiem. Każdy ma swój sposób na wychowanie. Wierzę, że każdy jest właściwy, ale jeśli jesteście zwolennikami zimnego chowu, to możecie w tym momencie ten blog pożegnać a mi dać "wrr" pod postem. Możecie też pocałować mnie w dupę. 

Co to właściwie jest ten zimny chów. 
Zimny chów to dom. Dom, w którym nie ma miejsca na emocje. Dom, w którym uśmiech nie istnieje (o przytulaniu nawet nie ma mowy) a dziecko traktowane jest jak przedmiot. Dom w którym nie usłyszysz "kocham Cię" ani "proszę". Nie usłyszysz nic, oprócz upiornej ciszy, przeszywającej na wskroś i łamiącej serce.  Zimny chów to dziecko, które nie ma prawa głosu, nie może mieć przyjaciół ani pasji. Biedny mały człowiek, którego pragnienia zamiatane są pod dywan, uczucia dawno stłamszone, bo nieodwzajemnione. Istota obdarta ze szczęścia, która umiera, chociaż żyje. Człowiek, który tak długo szukał, że zapomniał czego właściwie i się zgubił. W domu, gdzie panuje chłód nie istnieją dialogi, nie ma miejsca na wspólne spędzanie chwil i nie wynika to z braku czasu, ale z przekonania, że takie dziecko wyrośnie na silnego, mądrego i inteligentnego człowieka. Tymczasem tacy ludzie już od pierwszych lat życia zmagają się z problemami psychicznymi, mają problem z wyrażaniem uczuć i są zamknięci. Zamknięci czy właściwie stłamszeni? Dobre pytanie. Taki człowiek nie poradzi sobie w późniejszym życiu, nie będzie w stanie zrozumieć siebie i swoich potrzeb, bo właściwie nigdy ich nie miał. Nigdy ich nie mógł mieć. Najczęściej ofiary tej metody albo popełniają samobójstwo albo walczą ze sobą każdego dnia, żeby się pozbierać. Brawa dla tych, którzy z tego wyszli. Zimny chów to  ogromna krzywda, na którą ja nigdy się nie zgodzę i nigdy nie będę jej popierać!

Czy takie domy istnieją?
A myślisz, że nie? Osobiście nie znam nikogo, kto by taki dom stworzył albo w takim się wychował. A może po prostu o tym nie wiem, bo to raczej nie temat przy kawie. Ale zdziwię Cię. Takie domy istnieją. Zimny chów cieszy się ogromną popularnością i jest uważany za dobrą metodę pseudo-wychowawczą. Bo widzisz, zwolennicy tej metody to zadbani, pracowici ludzie. Dziecko z zimnego chowu nigdy nie chodzi głodne ani zaniedbane pod względem fizycznym. Zimny chów to znęcanie się głownie psychicznie w imieniu czegoś, co tak naprawdę jest bujdą i zaprzeczeniem wszystkich badań naukowców! 

Bo każdy naukowiec powie Ci...
Że okazywanie emocji, uczuć i szanowanie potrzeb dziecka a także rozmowa i poświęcanie czasu to inwestycja w przyszłość dziecka. Dzieci rozwijają się lepiej, kiedy mają wsparcie i miłość w rodzicach. Wzajemne szanowanie siebie i swoich potrzeb owocuje tym, że nasze dzieci raczej nie wyrosną na egoistów i nie będą mieli problemów z empatią.  Każdy z nas potrzebuje miłości, wsparcia od najbliższych i zrozumienia. Każdy! Nikt nie chce się znaleźć w ciemnym lesie. 

Nieważne, jak wychowujecie dzieci. Nie ma znaczenia, czy jesteście miękkie dętki (tak jak ja) czy bardziej konsekwentni (jak ojciec Anielki). Nie liczy się to, czy pozwalacie dzieciom spać w swoim łóżku i  bez znaczenia ile razy w ciągu dnia się denerwujecie i macie ochotę wyjść. Jeśli jest w waszym domu miejsce na miłość, rozmowę i szacunek- macie wszystko. 


 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdą opinię:)