a A ty? Ugotowałaś dziś obiad swojemu mężowi? - ANIELKOWE.PL

wtorek, 5 grudnia 2017

A ty? Ugotowałaś dziś obiad swojemu mężowi?


Może nie każdy lubi gotować, ale wszyscy lubimy dobrze zjeść. Jak to mówią- przez żołądek do serca i ja się z tym całkowicie zgadzam. Pewnie nie jedną parę połączyła miłość do smacznych dań albo po prostu wspólne przesiadywanie w kuchni (nie mówię tu o spędzaniu czasu na blacie). Mowa o wzajemnym podawaniu garnków i doprawianiu naprzemiennie potraw. Kuchnia łączy- bardziej niż nam się wydaje.


Tak samo łączą np. wspólne obowiązki. Nie ma nic lepszego w związku jak podział obowiązków i różnych zadań. Wtedy każdy wie, co powinien zrobić, każdy ma swoją działkę i nią zarządza. Dlatego nie mam nic przeciwko, kiedy to kobieta gotuje obiady i sprząta, ale tylko pod warunkiem, że facet ma inne zadania np. wstawianie prania albo chociaż rozwieszanie go, w przypadku kiedy jest mniej zdolny. Chodzi tylko o to, żeby nie obarczać jedną osobę tym wszystkim, co niesie ze sobą utrzymanie domu i dbanie o domowe ognisko. Z drugiej strony, nie jesteśmy już w szkole- zawsze można się dogadać i np. wyłożyć nogi na stole i powiedzieć "dzisiaj nie będzie obiadu" i raczej żadnych konsekwencji nie poniesiemy z tego powodu. O ile jesteśmy dla siebie wyrozumiali i o ile druga osoba ma dobry humor i pieniądze na kebaba.

Ale sytuacja, jakiej byłam ostatnio świadkiem, nieco zbiła mnie z tropu. Idzie para, kobieta z zaokrąglonym brzuszkiem wystającym spod kurtki i typowy (jak się okazało) Janusz. Idą w milczeniu najprawdopodobniej do domu i Janusz ni z tego ni z owego krzyczy do swojej Panny

-Ale jak dzisiaj znowu nie zrobisz mi obiadu to normalnie się wkur*wię.

 Na co kobieta:

-Zrobię. Już się tak nie denerwuj.

Trochę to było dla mnie dziwne. Pewnie myślicie- mogłaś Olka zareagować. Ale nie, nie mogłam. To ich życie, ich zasady. Jak ktoś lubi psychiczne fetysze- to ich sprawa. Gdyby ten sam koleś uderzył w mojej obecności swoją kobietę, nie martwcie się- zareagowałabym odpowiednio.

Pozostało mi więc wrócić do domu i się trochę namyślić. Wyciągnąć jakieś wnioski i cieszyć się, że nikt się na mnie nie wku*rwia, że zazwyczaj gotuję tylko dla Anielki, bo robienie jedzenia należy do obowiązków innych. Ja zajmuję się zupełnie innymi sprawami. Ale jakbym była w ciąży albo nawet nie w ciąży- jakby mi się zupełnie nie chciało i mój nie-mąż zrobiłby mi o to awanturę, to ja bym się wkurzyła. I chociażby miała powstać z tego wojna, to bym nie odpuściła. Bo zarówno ty, jak i ja mamy prawo czegoś nie zrobić, mamy prawo nie czuć się na siłach, ale nikt nie ma prawa na nas krzyczeć z tego powodu. Zwłaszcza jeśli chodzi o takie sprawy jak zrobienie jedzenia. Zamiast napędu na cztery ku*rwy włączyć rozmowę- zaproponować jakieś inne rozwiązanie (np. zrobienie samemu czegoś do jedzenia) albo zadzwonić do chińczyka. A następnym razem poprosić, żeby ten obiad jednak był. Poprosić, a nie się wkurzać. Bo wy, Panowie też nie robicie rzeczy, o które wasze żony proszą.

Musimy zrozumieć czasami, że ciepły obiad to nie tylko obowiązek któregoś z domowników, ale też ognisko domowe, serce włożone w każdego ziemniaka i przede wszystkim- czas poświęcony na przygotowanie dobrego posiłku. Warto za niego podziękować, ale również zrozumieć, że czasami się nie chce albo nie ma możliwości. I to nie tylko kobietom w stanie błogosławionym, ale również nam- zmęczonym matkom albo pracowitej kobiecie.

Tak więc co? Jutro na obiad pizza?:).



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdą opinię:)