a Jak to robić po porodzie? I kiedy jest najlepszy moment?. - ANIELKOWE.PL

wtorek, 13 czerwca 2017

Jak to robić po porodzie? I kiedy jest najlepszy moment?.


Zawsze na pytanie "jak" ciśnie mi się odpowiedź "szybko". I chciałabym Wam powiedzieć, że właśnie tak to się robi. Musimy być szybsi od światła i robić to bardzo pewnie, bo (nie oszukujmy się)- mamy zdecydowanie mniej czasu.


Jak to było z nami?. Powiem szczerze,  że ciężko. Do tej pory czasami nie mamy jak tego robić, ale gdy już nadejdzie chwila zapomnienia- robimy to na całego. Czasami szybciej, czasami wolniej, ale staramy się robić to w miarę często. Wiadomo, po porodzie czasami się nie chce. Forma już nie taka, płaczące dziecko....Ale uważam, że to jeden z najlepszych sposobów na szczęśliwy związek. W sumie nie tylko na związek- to najlepszy sposób, żeby przypomnieć sobie, że oprócz rodzicami jesteśmy również ludźmi i potrzebujemy odskoczni i odstresowania.

Głównie kobiety mają z tym problem. Nie oszukujmy się- nasza głowa nie pozwala na myślenie o takich przyjemnościach, blokujemy się i niepotrzebne odmawiamy sobie tego. Dlaczego o tym mówię?. Bo zauważyłam, że jest bardzo dużo matek, które po urodzeniu dziecka, zamykają się w domu- na cztery spusty. Zamykając przy tym swój umysł i nasze kobiece "ja".

Obiecałam sobie, że po urodzeniu Anielki nie zostanę matką-polką zamkniętą na cały Świat. Marudnym i zaniedbanym Kopciuszkiem. Nie będę, o nie. Nie będę stukać w klawiaturę z szybkością wiatru, pisząc o matkach, które mają świetne pośladki i pełny makijaż, że są wyrodnymi. Nie będę pluć jadem, że one mają łatwiej, bo mają "ręce do pomocy".  Zrobię wszystko, żeby czuć się szczęśliwa i zadbana, chociażbym miała stanąć na rzęsach.

Pierwszy raz zrobiliśmy to, gdy Anielka miała dwa miesiące. Czekaliśmy na ten dzień od dawna, ale po porodzie trzeba trochę odczekać, żeby zregenerować siły i oswoić się z nową rolą. Ale gdy to zrobiliśmy, poczuliśmy (mimo obaw) wielką ulgę. Tak więc, gdy nadarzyła się okazja- przeszliśmy przez progi naszego mieszkania, żegnając teściową orazAnielkę i  wyszliśmy. Wyszliśmy na miasto, wśród ludzi. Był późny, grudniowy wieczór a my czuliśmy się jak dzieci w środku lata. Poszliśmy zjeść pizzę, która- nawet gdyby była spalona- smakowałaby nam i napiliśmy się nawet alkoholu. Jeszcze wtedy ciągle gadaliśmy o córce i o wszystkim co z nią związane. Później nauczyliśmy się, że gdy wychodzimy- gadamy głównie o wszystkim innym, oprócz macierzyństwie. Polecam każdemu.

Każdy rodzic potrzebuje wyjść, zabawić się i odstresować. Każdy. Nie ma idealnego czasu na zostawienie swojego dziecka. Każdemu przychodzi to w innym czasie. Ale nikt nie może sobie tego na siłę odmawiać!. Więc, jeśli macie okazje - róbcie to często.




11 komentarzy:

  1. Bardzo fajnie napisane, jak to tytuł może mylić ������ ale masz racje i warto o tym pamiętać że też nam się coś od życia należy ��

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mądry wpis. Matkom i ojcom też od życia coś się należy, kiedy rodzice szczęśliwi to i dzieci szczęśliwe :D.

    OdpowiedzUsuń
  3. Już liczyłam na pikantne.....potrawy? :D jesteś jedną z niewielu matek, które nie spotkało pieluszkowe zapalenie mózgu :) Dalej jesteśmy kobietami, dalej chcemy czuć się atrakcyjne i spędzać czas ze swoim ukochanym- i gratuluję Wam tej równowagi :)
    zapraszam Cię na wpis: http://onitestuja.blogspot.com/2017/06/zawartosc-majowej-edycji-urok-uroda.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ślicznie, już zaglądam:D!

      Usuń
  4. U mnie pierwsze wspólne wyjście bez małego, było po roku, do tej pory zdarza nam się to naprawdę bardzo bardzo rzadko, bo po prostu mój malutki nie bardzo chce się rozstawać. Ale to prawda, wyjście we dwójkę daje ogromnego kopa energii, radości i takiego poczucia bycia nadal sobą, nie tylko mamą, ale przede wszystkim sobą.
    Bardzo fajnie napisane :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ile ma Twój synek? Kochana rozumiem doskonale, bo nie raz muieliśmy zrezygnować z wyjścia i planów, bo Anielka nie chciała spać albo właśnie nie chciała się rozstawać.Teraz wychodzimy tylko wtedy, kiedy już śpi. A następnego dnia nie mogę się od niej oderwać!

      Usuń
    2. 3 latka i 4 miesiące :D Ale jesteśmy właśnie ogromnie ze sobą związani. Wyjście w trójkę to też super rozwiązanie, ale myślę że na randkę we dwoje też przyjdzie czas, mam nadzieje że niebawem :)

      Usuń
  5. ciekawy temat:) szybkie numerki potrzebna rzecz od czasu do czasu, ale w tej sytuacji.... dobrze że potrzeby nie są zaniedbywane;)

    OdpowiedzUsuń
  6. ja bardzo lubię wychodzić sama ze swoim Mężem:) nie ukrywam, że w tym czasie pomyślę z raz (pewnie milion razy) jak tam Mały, co robi itp ale rzeczywiście wspólne chwile sam na sam są bardzo ważne

    OdpowiedzUsuń
  7. Nasze pierwsze wyjście we dwoje było, gdy Zosia miała pół roku. Babcia wzięła wnuczke pod opieke a my szczesliwi wsiedliśmy w auto i pojechalismy do kina. W planach po kinie miala byc kolacja. Nie zdawalismy sobie sprawy, jak ciezko bedzie wysiedziec w kinie 2h bez spogladania w telefon. Po filmie zamiast kolacji wróciliśmy do domu. Okazało się, że Zosia smacznie śpi. W sobote skończyła rok, a my nigdzie nie wyszliśmy we dwoje. Jakos nie potrafie się przełamać. I to nie chodzi o to ze jestem nadopiekuncza. Po prostu wolę zamiast do kina, iść w miejsce gdzie bedziemy mogli spedzic czas rodzinnie. :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdą opinię:)