a Urodzić w domu- jak to zrobić? - ANIELKOWE.PL

czwartek, 20 kwietnia 2017

Urodzić w domu- jak to zrobić?

Odbywa się w domu ciężarnej, przy udziale położnej, zazwyczaj u boku partnera i bliskiej rodziny. Jest alternatywą dla porodu szpitalnego. Kobieta w jego trakcie czuje się swobodniej i spokojniej - to fragment definicji PORODU DOMOWEGO, który wciąż budzi kontrowersje i skrajne emocje. Na jego temat istnieje wiele mitów. Ma on swoich zwolenników, jak i wrogów. Jedni uważają to za ryzykowne i bezmyślne zachowanie rodziców, drudzy nie wyobrażają sobie przyjścia na Świat potomka w szpitalu. Ale jak jest w rzeczywistości?. Czy na prawdę to głupota i narażanie na niebezpieczeństwo siebie i dziecka? . A może to najpiękniejsze przeżycie na Świecie, którego nikt nawet nie jest sobie w stanie wyobrazić?. 



Jako że poród domowy bardzo mnie ciekawi i zachwyca, postanowiłam poruszyć ten temat. Mam nadzieję, że znajdziecie tu odpowiedzi na najbardziej nurtujące pytania i być może obalimy mity, które krążą na temat tej alternatywy porodu szpitalnego. Zaprosiłam do swojego artykułu osobę, która pomoże nam rozwiać wątpliwości. Kobietę, która podzieli się z nami wiedzą, jaką posiadają tylko nieliczni. Na moje pytania odpowie Nina Kwaśniewska- wiceprezes fundacji Macierzanka. Nina urodziła dwójkę dzieci w domu.



 1.Dlaczego zdecydowała się Pani na poród domowy? 

Zanim jeszcze zaczęłam myśleć o założeniu rodziny i dzieciach, u ginekologa natknęłam się na wizytówkę Doroty Fryc - położnej. Był na niej adres mailowy poradydomowe@gmail.com z poprawionym ręcznie "a" na "o", by uzyskać prawidłowy zapis "porody domowe". W domu odwiedziłam stronę www. Bez większych emocji poczytałam i trochę zdziwiłam się, że można zajmować się czymś takim w Polsce i o temacie zapomniałam. W tak zwanym międzyczasie obserwowałam pracę ginekologów - ich rozumienie i podejście do kobiety, na różnym etapie jej życia - nie tylko w porodzie - i stawiałam sobie coraz więcej pytań, na które nie potrafiłam znaleźć odpowiedzi albo uzyskane od lekarzy odpowiedzi mnie zdumiewały i nie dawały spokoju. Gdy zaszłam w ciążę, nadal moje wątpliwości narastały. Czułam, że zabiera mi się kompetencje, jako kobiecie, nie dając nawet prawa do ich nabycia, bo tłumaczy się to moim niedoświadczeniem i wiekiem. Pojawiła się we mnie niezgoda na taką sytuację i zaczęłam szukać innych rozwiązań. I tak trafiłam ponownie na stronę Doroty Fryc. Umówiliśmy się nawet na pierwsze spotkanie kwalifikujące, ale wtedy zmarła mi mama... Proces odchodzenia mamy ( mama umarła w domu), utwierdził mnie w przekonaniu, że to dom jest tym miejscem, w którym czujemy się bezpiecznie, że tu wszystko się zaczyna i wszystko kończy...Nie miałam wtedy w sobie już lęków i obaw ani przed śmiercią, ani przed porodem. A decyzja o drugim porodzie w domu, była konsekwencją naszego pierwszego porodu domowego, choć muszę powiedzieć, że - paradoksalnie - dopiero teraz czułam się bardziej przygotowana na poród szpitalny. 


 2. Jakie korzyści niesie on ze sobą? (Dla rodziców i noworodka)

Decydując się na poród domowy nie rozpisaliśmy sobie w tabelce plusów i minusów takiej decyzji dla nas i dla dziecka. Nie analizowaliśmy ile ich jest po każdej stronie. Patrzeliśmy raczej na poród jak na całość. Przede wszystkim była to taka głęboka potrzeba przeżycia tego wydarzenia po swojemu, swoimi siłami. Będąc w ciąży i dopytując o przebieg porodu słyszałam: "Pani się nic nie martwi, Pani przyjdzie do szpitala my Pani pomożemy. Dwie godziny i będzie po sprawie". Albo: "A czemu Pani o to pyta? Jak coś takiego się stanie to my zaradzimy."O plusach porodu w domu mogę mówić dopiero po porodzie . Plusem dla nas było to, że cały poród byliśmy razem, że nikt nie potraktował nas obcesowo czy grubiańsko, nikt nie poganiał, przeganiał. Miałam nieprzerwany kontakt skóra do skóry z dziećmi właściwie tyle czasu, ile potrzebowałam. Wszelkie zabiegi medyczne wokół noworodka zostały wykonane zgodnie z naszymi uwagami i nie byliśmy egzaminowani dlaczego chcemy postąpić tak, a nie inaczej. W szpitalu takie sytuacje też są możliwe, ale wymagają większego samozaparcia i zwykle występuje jakieś niepotrzebne tarcie na linii rodzice - personel. W domu mogłam z uwielbieniem wpatrywać się w swoje dzieci, mogłam i poszłam skorzystać z prysznica, dostałam domowe jedzenie i zasnęłam i obudziłam się w swoim łóżku z dzieckiem i mężem obok - taka mała rzecz, a tak cieszy. 


 3. Proszę opowiedzieć o swoich odczuciach w jego trakcie. Czy bałaś się? O czym wtedy myślałaś ?

 Przed pierwszym porodem rozmawialiśmy z położną właściwie tylko o sytuacjach wymagających transferu do szpitala. Potrzebowałam wiedzieć jak to wygląda, kiedy się dzieje i z czego wynika. Ustaliliśmy do którego szpitala pojedziemy w zależności od sytuacji na drodze. Takie przygotowanie dało mi dobre tło do porodu, bo oczyściłam sobie umysł z tych wszystkich pytań: A jak COŚ się stanie?! Więc nazwałam tego COSIA konkretnymi przypadkami, by nie być zaskoczona. Jest bardzo dużo negatywnych opowieści porodowych - ja sama jako młoda dziewczyna, a potem kobieta, nie słyszałam ani jednej pozytywnej relacji porodowej! A to bardzo blokuje. Gdy do pierwszego porodu przyjechała położna badała mnie i powiedziała, że już 5 centymetrów. Na moje pytanie: - I co teraz robimy? Odpowiedziała: - Nic. Czekamy. I usiadła przy stole zajmując się jakimiś dokumentami. To wtedy tak naprawdę zrozumiałam o co chodzi w porodzie domowym - tutaj nikt nic za Ciebie nie zrobi! I wtedy skupiłam się bardzo na sobie, weszłam w rytm skurczy, w miarowe oddechy - nie widziałam nic wokół siebie. Nie było strachu. Strach to adrenalina i kortyzol - hormony, które są antagonistami do oksytocyny, która pomaga w porodzie. Strach jest złą motywacją do porodu w domu. Strach zawsze blokuje. Więc jeśli boisz się szpitala, to jest to motywacja negatywna dla porodu w domu. W porodzie domowym zawsze trzeba mieć otwartą ewentualność, że poród może skończy się w szpitalu. W obu porodach podeszliśmy tak, że zaczynamy rodzić w domu, a co będzie dalej - zobaczymy. 


 4. Kto Ci w tym pięknym dniu towarzyszył?

 W trakcie pierwszego porodu była tylko położna i mąż. Drugi poród to już dwie położne- Dorota Fryc i Krystyna Czechowska, mąż położnej, mój mąż i fotograf Michał Niedzielski, którego zdjęcia możecie tu zobaczyć. Skąd tyle ludzi i taka nasza decyzja? Jak wspomniałam, w pierwszym porodzie, sama nie wiedziałam czego mogę się spodziewać, nie miałam 'uprawnień' wyrobionych;) W Szczecinie i w innych miastach położne jeżdżą już w parach, co uważam, że jest świetnym rozwiązaniem i dla położnych, bo mają wsparcie i zawsze to kolejna para rąk do pomocy, i dla rodzących, bo mogą zadecydować, która położna jest 'ich', a druga zawsze może także doulować. Rozmawialiśmy z mężem o obecności "tylu" osób przy porodzie. Wszyscy ci ludzie to nasi znajomi lub przyjaciele - znamy się z fotografem od 2009 roku a z położną od 2012 r. Nikt mi nie przeszkadzał. To, że byli koło mnie, zobaczyłam dopiero na zdjęciach. W trakcie porodu byłam skupiona tylko na sobie. Dyskutowaliśmy też z mężem o upublicznieniu zdjęć. Tutaj pieczołowicie spisywaliśmy wszystkie 'za' i 'przeciw' i - mimo wielu minusów - zdecydowaliśmy się pokazać te zdjęcia. Przeważył argument za pokazaniem normalności porodu domowego oraz fakt, że Fundacja Macierzanka, w której jesteśmy w zarządzie, promuje porody naturalne, a także domowe. Dziwnie tak cały czas mówić o pięknie porodu w trakcie szkoły rodzenia, a za tymi słowami nie ma żadnych dowodów. Oto są! Chcieliśmy pokazać, że mimo trudu i bólu poród naturalny jest przeżyciem, które bardzo wzmacnia kobiety, daje im poczucie sprawstwa, mocy. Że dobrze przeżyty poród otwiera kobiety i małżeństwa na wielodzietność! Często słyszymy z opowieści naszych absolwentów: "Myślałam, że to już będzie nasze ostatnie dziecko, ale tak mi się spodobało rodzenie, że chciałabym jeszcze jedno". Wiem, że zdjęcia wywołały lawinę komentarzy - zapoznawałam się z nimi na bieżąco. Niektórych wręcz utwierdziły w przekonaniu, że nigdy nie chcieliby rodzić w domu. I bardzo dobrze! Nie chciałam, żeby reportaż zamknął się tylko do promocji porodu naturalnego czy domowego - niech będzie to manifest wszystkich kobiet do prawa o samostanowieniu o jakości i miejsca porodu.


 5. Przejrzałam pewne źródła i opinię ludzi na temat porodów w domu. Większość uważa to za bardzo ryzykowne i kolokwialnie rzecz ujmując - za głupotę. Czy to przypadkiem nie dlatego, że ludzie nie edukują się i kierują wciąż stereotypami?

Oddzielam opinie innych ludzi od faktów. Co mi po opiniach dalszej rodziny lub obcych ludzi o naszej decyzji o porodzie w domu? Czy negatywna opinia przybliży mnie do realizacji mojego celu? Spowoduje, że będę się z nią czuła lepiej? Zmotywuje mnie do działania? Zawsze zastanawiała mnie też motywacja ludzi to wyrażania tych opinii. Czy my ich o to prosimy? Co ma na celu jej wypowiedzenie? Pamiętam swoją wizytę popołogową u ginekologa, który dowiedział się, że rodziłam w domu. Powiedział tylko: Jest Pani skrajnie nieodpowiedzialna!. Czy ja prosiłam go o wyrażenie swojej opinii? Nie. Czy chciał mnie upokorzyć, poniżyć? Pewnie nie, ale tak się poczułam. Zatem, co miała na celu ta wypowiedź? Często się zastanawiam, gdy słyszę właśnie te opinie innych: jesteś odważna, jesteś nieodpowiedzialna, jesteś szalona! Niewiele osób zapytało po prostu: Skąd taka decyzja? Mogłabym im wtedy opowiedzieć o mojej mamie, mojej potrzebie przeżycia tego porodu w sposób niezależny itp... Myśli Pani, że kluczę przed odpowiedzią, czy poród to ryzyko. Tak. Życie jest śmiertelną chorobą przenoszoną drogą płciową. Rodzimy się. I umieramy. Nam, tak samo, jak innym rodzicom przyświecał ten sam cel - żeby nasze dziecko urodziło się zdrowe. I robiliśmy wszystko, by tak się stało. Tylko mieliśmy inne ścieżki, którymi podążaliśmy do celu - ktoś szukał dobrego lekarza i szpitala, a my położnej i spokoju. Dzisiaj mam wrażenie jest taka lekka psychoza na punkcie bezpieczeństwa. Przykład: ja jako dziecko jeździłam bez fotelika w aucie, mimo, że stan aut i dróg był o wiele gorszy niż dziś. Pamiętam jak leżałam na tylnej kanapie rozłożona na całą jej długość i patrzyłam na gwiazdy przez szybę. Dziś dzieci podróżują w pancernych fotelikach, na gwiazdy mogą popatrzeć przez szklany dach - jeśli ich rodziców stać na taką furę. Co będzie za 20 lat? W którą stronę pójdziemy? Czy dzieci będą jeździć w klatach bezpieczeństwa i patrzyć na swoich rodziców jak na bandytów, którzy przewożąc ich w fotelikach, ryzykowali ich życiem? Tego nie wiem, ale boję się, że zbliżamy się do granicy absurdu. Mamy potrzebę ubezpieczania się od wszystkiego, leczenia na wszystko i zabezpieczania przed wszystkim. Czy jest jeszcze miejsce na intuicję i odpowiedzialność? My zostawiliśmy sobie tę przestrzeń wolności i odpowiedzialności właśnie na poród domowy. 



 6. Czy w Polsce zwiększa się liczba kobiet, które  decydują się na  poród w domowym zaciszu czy jednak maleje?

Rodzi się coraz więcej dzieci, więc zainteresowania porodami domowymi też wzrasta. Wynika to także ze wzrostu świadomości kobiet o tym, że poród fizjologiczny przyjmuje położna, nie lekarz. Od nowego roku będzie także możliwość prowadzenia fizjologicznej ciąży u położnej, będzie to usługa refundowana przez NFZ. Kto jest zainteresowanych konkretnymi wartościami liczbowymi porodów domowych, odsyłam do roczników GUSu lub statystyk w swoim USC. Często kobiety nie mogą urodzić w domu, gdyż na ich terenie nie pracuje żadna położna świadcząca usługi w miejscu wezwania - czy po prostu przyjmująca porody w domu. Myślę, że ten odsetek rodzących w domu byłby większy, gdyby położne zechciały skorzystać z szerokich kompetencji, które mają i skorzystać ze swojej emancypacji zawodowej. 


 7. Nie każda matka może rodzić w domu pomimo chęci. Jakie istnieją przeciwwskazania do porodu domowego?

Kwalifikacji do porodu domowego dokonuje położna. Podkreślam to: położna, nie lekarz! Bo wiele razy spotkałam się z pytaniem, czy lekarz pozwolił na poród domowy. Poród domowy jest decyzją rodziców, a położna do takiego porodu kwalifikuje, czyli daje zielone światło. Te kwalifikacje są w Polsce rygorystyczne - nie ma się czemu dziwić - chodzi tu o bezpieczeństwo rodzącej. Takie najważniejsze bezwzględne przeciwwskazania do porodu domowego to przede wszystkim: ułożenie inne niż główkowe, choroby serca i inne choroby przewlekłe, cholestaza ciężarnych, wielo i małowodzie, ciążę mnogie, ciąże przed 37tc i po 42tc i stan po cięciu cesarskim. Tutaj chcę się zatrzymać i złożyć ukłon dla wszystkich kobiet z grupy fb "Naturalnie po cesarce", które są dla wielu kobiet przykładem determinacji w dążeniu do porodu siłami natury. Gdyby kobiety rzeczywiście były informowane o konsekwencjach cięcia cesarskiego - mam wrażenie, że decydowałyby się na nań szukają głębiej "za" i "przeciw". Jedno cięcie cesarskie, zwłaszcza pierwsze, determinuje wiele następnych decyzji porodowych, a kolejne cięcia - w dużej mierze - zamykają kobietom prawo do wielodzietności bez narażenia zdrowia lub życia. 


 8.Proszę mi powiedzieć, od czego zacząć przygotowania do porodu domowego( kwestia położnej, douli, miejsca i jak się rejestruje wtedy dziecko-chodzi o kwestie formalne)? 

 Przygotowania trzeba zacząć od swojej głowy - to tu zaczyna się poród. Warto spokojnie ze sobą porozmawiać - czego się boję, czego potrzebuję, kto mi może to dać? Może się okazać, że gdy postawię sobie te pytania i znajdę odpowiedzi to odkryję, że tak naprawdę tylko ja sama sobie zapewnię poród w zgodzie ze mną? Wtedy warto zacząć szukać osób, które rozumieją tę moją potrzebę. Położna - to tu musi być chemia, nie żałować sobie czasu na spotkania i rozmowy. Rozmawiać z mężem/partnerem. Jaki on ma pomysł na poród? Czego on chce dla siebie, a czego dla mnie, bo może się okazać, że to jest coś, czego Ty sama nie chcesz. Dużo rozmawiać, omawiać wiele kwestii. Potem polecam wybór szkoły rodzenia zgodny ze swoimi wartościami. Zapewnia to spokój w trakcie przygotowań do porodu. Niektórzy potrzebują też odcięcia od "wujków i cioć dobra rada". My nikogo nie informowaliśmy, że przymierzamy się do porodu w domu, co zapewniło nam "radosne oczekiwanie" i niespodziankę dla rodziny i znajomych. Przy drugim porodzie przyjęli podejście do porodu w domu, jako coś 'normalnego' - czymkolwiek normalność jest. 


 9. Muszę o to zapytać, chociaż nie życzę tego nikomu. Co w sytuacji, kiedy podczas porodu są komplikacje? Dziecku spada tętno albo dzieją się inne przykre rzeczy? 

To jest bardzo dobre pytanie. Spadek tętna? W trakcie skurczu spada tętno i jest to sytuacja normalna. Co mogę w z tym zrobić? Aha! Mogę oddychać, by dotlenić dziecko. Mogę być aktywna, przyjmować pozycje wertykalne itp. Inne przykre rzeczy? Owinięcie pępowiną szyi dziecka, utrata krwi, pęknięcie krocza, konieczność podania medykamentów i inne - to są sytuacje do omówienia indywidualnie ze swoją położną. Możecie podczas takiej rozmowy przekonać się jak szerokie kompetencje ma położna, że nie tylko może naciąć krocze, ale może je także zszyć, że może podać określone specyfiki i ma ukończone wiele kursów, m.in. z pierwszej pomocy. Warto też wiedzieć jak przebiega fizjologia porodu. Bo często słyszymy: po porodzie dostałam krwotoku i ledwo mnie uratowali, gdybym rodziła w domu już bym nie żyła. Poród dziecka 'dołem' z porodem naturalnym ma czasem tylko jedną wspólną rzecz - owo urodzenie dziecka 'dołem' i na tym podobieństwa się kończą. Poród naturalny to jest poród bez użycia syntetycznej oksytocyny, masażu szyjki, przebicia pęcherza, ciągłego monitorowania ktg. Ciało kobiety ma czas na reakcję, stan fizjologiczny nie zmieni się w patologię za pstryknięciem palca - on zmienia się w czasie i czujna położna to zauważy. 
Gdy dzwoniłam do swojej położnej powiedzieć, że zaczęłam rodzić,ona zapytała mnie:
 - Nina, czy Ty masz skurcz? 
- Ale kiedy? 
- No, teraz! 
- Mam, a skąd wiesz? 
- Bo zmienił ci się głos. 
A gdy przyjechały, usłyszałam, że mam rodzące oczy. Potem byłam badana i znów usłyszałam: zaraz będziesz miała skurcz. I miałam!. Choć ja o tym nie wiedziałam i nie czułam. Mówię o tym nie bez powodu, ale by pokazać jak połączenie intuicji z wiedzą wygląda w trakcie porodu w domu. To jest coś niesamowitego, dla mnie na granicy magii, że można takie rzeczy wiedzieć, że jest ktoś kto zna moje ciało lepiej ode mnie. Mimo tego, a może właśnie dzięki temu, że nie jest się podpiętym pod KTG tylko ma się dwie pary oczu wpatrzone w rodzącą można podjąć interwencje we właściwym momencie. Czy w szpitalu mam jedną położną przez cały poród na wyłączność? Przypomniała mi się w tym miejscu anegdota, gdy szef mojego męża na wieść o porodzie w domu, zapytał: "A jak zorganizowaliście ten cały sprzęt?". Dlatego jeszcze raz powiem, w trakcie porodu naturalnego nie ma sprzętu takiego, jaki jest w szptalu! Jest rodząca i trwa poród. A gdy jest konieczność transferu do szpitala to wzywa się karetkę. 


10. Proszę poradzić kobietom, które będą rodzić w szpitalu- co zrobić, żeby poród był jak najbardziej naturalny (pomimo szpitalnych warunków). O co poprosić lekarzy i położne?

 Poród naturalny w szpitalu jest możliwy!. Co sprzyja porodowi naturalnemu? Świadomość rodzących - kobiety i ojca dziecka, rozumienie procesów, które zachodzą w organizmie w trakcie porodu - jak służą mamie i jak służą dziecku, po co są. Jaka jest konsekwencja medykalizacji porodu, jak sobie radzić z bólem, ze skurczami - cała ta świadomość pomaga rozumieć poród jako proces, a nie jako torturę. Czytajcie dużo sensownych tekstów, książek, pytajcie osoby, które miały 'dobre porody', unikajcie tych, którzy Was straszą, złapcie się do grupy wsparcia, np. w szkole rodzenia. Przy wyborze szpitala kierujcie się 'czynnikiem ludzkim'. Pamiętajcie, że to położne przyjmują porody. Zobaczcie jakie wsparcie oferuje szpital, np. w zakresie laktacji. Wybierzcie się na 'dni otwarte', pytajcie jak podchodzą do II fazy porodu, jakie są możliwości niefarmakologicznego łagodzenia bólu. 


 11.Dlaczego tak wiele kobiet boi się rodzić w domu?

 Zadałabym pytanie inaczej: Dlaczego tak niewiele położnych przyjmuje porody domowe? A potem zapytałabym kolejne: Skąd kobiety czerpią wiedzą o możliwym miejscu porodu?.Czy w ogóle wiedzą o tym, że można urodzić w domu? To właśnie jeden z komentarzy pod reportażem porodowym brzmiał: "Nie wiedziałam, że można rodzić w domu! Super sprawa. Gdybym wiedziała, może też bym się zdecydowała." Bardzo ucieszyła mnie ta wypowiedź, bo utwierdziła mnie w przekonaniu, że publikacja tych zdjęć to też misja edukacyjna. Można pisać o prawie do rodzenia w domu w ustawach, rozporządzeniach, a i tak przechodzi to bez echa. Zobaczyć poród domowy - to tak jakby trochę w nim uczestniczyć, spróbować, potestować jakie to niesie dla mnie emocje, czy tego chcę, czy mnie to odrzuca. Myślę, że w większości kobiety boją się rodzić i wynika to z takiego ogólnego klimatu porodowego, jaki nas otacza od maleńkości - to po trochu temat tabu, a po trochu wielki ból. Nie dziwię się temu - opieka szpitalna w PRL to był horror dla wielu kobiet. Te, które nie poradziły sobie z traumami, przenoszą je na córki i wnuczki - często nieświadomie, a wręcz z dobrymi intencjami - chcą nas ustrzec i przygotować do trudności. Polecam otaczanie się pozytywnymi wizjami porodowymi - jeśli nie ma w waszej okolicy kręgu opowieści porodowych, to dużo czytajcie, edukujcie się, rozmawiajcie z osobami, dla których poród był wydarzeniem pięknym i ubogacającym, a po swoich porodach - spisujcie swoje przemyślenia, odczucia - i puszczajcie je dalej. Tylko tak - razem - możemy zmieniać wyobrażenie o porodzie. 


Mam nadzieję, że wypowiedź Niny Kwaśniewskiej przybliżyła Wam wiedzę o porodzie domowym. Wyszedł nam naprawdę długi artykuł, ale jest to bardzo obszerny temat i wcale nie tak łatwo przekazać najważniejsze informacje w krótkiej formie. Mamy nadzieję, że wiedza o porodach domowych będzie się szerzyć i wzrośnie liczba położnych specjalizująca się w tej dziedzinie. Życzymy Wam samych świadomych i szczęśliwych rozwiązań, aby każdy poród był cudownym przeżyciem. 

Chciałabym bardzo serdecznie podziękować Ninie Kwaśniewskiej za podzielenie się swoją cenną wiedzą i swoimi pięknymi zdjęciami. Jeśli macie jakieś pytania lub jesteście zainteresowane tematem, piszcie na adres: nina@macierzanka.org




Na zdjęciu Nina i położne:Dorota Fryc i Krystyna Czechowska




3 komentarze:

  1. Jejku wszystko to co tak bardzo przeżywałam w szpitalu czyli właśnie brak partnera po porodzie, brak domowego jedzenia, budzenia się w swoim łóżku i takiego ludzkiego traktowania... Aż nie wiem co napisać, poród w domu to ogromne wyzwanie, szczególnie reakcja otoczenia, to musi być naprawdę poważna decyzja i świadomość tego, dlaczego wybrało się właśnie taki poród, by te opinie ludzi w koło nas nie bolały czy nie zniechęciły.
    W 100% rozumiem co kierowało bohaterką tego posta, że wybrała właśnie takie rozwiązanie.
    Świetny wywiad :)

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie niestety poród domowy nie wchodzi w grę, ale wywiad super :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam książkę ze wspomnieniami kobiet rodzących w domu, wszystkie były nim zachwycone. Ja sama się nie odważę, może też nie czuję się w domu Męża jak we własnym domu... Gratuluję, że wszystko przebiegło po myśli, macie piękne zdjęcia i na pewno też przeżycia :-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdą opinię:)