a Błędy, które popełniłam przy pięlęgnacji skóry mojej córki. - ANIELKOWE.PL

środa, 8 marca 2017

Błędy, które popełniłam przy pięlęgnacji skóry mojej córki.


 AZS czy ŁZS to już choroba naszych czasów. Zwykły trądzik niemowlęcy może przerodzić się w poważne zmiany skórne- nie tylko na buzi. Dziecko nagle zaczyna się drapać- często do krwi. Nie pomagają maści, kremy i inne specyfiki. Gdzieś kiedyś czytałam, że jeśli choruje dziecko, to chorują również rodzice. U nas sprawdziło się to powiedzenie w stu procentach. Nieprzespane noce, dużo wydanych pieniędzy i ta bezradność. Tylko ten, kto spotkał się z chorobami skórnymi wie, jakie to wszystko jest ciężkie i męczące. 

    Żeby było jasne- nie wiem, czy moja córka ma AZS, ŁZS lub inną chorobę. Bardzo często zmiany skórne przypisywane są od razu do AZS lub (u niemowląt i dzieci) alergii na białko krowie. Bardzo często niestety, są to złe diagnozy. Nie mniej często rodzice widząc u dziecka wysypkę, sami twierdzą, że to AZS, podczas gdy to reakcja na jakiś alergen, która zaraz zniknie.Przemysł ''farmaceutyczny'' robi sobie z rodziców niezłe żarty. Wykorzystują niewiedzę rodziców i od razu sugerują, że jeśli dziecko ma suchą skórę, muszą zainwestować w super krem X na zmiany atopowe. Rodzic taki od razu leci do apteki bądź kosmetycznego, kupując specyfiki, które mają w składzie mnóstwo parabenów. I koło się zamyka. Ale o tym sami poszukajcie u źródła. 

Dzisiaj chciałabym trochę przybliżyć moje błędy, które popełniałam od samego urodzenia mojej pięciomiesięcznej córki. Od trzeciego miesiąca życia zmagaliśmy się z okropnymi krostkami na twarzy, zaczerwienioną skórą i głową całą w łuskach. Do tego doszły pojedyncze zmiany na ciele. Od tygodnia nie używamy nic. A skóra mojej córki jest taka, jak ta z okładek magazynów. Więc dzisiaj, w Dzień Kobiet mamy Święto. I to jest Święto, które zrozumieją tylko rodzice chorych dzieci. Poniżej przedstawiam Wam moje błędy i moją osobistą opinię.

Wszystko zaczęło się w szpitalu.

Mogłam poprosić, żeby pierwsza kąpiel mojego noworodka odbyła się po minimum sześciu lub po dwunastu godzinach. Maź płodowa to najlepszy kosmetyk dla takiego malucha. Miałaby czas dobrze się wchłonąć. Druga sprawa- do szpitala zabrałam zwykłe mydło bambino. Jedna z pielęgniarek pochwaliła moją decyzję o wyborze kosmetyku, druga zabroniła używać, bo na mydle zostają bakterie. Tak więc po powrocie do domu, od razu zakupiłam płyn do kąpieli Johnson, którym ta druga  pielęgniarka myła moje niemowlę.

Mogłam zrezygnować z chemii do prania.

Moja córka od razu założyła na siebie pięknie pachnące body wyprane w Lovel'i i Bobini. Żałuję, że nie zdecydowałam się prać ubranek w szarym mydle lub orzechach. Zapach noworodka przeplatany z pachnącymi ubrankami zapamiętam do końca życia. Ale czy było warto?.

Odwiedziłam (za) dużo lekarzy.

Zasada była jedna- znaleźć lekarza, który powie to, co chcę usłyszeć. Gdy zwykły trądzik niemowlęcy przerodził się w zmiany, które swędziały i nie pozwalały funkcjonować, wybrałam się do prywatnego lekarza. Ten od razu zasugerował alergię na białko. Zmieniłam więc mleko na mlekozastępczą mieszankę. Tak, karmię mm. Córka wymiotowała nim i w ogóle nie chciała tego jeść. Z drugą mieszanką było podobnie, choć jadła co nieco. Zmiany tylko się pogarszały. Być może przez stres?. Odwiedziliśmy drugiego lekarza, dermatologa i bliska byłam wizyty u homeopaty...gdy pomiędzy tym wypadło szczepienie Anielki. Lekarz rodzinny stwierdził ŁZS, ale polecił tylko emolienty... Zaczęłam działać na własą rękę.

Kupowałam za dużo kosmetyków.

Z internetu zamówiłam krem na ŁZS dla dorosłych. Z nigdy-mężem odwiedziliśmy drogerię i aptekę. Wyszliśmy z tych miejsc z tak dużym rachunkiem, że starczyłoby nam na opłacenie doby w jakiś exclusive apartamencie.  Żadne z kosmetyków nie przyniosło rezultatów. Chociaż wybieraliśmy te najdroższe i rekomendowane. No bo co?. Dziecku żałujesz?. Wpadłam w sieć, z której ciężko było się wydostać. Kupowałam i testowałam na córce różne kosmetyki. Zrobiłam z niej królika doświadczalnego, chociaż chciałam jej tylko pomóc. Nie patrząc na skład-brałam, jak leciało. Czytałam opinię różnych ludzi. Innym pomagało- mojej córce nie. Wyobraźcie sobie zdesperowaną, niemądrą matkę, która kolejną noc spędziła na trzymaniu dłoni córki. Bo co z tego, że zakładałam jej na ręce rękawiczki, skoro i tak miała niespokojny sen i próbowała się drapać?.

Nie douczyłam się przed porodem.

Dlaczego od razu, tak na ''Dzień Dobry'' władowałam w niego chemię? Przecież jest tyle alternatyw. Zaznaczam- nie jestem eko. Ale naturalność to jedna z najważniejszych rzeczy, które możemy dać maluchowi. Jedna Pani kosmetolog, powiedziała mi bardzo ważną rzecz (trochę zmieniłam słowa): ''Używanie takich środków pielęgnacyjnych dla dzieci, jest jak  podanie mu bigosu. Tak samo jak żołądek nie jest przygotowany na bigos, tak samo skóra dziecka nie jest przygotowana na chemię". Amen.

Nie potrafiłam zaufać nikomu, nawet własnej intuicji.

 Chociaż ta intuicja, doprowadziła mnie przypadkowo do naprawdę dobrego lekarza. Lekarza na NFZ. Gdy spędziłam dwie noce u swojej mamy, stan Anielki jeszcze bardziej się pogorszył. Doszło do tego kichanie i swędzenie powiek. Alergia na kota? Roztocza? Inne alergeny?.  Szybko wybrałam się do rodzinnego, którego miałam pod nosem. Stwierdził, że skóra Anielki wymaga sterydów. Ja- zmęczona, przygnębiona- zaufałam. I to była najlepsza decyzja w moim życiu. 


Jeśli chcesz wiedzieć, co było po sterydach- zaczekaj na część drugą. Po nich nie popełniałam już takich błędów. Napiszę również, jak je naprawiłam. Część druga będzie już pozytywna- być może nawet siebie pochwalę, bo przez ten czas, gdzie popełniałam gafy, robiłam też dużo dobrego.











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdą opinię:)