a Najbardziej pozytywny blog parentingowy i lifestylowy

czwartek, 12 lipca 2018

Bunt dwulatka jednak istnieje?!

lipca 12, 2018

Przychodzi w Twoim życiu taki okres, w którym chcesz się uzbroić w cukierki. Następnie schować się gdzieś w szafce i rzucać nimi w kierunku dziecka, kiedy tylko znowu zacznie krzyczeć. Tak, to bunt.

To tak zwany bunt dwulatka, trzylatka, a nawet pięciolatka. Bo daję słowo, każde dziecko zaczyna go w innym wieku. Przecież trzeba zaskoczyć rodziców i zacząć z grubej rury, co nie? A może by tak zacząć jeszcze przed dwójką na liczniku? A proszę Cię bardzo! W najmniej oczekiwanym momencie też jest dobrze.
Spokojnie, nie jesteś z tym wszystkim sam. Codziennie tysiące rodziców zmaga się z tym zjawiskiem. Rodzice dzielą się na trzy grupy: 
  1.  Tak, moje dziecko przechodziło lub przechodzi bunt.
  2. Nie, naprawdę nie znam tego zjawiska.
  3. Przechodziło bunt, ale w życiu się do tego nie przyznam!

Czym jest bunt dwulatka?

To nic innego jak okres pomiędzy 18 a 36 miesiącem życia dziecka, który jest bardzo znaczący dla jego rozwoju. To w tym czasie nasza pociecha zdaje sobie sprawę, że jest odrębną jednostką i może (a właściwie chce) decydować o swoim życiu pod każdym względem. Przykład z życia wzięty? „Nie będę tego jeść, nie będę teraz się ubierał, nie chcę iść na spacer (co z tego, że przed chwilą chciałem) i z pewnością będę krzyczał ile tylko starczy mi sił! Nie obchodzi mnie, że jesteśmy w sklepie albo przychodni!” Nie należy zapominać również o tym, że jest to czas, w którym dziecko najzwyczajniej w Świecie MARUDZI. Co mu się nie powie, od razu zaczyna swój lament, jakbyś chciał zrobić mu krzywdę. A przecież ty tylko zaproponowałeś wspaniałą zabawę.  Najlepiej, jakbyś w ogóle sobie poszedł, a był tylko na zawołanie. Moja Anielka nie protestuje tylko wtedy, kiedy proponuję jej lody. Chociaż taki mam na nią sposób:)

Uczucia rodzica

Z początku czujesz się zmartwiony. Zastanawiasz się, co Twojemu dziecku dolega i najczęściej szukasz winy w sobie. W późniejszym etapie jest złość. Nie panujesz nad emocjami, bo w sumie sam nie wiesz, co jest grane. Zaczyna Cię naprawdę wkurzać taki stan rzeczy, bo ileż można. Ileż można reagować lub  odwrotnie- nie zwracać uwagi, kiedy nasze dziecko zamienia się w małego potworka. Dziecko mi się popsuło, nie ma co! S.O.S! 

Magia internetu lub koleżanek

Wpisujesz w Google albo pytasz doświadczonych koleżanek- To bunt. On istnieje. To normalne i wiesz co? Da się go przeżyć! Trzeba tylko wiedzieć jak i wsłuchać się w potrzeby swojego dziecka. 

Jak przeżyć bunt (nasze własne sposoby)

  • Ograniczenie do minimum telewizji i bajek z komputera. Po co dodatkowo dziecko rozpraszać? 
  • Opanowanie, chociaż z tym ciężko. Dziecko w tym okresie potrzebuje silnych rodziców. Nie pokazuj mu, że łatwo wyprowadzić Cię z równowagi, bo będzie robiło to częściej. 
  • Dawaj dziecku wybór: niech decyduje o różnych rzeczach, kiedy tylko może. Nie chce ubrać niebieskich spodni? Ok, to niech wybierze spośród innych zaproponowanych przez rodzica. Pociechy muszą czuć się ważne. Największą krzywdą, jaką można zrobić to pozbawić dziecka jakiegokolwiek głosu. 
  • Konsekwencja. Wybór ubrania jest w porządku, ale kiedy dziecko nie chce iść np. do lekarza- tutaj już na sprzeciw zgodzić się nie można. Tłumaczenia często nic nie dają, ale trzeba być cierpliwym. Dziecko musi wiedzieć, że rodzic to osoba, która wie, co jest ważniejsze. Ustępując przez cały czas, bardziej krzywdzimy dziecko, niż mu pomagamy. 
  • Płacz kontrolowany. Zapamiętaj jedno- chociażby Ci serce pękało, dziecko i tak będzie płakać. 
  • Wspólne spędzanie czasu. Dzieciaki potrzebują odwrócenia uwagi od negatywnych emocji.
  • Cierpliwość. To minie. U nas powoli mija, odkąd stosujemy zasady opisane powyżej. 
Bunt dwulatka to ciężki okres głównie dla rodziców. Sam nie wiesz, jak masz postępować- kierować się rozumem, sercem czy wujkiem Google:) Daj znać, jak  poradziłeś  sobie z tym (dziwnym),chociaż naturalnym etapem rozwoju. 
Dla wszystkich, którzy mają to przed sobą, albo właśnie to przeżywają- Uściski! Damy radę!
Aleksandra. 

piątek, 6 lipca 2018

Misie Szumisie- na czym polega fenomen białego szumu?

lipca 06, 2018



Coraz częściej w wyprawkach dla noworodków możemy znaleźć Misie Szumisie. Chociaż z białego szumu korzystały już nawet nasze prababki, to właśnie kilka lat temu ta metoda uspokajania i wyciszania dzieci stała się jedną z najbardziej popularnych. Kiedyś była to suszarka, a dzisiaj piękne, miłe w dotyku przytulanki, z których wydobywają się kojące i znajome maluszkowi dźwięki. Czym właściwie jest biały szum i dlaczego sprawia, że maluszkom łatwiej jest się uspokoić i nawet zasnąć? Na to pytanie znajdziecie odpowiedź niżej. 

Szumisia dla Anielki dostaliśmy od rodziny. Bardzo szybko odkryliśmy jego magiczne moce.  Był to (i nadal jest!) żółty miś, z którego wydobywały się dźwięki- szum i bicie serca. Do dzisiaj jest towarzyszem zabaw i zasypiania córki, chociaż z jego szumów już nie korzystamy. Anielka jednak bardzo się do niego przywiązała i często domaga się jego obecności przy zasypianiu. Jest miękki, bardzo miły w dotyku i wygląda bardzo przyjaźnie. W dodatku jest z nią od samego początku, więc traktuje go jako przyjaciela. Jeśli myślicie, że dzieci do takich rzeczy nie przywiązują większej uwagi- jesteście w błędzie. Maluchy muszą mieć ulubioną przytulankę, aby w niektórych sytuacjach czuć się komfortowo i bezpiecznie. 

Kontrowersje
Chociaż wokół białego szumu i jego dopuszczalnego natężenia dźwięku dla najmłodszych istnieją spore kontrowersje, to używany z tzw. "głową" nie zaszkodzi nikomu. Misie Szumisie przechodzą liczne badania i mają atesty, które jednoznacznie wskazują na to, że są bezpieczne. Wybierając przytulankę dla najmłodszych, musimy tylko pamiętać, że towar musi pochodzić od zaufanego producenta. Za  takiego misia zapłacimy nieco drożej, ale mamy przy tym pewność, że jest odpowiedni dla naszych pociech. Taką ofertę przygotował dla Was sklep https://fancyandeco.pl/ , w którym znajdziecie między innymi zakładkę o Szumisiach, które produkowane są w Polsce. Dokładnie to tutaj: https://fancyandeco.pl/151-szumisie .

Jak działa biały szum?
Biały szum przypomina niemowlęciu o dźwiękach, które przez dziewięć miesięcy słyszało w łonie matki. Przyjście na Świat dla maluszka jest nowym, nieznanym i często ciężkim przeżyciem. W końcu przez dziewięć miesięcy czuło się bezpiecznie słysząc odgłosy, jakie panują w łonie. W dodatku szum ten wycisza inne odgłosy pochodzące np. z zewnątrz- głośne samochody czy kłótnie sąsiadów. Przy zasypianiu, albo kolkach jest w wielu przypadkach niezbędny. Uspokoi i wyciszy prawie każde niemowlę.

Dlaczego warto wybrać Misia Szumisia 
Niestety, często nie jesteśmy w stanie sami określić, czy natężenie puszczane z jakiegokolwiek nośnika jest odpowiednie i nie zaszkodzi maluszkowi. Wtedy na pomoc przychodzi Miś, którego głośność jest dostosowana do potrzeb naszej pociechy. Przyznam się Wam szczerze, że my czasami puszczaliśmy Anielce podobne dźwięki z internetu w telefonie np. kiedy byłam w gościach i nie brałam ze sobą przytulanki. Nie dość, że kiedy ona się wyciszała, ja nie mogłam odpocząć przeglądając np. media społecznościowe (taka ze mnie mama, że lubię wiedzieć, co w trawie piszczy), to natężenie pozostawiało wiele do życzenia. Dopiero niedawno dowiedziałam się, że naprawdę ma ono znaczenie.  Kolejną kwestią jest to, że wybierając Misia szumisia inwestujemy w mobilnego przyjaciela naszego dziecka. On zawsze będzie się dobrze kojarzył dziecku i służył naprawdę długo. Z początku będzie miłym towarzyszem snów, a w późniejszym okresie- przytulanką, która nigdy nie zostawi w potrzebie.  

Żadna przytulanka nie zastąpi rodziców?!
Wiecie jacy jesteśmy- nosiliśmy, tuliliśmy i zaspakajaliśmy każde potrzeby Anielki. Ale najwidoczniej  jedną z nich był biały szum, ponieważ dzięki niemu Anielka zasypiała bez większych problemów. Wiem, że są rodzice, którzy nie korzystają z takich "pomagaczy", ale jeśli chcecie spróbować- mówię Wam szczerze, że warto. Jeśli chcecie wziąć prysznic, ugotować obiad lub pragniecie, żeby przez chwilę odpoczęły Wam ręce- spróbujcie. Nie bójcie się! Nie zrobicie nikomu krzywdy, a możecie tylko pomóc sobie. 

Jak bezpiecznie korzystać z białego szumu i Misiów Szumisiów?
Tutaj ważna jest zasada, o której wspominałam wcześniej- Wszystko z głową. Nie puszczajcie przez całe dnie szumów swoim maluchom- niech to będzie dla nich kojący rytuał, który wprowadzi ich w stan odpoczynku i rozluźnienia. Niech będzie lekiem na kolki lub bezsenność, ale absolutnie nie powinien być lekiem na cały Świat. Maluchy od samego początku muszą uczyć się dostosowywania do nowych, życiowych warunków i nie zabierajmy im możliwości tej nauki. Drugim ważnym aspektem jest poziom dB. których sami często nie jesteśmy w stanie określić. Zbyt głośne dźwięki mogą przyczynić się do rozdrażnienia malucha i być może problemów ze słuchem. 


My korzystaliśmy z dobroci, jakie niosą ze sobą białe szumy. Nie raz pomogły przy kolce lub wyciszeniem maluszka. Miły i sympatyczny miś jest z nami do dzisiaj. Zachęcam Was serdecznie do korzystania z takich wynalazków, jakimi są Misie Szumisie. Mogą przynieść Wam dużo korzyści i pomóc odpocząć nie tylko waszym maluszkom, ale również Wam! Świat idzie do przodu- korzystajmy i cieszmy się z nowych technologii. Oczywiście z głową! Podzielcie się swoją opinią dotyczącą białych szumów i Misiów Szumisiów.

Zachęcam Was do odwiedzenia sklepu https://fancyandeco.pl , w którym znajdziecie nie tylko Szumisie, ale wybierzecie całą wyprawkę dla niemowlaka i zamówicie świetne ubrania dla starszaków:)






czwartek, 5 lipca 2018

Ukochaj to życie i siebie zresztą też!

lipca 05, 2018


Ile razy nie zrobiłaś czegoś, bo bałaś się reakcji innych osób? Jak wiele razy zostałaś pomówiona, oczerniona i niesprawiedliwie oceniona za swoimi plecami? Ile razy tak bardzo chciałaś zadowolić innych, że zapomniałaś o sobie i o swoich potrzebach? Ile razy jeszcze musisz upaść, żeby nauczyć się szybko wstawać? Ile razy zastanawiałaś się, ile to wszystko jest warte. Ten cały wyścig szczurów, w którym wzięłaś udział mimo woli i trochę wbrew sobie. Czy liczy się być, czy liczy się mieć? Czasami warto się zatrzymać. Docenić chwilę, nie myśleć o konsekwencjach. Złapać szczęście i pozwolić mu trwać. Nie myśleć za dużo, odstawić na bok problemy. Sprawić, że jutro na chwilę przestanie istnieć. 



Jak to powiedział mój ulubiony trener Qczaj- Ukochaj te życie! I to jest właśnie klucz, który pozwoli otwierać każde przeciwności i dobrocie, jakie daje nam życie.

I chociaż brudne naczynia nie umyją się same, to mogą poczekać. Nie zaczeka natomiast drobne gest lub pierwsze kroki Twojego dziecka. Można przymknąć oko na brudny obrus zdobiący stół, natomiast na potrzeby swoje i najbliższych- nie warto.

Niepowodzenia? Porażki? Wyciągnij z nich wnioski i idź dalej. Koniecznie z uniesioną głową! Nie zaplątaj sobie głowy wyimaginowanymi problemami, które nie wnoszą nic, oprócz strachu.


-Z czego mam się cieszyć? Zapytasz- Dom na głowie, niewdzięczna praca lub ciągły jej brak, wciąż chorujące dzieciaki, mąż wiecznie nieobecny...
- Ciesz się z tego, co Cię otacza. Doceniaj to, że żyjesz. Że dane Ci było zaistnieć na tym Świecie i ciągle masz szansę na jeszcze lepsze jutro. Ciesz się, że masz dla kogo wstawać i robić kanapki. Ciesz się, że Słońce mówi Ci Dzień Dobry, a gwiazdy kładą spać za każdym razem.
Ucieka nam życie, leci przez palce- bierz z niego to, co najlepsze. Albo nie, bierz z niego wszystko i domagaj się więcej.


A inni? A niech gadają. Za Ciebie nikt życia nie przeżyje. Banalne, co nie? Ale jakie prawdziwe.  Zrozum. To ty masz siebie kochać. To ty masz siebie doceniać i to ty musisz znać swoją wartość. Dla siebie i dla swoich najbliższych- reszta to tylko tło. I zapamiętaj, zawsze będziesz za gruba, za chuda, za głupia, za mądra, za szczęśliwa, za smutna i prawda jest taka, że nigdy wszystkim nie dogodzisz. Pytanie tylko- czy warto? Oczywiście, że nie. Ci, którzy Cię kochają- robią to mimo wszystko i doceniają, Ci co nienawidzą- nie wiedzą, co tracą.


Każdy z nas ma swój zegar. Kiedy on przestanie bić? Tego nikt nie wie. Warto się zatrzymać, docenić i czasami zrezygnować z obowiązków na rzecz cudownych wspomnień. Nikt nie będzie pamiętał, że sprzątałaś łazienkę na błysk, a Twoje pranie pachniało najdłużej- za to każdy zapamięta Twój szczery uśmiech, otwarte serce i dobroć, która zawsze z Ciebie płynęła! Bawmy się życiem, próbujmy go, nie patrzmy za siebie, nie spoglądajmy na innych. One jest tylko nasze i to od nas zależy, czy wykorzystamy go na sto procent.


Wasza Aleksandra.

sobota, 30 czerwca 2018

Coś, co robi prawie każda mama, ale nie zawsze się do tego przyznaje:)

czerwca 30, 2018


Nie nazwałabym tego tak, jak mówi o tym sama definicja. Nie. Raczej określiłabym to jako sztukę przetrwania i umiejętność radzenia sobie w stresowych sytuacjach. Wiecie, dzieci sprawiają, że odkrywamy w sobie rzeczy, o których istnieniu nawet nie mieliśmy pojęcia. Przyznać się, która z Was, będąc w ciąży myślała,  że jest w stanie znieść pięć nieprzespanych nocy z rzędu? Niby takie oczywiste, a jak już doświadczamy tego na własnej skórze to mówimy sobie takie "wooow! Skąd ja mam tyle siły!?"W życiu każdej z nas przychodzi taki moment, w którym musimy to zrobić. Nawet nieświadomie. Możemy nawet same unikać tego jak ognia, ale czasami się po prostu nie da, ot co. Wtedy właśnie przychodzi taki niezręczny (z początku) moment, w którym mówimy:


Kochanie, mama idzie tylko siku
A tak naprawdę zamykamy się w łazience, żeby w spokoju przeglądnąć Facebooka, albo zadzwonić do koleżanki.
Tak. Kłamiemy, chociaż ja bym tego tak nie nazwała. To jest delikatne mijanie się z prawdą, przez które nikt nie ucierpi, wręcz przeciwnie- jedna strona może na tym bardzo zyskać:) To jest z jednej strony złe rozwiązanie, a z drugiej takie inteligentne i cwane, że czasami aż trzeba skorzystać. Zresztą, w niektórych przypadkach to nie jest nawet ominięcie prawdy, tylko przedstawienie jej w zupełnie inni sposób. 

Mama teraz nie ma pieniążków
Chociaż byś znalazła na tę pierdołę pieniądze, to wiesz, że ta zabawka zostanie rzucona w kąt jeszcze zanim wrócicie do domu. Albo znowu ją zgubi, połamie czy przegryzie.

Ale masz podobną zabawkę (pierdołę) w domu
I chociaż wiesz, że w domu nie ma takiego samego batona, lalki czy nawet jogurtu, to uparcie twierdzisz, że coś takiego w mieszkaniu jest. W końcu sama zaczynasz w to wierzyć.

Mama zaraz też kładzie się spać 
Albo po prostu udajesz, że już śpisz, z nadzieją, że zainspirujesz swoją pociechę. Tego typu zagrywek nie polecam, bo zazwyczaj faktycznie robisz się senna i ciężko otworzyć oczy. 

Za chwilkę się z Tobą pobawię
Nie oszukujmy się. Często mamy inne obowiązki w danej chwili. Chociaż często odpuszczasz i faktycznie spędzasz czas z dzieckiem- są sytuacje, w których nie masz możliwości albo nawet chęci. Wtedy trzeba to dziecku wytłumaczyć w jakiś sensowny sposób. Ale jeśli nie zrozumie, można zaryzykować tym tekstem z nadzieją, że odpuści. Może pobawi się samo i zapomni, że chwila dawno minęła?:)

Może jutro to zrobimy? Albo w ogóle w inny dzień?
Faktem jest, że dzieci czasami mają takie zachcianki i pomysły, które ciężko zrealizować. Warto przełożyć je na inny moment, niż od razu zachwiać wyobraźnią dziecka. Może faktycznie za kilka dni pojeździcie na jednorożcu? Może one faktycznie istnieją, tylko czekają na odpowiedni moment, żeby ujawnić się Światu?

Nie. Wcale nie jestem smutna i wkurzona
Chociaż wiadome jest, że dzieciom trzeba mówić, co w danej chwili czujemy- czasami się nie da. No bo jak tu dziecku ze stoickim spokojem (jak jesteśmy wkurzone) wytłumaczyć, że poziom zdenerwowania mamusi osiągnął szczyt, ponieważ tatuś znowu zapomniał, gdzie jest kosz na brudy. 

Przecież to jest dobre i zdrowe!
Podaj dziecku gorzki syrop i wytłumacz, że fakt, nie smakuje jak soczek, ale jest potrzebny. Ugotuj mu na obiad spaghetti i podaj z uśmiechem, kiedy masz wstręt do pomidorów.  Wiecie, są takie sytuacje, w których nie myślimy jak psycholog, tylko jak zdesperowana matka, która tylko chce, żeby dziecko szybko wyzdrowiało, albo zjadło coś bez marudzenia.

Żadna z nas nie jest Święta, tylko niektóre bardziej to ukrywają! Idealne, książkowe macierzyństwo nie istnieje, a przedstawione wyżej sytuacje są na to dowodem. Nie mówię, że kłamiesz cały czas, ale ... przyznaj szczerze- zdarzyło się, co nie?:)


Jest sobota. W sobotę królują krótkie wpisy. Co byś dopisała do tej listy?

____________________________________________________________________
Spodobał Ci się post? Polub na Facebook i skomentuj.
Będzie mi strasznie miło, jak dasz znać, że to czytasz. Ostatnio Facebook uciął wszystkim zasięgi, a każdy Twój Like (pod postem na Facebook, nie tym na blogu) to szansa, że zobaczy to więcej osób. Dziękuję! :*




czwartek, 28 czerwca 2018

Czy żłobek to dobre rozwiązanie? Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o tym miejscu

czerwca 28, 2018

Za nami pierwsze zmagania z miejscem zwanym żłobkiem. Spróbowaliśmy, wyciągnęliśmy wnioski i... zrezygnowaliśmy:) Nie będę pisać o powodach, dlaczego tak się stało. Wydaje mi się, że w niektórych przypadkach ciężko podać konkretny powód. Na tę decyzję złożyło się wiele czynników. Wiemy jednak, że Anielka przed ukończeniem trzeciego roku życia na pewno jeszcze spróbuje swoich sił wśród rówieśników, ale w innej placówce.Przygotowałam dla Was krótki poradnik, z którego dowiecie się, czy w ogóle żłobek to dobre rozwiązanie, na co zwrócić uwagę przy wyborze odpowiedniej placówki i jak się na to przygotować. My spróbowaliśmy, wiemy "z czym to się je" i czego absolutnie unikać. Zapraszam.


Żłobek to przechowalnia dzieci?
Absolutnie nie. Porządny żłobek nie powinien spełniać takiego zadania. Moje zdanie na ten temat jest takie: Jeżeli nie stać Cię na opiekunkę, nie masz kogoś bliskiego, który zająłby się Twoim dzieckiem- wybierz żłobek. Ale upewnij się, że pracujące tam opiekunki, to kobiety z powołaniem i wielkimi pokładami miłości- spokojnie, to da się wyczuć. Maluchy do lat trzech na pierwszym miejscu potrzebują miłości i zaufanej osoby u boku, dopiero w drugiej czy tam kolejnej- zabawy z innymi dziećmi. To jest fakt. Sprawdzony, wierzcie mi. Są dzieci, które w żłobku czują się jak rybka w przysłowiowej wodzie, ale to zasługa przede wszystkim opiekunek, które tworzą klimat tego miejsca.

Plac zabaw, zajęcia i spędzanie czasu
Zwróćcie uwagę, czy dana placówka posiada plac zabaw. Jest to strasznie ważne! Dzieci po pierwsze- dobrze czują się po zabawie na świeżym powietrzu, łatwiej zasypiają, hartują się i nie nudzą. Zapytajcie, czy każdy maluch ma szansę na przebywanie na dworze. Nie wyobrażam sobie siedzenia przez osiem godzin bez dostępu do świeżego powietrza. Nawet zimą potrzebny jest spacer, nawet jeśli dziecko ma siedzieć w wózku. Dobre żłobki oferują zajęcia takie jak np. rytmika czy plastyka. Spokojnie, wychowawczynie wiedzą, jak przeprowadzać takie zabawy nawet z niesfornymi maluchami. Chodzi o to, żeby dziecko się nie nudziło i  uczyło się przez zabawę. Chodzi w tym wszystkim o to, żebyście wy na sto procent byli pewni, że Wasza pociecha spędzi ten czas miło, wesoło i przyjemnie. Wymagajcie od żłobka, jak najwięcej się da. Jeżeli macie wątpliwości- pytajcie. Jeżeli macie propozycje- sugerujcie. Starajcie się zaobserwować, czy opiekunki np. śpiewają maluchom, opowiadają wiersze, albo bawią się np. w "kółko graniaste". Brzmi śmiesznie trochę co nie? Ale dzieci to lubią i tego potrzebują!:)

Każde dziecko jest inne
Przekonałam się o tym. Są dzieci, którym nie przeszkadza kilkugodzinne siedzenie na pupie i bawienie się autkiem, ale są dzieci, które potrzebują aktywnie spędzać czas. Wybierzcie żłobek odpowiedni dla potrzeb swojego dziecka, a nie ten, który akurat ktoś polecił. Jeżeli macie spokojne dziecko, być może będzie dobrze czuło się w małej, spokojnej grupce. Jeżeli Wasza latorośl jest taka jak Anielka- wybierzcie żłobek lub grupę w której cały czas się coś dzieje, a dzieciaki nie mają prawa się nudzić. Każde dziecko ma inne potrzeby, w nie się wsłuchajcie. No i jeszcze najważniejsza rzecz- adaptacja! Każde dziecko przechodzi ją inaczej. W niektórych przypadkach (a często się tak zdarza)- dzieci zaaklimatyzują się od razu, w innych może potrwać to nawet miesiąc. Dajcie sobie czas na to wszystko, ale obserwujcie swoje pociechy. One jeszcze nic nie mówią praktycznie, ale z ich zachowania szybko idzie zrozumieć, czy  warto dalej próbować, czy to raczej nie ma sensu. Śmiejcie się ze mnie dalej (robicie to często?), ale my szanujemy naszą córkę i zawsze staramy się wsłuchiwać w jej potrzeby. Moja rada- nie poddawajcie się szybko, ale obserwujcie dzieci. Jest różnica, kiedy dziecko nie chce np. zostawać samo na początku albo niechętnie idzie do żłobka, a jest różnica, kiedy dostaje palpitacji serca i budzi się w nocy z przerażeniem i krzyczy "nieee!". Dla każdego z Was jest to nowy etap. Ciężki jak cholera, ale trzeba go przejść.

Ufaj, ale obserwuj
To jest chyba to, z czym zmaga się większość rodziców posyłających swoje dzieci do żłobka. Czy ufam tej babce, która od dzisiaj będzie zajmowała się naszym dzieckiem? Czy zrobi mu krzywdę? Tak krzywo się spojrzała.... Pamiętajmy. Jesteśmy tylko ludźmi. Każdy z nas czasami się krzywo spojrzy albo zrobi złe wrażenie. Nawet przedszkolanki:). Chociaż większość z nich jest po pedagogice i specjalnych  kursach- to i tak papierki odejdą w dal, kiedy będzie trzeba uspokoić płaczące dziecko. Moim zdaniem warto popatrzeć na nich jak na kobiety i  matki, a nie jak na piątkowe uczennice na uczelni. Przyjdzie taki moment, w którym od razu będziemy wiedziały, czy opiekunka wie co robić, czy też nie. Dlatego ważna jest ta adaptacja albo chociaż spotkanie integracyjne. Większość rodziców ma problem z zaufaniem. Jest to zrozumiałe, ale nie uzasadnione- zwłaszcza z początku. No i ta pewność, że przecież nie ma na Świecie takiej osoby, która zajmie się tak dobrze Twoim dzieckiem, jak ty sama:) Pozwólcie sobie na wszystkie emocje, ale nie dajcie się zwariować.

Żłobek z pielęgniarką
W placówkach, w których jest więcej niż dwadzieścioro dzieci, obecność pielęgniarki jest obowiązkowa. Inaczej ma się to do mniejszych żłobków- tam już niekoniecznie potrzebna jest jej pomoc. Jeżeli Twoje dziecko przewlekle choruje, albo zmaga się z problemami skórnymi (tak jak my), lepiej wybrać żłobek, w którym pomoc medyczna jest na miejscu. My np. zdziwiliśmy się (chociaż w pełni rozumiemy), kiedy poprosiliśmy o smarowanie Anielki skóry kremem. Okazało się, że Panie nie mogą wykonywać takich czynności, ponieważ nie mają uprawnień. Dla zdrowego dziecka nie będzie to przeszkoda, ale już w takich przypadkach jak nasza latorośl- problem jest i to spory, ponieważ potrafi rozdrapać się do krwi. 

Wyżywienie
Warto wybrać żłobek, który oferuje naprawdę dobre i zdrowe jedzenie. Niekiedy posiłki przywozi katering, ale większość placówek posiada swoją kuchnię. Ja wychodzę z założenia, że jeśli mam płacić za posiłki, to chcę, żeby Anielka zjadła coś naprawdę dobrego i coś, czego sama nie będę w stanie ugotować:). No i ceny- czasami z są z kosmosu! Warto też zwrócić uwagę, czy placówka oferuję śniadanie, obiad i podwieczorek, czy np. same danie główne. No i kwestia alergii pokarmowych- musisz mieć pewność, że Twoje dziecko nie dostanie do jedzenia czegoś, czego absolutnie zjeść nie powinno.

Czy żłobek zepsuje mi dziecko?
Powiem Wam szczerze, że tego bałam się najbardziej. Anielka nie bije i nie szczypie- obawiałam się, że to właśnie ze żłobka wyniesie. Tak samo obawiałam się innych dzieci, które miały mi bić dziecko. Nic się takiego nie wydarzyło, ale wiem, że gdybyśmy dłużej zagrzały tam miejsce, to nawet jeśli takie sytuacje miałyby miejsce, to dzieciaki świetnie by sobie poradziły. My serio, nie zdajemy sobie sprawy, jakie one są silne i mądre:) Wiadome jest, że zachowanie na pewno w jakimś stopniu się zmieni, ale nie popadajmy w paranoję. Zwłaszcza że większość urwisów ma to do siebie, że w żłobku to aniołki, ale swoją frustrację i rogi pokazują dopiero po wyjściu z tego miejsca. Uważam, że jest to sytuacja do opanowania. U nas niestety zadziało się tak, że Anielka dostała lęku separacyjnego (którego wcześniej nie miała nigdy) i zaczęła w nocy bardzo źle spać. W dodatku bardzo mocno zaczęła się sprzeciwiać, kiedy mieliśmy tam iść. Spokojnie, nie każde dziecko tak będzie przechodzić ten etap. Jeżeli chodzi o zmiany w zachowaniu takie jak np. bicie czy złość- nic takiego nie zaobserwowaliśmy. Jedyne co, to walczy teraz o każdą swoją zabawkę i krzyczy "moooje!":)
DOBRY ŻŁOBEK nie zepsuje Ci dziecka. Dlatego tak ważne jest wybranie tego właściwego:)

Jak ja sobie poradzę?! Nastawienie
Największy problem z tą całą sytuacją mają chyba sami rodzice. Wiem to po sobie. Z kieszenią wypchaną obawami prowadziłam pierwszy raz moją córkę. Dziwne uczucia do opisania- z jednej strony strach i niepokój, z drugiej radość z czegoś nowego. Wbiłam sobie do głowy, że to miejsce może być o wiele ciekawsze, bo ileż można siedzieć z matką i się nudzić. Miałam też wizję zarabiania pieniędzy, więc zostawiłam ją i czekałam na efekty. Z czasem (do momentu pojawienia się pierwszych problemów) cieszyłam się z chwili wolności i korzystałam przez te ponad dwie godziny:) Taka ze mnie niedobra matka!:). Jeżeli wy pokażecie, że się boicie, dziecko też zacznie się bać. Jeżeli nastawicie się źle- Wasze dziecko to wyczuje i samo niechętnie będzie chciało korzystać z tej formy opieki. Starajcie się zachęcać do tego miejsca i opowiadać dużo ciekawych rzeczy. W dodatku ZAWSZE powtarzajcie, że wrócicie. Do skutku, nawet jak dziecko będzie płakać. 

Nie każde dziecko się zaadaptuje
Naprawdę. Są dzieci, które nie wyobrażają sobie życia bez matki i za cholerę nie będą chciały siedzieć tam bez rodzica. Wiem, że często żłobek to konieczność (musimy zarabiać pieniądze), ale nie warto na siłę męczyć dziecka i trzeba szukać innego rozwiązania. Dlatego, jeśli Twoja pociecha w drugiej, czy trzeciej placówce czuje się po prostu źle- zastanówcie się, czy to akurat ten odpowiedni czas. Być może znajdziecie jakąś zaufaną ciocię na emeryturze, która za niewielkie pieniądze podaruje swoją całą uwagę i serce Waszemu dziecku. Nie wiem, czy zauważyliście, ale ja od samego początku tego poradnika mówię, że trzeba znaleźć ten odpowiedni żłobek. Szukajcie, aż znajdziecie. A jeśli się to nie uda- dajcie sobie czas albo w ogóle odpuście. 

Podsumowanie:
Żłobek to nie jest łatwa sprawa. Nie każda placówka będzie odpowiednia dla Waszego dziecka i da gwarancję, że zaspokoi najważniejsze potrzeby. Warto przemyśleć wszystko, przyjrzeć się jak pracują opiekunki i w ogóle jak żłobek funkcjonuje. Pewnie spotkałyście się nie raz z opinią, że jednej mamie miejsce bardzo odpowiadało, ale druga mama nie była w ogóle zadowolona z tego miejsca. Dlatego próbujcie i dajcie szansę nawet tym żłobkom, które z pozoru wrażenia nie robią:) No i najważniejsza kwestia, czy Wy sami, jako rodzice jesteście gotowi na zmagania się ze żłobkiem? Niestety, tego musicie być na sto procent pewni! 
____________________________________________________

Dajcie znać, jak wyglądały u Was pierwsze dni i tygodnie w nowym miejscu. Może dopiero żłobek jest w planach? Opowiadajcie!

Jeśli spodobał Ci się post i przeczytałaś go do końca- proszę, daj znać klikając "Lubię to" pod postem na Facebooku. Miło mi będzie, jeśli udostępnicie dalej albo oznaczycie koleżankę, której post się przyda:)

Wszystkim Wam życzę udanych adaptacji w żłobku i samych trafionych decyzji! Nie bójcie się! :*


sobota, 23 czerwca 2018

Zadbana mama: Lakiery hybrydowe w domu- czy warto?

czerwca 23, 2018

Od dawna myślałam o jakimś kobiecym wpisie dla Was. No bo ileż można o dzieciach, co nie? Prawda jest taka, że zrobione paznokcie sprawiają, że czujemy się zadbane i pięknie. Nieważne, czy to zwykły lakier, obcięte skórki czy tylko wypiłowane brzegi. Lubimy mieć ogarnięte pazury. Koniec i kropka:) 


Ja od ponad roku jestem wielką fanką hybrydy. Chociaż nie jestem profesjonalistką, to paznokcie robię sobie sama, w domowym zaciszu. Coraz lepiej mi to wychodzi, ale przede mną jeszcze długa droga do perfekcji. Wiecie, czasami wyjadę na palca i ciągle mam problem z nadaniem odpowiedniego kształtu. Co nie zmienia faktu, że pomimo tego, że nie mam cierpliwości do takich rzeczy, to uwielbiam poświęcać ten czas sobie. Jeżeli zastanawiacie się, czy warto zacząć wykonywać takie zabiegi w domu, wszystko Wam wyjaśnię i sami zdecydujecie.

Plusy:
- To czas tylko dla mnie.
- Pomimo tego, że lakiery, bazy, topy i odtłuszczacze kosztują niemało, to i tak oszczędzamy pieniądze.
- Jak zrobi nam się odprysk, możemy same od razu naprawić uszczerbek. Nie czekamy na wizytę u kosmetyczki. 
- Trwałość nawet do 3 tygodni. Ja zmieniam kolor raz w tygodniu, czasami raz na dwa tygodnie. Dlaczego tak często? Kolor często mi się nudzi. Nierzadko jest tak, że z nerwów podważam i próbuję ściągać lakier, więc muszę naprawiać je częściej.
- Kupuję taki lakier, który mi się podoba z firmy, którą chcę testować. 
- Hybrydy nie niszczą tak płytki, jak np. żel.
- Mogę myć naczynia, sprzątać i grzebać w piasku bez obaw, że mi lakier odpryśnie.
- Satysfakcja. Jak wyjdą całkiem ładne, radość jest nie do opisania.
- To idealny sposób na zapuszczenie paznokci.

Minusy
- Nie są tak twarde, jak żel lub akryl.
- Po ok. tygodniu lekko blakną.
- Czasami bardzo ciężko je ściągnąć, a niewłaściwe zdejmowanie kończy się zniszczoną płytką. W moim przypadku zdarza się to dość często, dlatego, kiedy widzę, że moje paznokcie są zniszczone, rezygnuję na kilka dobrych dni z hybrydy. W tym czasie zazwyczaj nanoszę odżywkę albo pozwalam im "oddychać". Ścinam je i zaczynam zapuszczać od nowa.
- Jeżeli nie masz wprawy, cierpliwości albo zdolności (podobnie jak ja xD) czasami mogą nie wyjść równe i piękne. Ale zapewniam Cię, że z czasem będzie coraz lepiej. 
- Musisz sama zadbać o obcięcie skórek i nadanie kształtu. 


Dlaczego ja wybrałam samodzielne wykonywanie hybrydy, a nie np. kosmetyczkę? Ponieważ lubię oszczędzać (no, może nie oszczędzać, ale nie mam tyle kasy na wizyty u kosmetyczki, zwłaszcza że nigdy nie wytrzymałam dłużej niż dwa tygodnie z jednym lakierem). Poza tym lubię poświęcać sobie  czas w ten sposób, nawet jeśli nie będą one tak ładne, jak po wizycie u kosmetyczki. Wątpię, że ktoś mi się będzie bezczelnie na paluchy patrzył i oceniał wykonanie hybrydy. No, a nawet jeśli to... no właśnie co? :)

Jak zacząć?
Przede wszystkim należy obejrzeć filmiki instruktażowe, które znajdziecie np. na YouTube. Nie ma w tym żadnej filozofii. Najtrudniejsza do opanowania jest precyzja. Możecie też zrobić kurs, jeśli czujecie zajawkę. Następnie musicie zaopatrzyć się w zestaw startowy albo kupić osobno najważniejsze rzeczy: baza, top, odtłuszczacz, lampa, waciki, patyczki drewniane, aceton do zdejmowania hybryd, pilniczki i obcinaczki do skórek. Przykładowy zestaw startowy z Semilac'a macie po linkiem Semilac Zestaw Startowy KLIK lub nieco tańszy w "okrojonej" wersji, ale również polecany Semilac Mini Zestaw Startowy KLIK . Ja w zeszłym roku na swoje urodziny zażyczyłam sobie takiego zestawu, ale wybrałam się do hurtowni.  To był błąd, bo firma z której kupiłam produkty (jakaś no-name) w ogóle mnie nie przekonała i żałowałam, że nie zamówiłam gotowego zestawu z internetu. Straciłam tylko pieniądze, ponieważ i tak musiałam wszystko wymieniać. Jeżeli macie już podstawowe produkty, z czasem będziecie dokupywać nowe kolory. Jeżeli chodzi o odtłuszczacze i inne rzeczy, one są bardzo wydajne. 

Jakie firmy polecam?
Semilac, Neess, Chiodo, Neo Nails oraz markę, która zawitała do Drogerii Natura- Provocater (w bardzo niskiej cenie).  Z tym, że należy pamiętać- że tak naprawdę trwałość oraz łatwość aplikacji często zależy od koloru (konsystencji), a nie od firmy. Każda marka ma swoje perełki i buble. Trzeba próbować, wyciągać wnioski i... zamieniać się:) Tak, na grupach sprzedażowych można wymieniać się lakierami, które nam nie odpowiadają. Chętnych również nie brakuje na używane lakiery za niską cenę. Zawsze więc można komuś "opylić", dołożyć i kupić coś nowego:).


Dla kogo:
- Jeśli męczy Cię ciągłe poprawianie zwykłych lakierów.
- Jeśli chcesz zapuścić paznokcie.
-Jeśli nie jesteś zdecydowana jeśli chodzi o żele.
- Jeśli chcesz, aby efekt zadbanych paznokci utrzymywał się dłużej.
-Jeśli chcesz spróbować swoich sił.
- Jeśli chcesz zaoszczędzić pieniądze na kosmetyczce.
Jeżeli tak, ta opcja będzie dla Ciebie idealna!

Zagrożenia wynikające z wykonywania hybryd
Malowanie i pielęgnacja paznokci zawsze wiąże się z ryzykiem. Niewłaściwe stosowanie obcinaczek do skórek może skończyć się zakażeniem. Podczas wykonywania zabiegów, należy mieć zawsze sterylne narzędzia, w innym przypadku może pojawić się nawet grzybica. Jeżeli jednak tylko wy korzystacie z narzędzi, ryzyko jest niewielkie. Jednak zawsze należy zachować ostrożność, nieważne czy wykonujecie manicure, czy nawet wyrywacie brwi pincetą :)





_Jeżeli chodzi o lampę, to polecam Wam w bardzo atrakcyjnej cenie tę Diamond lampa UV LED KLIK. Od niedawna jestem jej szczęśliwą posiadaczką:). Sprawdza się niesamowicie, ma wbudowany czujnik ruchu i tryby: 10 sekundowe, 30 sekundowe i 60 sekundowe. Jest niewielka, ale mieści całą rękę (bez problemu wykonamy również manicure stóp). No i cudowny wygląd:)








__________________________________________________
Podobają się Wam takie kobiece posty? Dajcie znać koniecznie.
Będzie mi niezmiernie miło, jeśli skomentujecie Wpis <3.
Powiedźcie, czy wy chodzicie  do kosmetyczki? Wolicie hybrydy czy żele? A może zwykłe lakiery?:)
Aleksandra.



niedziela, 17 czerwca 2018

Myśli nieuczesane: Trzy absurdalne i smutne fakty o szczęściu.

czerwca 17, 2018

Czym jest szczęście? Można je zdefiniować? Z pewnością nie. Jednak warto nauczyć się odróżniać zadowolenie od szczęścia. To jeden z tych tematów, które nachodzą nocami i nie pozwalają w spokoju zasnąć. Dlaczego tak łatwo potrafimy rozmawiać o naszych oczekiwaniach i planach, a tak ciężko mówić nam o szczęściu? Czy to nie jest przypadkiem tak, że trochę boimy się przyznać przed samym sobą, co naprawdę by nas uszczęśliwiło? Jedno jest pewne: Żyjemy w czasach, w których coraz częściej wydaje nam się, że jesteśmy szczęśliwi. Jednak:


1.Szczęście jest często (choć nie zawsze) złudne.
Możesz mieć wszystko: własny dom albo mieszkanie, pracę, w której się spełniasz, auto, którym lubisz jeździć, żonę czekającą z obiadem lub męża pomagającego w obowiązkach domowych. Możesz mieć wakacje all inclusive, zabukowane bilety na koncert ulubionego zespołu. Drogie kosmetyki, niebanalny seks siedem dni w tygodniu, szafę wypchaną po brzegi markami znanych projektantów. Możesz mieć przyjaciół, kochankę, a nawet i dwie. Możesz mieć partnera, który wspiera i się troszczy. Możesz nawet nie mieć problemów. Możesz ciągle się cieszyć, zdobywać cele i odnosić sukcesy. Możesz wygrać milion złotych lub po prostu urodzić się milionerem. A jednak.


2.Nie zawsze zależy od Ciebie
A jednak jest taki zapach włosów, którego Ci brak, chociaż może już go nie pamiętasz. Jest taki uśmiech, którego szukasz w tłumie każdego dnia. Jest takie ciepło, którego nie da Ci nikt inny. Jest takie wspomnienie, które zawsze tak samo, wywołuje dreszcze. Jest takie marzenie, wyrzucone w kąt lub skreślone z listy, które co jakiś czas powraca. Są takie myśli, które nocami zaprzątają głowę i powodują ból skroni. Są takie ramiona, do których się wraca w czeluściach podświadomości. Jest taki rodzaj szczęścia, którego bardzo Ci brakuje, chociaż możesz o tym nie wiedzieć. Choćbyś walczył, nie wygrasz. Jest taka tęsknota i cień niezrozumienia, która łamie Ci serce. Jest taka potrzeba, ciężka do zdefiniowania i spełnienia. Chciałbyś coś zrobić, ruszyć, zapomnieć, jednak się nie da. Jak taka wypełniona po brzegi skrzynia z cudownościami Twojego życia otoczona wielką pustką. To, co może Cię uszczęśliwić, nie zawsze jest zależne tylko od Ciebie.

3.Z drugiej strony łatwo jego nie dostrzec
Czym jest szczęście? Może trwać cały czas, czy raczej jest chwilowe? Nie wiem. Przez ciągłą gonitwę za pieniędzmi, dostatnim życiem i wygodą, zapominamy, jak wygląda. Rezygnujemy z prawdziwej miłości, radości i ryzyka na rzecz wygody i złudnego zadowolenia. Boimy się dostrzec szczęście tam, gdzie nie sięgają nasze oczy. Ale serce ma szersze horyzonty i widzi wszystko, musimy tylko się na to otworzyć. Szczęście powinno być podstawą, a rzeczy materialne wspaniałym dodatkiem. Jest to taka rzecz, której nie da się kupić, chociażby płaciło się złotem. 


Tematy o poczuciu spełnienia i szczęścia nie są banalne. Wręcz przeciwnie- zawsze niosą ryzyko, że podniesie nam się ciśnienie, zwątpimy i być może trochę pogubimy. Czasami warto poświęcić dla siebie chwilę i się zastanowić. Wsłuchanie się w siebie i w swoje potrzeby, określenie czego tak naprawdę nam brakuje i wyciągnięcie wniosków jest bardzo ważne. Osoba, która ma wszystko, może nie mieć tak naprawdę nic. Może Ci się wydawać, że nie jesteś szczęśliwy, a po prostu tego szczęścia nie dostrzegasz i odwrotnie. Chociaż to jeden z tych tematów pod tytułem "Ile ludzi, tyle opinii", to jedno jest pewne: Nie przestawajmy szukać i dostrzegać tak bezcennej rzeczy, jakim jest szczęście. 


Nazwa posta zaczerpnięta z tytułu zbioru aforyzmów Stanisława Leca "Myśli nieuczesane". Swoją drogą- polecam. 

poniedziałek, 11 czerwca 2018

Ćwiczymy mowę i rozwijamy umysł. Nasze propozycje dla najmłodszych i nie tylko

czerwca 11, 2018

Dzieci od samego urodzenia nabywają nowe umiejętności. Od chwytania zabawki, po machanie rączkami na pożegnanie. Od gaworzenia, pierwszych krótkich słów, aż do tworzenia własnych zdań. Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam, w jaki sposób my wspieramy rozwój mowy u Anielki i zaproponować świetne gry edukacyjne i logopedyczne dla waszych dzieci.



Edukacja i zabawa na pierwszym miejscu

W wychowaniu Anielki stawiamy głównie na miłość, zrozumienie i wsparcie. Te trzy wartości są nieodłącznym elementem naszego rodzicielstwa. Zabawy, spacery i wspólne wykonywanie obowiązków- tak wygląda codzienność każdego rodzica. Jednak spędzanie czasu z dziećmi to nie tylko psoty i figle, to również edukacja. Jednym z najważniejszych obowiązków każdego z nas jest wspieranie rozwoju naszych pociech.
Nieważne, w jakim wieku są wasze dzieci. Być może dopiero uczą się mówić, a może już składają pierwsze zdania. Może macie problemy logopedyczne i chcecie poćwiczyć? Mam propozycję dla wszystkich z Was.
Pierwsze książeczki dla najmłodszych

Wyobraźnia, komunikacja i stymulowanie mózgu

Przede wszystkim, należy podkreślić, że ćwiczenie mowy i czytanie ze zrozumieniem u dzieci jest bardzo ważne. Tak naprawdę od pierwszych dni życia powinniśmy pomagać im w tym niezwykle fascynującym i ważnym etapie. No, ale jak to od pierwszych dni życia? Niemowlaka chyba nie trzeba uczyć mówić? Oczywiście, że nie trzeba tego robić, ale możemy od samego początku pokazywać, że oprócz niewerbalnej komunikacji (przytulanie, karmienie, dotyk) istnieje również komunikacja werbalna (mowa i śpiew). Dzięki temu nasze pociechy od najmłodszych lat będą uczyć się poprawnego języka, co z pewnością zaowocuje w przyszłości. Poprzez zabawy i gry logopedyczne nasze dzieci ćwiczą nie tylko mowę, ale również pamięć, wyobraźnie i stymulują mózg. Brzmi świetnie, prawda?
Książeczki logopedyczne dla najmłodszych

Nasłuchiwanie i obserwacja dla najmłodszych

Buzia mi się nigdy nie zamyka, więc odkąd Anielka pojawiła się na Świecie, mogła godzinami słyszeć mój głos. Opowiadałam jej co robię, dlaczego i jak się z tym czuję. W nocy śpiewaliśmy jej kołysanki, a za dnia opowiadaliśmy wiersze. Od zawsze staraliśmy się dużo do niej mówić, nawet jak byliśmy pewni, że nas nie rozumie. Podczas kontaktu twarz-twarz dzieci obserwują, jak poruszamy wargami, przez co łatwiej im wypowiadać pierwsze słowa, chociażby takie jak "mama" lub "tata". Kilkumiesięczne dzieci uwielbiają książeczki kontrastowe. Pomimo tego, że nie zawierają praktycznie żadnego tekstu, opowiadajcie co widzicie. W księgarni internetowej Eduksiegarnia.pl znajdziecie książeczki, które idealnie nadają się dla najmłodszych. Moim ulubieńcem jest zdecydowanie “Mój dom”, który w cudowny sposób zilustrowała Zofia Dzierżawska. Znajdziemy tam proste sceny z codziennego życia, które maluch z pewnością rozpozna i chętnie przejrzy książeczkę z każdej strony. Tego typu lektury były i nadal są dla nas hitem.
Mój dom książeczka dla najmłodszych
Propozycje na naukę poprzez zabawę
Możemy też zainwestować w bardziej rozbudowane propozycje w znacznie szerszych przedziałach wiekowych (6-36 miesięcy). Powiem Wam szczerze, że bardzo lubię takie rozwiązania ponieważ książka rośnie wraz z dzieckiem, a ceny są bardzo korzystne.

Tutaj mamy przykład zbioru zabaw językowych. Autorzy podkreślają, że jego celem jest zabawa dzieci wraz z rodzicami, której efekty przełożą się na naukę mowy, a w dalszym etapie wprowadzą w etap czytania ze zrozumieniem. Dla mnie bomba.
propozycje zabaw językowych

Książeczki i gry wspierające rozwój mowy

Powiem Wam szczerze, że marzyłam o tym etapie, w którym książeczki oraz karty przestaną być gryzione, a zaczną być czytane. Chociaż dzisiaj zdarzy się, że Anielka weźmie jakąś czytankę do buzi, to zdecydowanie częściej woli je oglądać i czytać na swój sposób. Mamy na swojej półce (a właściwie półkach:) ) dziesiątki książek edukacyjnych: od nauki kolorów, emocji do tych typowo logopedycznych, mających na celu rozwój mowy. Posiadamy też puzzle przeznaczone dla najmłodszych, które wspierają wymowę głosek, spółgłosek i uczą dopasowywać wyrazy do obrazków. Nauka mowy poprzez zabawę jest naprawdę świetna i umila nie jeden dzień. Jestem naprawdę szczęśliwa, że moje dziecko uwielbia spędzać w ten sposób ze mną czas.
Zabawy logopedyczne z dzieckiem
Propozycje zabaw edukacyjnych dla dzieci

Gry i pomoce logopedyczne

Gry i pomoce logopedyczne dla dzieci z Eduksięgarnia.pl to świetna sprawa dla nieco starszych dzieci (przeważnie od lat 5). Ja już nie mogę się doczekać, kiedy będziemy mogli z takowych skorzystać:). Nie dość, że to świetna wymówka, żeby spędzić razem czas, to w dodatku większość z nich uczy dzieci w wieku przedszkolnym oraz wczesnoszkolnym poprawnej wymowy głosek takich jak s,z,d czy nawet szy, dż, czy. Najbardziej spodobała mi się gra planszowa.
Mówię poprawnie, gra planszowa logopedyczna

Gry oddechowe

Jeżeli myślicie, że oddychanie nie jest ważne w rozwoju mowy, to się mylicie :).  Podstawą poprawnego wymawiania zdań i wyrazów jest nienaganne oddychanie. Ćwiczenia z tego zakresu (w formie zabawy oczywiście) możecie znaleźć w podręczniku autorstwa Katarzyny Szłapy, Iwony Tomasik i Sławomira Wrzesińskiego. Jest on przydatny szczególnie dla rodziców dzieci, które mają problemy z poprawną wymową. Książka daje gwarancje, że poprawią one wysławianie się dzieci z problemami jąkania, mową bezdźwięczną i opóźnieniem mowy. Cieszę się, że istnieją takie podręczniki.
Zabawy oddechowe na wesoło dla dzieci


Znacie mnie już na tyle i pewnie wiecie, że ja uwielbiam kupować książki nie tylko dla Anielki, ale również dla siebie. Uważam, że nauka poprzez zabawę powinna być nieodłącznym elementem wychowania dzieci już od samego początku rodzicielskiej drogi. Z pozoru zwykła książeczka może otworzyć drzwi do wyobraźni naszych pociech i zaowocować w przyszłości. Cieszę się, że znalazłam księgarnie internetową, którą z czystym sumieniem mogę Wam polecić. Wiem, że każde dziecko rozwija się w swoim tempie niezależnie od tego, jak bardzo się staramy. Dlatego przedstawiliśmy Wam propozycję zarówno dla najmłodszych, starszych oraz dzieci z problemami wymowy.

Uczymy się mówić
Pomoce logopedyczne dla dzieci i rodziców


sobota, 9 czerwca 2018

Zupa na wywarze mięsnym to trucie nie tylko dziecka, ale całej rodziny?

czerwca 09, 2018

Ostatnio przeczytałam post na jakiejś grupie i mocno się zdziwiłam. Właściwie, to nawet się trochę przestraszyłam. Jak się okazało, moje kuchenne podboje mogły zagrażać życiu moim bliskim! U nas praktycznie codziennie jakieś zupy. Większość gotuję na mięsie, o czym pisałam TUTAJ. Często na płatach, ale również udkach, polędwicy i skrzydełkach od kurczaka. Dyskusja na tej grupie dotyczyła gotowania zup bez mięsa z kośćmi. Jak się okazało, istnieją badania, które mówią o tym, że to właśnie w kościach zwierząt znajdują się toksyczne substancje, które za życia trafiają do organizmów zwierząt. Podczas gotowania mięsa z kośćmi, do wody przenika ołów i tak o to jemy smaczną i zdrową zupkę z całym złem tego Świata. Zdębiałam. 

Gotowanie zup dla niemowląt.

Zacznijmy od tego, że dla niemowląt nieco inaczej powinno gotować się zupy i ja to całkowicie rozumiem i również tak robiłam. Osobno gotowane było mięso, osobno warzywa. Do wywaru warzywnego dodawałam pokrojone już na części samo mięso, bez kości. Takie zupki przygotowywałam Anielce do ok. 13-14 miesiąca życia, aż w końcu zaczęłam większość zup robić na wywarze mięsnym. Teraz już robię bulion mięsny (ale zawsze staram się, żeby był "chudy") i do niego wrzucam kolejno składniki. Według opinii dietetyków i ekspertów w żywieniu niemowląt zupy na wywarze mięsnym można podawać stopniowo od ok.10 miesiąca życia. No, ale co z tymi kośćmi?

Nigdy nie pomyślałam, że gotując zupę dla rodziny, mogę im fundować darmowy zastrzyk szkodliwych substancji. Ponieważ, tak jak wspominałam wcześniej, ogórkowa na udkach to najlepsza zupa, jaką do tej pory udało mi się zrobić:). I zaczęłam szperać w komentarzach z nadzieją, że znajdę podobne "złe matki", które przygotowują obiad podobnie. Znalazły się, uff. I nawet podzieliły się linkami i cytatami do artykułów, które wcale nie są takie jednoznaczne. Samej ciężko mi było znaleźć cokolwiek "konkretnego" i podpartego naukowymi badaniami, chyba właśnie ze względu na to, że opinie są bardzo sprzeczne. Zapytałam również koleżanki, która właśnie pisze pracę magisterską z dietetyki, czy o czymś takim na studiach słyszała. Odpowiedź brzmiała: NIE. 

Kości są zdrowe?
Wywary z kości są bardzo zdrowe i działają leczniczo na problemy z układem kostnym oraz jelitami. Podobne, chociaż nieco okrojone właściwości ma domowy rosół. Dobrze ugotowana zupa działa przeciwzapalnie i pomoże zwalczyć popularną dolegliwość występującą po sobotniej nocy zwaną Katzenjammer. Oprócz tego: Rozgrzeje, uleczy złamane serce oraz sprawi, że choroba nieco odpuści. Kolagen, który występuje w kościach zwierzęcych sprawi, że nasza skóra będzie jędrniejsza. O tych oraz wielu innych właściwościach możemy przeczytać w wielu poradnikach. Wiadomo, dzieci nie muszą jeszcze dostarczać kolagenu do swojego organizmu, ale z pewnością domowy rosół pomoże im w walce z chorobą i dostarczy wielu składników odżywczych. Więc jak to jest?


Mięso mięsie nie jest równie. Nie ma co się łudzić- w dzisiejszych czasach ciężko kupić cokolwiek bez chemii, pestycydów oraz antybiotyków. Myślę, że kluczem do zdrowego żywienia jest rozsądek i umiar. Możemy raz na jakiś czas ugotować ciepły posiłek na maśle albo warzywnym wywarze, ale nie dajmy się zwariować. Ogórkowa na udkach też nie zaszkodzi, pod warunkiem, że mięso będzie pochodziło z pewnego źródła. No i ciepły rosołek z oczkami w niedzielne popołudnie, kto nie lubi? 

Chociaż nawet najbardziej pewne źródło czasami okazuje się oszustwem. Przypomniało mi się, kiedy Kasia pod postem o diecie Anielki napisała, że "dobra sól tylko na zdrowie wychodzi". Faktycznie, możemy używać soli za złotówkę, ale możemy zainwestować w nieco droższą (np. różową himalajską). Podobnie jest z mięsem. Im bardziej szczęśliwy indyk, tym bardziej zdrowe danie. 


Ja nie zrezygnuję z dotychczasowego sposobu przygotowania obiadów, ale postaram się nieco urozmaicić podstawę wywarów. Przyznam szczerze, że chyba nigdy nie jadłam zupy na maśle! Udało mi się nieco zaspokoić swoją ciekawość i trochę podniosłam się na duchu. Nigdy wcześniej nie słyszałam o takich teoriach, ale w sumie były one do przewidzenia. 

Badania potwierdzające występowanie bardzo dużej ilości ołowiu w bulionie kostnym.

" Ze względu na niebezpieczeństwa wynikające ze spożycia ołowiu przez organizm ludzki zalecamy, aby lekarze i dietetycy brali pod uwagę ryzyko skażenia ołowiem podczas udzielania pacjentom porad dotyczących diety z bulionem kostnym."

Badania, które mówią o tym, że w bulionie kostnym ołowiu jest mało i nie zagraża on zdrowiu.

"Buliony kostne / zupy są ważnymi pokarmami ze względu na ich smak, składniki odżywcze, a nawet działanie lecznicze. Ich wartości odżywcze, a w szczególności poziom wapnia, zwróciły uwagę, ale systemowa ocena metod ich wytwarzania i zakresu stężeń wapnia jest niewielka, podobnie jak ryzyko zdrowotne związane z przyjmowaniem toksycznych metali, takich jak ołów, które często towarzyszą minerałom kostnym. "


Weźmy pod uwagę jeszcze jedną rzecz. Istnieje różnica pomiędzy gotowaniem specjalnego bulionu kostnego, a robieniu np. krupniku na żeberkach. Trzeba jeszcze dodać, że rzadko gotujemy zupę na samych kościach, skórze i chrząstkach, a nasze zupy nie składają się z samego tłustego mięcha. Wszystko z głową kochani. Nie dajmy się zwariować! No i kupujmy jedzenie z zaufanych źródeł! 



Przedstawiony materiał to moja osobista opinia. Jak u Was wygląda gotowanie zup?