a ANIELKOWE.PL

poniedziałek, 26 czerwca 2017

10 (dziwnych) gadżetów dla dzieci, o których nie mieliście pojęcia!

23:10:00

Chodźcie, pokaże Wam różne ciekawe i dziwne gadżety!.

 

1.Termomentr do mierzenia temperatury mleka przez aplikację w telefonie.

2. Wyciskacz-łyżeczka do podawania posiłków. Ja bym przygarnęła a wy?

3. Termometr w smoczku. Również bym się skusiła. Jestem wielką fanką Aventa.

4. Nosidło-deska do noszenia starszych dzieci.

5. Kubełek na baranka :).

6. Nie wiem jak to nazwać? Kto wymyśli najlepszą nazwę na to "cudo" dostanie cukierka:) Osobiście-jestem na nie!

7. Przenośne łóżeczko dla najmłodszych- dla mnie bomba.

 8. Ochraniaczo- plasterki dla małych odkrywców Świata.

9. Fake ręcę do otulania niemowlaków.

10. Podgrzewacz do mokrych chusteczek. Powiem szczerze, że nigdy nie słyszałam o czymś takim, chociaż to dość popularny gadżet.

Który z gadżetów znacie a który byście przygarnęły?. Znacie jakieś "cuda"?

Pamiętajcie o rozdaniu z SoraTemplates , w którym macie szanse zgarnąć wybrany przez Was szablon premium KLIKNIJ TUTAJ I WEŹ UDZIAŁ 



sobota, 24 czerwca 2017

Profesjonalny wygląd bloga to podstawa. Rozdanie dla bloggerów!

12:33:00


Marzy Ci się przesuwane menu ze zdjęciami? Profesjonalny wygląd bloga? Piękne czcionki i niepowtarzalny styl? Dobrze trafiłeś!. Powiem Ci, jak prostym sposobem to osiągnąć. 

 

Możesz: ściągać darmowe wersje, które przeważnie nigdy nie wyglądają tak samo jak wersje premium. Możesz próbować swoich sił w HTML albo CSS z różnym skutkiem...
Ale możesz również: Wziąć udział w losowaniu na mojej stronie i zgarnąć wybrany przez Ciebie szablon premium na bloggera!. Tak, właśnie. Możesz sam go wybrać spośród setek na http://www.soratemplates.com/. Uwierz mi, są tam same cudeńka. W dodatku- oferuję pomoc przy wgrywaniu go. Tak więc wykonaj te dwa kroki :
- zaobserwuj mojego bloga jeśli jeszcze tego nie robisz
-poczekaj do 6.07.2017 godzina 12.00 na wyniki rozdania. 
W komentarzu napisz, że bierzesz udział. Wyniki ogłoszę na blogu, wtedy poproszę wygranego o maila i link do wybranego szablonu. A na maila dostaniesz świetny, Twój wymarzony szablon premium.
Powodzenia!

Niemowlę z kaskiem na głowie- HIT CZY KIT?

00:33:00

Ostatnio głośno na temat smyczy dla dzieci. Jako że Anielka  zaczęła raczkować i chwytać się mebli, szafek i łóżek a jej ruchy są bardzo szybkie i gwałtowne, czasami dostaję palpitacji serca. Zaczęłam poważnie zastanawiać się nad kupnem kasku chroniącego dla niemowląt...Kupiłam i przetestowałam. Zapraszam na zapoznanie się z moją opinią.

 

Zacznijmy od tego, że główka dziecka jest bardzo delikatna, ale w większości wypadków odporna na uderzenia spowodowane upadkiem w tył lub do przodu.
Pod koniec 1. roku życia dziecko zaczyna chodzić. Chód jest niezgrabny, głowa jest duża i jej ciężar jest niesymetryczny. Przy braku dobrze wykształconego zmysłu równowagi zdarzają się częste upadki, głównie do tyłu. Niski wzrost z wysokim środkiem ciężkości powodują, że energia kinetyczna działająca w czasie urazu nie jest duża i następstwa upadków są najczęściej niegroźne- https://pediatria.mp.pl/
Gorzej jest w przypadku, kiedy dziecko uderza o meble i inne przedmioty.
Zupełnie inny mechanizm i następstwa występują przy tzw. urazach meblowych. Urazy bezpośrednie wynikają z uderzenia o krawędzie mebli, upadku w czasie prób wspinaczki na półki czy ściągniecie na siebie przedmiotów. Miękka czaszka daje słabą ochronę mózgu i ten poddany jest praktycznie bezpośredniemu działaniu narzędzia krawędzistego. Dochodzi do wgniecenia czaszki i urazu (stłuczenia) mózgu. Samo wgniecenie, zwłaszcza osełkowate, nieprzekraczające grubości kości nie wymaga leczenia operacyjnego; jeśli towarzyszy stłuczeniu mózgu operacja jest konieczna w celu zapobiegania późnym następstwom – uszkodzeniu ogniskowemu i padaczce. Profilaktyką takich urazów są specjalne łatwo dostępne ograniczniki na krawędzie mebli  oraz mobilne kojce  umieszczane na podłodze i czyniące bezpieczną zabawę dzieci, nawet podczas chwilowej nieobecności opiekunów- https://pediatria.mp.pl/

Wiem, że dziecko musi sobie nabić guza i pewne rzeczy są nieuniknione. Ale ja- znerwicowana i bojaźliwa matka uparłam się na ten gadżet, pomimo śmiechu i niedowierzania większości osób z mojego otoczenia. Ja- znerwicowana matka, która niemowlaka nie spuszcza z oka zamówiłam kask chroniący do nauki raczkowania i chodzenia. Tak na wszelki wypadek.
 Wybrałam jeden z tańszych, ponieważ z doświadczenia wiem, że przy droższych tego typu rzeczach płacimy głównie za markę. Kask jest przeznaczony dla dzieci od siódmego miesiąca życia do dwóch lat. Posiada regulację na rzepy, więc możemy go dostosować do główki dziecka. Jest lekki jak piórko.


Gdy go zamówiłam Anielka jeszcze nie raczkowała, ale uwielbiała pełzać po całym mieszkaniu. Więc testowałam go np. w basenie z piłeczkami. Czasami przechyla się do tyłu i upada. Jednak zawsze jest pod moją kontrolą i w momencie stracenia równowagi- łapię ją. Gdy zaczęła raczkować, nie raz uderzyła główką o meble albo fotel. Z kaskiem czy bez- zawsze płacze, bo jest poprostu przestraszona. Wątpię, że ją to boli.  Być może większą rolę spełnia przy starszych niemowlakach lub dzieciach, których nie da się upilnować. Jedno jest pewne- na pewno w jakiś sposób amortyzuje upadek lub uderzenie. I na pewno (przy większych uderzeniach) unikniemy guza albo siniaka. Wiekim plusem jest cena (ok25 zł) i to, że główka naszego mlucha się od niego nie poci.

Jak to mówią- potrzeba matką wynalazków. Jedni uznają to za fanaberie, inni za cudowny pomysł. Pewne jest tylko to, że każdy ma inne podejście do swojego dziecka i każdy na swój sposób dba o niego. Nie żałuję, że go zamówiłam. Być może bardziej przyda się, gdy Anielka zacznie chodzić. Jest to fajny gadżet, na którym warto zawiesić oko.

Zapraszam na swoją facebookową stronę, żeby być na bierząco ze wszystkim ANIELKOWE

A wy co uważacie? Podzielcie się swoją opinią!

piątek, 23 czerwca 2017

Dlaczego tak ciężko opalić nogi? Rady +HIT za 10 zł!

00:45:00

 

Moje nogi to koszmar, zaczynający się każdego lata. Blade, widać na nich każdy siniak i każdego pajączka. W dodatku czarne kropki, z którymi zmagam się X czasu. Za nic w cholerę nie mogłam ich opalić, żeby wydawały się chociaż trochę atrakcyjne. Naczytałam się w internecie, wypróbowałam i wreszcie widzę poprawę!. Chodźcie, powiem Wam w czym tkwi problem i jak sprawić, żeby naszee nogi były piękne, opalone i w ogóle cud miód. 

Przede wszystkim- przestań myśleć, że są krzywe i grube. Zacznij działać.

Najpierw odpowiem na pytanie: Dlaczego ciężko jest opalić nogi?. Nogi mają bardzo małą ilość gruczołów łojowych, co sprawia, że skóra jest sucha. Każda depilacja uszkadza te gruczoły , co za tym idzie- niszczy skórę , przez co słońce tak ich nie łapie. Dlatego warto zainwestować w porządne nawilżenie. Druga sprawa to to, że gdy opalamy się, słońce łapie najpierw górną część naszego ciała- ramiona, ręcę i kark. No tak- ale gdy opalamy się w solarium( leżymy plackiem albo stoimy bezpośrednio do lampy), to i tak ciężko opalić nogi. Dlaczego?. Ponieważ skórze brakuje nawilżenia a każdy zabieg z użyciem chemii niszczy nam naskórek.

Kolejna sprawa to: poprawna depilacja. Gdy golimy nogi maszynką, najczęściej robimy to rano, żeby włoski przez noc nie odrosły i były gładkie. Nic bardziej mylnego!. Gdy zrobimy to wieczorem, posmarujemy je dobrym, nawilżającym kremem to przez noc nasza skóra się zregeneruje a nogi będą wyglądały na atrakcyjniejsze i szybciej złapie je słoneczko. Pamiętajmy, by maszynki były zawsze ostre. Używasz pianki do golenia? Sprawdź jej skład i wybierz tą z najmniejszą ilością różnych świństw. Jest w niech tyle chemii, która wypłukuje naturalny pigment skóry i niszczy warstwę lipidową. To samo tyczy się kremów depilujących. Z nich najlepiej zrezygnować.
Jeśli zdecydujesz się odpowiednio wcześnie, możesz wybrać epilację metodę laserową lub domowy IPL. Zabieg należy wykonać około 4 tygodni przed opalaniem i jest dość kosztowny, ale efekt gładkiej skóry utrzymuje się aż kilka miesięcy.

http://www.poradnikzdrowie.pl/uroda/cialo-higiena/opalanie-nog-skuteczne-sposoby-jak-rownomiernie-opalic-nogi_43724.html
Jeśli zdecydujesz się odpowiednio wcześnie, możesz wybrać epilację metodę laserową lub domowy IPL. Zabieg należy wykonać około 4 tygodni przed opalaniem i jest dość kosztowny, ale efekt gładkiej skóry utrzymuje się aż kilka miesięcy.
Bez ograniczeń można robić depilację woskiem lub pastą cukrową, ale do tego zabiegu trzeba przystąpić z odpowiednio długimi włoskami, a przecież nie każdy może sobie na takie zapuszczenie latem pozwolić.


http://www.poradnikzdrowie.pl/uroda/cialo-higiena/opalanie-nog-skuteczne-sposoby-jak-rownomiernie-opalic-nogi_43724.html
Bez ograniczeń można robić depilację woskiem lub pastą cukrową, ale do tego zabiegu można przystąpić z odpowiednimi długimi włoskami, a przecież nie każdy może sobie na takie zapuszczenie latem pozwolić.
 Truskawkowymi nogami nazywamy nogi kobiet, które po depilacji wciąż mają czarne, widoczne kropeczki na nogach, chociaż są gładkie i dobrze ogolone. Z tym problemem po części zmagam się ja. I jest to jeden wielki koszmar. Niektórzy uważają, że są to pory, ale najbardziej prawdopodobne jest to, że to poprostu włoski, które prześwitują przez skórę. Jak się pozbyć tego cholerstwa? Niestety, nie ma na to złotej rady i jest to "taki urok poprostu", ale można je sporo zminimalizować. Przede wszystkim, nie nakładajmy na nie samoopalacza. A już napewno nie róbmy tego zaraz po depilacji. Pigment zawarty w tego typu środkach, sprawia, że te włoski się farbują przez co są jeszcze bardziej widoczne. Pzed depilacją należy wykonać peeling, nasmarować nogi oliwką, następnie nanosimy piankę i depilujemy nogi. Zawsze zmieniamy maszynkę i golimy nogi pod włos. Po zabiegu dobrze nawilżamy nogi. I robimy to często. Pamiętajmy, że dobre nawilżenie sprawi, że naskórek stanie się grubszy, przez co kropki będą mniej widoczne.

Podsumowanie:
  • Najwilżaj nogi przy każdej okazji, używając dobrych i sprawdzonych kosmetyków
  • Zadbaj o właściwą depilację podczas lata
  • Jak najwięcej wystawiaj nogi na słońce
  • Jeśli zmagasz się z czrnymi kropkami- rób peelingi.
  •  Zmieniaj pozycję opalania tak, żeby każda część nóg była wystawiona na słońce
  • Używaj filtrów i olejków do opalania ( mogą być również przyśpieszacze)
  • Najlepiej opala się w ruchu. Pamiętaj o tym
I na koniec HIT : 

Wypróbowany przez setki kobiet (również przeze mnie) przyśpieszacz opalania, który nie dość, że nawilży to również sprawi, że nasza opalenizna szybciej zbrązowieje. Koszt to ok 10 zł. Masło kakaowe z Ziaji daje radę również na solarium.  

 
Źródło:  http://www.poradnikzdrowie.pl/uroda/cialo-higiena/opalanie-nog-skuteczne-sposoby-jak-rownomiernie-opalic-nogi_43724.html

                                                                       Chodź na grupę Super Kobiet. Kliknij
Grupa została stworzona w celach promowania swoich postów, dyskusji na tematy kobiece i w ogóle to takie nasze imperium. Więc dołącz do grupy i zaproś inne super babeczki. Będzie mi neizmiernie miło.  


wtorek, 20 czerwca 2017

1001 powodów, dlaczego nie nadaję się do pisania bloga parentinowego.

11:27:00


Jest Was tu kilku. Widzę, że garstka  osób ciągle odwiedza moją stronę,co sprawia mi ogromną radość. Zauważyliście, że nie dodaję często zdjęć i nie piszę dużo o swoim  życiu i macierzyństwie. Zawsze staram się to jakoś obejść, żeby nie pisać dużo o sobie, swoim dziecku i nigdy-mężu. Często brakuje mi odwagi-boję się linczu ze strony idealnych matek lub ludzi, którzy o dzieciach nie mają pojęcia.  Czasami chcę pewne rzeczy zachować tylko dla siebie. 

Pisalam nie raz, że nie znajdziecie tu porad. Znajdziecie tu tylko moją opinię na dany temat i garstkę moich przemyśleń. Chociaż uwielbiam czytać niektóre bogi i strony, to sama jakoś nie chcę Wam dawać porad, bo niektóre moje sposoby są wręcz głupie.

U nas nie ma kocyka szytego na zamówienie, nie ma sukienki na wyjście i nie ma skarpetek do pary. U nas jest trochę inaczej- zdjęcia robimy przeważnie gdy Anielka jest cała w obiedzie- wtedy jest najszczęśliwsza. Nie pozujemy do zdjęć, wyszykowani jak Stróż w Boże Ciało i nie kupujemy Anielce najdroższych zabawek. Gdybyście widzieli naszą galerię, zobaczylibyście zdjęcia, które naprawdę uchwyciły moment. Moment w którym moja mina jest zniesmaczona, bo kolejny raz córka oplula mnie jedzeniem lub wyrwala sporą część moich włosów. 

Czasami mam ochotę napisać, jak bardzo czuję się bezradna po kolejnym dniu marudzenia. Jak bardzo mam dość i chciabym się wyspać. Czasami chcę napisać, że najchętniej pieprznęłabym to wszystko i pojechala na bezludną wyspę. Kocham moją córkę najmocniej na Świecie, ale ciężko znaleźć porozumienie pomiędzy byciem mamą ale również kobietą, dziewczyną i  koleżanką. 
O czym mam pisać? O tym, że daje mojej córce chrupka, żeby mieć chwilę dla siebie. Że puszczam jej bajeczkę w nadzieji, że pójdę w spokoju do toalety?. Zjedliby mnie i powiadomili mops. Przecież dzisiaj wszyscy są tacy idealni, wszyscy czytają książki i postępują wedlug przyjętych norm. Dzisiaj ludzie chcą czytać i oglądać tylko pozytywne rzeczy. Chcemy widzieć idealne zdjęcia idealnych rodzin i ich gadżetów. Dzisiaj wszyscy chcą być tak niesamowicie idealni, że aż strach. Łatwo nam oceniać innych, dowartościowując siebie. Karmimy swoje oczy dopracowanymi zdjęciami, czytając sponsorowany wpis, ślepo wierząc, że bujaczek za 1000 zł spelni wszystkie oczekiwania naszego maluszka. My jesteśmy troszkę z boku z tym wszystkim. Jesteśmy tak nieperfekcyjni, że wychodzi nam to idealnie.

Ja naprawdę uważam, że moja córka nie potrzebuje super sukienek, świetnych zabawek i drogiego wózka. I tak wszystko pobrudzi, zabawki zrzuci w kąt a  z wózka będzie chciała wyjść szybciej niż do niego wsiądzie. Mimo tego ciągle kupuję różne pierdoły, mając nadzieję, że zajmie się czymś dłużej niż minutę. Ale nie, ona potrzebuje ciągłej uwagi i obecności mamy albo taty. Ona ma gdzieś czy jest brudna, ważne, że zrobi syf w moim towarzystwie. Cieszy się, gdy może pościągać buty z nóg i pogubić je po drodze. Rozlany sok to najlepsza opcja na siedzenie w krzesełku. A wafelek w buzi sprawia jej radość. Tak poprostu. Ona jest taka prosta i niewiele potrzebuje do życia, do bycia szczęśliwą. Powinniśmy wszyscy brać przykład z dzieci.

 Jesteśmy zakochani w niej po uszy, ale też mamy gorsze dni. Odkąd zluzowaliśmy ze wszystkim- żyje nam się lepiej. Słuchamy siebie nawzajem i swojego dziecka. Wszystkie książki, dobre rady- wyrzucamy do kosza. I o czym mamy Wam tu pisać?. Jak uspać niemowlę? Anielka zawsze jest przytulana i bujana przed snem. Jakie posiłki dawać maluchowi i o jakiej porze?. Czasami kroję jej owoce już przed dziesiątą rano a czasami o siedemnastej wyciągam słoiczek. Czasami kupię jej nafaszerowane chemią marchewki na straganie a innego dnia zrobię klik, zanużę w kąpieli wodnej i podam posiłek. Czasami mi się chce wyjść na spacer a innego dnia nie wychodzę wcalę.



Ludzie chcą ciekawych opowieści, świetnych sposobów na wszystko i pięknych, dopracowanych zdjęć. Nie nadaję się do tego, bo jedyne co Wam mogę dzisiaj opowiedzieć to to, że jak Anielka zajęła się sobą w kojcu (na 15 minut) to zamiast korzystać, leżeliśmy i mówiliśmy o tym, jaka jest wspaniała. Dla nas takie momenty są ciekawe i cudowne. Nasze życie to ciągłe zmiany, częste zmęczenie i życie z dnia na dzień. Ale kochamy to.

wtorek, 13 czerwca 2017

Jak to robić po porodzie? I kiedy jest najlepszy moment?.

05:16:00

Zawsze na pytanie "jak" ciśnie mi się odpowiedź "szybko". I chciałabym Wam powiedzieć, że właśnie tak to się robi. Musimy być szybsi od światła i robić to bardzo pewnie, bo (nie oszukujmy się)- mamy zdecydowanie mniej czasu.


Jak to było z nami?. Powiem szczerze,  że ciężko. Do tej pory czasami nie mamy jak tego robić, ale gdy już nadejdzie chwila zapomnienia- robimy to na całego. Czasami szybciej, czasami wolniej, ale staramy się robić to w miarę często. Wiadomo, po porodzie czasami się nie chce. Forma już nie taka, płaczące dziecko....Ale uważam, że to jeden z najlepszych sposobów na szczęśliwy związek. W sumie nie tylko na związek- to najlepszy sposób, żeby przypomnieć sobie, że oprócz rodzicami jesteśmy również ludźmi i potrzebujemy odskoczni i odstresowania.

Głównie kobiety mają z tym problem. Nie oszukujmy się- nasza głowa nie pozwala na myślenie o takich przyjemnościach, blokujemy się i niepotrzebne odmawiamy sobie tego. Dlaczego o tym mówię?. Bo zauważyłam, że jest bardzo dużo matek, które po urodzeniu dziecka, zamykają się w domu- na cztery spusty. Zamykając przy tym swój umysł i nasze kobiece "ja".

Obiecałam sobie, że po urodzeniu Anielki nie zostanę matką-polką zamkniętą na cały Świat. Marudnym i zaniedbanym Kopciuszkiem. Nie będę, o nie. Nie będę stukać w klawiaturę z szybkością wiatru, pisząc o matkach, które mają świetne pośladki i pełny makijaż, że są wyrodnymi. Nie będę pluć jadem, że one mają łatwiej, bo mają "ręce do pomocy".  Zrobię wszystko, żeby czuć się szczęśliwa i zadbana, chociażbym miała stanąć na rzęsach.

Pierwszy raz zrobiliśmy to, gdy Anielka miała dwa miesiące. Czekaliśmy na ten dzień od dawna, ale po porodzie trzeba trochę odczekać, żeby zregenerować siły i oswoić się z nową rolą. Ale gdy to zrobiliśmy, poczuliśmy (mimo obaw) wielką ulgę. Tak więc, gdy nadarzyła się okazja- przeszliśmy przez progi naszego mieszkania, żegnając teściową orazAnielkę i  wyszliśmy. Wyszliśmy na miasto, wśród ludzi. Był późny, grudniowy wieczór a my czuliśmy się jak dzieci w środku lata. Poszliśmy zjeść pizzę, która- nawet gdyby była spalona- smakowałaby nam i napiliśmy się nawet alkoholu. Jeszcze wtedy ciągle gadaliśmy o córce i o wszystkim co z nią związane. Później nauczyliśmy się, że gdy wychodzimy- gadamy głównie o wszystkim innym, oprócz macierzyństwie. Polecam każdemu.

Każdy rodzic potrzebuje wyjść, zabawić się i odstresować. Każdy. Nie ma idealnego czasu na zostawienie swojego dziecka. Każdemu przychodzi to w innym czasie. Ale nikt nie może sobie tego na siłę odmawiać!. Więc, jeśli macie okazje - róbcie to często.




czwartek, 8 czerwca 2017

Mam gdzieś, że to dziecko nosi czapkę w upał. Mam gdzieś to i wiele innych rzeczy.

12:39:00

Ostatnio aż boję się wejść na facebooka, bo moja tablica przepełniona jest nagłówkami typu "wyrodna matka, która ubiera swojemu dziecku czapkę w upał" albo "jestem zajebistą matką, bo moje dziecko nie nosi czapki". Kurde, tyle idealnych mam wokoło, a ja ciągle taka głupia.  

Tyle idealnych mam a po promocji na słoiczki- półki w sklepach puste, kapelusze w pepco wykupione a dzieci ciągle noszą skarpetki do sandałek. Ja się pytam- gdzie te idealne matki się chowają, bo po komentarzach  odnoszę wrażenie, że co piąta matka karmi piersią swoje dziecko do drugiego roku życia, żadna nie używa chodzika a ich dzieci nigdy nie chorowały- bo nie nosiły czapki latem. Dzieci nie znają cukru i są aniołami. Zaczęły sikać do nocnika mając osiem miesięcy a smoczka odrzuciły po szóstym miesiącu. SAME.

Nienawidzę, szczerze nienawidzę, gdy idę ulicą a wszyscy gapią się na moje dziecko, na mój wózek i na mnie. Nienawidzę, gdy patrzą na mnie jak na wyrodną matkę, gdy ignoruję płacz córki, bo chce znowu wyjść z wózka i iść na rączki. Nienawidzę, gdy spoglądają z góry , kiedy wybieram obiad ze słoiczka, a później same ukradkiem chowają mleko modyfikowane w koszyczku i dzida do kasy, żeby inni nie widzieli. Gotuję swojej córce obiady, robię przeciery, ale gdy kolejny raz wysypuje ją na twarzy po bio marchewce za 10 zł, to kupuję jej słoiczki. Czasami mi się nawet nie chce czegoś ugotować, bo pluje moim jedzeniem dalej niż widzi. Lecę wtedy po słoiczek.

Byłam kiedyś w galerii z Anielką i  moją dobrą koleżanką. Anielka miała na sobie dwie różne skarpetki. Zdziwiłam się, że babeczka ze stoiska zwróciła na to uwagę. Uświadomiłam sobie wtedy, jak bardzo jesteśmy obserwowani przez innych ludzi, którzy patrzą na każdą część naszego ciała, widzą każdy mankament. Ja się pytam- po co?. Nie jestem z tych matek, które stroją na wyjście swoje dziecko. Uważam, że brudne dziecko, to szczęśliwe dziecko. Nie widzę sensu przebierania Anielki na spacery czy do miasta. Zresztą- wszystkie ciuchy mamy już w plamach, które nie schodzą w praniu. Już dawno przestałam bawić się w idealną matkę i robię to, co uważam za słuszne. Czasami nawet za konieczne.

O ile prościej by było, gdybyśmy spotykając na ulicy drugą matkę, porozmawiały o swoich problemach i o tym, jak bardzo jesteśmy zmęczone. Zamiast przechwalać się i udawać, że jest  świetnie a Twoje dziecko to ósmy cud świata. Jak fajnie by było, gdybyśmy nie pluły na siebie jadem wzajemnie a starały się pomóc i rozumieć, nie wywyższając się przy tym. Świat byłby ładniejszy, gdybyśmy w innych matkach widziały sojuszników (pomimo nawet odmiennych poglądów) a nie wrogów z którymi ciągle walczymi i musimy gonić, gonić gonić, żeby na siłę coś udowodnić.

Sama jestem przeciwniczką niektórych metod wychowania, gadżetów i wzbogacania diety dzieci o niepotrzebne elementy. Sama staram się nie przegrzewać mojego dziecka i nie dawać cukru, ale nigdy nie oceniam innych. Przynajmniej się staram. Niech każdy wychowuje tak jak chce, a będzie dobrze. Nie wpieprzam się tam, gdzie nie potrzebna jest moj opinia a swoje uwagi chowam do kieszeni. Bo uważam, że każda matka ma swój instynkt i musi uczyć się na błędach- tak jak uczę się ja. Już dawno przeszła mi faza a bycie najlepszą matką na Świecie- i polecam to każdej mamie. Życie jest wtedy o wiele przyjemniejsze- kiedy słuchasz się siebie i pozwalasz sobie na błędy.

Najbardziej śmieszy mnie to, że większośc matek, które pisze jak mamy wychowywać swoje dziecko i radzą, czym je karmić- same nie dostosowują się do tego. Serio tak jest. Wierzcie mi lub nie. Kasa musi się zgadzać a zarabianie na blogu jest normalną pracą.

Wiadomo- poniżanie swoich dzieci, bicie ich i leczenie za pomocą internetu to przejaw patologii i z tym trzeba działać i zgłaszać odpowiednim służbą, ale robienie z matki wyrodnej, bo założyła swojemu dziecku w upał kapelusz, żeby chronić główkę przed słońcem - to przejaw braku empatii i chęci dowartościowania się. A skoro to tak bardzo przeszkadza i szkoda nam tego dziecka- może lepiej podejść i uświadomić?. Uwaga- zostawianie dziecka w samochodzie i przykrywanie gondoli pieluchą to zwykłe barbarzyństwo i trzeba reagować!. A nie pisać o tym na facebook czy blogu.

Proszę- żyjmy i dajmy żyć innym. Popełniajmy błędy i niech inni też je popełniają. Nie róbmy z siebie idealnych matek, bo takie nie istnieją. 



sobota, 27 maja 2017

Przepraszam, ale muszę Wam to powiedzieć.

12:12:00

Nigdy-mąż mówi do mnie ''Olka, napisz coś śmiesznego, opowiedz jakąś anegdotkę". Chociaż mam ich sporo, podzielę się z Wami czymś zupełnie innym. Nie ma on nic wspólnego z radością.

Założyłeś już rodzinę? A może masz w planach zupełnie coś innego. Nieważne. Nieważne na jakim etapie w życiu jesteś- ile masz lat, czy uczysz się lub pracujesz. Wczoraj był Dzień Matki. Masz mamę? Miałeś? Jesteś mamą?. Napewno masz kogoś bliskiego. Napewno masz dla kogo żyć. Napewno stawiasz sobie w życiu koncepcje i do nich dążysz. Nieważne, czy celem jest zrobienie obiadu czy skończenie Magistra. Twoje życie się toczy, a ty żyjesz żeby żyć, nie żeby przeżyć (głęboko w to wierzę).

Codziennie spotykasz na swojej drodze różnych ludzi-  Bezdomnego proszącego o kilka groszy, listonosza, który o ósmej rano dzwoni w Twój domofon, czy wkurzające dziecko sąsiada. Większość z nich są Ci obojętni, niektórych nawet lubisz a kilka z nich nie trawisz. Jednak każdy z nich ma swoje życie, które chce przeżyć na swój sposób. Mam nadzieję, że to szanujesz. I nikogo nie osądzasz.

Kochałeś kiedyś kogoś? Kochasz nadal? Wiesz co to prawdziwa miłość? A może to przed Tobą?.  Chciałbyś pojechać na wakacje? Chciałabyś całować się w Świetle księżyca i nie myśleć o problemach?. A może już dawno zapomniałeś, że małżeństwo to nie tylko wspólne obowiązki, zmartwienia i kłótnie. Może co wieczór zastanawiasz się, co się stało z tą szaloną dziewczyną, która sprawiała, że na Twoich rękach pojawiała się gęsia skórka. Może kiedyś zdasz sobie sprawę, że ta dziewczyna śpi obok i jedynie o czym marzy to wtulić się w Twoje ramiona. 

I teraz opowiem Wam "anegdotkę".
Był maj, chociaż wiosna tego roku już dawno obudziła się do życia, ja ciągle byłam martwa. Brakowało mi czegoś. Brakowało mi ciepła, szaleństwa i nieprzespanych nocy. Tęskniłam za motylkami w brzuchu, tęskniłam za wszystkim, co czuje człowiek zakochany. Chociaż znałam go już wcześniej, umówiłam się z nim dopiero w piątym miesiącu roku. Wystarczyło, że go zobaczyłam- moje serce szalało. Gdy złapał moją dłoń, ona topiła się z rozkoszy. Serio- tak było. Nie musieliśmy mówić praktycznie nic, rozumieliśmy się bez słów. Siedzieliśmy do czwartej nad ranem pod moim blokiem, w objęciach słuchaliśmy śpiewu ptaków. To nic, że trzeba za kilka godzin iść do pracy, to nic...Świat istniał tylko dla nas. Nie liczyło się nic. Pewnie jesteście ciekawi następnego spotkania. Następne spotkanie odbyło się w chłodnych warunkach, przy świadkach. Nie powiedział mi kompletnie nic, chociaż go błagałam. Płakałam, ale ze mną płakali wszyscy. Kupiłam mu bukiet kwiatów, na nim pisało ''ostatnie pożegnanie".

Przepraszam, ale muszę Wam to powiedzieć- Bardzo boję się, że spotka to Was, albo mnie. Żyjemy w Świecie, w którym codziennie giną niewinni ludzie. Żyjemy w Świecie, w którym źle zinterpretowane słowa, mogą zniszczyć człowieczeństwo. Żyjemy w Świecie, w którym mają przewagę bestie, a nie mądrzy ludzie. Na siłę chcą nam udowadniać, że ich "religia" jest najlepsza. Mnie to przeraża. Codziennie boję się o życie. Boję się, że mój nigdy-mąż nie wróci do domu. Przeraża mnie fakt, że moja córka będzie żyła w niebezpiecznym Świecie. Zawsze będę się już martwić. Zawsze. Użycie przemocy nie świadczy w ogóle o sile. Wręcz przeciwnie- o cholernej słabośći. 

Dbajcie o swoich najbliżych, nie róbcie problemów, gdy nie ma ku temu powodów. Cieszcie się życiem i korzystajcie z niego. Czasu nie da się cofąć, ale możemy zrobić wszystko, żeby go nie żałować.








wtorek, 23 maja 2017

Najlepszy podkład mineralny za 10 zł!

23:29:00

Do swojej problematycznej cery wypróbowałam już dużo podkładów. Na mojej twarzy lądowały zarówno te droższe jak i tańsze kosmetyki. Nigdy nie zapomnę efektu plam i suchych skórek po podkładach z Rimmela. Dziwne, bo moja skóra jest tłusta z niedoskonałościami. Jakiś czas temu natrafiłam na podkład w drogerii Natura, który skusił mnie swoją niską ceną.

Podkłady mineralne (z tego co mi wiadomo) nie są polecane dla cery tłustej. Mogą za bardzo ją nawilżyć i odświeżyć,co da nam efekt wielkanocnego jajka na twarzy. Z tym fluidem jednak tak nie jest. Nie w moim przypadku.

Co mówi producent?

Długotrwały fluid nawilżająco-wygadzający nadaje się do każdego rodzaju cery. Równomiernie rozprowadza się na skórze, gwarantuje perfekcyjne wykończenie makijażu. Zapewnia świeży, i młody wygląd na wiele godzin, idealnie maskując wszelkie nierówności i niedoskonałości cery

Co mówię ja? 

Doskonale kryje niedoskonałości. Radzi sobie ze wszystkim, oprócz cieni pod oczami, dlatego trzeba używać korektora pod oczy. Rzeczywiście wygładza i sprawia, że skóra wydaje się świeża i promienna, ale bez efektu rozświetlenia. Przypudrowany fluid trzyma się spokojnie cały dzień. Po kilku godzinach jednak trzeba pozbyć się sebum np. bibułkami matującymi. Wielki plus za odcienie, pomimo, że nie ma ich dużo- każdy znajdzie ten odpowiedni. Ja używam porcelanowego. Do jasnej karnacji-  świetny. Widziałam opinie, że ciemnieje na twarzy. Moim zdaniem nie. Wręcz odwrotnie- dostosowuje się do niej. Ale wiadomo, każdy ma inny typ cery i to trzeba wziąć pod uwagę. Jak za taką cenę- uważam, że każda powinna go wypróbować. 


  • Jakie są wasze idealne podkłady i jaką cerę macie?
  • Skusicie się?:)





poniedziałek, 22 maja 2017

Z życia zdeklarowanej singielki.

04:45:00

NAPISZE DZISIAJ O PEWNEJ KSIĄŻCE, KTÓRA NAPRAWDĘ MNIE ZASKOCZYŁA. BĘDĄ WIBRATORY, BĘDĄ KREACJE ŚLUBNE I BĘDZIE CIĘŻARNA PUKAJĄCA W DRZWI SWOJEJ RYWALKI. BRZMI CIEKAWIE? NAPEWNO NIEBANALNIE. UWAGA- NIE TYLKO DLA SINGIELEK.


Z życia zdeklarowanej singielki to książka napisana przez Małgorzatę Ciechanowską (łapcie jej bloga). Bohaterką jest dwudziestokilkuletnia Izka. Izka jest dość specificzną osobą, która mówi otwarcie, że jest singielką z wyboru. Ale czy tak jest naprawdę?. Bohaterka szybko stała się niezależna i pracuje w salonie sukien ślubnych. Jej życie to ciągłe zmiany i garść problemów. Jakich?-Tego Wam nie zdradzę. Akcja rozgrywa się w czasie teraźniejszym z narracją pierwszoosobową. 

Z chęcią czytam książki, bo to zwiastun mile spędzonego wieczoru w spokoju. Odkąd urodziłam córkę, celebruję każdą wolną chwilę. Chwila jest jeszcze przyjemniejsza, gdy mogę nasycić swój mózg czymś bardziej ambitnym od przeglądania tablicy na facebook'u. Książka więc spadła mi z nieba i umiliła kilka końcówek dnia.

Moje odczucia wraz z każdą stroną zmieniały się. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to styl pisania autorki. Jest bardzo lekki i ''przyjemny", nowoczesny i prosty. Ale nie dajcie się zwieść, bo rzadko kiedy ktoś umie napisać coś w takim stylu, pomimo prostoty. Wyczuwałam sarkazm i ''zacięty język" bohaterki, co naprawdę mi się podobało, bo to mój klimat. Jednak ten sposób pisania sprawił, że książka została pochłonięta bardzo szybko. Za szybko. Jeśli liczycie na opisy przyrody i długie monotonne dialogi- to nie tekst dla Was. Książka w moim odczuciu jest napisana ''krótko, zwięźle i na temat" co napewno spodoba się niejednemu czytelnikowi. Jak i mi również. 

Czytając, zdałam sobie sprawę z jednej rzeczy- kurde, nie jestem chyba aż tak sztywna, jak mi się wydawało. Wczuwałam się w każdy rozdział, chociaż tak naprawdę większość rzeczy mnie nie dotyczyło. Wiecie o co mi chodzi? Czytając coś, słuchając jakiejś piosenki utożsamiamy się z kimś/czymś. Dlatego coś, wydaje się dla nas ciekawe i to lubimy. W każdym utworze czekamy na jakieś zdanie, które idealnie opisywałoby nasz stan psychiczny albo nasze życie. Gdy już myślałam, że nie mogę ani trochę utożsamić się z żadnym z bohaterów, w utworze pojawił się nagły zwrot akcji, który nie dość, że mnie zaskoczył i ucieszył to w dodatku wreszcie mogłam na chwilę być w skórze głównej bohaterki. Jaki to moment? Przeczytajcie i zgadnijcie!. I nie, nie chodzi mi o wibrator. 

W 165 stronach, Gosia upchała tyle wydarzeń, że wielkie brawa i ukłony. Dzięki czemu książka nie nudzi się, a wszystko jest tak poukładane, że nikt się nie pogubi. Nawet taka postać jak ja. Gdyby ktoś zapytał się mnie, dla kogo jest ta książka, odpowiedziałabym- dla wszystkich. Nie, nie tylko dla singielek. Dla mamy, babci, wujka, kochanka i sąsiadki. Pojawia się tak tyle wątków, że każdy znajdzie coś dla siebie. Pod jednym warunkiem- musi lubić taki styl pisania. Od ilu lat? Tu bym się zastanowiła, bo utwór zawiera pewne pikantne wątki , ale też życiowe dramaty i sytuacje, których dzieci nie zrozumieją. I lepiej żeby takich rzeczy jeszcze nie czytały. 

Nie chcę zdradzać Wam treści. Wierzę, że przeczytacie książkę sami. Jednak, żeby odnieść się do pewnych moich zastrzeżeń, muszę przytoczyć sytuację z życia Izki. Mam kilka pytań- Kto dostaje tak wysoką nagrodę pieniężną od pracodawcy że stać go na remont mieszkania? Dajcie mi namiary, ja tam  będę pracować. I w którym sex shopie przeprowadzają ankietę z klientem, żeby wybrać odpowiedni zadowalacz?.  Ja go chcę odwiedzić!. 

Słuchajcie, ja Wam polecam. Z czystym sumieniem mogę polecić Wam Z życia deklarowanej singielki, bo napewno Was zaskoczy i wciągnie. I nieważne czy jesteś matką, singielką czy poszukiwaczem swojej drugiej połówki. Musicie tylko lubić utwory pisane w formie pamiętnika i nowoczesny język. 


czwartek, 18 maja 2017

Badanie, które każdy rodzic powinien wykonać swojemu dziecku.

10:56:00


Czy Twoje dziecko śpi bardzo dużo, albo wręcz odwrotnie- nie śpi prawie wcale?. Czy jest apatyczne, albo zbyt nerwowe?. Może nie ma apetytu?. Często budzi się w nocy?. Koniecznie zrób te dwa badania z krwi, które kosztują niewiele, a mogą uratować życie Twojemu dziecku.

Niedobór tego pierwiastka, może powodować nie tylko częste infekcje, ale także może spowolnić rozwój Twojego dziecka, co za tym idzie- upośledzić go. Anemia to nie tylko bladość skóry- to choroba, która może nieodwracalnie wyrządzić krzywdę. Nie należy jej bagatelizować i przede wszystkim- trzeba zrobić badania, żeby ją zdiagnozować.

Jakiś czas temu, Anielka dość mocno zachorowała. Znaleźliśmy świetnego lekarza, który po przepisaniu odpowiednich lekarstw, zasugerował, żeby zbadać córce poziom żelaza oraz wykonać morfologię z rozmazem. Morfologię robiłam już trzeci raz (staram się regularnie sprawdzać stan zdrowia córki), ale o żelazie nigdy nie pomyślałam. Jakie było moje zdziwienie, gdy wyniki wskazywały na anemię, spowodowaną brakiem tego pierwiastka w organiźmie. Blada skóra? Co się dziwić, skoro matka prawie przeźroczysta. Nerwowość? Ma po matce. Źle śpi? Najwidoczniej wszystko jej przeszkadza... A tu bum. Jednak anemia.

Anemia, czyli niedokrwistość, to jeden z najczęstszych problemów zdrowotnych niemowląt. Najczęstszym powodem anemii u niemowlęcia jest niedobór żelaza. Wbrew obiegowej opinii, niemowlak z anemią wcale nie musi być blady i apatyczny. Początkowo jedyną oznaką niedokrwistości jest gorszy apetyt i słabsze przybieranie na wadze. Leczenie anemii u dziecka jest niezwykle ważne, ponieważ może ona prowadzić do spowolnienia rozwoju dziecka.

Ale ten problem dotyka również starsze dzieci i jest tak samo niebezpieczny. Dlatego warto trzymać rękę na pulsie i robić badania. W związku z tym, że nie jestem lekarzem i nie chcę wprowadzić Was w błąd- umieszczam link do sprawdzonego źródła na temat anemii u dzieci więcej informacji.




 źródła- http://www.mjakmama24.pl/niemowle/choroby-i-dolegliwosci-niemowlat/anemia-u-malego-dziecka-jak-ja-rozpoznac,557_2437.html
 


wtorek, 2 maja 2017

Akcja #SuperMama | Dlaczego jestem super mamą?

06:46:00

Pomysłodawcą akcji jest Troskliwa Mama , która postawiła poprzeczkę wysoko, bo napisała aż dziesięć punktów. Nie wiem, czy mi uda się aż tak zaszaleć, ponieważ ostatnio przechodzę mały kryzys macierzyński. Zostałam nominowana, żeby opowiedzieć Wam, dlaczego jestem #supermamą, a następnie nominować kolejne mamy, które prowadzą bloga. Dzięki Kasia, może to co napiszę podniesie mnie na duchu. Zrobię mały rachunek sumienia :).

Przyznam się Wam szczerze, że zastanawiam się od wczoraj- co tak właściwie napisać?. Czy ja właściwie czuję się super mamą?.  Tego nie jestem pewna, ale wiem, że moja córka jest super dzieckiem. Idąc takim tokiem myślenia, postanowiłam, że napiszę Wam, z czego jestem dumna. Co takiego robię dla Anielki i dla siebie- co sprawia, że jestem spełniona. 


♥ Przede wszystkim- (już) nie potrzebuję setek porad i opinii innych ludzi. Sama najlepiej wiem co jest dobre dla mojego dziecka a ''wtrącanie" swoich trzech groszy często ignoruję. Nie jestem nieomylna, ale gdy czegoś nie wiem, pytam ekspertów albo moją mamę. 


♥ Moje dziecko jest jedyną osobą, dla której gryzę się w język i uczę się być cierpliwą. Moja złość na nią trwa dziesięć sekund, chociaż daje mi w kość jak nikt inny. Jest to też jedyna istota, dla której chcę  się wciąż doskonalić i uczyć. 


♥ Dlaczego jestem super-mamą? Bo jak nikt inny- znam swoje dziecko. Nikt nie pamięta daty pojawienia się pierwszego ząbka(chociaż było to niedawno) i nikt na dobrą sprawę nie wymieni nazwisk jej lekarzy. Jestem jak chodzący notes lub pamiętnik- jestem w stanie zapamiętać wszystko. Nawet kolejność lekarskich zaleceń. Wymieniać?.

♥ Nie udaję. Nie kłamię, gdy ktoś zapyta, jak się czuję. Zawsze mówię, gdy mi ciężko, gdy jestem zmęczona albo mam zły dzień. Nie koloruję swojego macierzyństwa i życia. Bo chociaż jestem szczęśliwą matką, dzieci dają nieźle popalić i o tym zawsze mówię. I mówić będę!. 


♥ Moje dziecko stawiam na pierwszym miejscu. Ale staram się nie być matką-polką. Zawsze znajdę czas dla siebie, chociaż pięć minut w samotności. Uważam, że szczęśliwa matka, to szczęśliwe dziecko. Staram się więc uszczęśliwiać siebie, gdy tylko mam okazję.


♥ Często robię za dwoje. Jestem nie tylko matką, ale też czasami ojcem. Tak więc pozwalam sobie na błędy i beztroską zabawę z moją córką (haha).

♥ Noszę, noszę do upadłego. Aż ja upadnę albo moje ręce odmówią posłuszeństwa. Noszę tak często, jak tylko chce tego Anielka. I chociaż codziennie mówię sobie " nie, już dzisiaj nie będę nosić" to i tak to robię. W sumie chciałabym, żeby ktoś mnie tak ponosił. Chociaż przez pół godziny dziennie. No dobra, trochę ważę- może być pięć minut. 

♥ Jestem tak świetna w zabawianiu mojej córki, że nikt mnie nie przebije. Gdybyście zobaczyli Aleksandrę w akcji... może lepiej, że nie widzicie.

♥ Jestem super, bo przeżyłam pierwszy ząbek i pierwszą chorobę. Tylko matki zrozumieją jaki to wielki wyczyn. Gdy dziecko same nie wie czego chce, marudzi i płacze nie śpiąc po nocach. Kiedy próbujesz, chociaż wiesz, że Ci się nie uda a jedyne na co masz ochotę to kilka godzin snu...nieprzerwanych. 

♥ Oddałam Anielce swoje łóżko rezygnując z wygodnego spania. Ale dla mnie to najlepsze uczucie pod Słońcem- obudzić się u boku najpiękniejszej istoty na Ziemi. Chociaż przyznam szczerze, że pomysł spania z rodzicami zrodził się z lenistwa:). Teraz już śpię z Anielką tylko gdy mamy ciężką noc. 


Uff.  Chyba koniec. Nie jestem w stanie napisać więcej,  bo ostatnio chwalenie siebie mi nie idzie.  A oczy otwieram na zapałki,  chodząc jak zombie.  Dziewczyny, pamiętajmy, że wszystkie jesteśmy #supermamami dla swoich dzieci. I tego się trzymajmy. Piątka. 

Zapraszam do tablicy #supermamy
Dziewczyny nie zapomnijcie wspomnieć o pomysłodawcy- TroskliwaMama 


poniedziałek, 1 maja 2017

Młoda mama szuka...

02:14:00


Szukałam od dłuższego czasu. Takiego co by na każde moje zawołanie był,  żeby zawsze miał czas dla mnie i mojej córki. Naprawdę potrzebowałyśmy kogoś takiego. Po kolejnej nieudanej próbie,  byłam tak załamana i wściekła... Wiedziałam,  że nie mogę się poddać.  Że muszę szukać dalej. W końcu każdy ma prawo do szczęścia. Matki, szukajcie aż znajdziecie. Warto.

Jakieś dwa tygodnie temu doszłam do wniosku,  że naprawdę go potrzebuję. Wiedziałam,  że poprzedni nie jest dla nas wystarczający.  On po prostu miał nas gdzieś, gdy prosiliśmy go o pomoc po raz setny. Jego mina,  gdy nas widział, wyrażała więcej niż tysiąc słów. Było mi przykro, bo kiedyś mu zaufałam i to się opłaciło.  Ale niestety,  nie na długo.  To typ człowieka,  który jak chce to potrafi.  Niestety,  często nic mu się nie chciało i zamiast powiedzieć to wprost, dawał nam złudzenie i mówił "to nic takiego". Szukałam więc dalej,  chociaż traciłam nadzieję... Wiedziałam, że coś nie gra, nie wiedziałam tylko co.

Każda z mam potrzebuje kogoś takiego. Kogoś kto zawsze rozwieje nasze wątpliwości. Kogoś kto nie będzie traktował nas jak idiotki i nas przede wszystkim- wysłucha. Poklepie po ramieniu a gdy trzeba da kopa do działania i otworzy oczy. Takiego kogoś niestety- ze świecą szukać. A znalezienie takiej osoby często dużo nas kosztuje. Nie mniej jednak uważam, że każda matka powinna ten temat ogarnąć i postawić sprawę jasno. Chodzi przecież nie tylko o nas, ale przede wszystkim o nasze dzieci. O ich przyszłość i o zdrowie. Niech odezwą się teraz matki, które mają kogoś takiego i z ręką na sercu powiedzą: NIE MAM MU NIC DO ZARZUCENIA. 

No bo jak można zgodzić się na to, że sześciomiesięcznemu dziecku, z gilem do pasa, z męczącym, odrywającym się kaszlem przepisuje się syrop na kaszel suchy i odsyła do domu. No nie można się na to zgodzić. Ewidentnie jest coś nie tak. Służbo zdrowia, zrób porządek z tymi lekarzami, bo jak ja widzę, na jakich lekarzy płacone są podatki to ręce mi się załamują. Naprawdę wolę wydać kupę kasy na prywatnych lekarzy, którzy przepiszą receptę w stu procentach odpłatną, niż pozwolić, żeby moje dziecko znalazło się w szpitalu z zapaleniem płuc. Nie mówiąc już o tym, że rozwieją wszystkie wątpliwości a po zbadaniu powiedzą ''dobrze, że pani przyszła". AMEN.


piątek, 28 kwietnia 2017

Nie ma genitaliów a spłodził dzieci.

03:49:00


"W miniony czwartek 21-letnia matka zgłosiła się ze swoim dzieckiem na badania kontrolne do Ośrodka Pediatrycznego przy ul. Spornej. Lekarz spojrzał na malca i bardzo się zaniepokoił, bowiem miał on krwiaka w obrębie oczodołu. Wyglądało to tak, jakby ktoś podbił mu pięścią oko. Po dokładnym zbadaniu okazało się, że Igorek ma pęknię-tną czaszkę. Zdaniem specjalistów wszystko to mogło wskazywać na zespół dziecka maltretowanego." Czytaj więcej: http://www.dzienniklodzki.pl/aktualnosci/a/pobicie-niemowlaka-w-lodzi-areszt-dla-matki-skatowanego-igorka-i-jej-konkubenta,12018159/

Pewnie sprawę już znacie. Ja się tylko zastanawiam, jak coś (co nazywa się człowiekiem) , coś co nie ma jaj- jest w stanie spłodzić dziecko. Cudem jednak bym tego nie nazwała, bo jedynym cudem w tej sytuacji jest fakt, że Igorek przeżył. I mam nadzieję, że nigdy się nie dowie, jak bardzo został skrzywdzony. Wierzę też mocno, że zwyrodnialcy zostaną sprawiedliwie osądzeni. Chociaż w tej sytuacji najlepszą karą byłoby wsadzenie w te obsrane dupska dynamitu. Przepraszam, że tak brzydko, ale wierz mi-palce same wystukują te kolokwialne słowa. Z drugiej strony, mam cichą nadzieję, że ten post dotrze do tych idiotów (albo do podobnego marginesu społecznego), więc muszę używać nieco mniej ambitnych słów, żeby chociaż trochę mnie zrozumieli. 

Leżę teraz obok mojej córki, muszę co chwilę przerywać pisanie, bo skubana potrzebuje mojej uwagi non stop. Więc piszę to i robię głupie miny jednocześnie, aby ją tylko zadowolić. Jesteśmy po kilku nieprzespanych nocach i ciężkich dniach, ale dajemy radę. I wiecie co?. Wcale nie czuję się super matką, bo poświęcam jej sto procent uwagi. Cholera, to mój obowiązek. Obowiązek, który wypełniam z dumą i wielkim zaangażowaniem, bo doskonale wiem, że wychowanie dziecka to nie tylko miłość, radość i spełnienie, ale też duża odpowiedzialność. Chyba niektórym się pomyliło prawdziwe życie z tym przereklamowanym na ekranie. Albo niektórzy myślą, że po kilku głębszych, będą lepiej opiekować się dzieckiem. Najgorzej jest wtedy, kiedy głębsze kielichy zmieniają się w głębsze rany...na ciele dziecka. 

Internet nie zapomina, internet to ludzie. Czasami tych ludzi kocham. Naprawdę, kocham Was za te komentarze, bo trzeba  takie sprawy nagłaśniać a na takich pseudo-ludzi nie można zostawić suchej nitki. Po cichu wierzę, że gdybyście spotkali tych kutasińskich to byście im chociaż napluli w twarz albo powiedzieli co myślicie. 

I tak większość z Was powie, że to wina pięć set plus, a ja wam powiem tak: Zawsze były takie chore akcje, przemoc i patologia były zawsze. Teraz jest to po prostu nagłaśniane. I bardzo dobrze!. Niech każdy wie, jakie grożą konsekwencję za takie czyny. I niech każdy obywatel czuje się w obowiązku być czujnym i zgłaszać swoje podejrzenia. Pamiętajcie, że patologia to nie zawsze króliczek playboya na szyi i ortalionowe spodnie , patologią może być też  gościu w garniturze, co wozi się mercedesem i ma spokojną(z pozoru) rodzinę. Dlatego jeszcze raz- bądźmy zawsze czujni i nigdy obojętni. 




czwartek, 20 kwietnia 2017

Urodzić w domu- jak to zrobić?

11:25:00

Odbywa się w domu ciężarnej, przy udziale położnej, zazwyczaj u boku partnera i bliskiej rodziny. Jest alternatywą dla porodu szpitalnego. Kobieta w jego trakcie czuje się swobodniej i spokojniej - to fragment definicji PORODU DOMOWEGO, który wciąż budzi kontrowersje i skrajne emocje. Na jego temat istnieje wiele mitów. Ma on swoich zwolenników, jak i wrogów. Jedni uważają to za ryzykowne i bezmyślne zachowanie rodziców, drudzy nie wyobrażają sobie przyjścia na Świat potomka w szpitalu. Ale jak jest w rzeczywistości?. Czy na prawdę to głupota i narażanie na niebezpieczeństwo siebie i dziecka? . A może to najpiękniejsze przeżycie na Świecie, którego nikt nawet nie jest sobie w stanie wyobrazić?. 



Jako że poród domowy bardzo mnie ciekawi i zachwyca, postanowiłam poruszyć ten temat. Mam nadzieję, że znajdziecie tu odpowiedzi na najbardziej nurtujące pytania i być może obalimy mity, które krążą na temat tej alternatywy porodu szpitalnego. Zaprosiłam do swojego artykułu osobę, która pomoże nam rozwiać wątpliwości. Kobietę, która podzieli się z nami wiedzą, jaką posiadają tylko nieliczni. Na moje pytania odpowie Nina Kwaśniewska- wiceprezes fundacji Macierzanka. Nina urodziła dwójkę dzieci w domu.



 1.Dlaczego zdecydowała się Pani na poród domowy? 

Zanim jeszcze zaczęłam myśleć o założeniu rodziny i dzieciach, u ginekologa natknęłam się na wizytówkę Doroty Fryc - położnej. Był na niej adres mailowy poradydomowe@gmail.com z poprawionym ręcznie "a" na "o", by uzyskać prawidłowy zapis "porody domowe". W domu odwiedziłam stronę www. Bez większych emocji poczytałam i trochę zdziwiłam się, że można zajmować się czymś takim w Polsce i o temacie zapomniałam. W tak zwanym międzyczasie obserwowałam pracę ginekologów - ich rozumienie i podejście do kobiety, na różnym etapie jej życia - nie tylko w porodzie - i stawiałam sobie coraz więcej pytań, na które nie potrafiłam znaleźć odpowiedzi albo uzyskane od lekarzy odpowiedzi mnie zdumiewały i nie dawały spokoju. Gdy zaszłam w ciążę, nadal moje wątpliwości narastały. Czułam, że zabiera mi się kompetencje, jako kobiecie, nie dając nawet prawa do ich nabycia, bo tłumaczy się to moim niedoświadczeniem i wiekiem. Pojawiła się we mnie niezgoda na taką sytuację i zaczęłam szukać innych rozwiązań. I tak trafiłam ponownie na stronę Doroty Fryc. Umówiliśmy się nawet na pierwsze spotkanie kwalifikujące, ale wtedy zmarła mi mama... Proces odchodzenia mamy ( mama umarła w domu), utwierdził mnie w przekonaniu, że to dom jest tym miejscem, w którym czujemy się bezpiecznie, że tu wszystko się zaczyna i wszystko kończy...Nie miałam wtedy w sobie już lęków i obaw ani przed śmiercią, ani przed porodem. A decyzja o drugim porodzie w domu, była konsekwencją naszego pierwszego porodu domowego, choć muszę powiedzieć, że - paradoksalnie - dopiero teraz czułam się bardziej przygotowana na poród szpitalny. 


 2. Jakie korzyści niesie on ze sobą? (Dla rodziców i noworodka)

Decydując się na poród domowy nie rozpisaliśmy sobie w tabelce plusów i minusów takiej decyzji dla nas i dla dziecka. Nie analizowaliśmy ile ich jest po każdej stronie. Patrzeliśmy raczej na poród jak na całość. Przede wszystkim była to taka głęboka potrzeba przeżycia tego wydarzenia po swojemu, swoimi siłami. Będąc w ciąży i dopytując o przebieg porodu słyszałam: "Pani się nic nie martwi, Pani przyjdzie do szpitala my Pani pomożemy. Dwie godziny i będzie po sprawie". Albo: "A czemu Pani o to pyta? Jak coś takiego się stanie to my zaradzimy."O plusach porodu w domu mogę mówić dopiero po porodzie . Plusem dla nas było to, że cały poród byliśmy razem, że nikt nie potraktował nas obcesowo czy grubiańsko, nikt nie poganiał, przeganiał. Miałam nieprzerwany kontakt skóra do skóry z dziećmi właściwie tyle czasu, ile potrzebowałam. Wszelkie zabiegi medyczne wokół noworodka zostały wykonane zgodnie z naszymi uwagami i nie byliśmy egzaminowani dlaczego chcemy postąpić tak, a nie inaczej. W szpitalu takie sytuacje też są możliwe, ale wymagają większego samozaparcia i zwykle występuje jakieś niepotrzebne tarcie na linii rodzice - personel. W domu mogłam z uwielbieniem wpatrywać się w swoje dzieci, mogłam i poszłam skorzystać z prysznica, dostałam domowe jedzenie i zasnęłam i obudziłam się w swoim łóżku z dzieckiem i mężem obok - taka mała rzecz, a tak cieszy. 


 3. Proszę opowiedzieć o swoich odczuciach w jego trakcie. Czy bałaś się? O czym wtedy myślałaś ?

 Przed pierwszym porodem rozmawialiśmy z położną właściwie tylko o sytuacjach wymagających transferu do szpitala. Potrzebowałam wiedzieć jak to wygląda, kiedy się dzieje i z czego wynika. Ustaliliśmy do którego szpitala pojedziemy w zależności od sytuacji na drodze. Takie przygotowanie dało mi dobre tło do porodu, bo oczyściłam sobie umysł z tych wszystkich pytań: A jak COŚ się stanie?! Więc nazwałam tego COSIA konkretnymi przypadkami, by nie być zaskoczona. Jest bardzo dużo negatywnych opowieści porodowych - ja sama jako młoda dziewczyna, a potem kobieta, nie słyszałam ani jednej pozytywnej relacji porodowej! A to bardzo blokuje. Gdy do pierwszego porodu przyjechała położna badała mnie i powiedziała, że już 5 centymetrów. Na moje pytanie: - I co teraz robimy? Odpowiedziała: - Nic. Czekamy. I usiadła przy stole zajmując się jakimiś dokumentami. To wtedy tak naprawdę zrozumiałam o co chodzi w porodzie domowym - tutaj nikt nic za Ciebie nie zrobi! I wtedy skupiłam się bardzo na sobie, weszłam w rytm skurczy, w miarowe oddechy - nie widziałam nic wokół siebie. Nie było strachu. Strach to adrenalina i kortyzol - hormony, które są antagonistami do oksytocyny, która pomaga w porodzie. Strach jest złą motywacją do porodu w domu. Strach zawsze blokuje. Więc jeśli boisz się szpitala, to jest to motywacja negatywna dla porodu w domu. W porodzie domowym zawsze trzeba mieć otwartą ewentualność, że poród może skończy się w szpitalu. W obu porodach podeszliśmy tak, że zaczynamy rodzić w domu, a co będzie dalej - zobaczymy. 


 4. Kto Ci w tym pięknym dniu towarzyszył?

 W trakcie pierwszego porodu była tylko położna i mąż. Drugi poród to już dwie położne- Dorota Fryc i Krystyna Czechowska, mąż położnej, mój mąż i fotograf Michał Niedzielski, którego zdjęcia możecie tu zobaczyć. Skąd tyle ludzi i taka nasza decyzja? Jak wspomniałam, w pierwszym porodzie, sama nie wiedziałam czego mogę się spodziewać, nie miałam 'uprawnień' wyrobionych;) W Szczecinie i w innych miastach położne jeżdżą już w parach, co uważam, że jest świetnym rozwiązaniem i dla położnych, bo mają wsparcie i zawsze to kolejna para rąk do pomocy, i dla rodzących, bo mogą zadecydować, która położna jest 'ich', a druga zawsze może także doulować. Rozmawialiśmy z mężem o obecności "tylu" osób przy porodzie. Wszyscy ci ludzie to nasi znajomi lub przyjaciele - znamy się z fotografem od 2009 roku a z położną od 2012 r. Nikt mi nie przeszkadzał. To, że byli koło mnie, zobaczyłam dopiero na zdjęciach. W trakcie porodu byłam skupiona tylko na sobie. Dyskutowaliśmy też z mężem o upublicznieniu zdjęć. Tutaj pieczołowicie spisywaliśmy wszystkie 'za' i 'przeciw' i - mimo wielu minusów - zdecydowaliśmy się pokazać te zdjęcia. Przeważył argument za pokazaniem normalności porodu domowego oraz fakt, że Fundacja Macierzanka, w której jesteśmy w zarządzie, promuje porody naturalne, a także domowe. Dziwnie tak cały czas mówić o pięknie porodu w trakcie szkoły rodzenia, a za tymi słowami nie ma żadnych dowodów. Oto są! Chcieliśmy pokazać, że mimo trudu i bólu poród naturalny jest przeżyciem, które bardzo wzmacnia kobiety, daje im poczucie sprawstwa, mocy. Że dobrze przeżyty poród otwiera kobiety i małżeństwa na wielodzietność! Często słyszymy z opowieści naszych absolwentów: "Myślałam, że to już będzie nasze ostatnie dziecko, ale tak mi się spodobało rodzenie, że chciałabym jeszcze jedno". Wiem, że zdjęcia wywołały lawinę komentarzy - zapoznawałam się z nimi na bieżąco. Niektórych wręcz utwierdziły w przekonaniu, że nigdy nie chcieliby rodzić w domu. I bardzo dobrze! Nie chciałam, żeby reportaż zamknął się tylko do promocji porodu naturalnego czy domowego - niech będzie to manifest wszystkich kobiet do prawa o samostanowieniu o jakości i miejsca porodu.


 5. Przejrzałam pewne źródła i opinię ludzi na temat porodów w domu. Większość uważa to za bardzo ryzykowne i kolokwialnie rzecz ujmując - za głupotę. Czy to przypadkiem nie dlatego, że ludzie nie edukują się i kierują wciąż stereotypami?

Oddzielam opinie innych ludzi od faktów. Co mi po opiniach dalszej rodziny lub obcych ludzi o naszej decyzji o porodzie w domu? Czy negatywna opinia przybliży mnie do realizacji mojego celu? Spowoduje, że będę się z nią czuła lepiej? Zmotywuje mnie do działania? Zawsze zastanawiała mnie też motywacja ludzi to wyrażania tych opinii. Czy my ich o to prosimy? Co ma na celu jej wypowiedzenie? Pamiętam swoją wizytę popołogową u ginekologa, który dowiedział się, że rodziłam w domu. Powiedział tylko: Jest Pani skrajnie nieodpowiedzialna!. Czy ja prosiłam go o wyrażenie swojej opinii? Nie. Czy chciał mnie upokorzyć, poniżyć? Pewnie nie, ale tak się poczułam. Zatem, co miała na celu ta wypowiedź? Często się zastanawiam, gdy słyszę właśnie te opinie innych: jesteś odważna, jesteś nieodpowiedzialna, jesteś szalona! Niewiele osób zapytało po prostu: Skąd taka decyzja? Mogłabym im wtedy opowiedzieć o mojej mamie, mojej potrzebie przeżycia tego porodu w sposób niezależny itp... Myśli Pani, że kluczę przed odpowiedzią, czy poród to ryzyko. Tak. Życie jest śmiertelną chorobą przenoszoną drogą płciową. Rodzimy się. I umieramy. Nam, tak samo, jak innym rodzicom przyświecał ten sam cel - żeby nasze dziecko urodziło się zdrowe. I robiliśmy wszystko, by tak się stało. Tylko mieliśmy inne ścieżki, którymi podążaliśmy do celu - ktoś szukał dobrego lekarza i szpitala, a my położnej i spokoju. Dzisiaj mam wrażenie jest taka lekka psychoza na punkcie bezpieczeństwa. Przykład: ja jako dziecko jeździłam bez fotelika w aucie, mimo, że stan aut i dróg był o wiele gorszy niż dziś. Pamiętam jak leżałam na tylnej kanapie rozłożona na całą jej długość i patrzyłam na gwiazdy przez szybę. Dziś dzieci podróżują w pancernych fotelikach, na gwiazdy mogą popatrzeć przez szklany dach - jeśli ich rodziców stać na taką furę. Co będzie za 20 lat? W którą stronę pójdziemy? Czy dzieci będą jeździć w klatach bezpieczeństwa i patrzyć na swoich rodziców jak na bandytów, którzy przewożąc ich w fotelikach, ryzykowali ich życiem? Tego nie wiem, ale boję się, że zbliżamy się do granicy absurdu. Mamy potrzebę ubezpieczania się od wszystkiego, leczenia na wszystko i zabezpieczania przed wszystkim. Czy jest jeszcze miejsce na intuicję i odpowiedzialność? My zostawiliśmy sobie tę przestrzeń wolności i odpowiedzialności właśnie na poród domowy. 



 6. Czy w Polsce zwiększa się liczba kobiet, które  decydują się na  poród w domowym zaciszu czy jednak maleje?

Rodzi się coraz więcej dzieci, więc zainteresowania porodami domowymi też wzrasta. Wynika to także ze wzrostu świadomości kobiet o tym, że poród fizjologiczny przyjmuje położna, nie lekarz. Od nowego roku będzie także możliwość prowadzenia fizjologicznej ciąży u położnej, będzie to usługa refundowana przez NFZ. Kto jest zainteresowanych konkretnymi wartościami liczbowymi porodów domowych, odsyłam do roczników GUSu lub statystyk w swoim USC. Często kobiety nie mogą urodzić w domu, gdyż na ich terenie nie pracuje żadna położna świadcząca usługi w miejscu wezwania - czy po prostu przyjmująca porody w domu. Myślę, że ten odsetek rodzących w domu byłby większy, gdyby położne zechciały skorzystać z szerokich kompetencji, które mają i skorzystać ze swojej emancypacji zawodowej. 


 7. Nie każda matka może rodzić w domu pomimo chęci. Jakie istnieją przeciwwskazania do porodu domowego?

Kwalifikacji do porodu domowego dokonuje położna. Podkreślam to: położna, nie lekarz! Bo wiele razy spotkałam się z pytaniem, czy lekarz pozwolił na poród domowy. Poród domowy jest decyzją rodziców, a położna do takiego porodu kwalifikuje, czyli daje zielone światło. Te kwalifikacje są w Polsce rygorystyczne - nie ma się czemu dziwić - chodzi tu o bezpieczeństwo rodzącej. Takie najważniejsze bezwzględne przeciwwskazania do porodu domowego to przede wszystkim: ułożenie inne niż główkowe, choroby serca i inne choroby przewlekłe, cholestaza ciężarnych, wielo i małowodzie, ciążę mnogie, ciąże przed 37tc i po 42tc i stan po cięciu cesarskim. Tutaj chcę się zatrzymać i złożyć ukłon dla wszystkich kobiet z grupy fb "Naturalnie po cesarce", które są dla wielu kobiet przykładem determinacji w dążeniu do porodu siłami natury. Gdyby kobiety rzeczywiście były informowane o konsekwencjach cięcia cesarskiego - mam wrażenie, że decydowałyby się na nań szukają głębiej "za" i "przeciw". Jedno cięcie cesarskie, zwłaszcza pierwsze, determinuje wiele następnych decyzji porodowych, a kolejne cięcia - w dużej mierze - zamykają kobietom prawo do wielodzietności bez narażenia zdrowia lub życia. 


 8.Proszę mi powiedzieć, od czego zacząć przygotowania do porodu domowego( kwestia położnej, douli, miejsca i jak się rejestruje wtedy dziecko-chodzi o kwestie formalne)? 

 Przygotowania trzeba zacząć od swojej głowy - to tu zaczyna się poród. Warto spokojnie ze sobą porozmawiać - czego się boję, czego potrzebuję, kto mi może to dać? Może się okazać, że gdy postawię sobie te pytania i znajdę odpowiedzi to odkryję, że tak naprawdę tylko ja sama sobie zapewnię poród w zgodzie ze mną? Wtedy warto zacząć szukać osób, które rozumieją tę moją potrzebę. Położna - to tu musi być chemia, nie żałować sobie czasu na spotkania i rozmowy. Rozmawiać z mężem/partnerem. Jaki on ma pomysł na poród? Czego on chce dla siebie, a czego dla mnie, bo może się okazać, że to jest coś, czego Ty sama nie chcesz. Dużo rozmawiać, omawiać wiele kwestii. Potem polecam wybór szkoły rodzenia zgodny ze swoimi wartościami. Zapewnia to spokój w trakcie przygotowań do porodu. Niektórzy potrzebują też odcięcia od "wujków i cioć dobra rada". My nikogo nie informowaliśmy, że przymierzamy się do porodu w domu, co zapewniło nam "radosne oczekiwanie" i niespodziankę dla rodziny i znajomych. Przy drugim porodzie przyjęli podejście do porodu w domu, jako coś 'normalnego' - czymkolwiek normalność jest. 


 9. Muszę o to zapytać, chociaż nie życzę tego nikomu. Co w sytuacji, kiedy podczas porodu są komplikacje? Dziecku spada tętno albo dzieją się inne przykre rzeczy? 

To jest bardzo dobre pytanie. Spadek tętna? W trakcie skurczu spada tętno i jest to sytuacja normalna. Co mogę w z tym zrobić? Aha! Mogę oddychać, by dotlenić dziecko. Mogę być aktywna, przyjmować pozycje wertykalne itp. Inne przykre rzeczy? Owinięcie pępowiną szyi dziecka, utrata krwi, pęknięcie krocza, konieczność podania medykamentów i inne - to są sytuacje do omówienia indywidualnie ze swoją położną. Możecie podczas takiej rozmowy przekonać się jak szerokie kompetencje ma położna, że nie tylko może naciąć krocze, ale może je także zszyć, że może podać określone specyfiki i ma ukończone wiele kursów, m.in. z pierwszej pomocy. Warto też wiedzieć jak przebiega fizjologia porodu. Bo często słyszymy: po porodzie dostałam krwotoku i ledwo mnie uratowali, gdybym rodziła w domu już bym nie żyła. Poród dziecka 'dołem' z porodem naturalnym ma czasem tylko jedną wspólną rzecz - owo urodzenie dziecka 'dołem' i na tym podobieństwa się kończą. Poród naturalny to jest poród bez użycia syntetycznej oksytocyny, masażu szyjki, przebicia pęcherza, ciągłego monitorowania ktg. Ciało kobiety ma czas na reakcję, stan fizjologiczny nie zmieni się w patologię za pstryknięciem palca - on zmienia się w czasie i czujna położna to zauważy. 
Gdy dzwoniłam do swojej położnej powiedzieć, że zaczęłam rodzić,ona zapytała mnie:
 - Nina, czy Ty masz skurcz? 
- Ale kiedy? 
- No, teraz! 
- Mam, a skąd wiesz? 
- Bo zmienił ci się głos. 
A gdy przyjechały, usłyszałam, że mam rodzące oczy. Potem byłam badana i znów usłyszałam: zaraz będziesz miała skurcz. I miałam!. Choć ja o tym nie wiedziałam i nie czułam. Mówię o tym nie bez powodu, ale by pokazać jak połączenie intuicji z wiedzą wygląda w trakcie porodu w domu. To jest coś niesamowitego, dla mnie na granicy magii, że można takie rzeczy wiedzieć, że jest ktoś kto zna moje ciało lepiej ode mnie. Mimo tego, a może właśnie dzięki temu, że nie jest się podpiętym pod KTG tylko ma się dwie pary oczu wpatrzone w rodzącą można podjąć interwencje we właściwym momencie. Czy w szpitalu mam jedną położną przez cały poród na wyłączność? Przypomniała mi się w tym miejscu anegdota, gdy szef mojego męża na wieść o porodzie w domu, zapytał: "A jak zorganizowaliście ten cały sprzęt?". Dlatego jeszcze raz powiem, w trakcie porodu naturalnego nie ma sprzętu takiego, jaki jest w szptalu! Jest rodząca i trwa poród. A gdy jest konieczność transferu do szpitala to wzywa się karetkę. 


10. Proszę poradzić kobietom, które będą rodzić w szpitalu- co zrobić, żeby poród był jak najbardziej naturalny (pomimo szpitalnych warunków). O co poprosić lekarzy i położne?

 Poród naturalny w szpitalu jest możliwy!. Co sprzyja porodowi naturalnemu? Świadomość rodzących - kobiety i ojca dziecka, rozumienie procesów, które zachodzą w organizmie w trakcie porodu - jak służą mamie i jak służą dziecku, po co są. Jaka jest konsekwencja medykalizacji porodu, jak sobie radzić z bólem, ze skurczami - cała ta świadomość pomaga rozumieć poród jako proces, a nie jako torturę. Czytajcie dużo sensownych tekstów, książek, pytajcie osoby, które miały 'dobre porody', unikajcie tych, którzy Was straszą, złapcie się do grupy wsparcia, np. w szkole rodzenia. Przy wyborze szpitala kierujcie się 'czynnikiem ludzkim'. Pamiętajcie, że to położne przyjmują porody. Zobaczcie jakie wsparcie oferuje szpital, np. w zakresie laktacji. Wybierzcie się na 'dni otwarte', pytajcie jak podchodzą do II fazy porodu, jakie są możliwości niefarmakologicznego łagodzenia bólu. 


 11.Dlaczego tak wiele kobiet boi się rodzić w domu?

 Zadałabym pytanie inaczej: Dlaczego tak niewiele położnych przyjmuje porody domowe? A potem zapytałabym kolejne: Skąd kobiety czerpią wiedzą o możliwym miejscu porodu?.Czy w ogóle wiedzą o tym, że można urodzić w domu? To właśnie jeden z komentarzy pod reportażem porodowym brzmiał: "Nie wiedziałam, że można rodzić w domu! Super sprawa. Gdybym wiedziała, może też bym się zdecydowała." Bardzo ucieszyła mnie ta wypowiedź, bo utwierdziła mnie w przekonaniu, że publikacja tych zdjęć to też misja edukacyjna. Można pisać o prawie do rodzenia w domu w ustawach, rozporządzeniach, a i tak przechodzi to bez echa. Zobaczyć poród domowy - to tak jakby trochę w nim uczestniczyć, spróbować, potestować jakie to niesie dla mnie emocje, czy tego chcę, czy mnie to odrzuca. Myślę, że w większości kobiety boją się rodzić i wynika to z takiego ogólnego klimatu porodowego, jaki nas otacza od maleńkości - to po trochu temat tabu, a po trochu wielki ból. Nie dziwię się temu - opieka szpitalna w PRL to był horror dla wielu kobiet. Te, które nie poradziły sobie z traumami, przenoszą je na córki i wnuczki - często nieświadomie, a wręcz z dobrymi intencjami - chcą nas ustrzec i przygotować do trudności. Polecam otaczanie się pozytywnymi wizjami porodowymi - jeśli nie ma w waszej okolicy kręgu opowieści porodowych, to dużo czytajcie, edukujcie się, rozmawiajcie z osobami, dla których poród był wydarzeniem pięknym i ubogacającym, a po swoich porodach - spisujcie swoje przemyślenia, odczucia - i puszczajcie je dalej. Tylko tak - razem - możemy zmieniać wyobrażenie o porodzie. 


Mam nadzieję, że wypowiedź Niny Kwaśniewskiej przybliżyła Wam wiedzę o porodzie domowym. Wyszedł nam naprawdę długi artykuł, ale jest to bardzo obszerny temat i wcale nie tak łatwo przekazać najważniejsze informacje w krótkiej formie. Mamy nadzieję, że wiedza o porodach domowych będzie się szerzyć i wzrośnie liczba położnych specjalizująca się w tej dziedzinie. Życzymy Wam samych świadomych i szczęśliwych rozwiązań, aby każdy poród był cudownym przeżyciem. 

Chciałabym bardzo serdecznie podziękować Ninie Kwaśniewskiej za podzielenie się swoją cenną wiedzą i swoimi pięknymi zdjęciami. Jeśli macie jakieś pytania lub jesteście zainteresowane tematem, piszcie na adres: nina@macierzanka.org




Na zdjęciu Nina i położne:Dorota Fryc i Krystyna Czechowska




About Me
Munere veritus fierent cu sed, congue altera mea te, ex clita eripuit evertitur duo. Legendos tractatos honestatis ad mel. Legendos tractatos honestatis ad mel. , click here ?