a Najbardziej pozytywny blog parentingowy i lifestylowy

wtorek, 6 listopada 2018

Zrozumieć dwulatka- dwulatek na wesoło!

listopada 06, 2018


Kiedy dziecko skończy dwa lata, to chyba najlepszy czas, żeby w końcu popatrzeć na nie z boku i powiedzieć: „zrobiłam to dobrze!”. Dwulatek nie tylko zaskoczy krótkimi zdaniami, ale również stwierdzeniami, które momentami wywołają osłupienie u rodziców.

-Anielka, jesteś duża dziewczynka, tak?
-Tak! Duzia jestem!
-No to chyba czas rozstać się ze smoczkiem? Duże dzieci nie mają już dydów.
-Nie! Mała jestem -Patrzy na mnie błagalną miną- Mała jestem?

To jest w ogóle niewyobrażalne, jak takie małe dziecko potrafi obrócić kota ogonem i wymigać się od pewnych spraw! Dwulatek potrafi już dobrze kombinować, żeby tylko było po jego myśli.
-Na spacer nie idziemy! Zimno jest!

Wyobraźnia dwulatka jest już na tyle wielka, że potrafi biegać po pokoju z powietrzem w dłoni i mówić, że to Marta. No i tutaj pojawia się również fascynacja postaciami z bajek oraz osobami. Anielka kocha Świnkę Peppę, Tomka i przyjaciół oraz Kicię Kocię. Jej wielką miłością został wujek, który jest wyznacznikiem dobrej zabawy. Wujek to jej miłość i koniec kropka!

Jeśli już o fascynacji mowa, to dwulatek zazwyczaj lubi dawać rodzicom do zrozumienia, że chce coś mieć. Na zakupach prosi o kupienie wszystkiego, co mu się spodoba, a jeśli zobaczy ulubioną postać z książki lub bajki- nie będzie zmiłuj. W tym wieku, kiedy zobaczy coś w telewizji, podejdzie do rodziców i stwierdzająco-pytająco (tylko dzieci tak potrafią), powie:
-Kupimy!

Dwulatek lubi jednak mieć stały rytm dnia, ale kiedy podaje mu się obiad, po którym zaplanowana jest mała drzemka, od razu woła:
-Śpimy nie!

Dwulatek potrafi powiedzieć już albo pokazać w zrozumiały sposób, co mu dolega i czego oczekuje:
-Jajko kupimy!
- Głowa boli! (jak się uderzy, kiedy nikt nie patrzy)
- Coś zrobiłam! - I to zazwyczaj oznacza kłopoty… Idę w miejsce, w którym przed chwilą moja córka się bawiła i okazuje się, że
-coś zepsuła
-coś schowała
- coś podarła
- coś rozsypała.

Dwulatek rano obudzi rodziców poprzez szturchnięcie albo rzucenie kapciem w głowę (kocham takie poranki). Kiedy jednak będzie miał lepszy humor, rodzice mogą usłyszeć nad uchem:
-Mamo! Obudź!

Dwulatek zazwyczaj lubi dyskutować. W momencie, w którym coś mu się zabroni- nie rozpłacze się od razu, tylko będzie próbował przekonać do swoich racji, ewentualnie powie stanowcze NIE, później jeszcze raz NIE, następnie NIEEE!

Dwulatek może przejść bunt i nie wierzcie, że czegoś takiego nie ma. Wtedy zostaje tylko rzucać cukierkami i czekać, aż przejdzie. Ewentualnie próbować moich technik, które raz się sprawdzają, raz nie. Chyba najlepszym rozwiązaniem jest kilo melisy w liściach i jakiś ładny kubek, koniecznie w piękne wzorki.

Czym jeszcze może zaskoczyć dwulatek? Oprócz tego, że każdy dzień jest zarówno dla rodziców, jak i niego samego wyzwaniem, to chyba wszystkim. Dwulatek próbuje sam się ubierać i rozbierać. Potrafi umyć paszki podczas kąpieli i zjeść kilka gramów piany. Czasami stwierdzi, że potrafi latać i za wszelką cenę będzie chciał to udowodnić. Czasami stwierdzi, że coś jest głupie a jeszcze później to pokocha. Godzina 18.00 zaczyna lecieć Klan, Anielka woła:
-Mama! Chodź na Klan!

Poza tym dwulatek zazwyczaj potrafi bawić się już trochę sam, a kiedy wczuje się w zabawę, wyobraźnia nie ma końca. Czasami patrzę jak moja córka z całego pokoju robi wielki dom, włącza lalkę i udaje, że ją leczy. Następnie idzie ją wykąpać, a kiedy lalka zacznie płakać, rzuci ją w kąt i bierze misia, który nigdy się nie odzywa.

-Ojjj! Cicho!- mówi do lalki bezradna.

Dwulatek świetnie radzi sobie z udawaniem płaczu oraz na siłę robi smutne minki, kiedy koniecznie coś chce. Nie zawsze wyczuwa żarty, które doprowadzają go do szewskiej pasji.

-Anielka! Masz dziurę w spodniach!
-Nie, nie mam! - i płacz.

Poza tym często dwulatki nadal kochają kocyki i niestety smoczki. Anielka przed snem lubi sobie pomiętosić albo moje włosy, albo jakąś przyjemną tkaninę. Twarz, chociaż wydaje się już dojrzalsza- nadal przypomina jeszcze małego bejbika. Dwulatek, chociaż już troszkę mniej- nadal lubi się przytulać i być noszony, ale tylko wtedy, kiedy bolą go nogi.

-Kocham Cię Anielko.
-Kocham Cię mamo.


I to jedne z najpiękniejszych rzeczy, które zaczynają się ok. drugiego roku życia!

sobota, 27 października 2018

Nie czytaj tego wpisu!

października 27, 2018

A jednak otworzyłaś stronę. Teraz więc mam do Ciebie jeszcze jedną prośbę. Poniżej znajduje się grafika z tekstem. Nie czytaj tego, co tam napisałam. 




No i przeczytałaś, mam rację? Dlaczego? Czy to nie jest tak, że jeśli coś jest zabronione, to od razu wydaje się ciekawsze?

I tak właśnie działają dzieci. Jak mówimy: „nie rób tego”, to one i tak to zrobią. Jak nie teraz, to za chwilę albo jeszcze później. Poczekają na ten właściwy moment i postanowią przekonać się, czasami na własnej skórze, co tak naprawdę kryje się pod słowem: „NIE”. Jak to nazwać? Nieposłuszeństwo? Robienie na złość, czy może ciekawość, którą mamy w sobie wszyscy?

To są takie właśnie paradoksy macierzyństwa, nie tylko mojego, ale Twojego również. Z jednej strony chcemy, żeby nasze dzieci były indywidualistami o wielkiej wyobraźni, a z drugiej oczekujemy, że będą posłuszne i nie będą robiły głupstw. Nam zdarza się robić głupoty (ja jestem ostatnio mistrzynią w tym), dlaczego więc złościmy się na dzieciaki, które mają takie same prawa jak my? Zapewne robimy to tylko dlatego, że jesteśmy zmęczone i czasami sfrustrowane. Żadna z nas nie chce źle dla naszych dzieci, prawda?

Dzieci, chociaż czasami są złośliwe, to jednak najbardziej są ciekawe świata. Tak samo, jak ty, przeczytałaś ten wpis, chociaż powiedziałam, żebyś tego nie robiła. Tak samo Twoje dziecko nie posłuchało Cię, kiedy krzyczałaś: NIEEEE RUUUSZAAAJ TEEEEGO! To nie jest nieposłuszeństwo, to jest ludzka natura.

Dzisiaj jest sobota, wyluzuj troszkę, zrelaksuj się i przestań się złościć! Ja też to dzisiaj zrobię :)


niedziela, 21 października 2018

Kicia Kocia- dzieci ją kochają!

października 21, 2018
Kicia Kocia oraz jej rodzinka to bohaterowie książeczek skierowanych do dzieci w przedziale wiekowym 2-6 lat. Możemy zakupić oddzielne pojedyncze serie (koszt ok. 7 zł), jak i grubsze, po kilka rozdziałów (koszt ok. 30 zł). Kicia Kocia to tematyczne, niezbyt długie książeczki przestawiające wiele sytuacji, w których znajdują lub mogą znaleźć się dzieci.




Nasza przygoda z tym kotkiem zaczęła się od wizyty w Empiku. Chciałam uzupełnić bibliotekę Anielki jakimiś nowymi książeczkami, koniecznie tematycznymi. Do koszyka od razu wleciały te o odsmoczkowaniu i odpieluchowaniu. Chwilę później w rękach znalazła się "Wielka Księga Kici Koci". Szczerze Wam powiem, że z początku sceptycznie podchodziłam do niej. Może mam dziwny gust, ale ilustracje wydały mi się bardzo brzydkie i zniechęcające. Na szczęście Anielka jak tylko zobaczyła, co trzymam, od razu kazała sobie ją kupić. No dziecku odmówisz? No pewnie, że kupiłam. Po powrocie, od razu Kicia Kocia zadomowiła się u nas i stała się wyznacznikiem wszystkiego, co tylko możliwe.





-Kicia Kocia to, Kicia Kocia tamto!
Chociaż Anielka bardziej wymawia: KisiKosia czy coś w tym stylu. 
Doszło do tego, że o 5 rano, gdzie było jeszcze ciemno i spałam, dostałam po głowie tą książką:
-Mama czytaj!
U nas wszystkie książeczki są na podłodze, żeby Anielka w każdej chwili mogła sięgnąć po lekturę. I sięgnęła o tej nieszczęsnej 5 rano.


Później to już był szał. Anielka przez cały dzień opowiadała o tym, że Kicia Kocia jest chora i poszła do lekarza. I ciągle tylko mama czytaj, mama opowiadaj.

Powiem Wam szczerze, że to mi się marzyło od zawsze. Marzyłam i dalej marzę o tym, żeby Anielka uwielbiała czytać. Na szczęście ona zawsze lubiła książki, nawet wtedy, kiedy jeszcze ich dobrze trzymać nie potrafiła. Książeczki to takie coś, na co nigdy nie żałuję nawet ostatnich pieniędzy, więc pobiegliśmy do Empiku kupić kolejne serie, tym razem te pojedyncze, cienkie. I znowu szał! Tutaj muszę się Wam do czegoś przyznać- Anielka jeszcze nigdy nie jechała pociągiem, a stację PKP znała tylko z bajek. Ona tak bardzo chciała zobaczyć prawdziwy pociąg z bliska, tak samo, jak Kicia Kocia, że nie było innej opcji, tylko tam pójść :).


Wiem, że Kicia Kocia ma wielu młodych fanów a jej przygody stają się coraz bardziej popularne. Dzieciaki wręcz uwielbiają tę kotkę. Do wielkich fanów dołączamy i my. Zostało nam jeszcze kilka książeczek do kolekcji, ale nie chcę kupować wszystkiego od razu.


Myślę, że jest to świetna opcja, żeby nauczyć dziecko lub oswoić z pewnymi rzeczami. Kicia Kocia to pewnego rodzaju bajkoterapia, która z pewnością pomoże, jeśli maluch boi się zasnąć lub obawia się wizyty u lekarza. Przy okazji nauczy dziecko sprzątania i dzielenia się zabawkami. Mało tego, jeśli spodziewasz się kolejnego dziecka, to nawet jest książeczka, która przygotowuje malucha na rodzieństwo. To wszystko w zaledwie kilku kartkach :)

Poniżej wszystkie dotychczasowe tytuły:
Kicia Kocia:
-gotuje
-sprząta
-na basenie
-w bibliotece
-straszna burza
-jest chora
-zostaje policjantką
-w kosmosie
-w przedszkolu
-zakłada zespół muzyczy
-na placu zabaw
-na plaży
-w pociągu
- na traktorze
- mówi “Dzień Dobry”
-nie może zasnąć
-poznaje strażaka
-zima
-to moje!
-majsterkuje
-na rowerze
-mówi “nie”
-na pikniku
-witaminowe przyjęcie.

Kicia Kocia- autorka Anita Głowińska, wydawnictwo Media Rodzina.

niedziela, 14 października 2018

Wypadające włosy to koszmar! Co zrobić, żeby zatrzymać ten proces?

października 14, 2018

Dlaczego najczęściej włosy wypadają jesienią? Na to składa się wiele czynników: między innymi wysuszenie włosów spowodowane promieniami słonecznymi w lecie, zmiana pogody, co za tym idzie- wiatr i niższa temperatura. Nasze włosy muszą mieć chwilę, żeby przystosować się do nowych warunków, dlatego mówi się, że wypadanie włosów w okresie jesiennym jest całkiem normalnym zjawiskiem i nie będzie trwało wiecznie. Jak jest naprawdę? To wiedzą tylko osoby, które mają rzadkie włosy. Łatwo mówić komuś, kto ma bujną czuprynę, że przecież to tylko włosy i odrosną:)

Co wtedy najczęściej robimy? Ścinamy włosy! Ja miałam tak zawsze, ale w tym roku powiedziałam: NIE. I podjęłam walkę :)
Moja walka trwa już dwa miesiące, ale jestem cierpliwa. Mało osób zdaje sobie sprawę z tego, że poprawa kondycji włosów to etap bardzo długi, często wiążący się z systematyką. Wierzysz tym wszystkim reklamom szamponów i odżywek, które mówią, że po pierwszym użyciu zobaczysz efekt? Przestań w to wierzyć. To pierwszy krok.

Warto dodać jeszcze, że w przypadku bardzo intensywnego wypadania włosów, przyczyną może być stres i zła dieta. Nie od dzisiaj wiadomo, że chipsy i czekolada nie wpływają dobrze nie tylko na naszą cerę, ale również na całą skórę i włosy. Tak więc dieta bogata w warzywa i owoce może zdziałać cuda. Podobnie jest ze stresem- nerwy i kołatanie serca nie sprzyja zdrowym włosom. Śmieję się i porównuję stres kobiet do ogonów jaszczurek. Kiedy jaszczurka się stresuje, gubi ogon, a kiedy kobieta ma za dużo na głowie, to gubi włosy. I coś w tym jest. Chociaż znajdujemy się w różnych stresowych sytuacjach i nie zawsze możemy nad nimi zapanować, warto czasami wziąć kilka wdechów i złapać dystans. 

Chciałam Wam dzisiaj przedstawić 4 produkty:Dwa pierwsze okazały się kompletnym bublem i jeszcze bardziej zniszczyłam swoje włosy. Co najśmieszniejsze- kupiłam wszystkie cztery w praktycznie tym samym czasie, ale dopiero kiedy moje przypuszczenia się potwierdziły, wywaliłam je w głąb szafki.


Schwarzkopf, Gliss Kur, ULTIMATE REPAIR, maska przeciw zniszczeniom


Jak twierdzi producent, miała głęboko zrekonstruować strukturę włosów, zwiększając ich odporność.
Pierwsze użycie- przy spłukiwaniu włosy leciały mi, jak zawsze, a nawet i może więcej. Plusem był piękny zapach, włosy się nie plątały i były mega gładkie. Naprawdę miałam wrażenie, że odbyłam zabieg z keratyną. Drugie i kolejne użycie- było coś nie tak, wraz z wypłukiwaniem maski, leciały mi włosy w ilościach hurtowych. Podobnie przy rozczesywaniu w ciągu dnia- wypadały, wypadały, wypadały. Coś mnie podkusiło i przeczytałam o niej opinię. Okazało się, że maska bardzo obciąża włosy w wyniku czego stają się mega słabe. Szkoda, że zrobiłam to tak późno, mogłam sobie zaoszczędzić kilka kitek włosów :) Odżywka poszła na odstrzał.


Long Lashes, szampon wzmacniający przeciw wypadaniu włosów

Tutaj miałam wielkie nadzieje, na poprawę kondycji moich włosów. Przecież ta firma znana jest z tego, że ich odżywki do rzęs działają cuda. Dałam za niego niecałe 40 zł, więc jak dla mnie sporo jak na szampon. Zdawałam sobie sprawę z tego, że efekt nie będzie natychmiastowy, ale nie sądziłam, co stanie się praktycznie od razu z moimi włosami. Przede wszystkim tym szamponem nie dało się myć włosów- miałam wrażenie, że skóra głowy nie jest oczyszczona. Poza tym, żeby w ogóle poczuć, że myję włosy, musiałam zużyć naprawdę dużą ilość. Włosy były cierpkie, lepiły się i kleiły- po umyciu zawsze miałam wielki glut na włosach. Ale to nic, dam radę- mówiłam. Do momentu, w którym nie dostałam wielkiego łupieżu a skóra mojej głowy zrobiła się mega wrażliwa i podrażniona. Czułam się, jakbym miała albo uczulenie, albo wszy. Z każdym myciem (byłam uparta i dzielna) efekt się nasilał, przez co powiedziałam DOŚĆ. Oczywiście, moja opinia okazała się słuszna, bo po przeczytaniu zdania innych użytkowniczek, okazało się, że łupież i swędzenie skóry głowy to norma przy tym szamponie.

Loreal, ELSEVE szampon wzmacniający


Zdesperowana sięgnęłam po ten, zwykły drogeryjny szampon. Przede wszystkim nie plącze mi włosów, dobrze myje i nawilża. Włosy podczas mycia są gładkie i w ogóle nie plączą się przy rozczesywaniu. To jest dla mnie wielki plus, ponieważ mogę zaoszczędzić sporo włosów. Jak wiadomo- podczas czesania również traci się ich całkiem sporo, zwłaszcza jak są osłabione. Cieszę się, że nie muszę do niego używać żadnej odżywki. Wiem, że każdy produkt w jakimś stopniu osłabia cebulki, więc im mniej, tym lepiej. To jest coś, co mogę w 100 procentach polecić!

Biotebal, lek z biotyną

O spektakularnych efektach będę mogła powiedzieć dopiero za jakiś czas, ale nie zamierzam przestać go używać. Stosuję już lekko ponad dwa miesiące i przyznam szczerze, że włosy zrobiły się nieco mocniejsze i nie lecą już w hurtowych ilościach. Na efekt baby hair i mocnych, gęstych włosów będę musiała troszkę poczekać. Chociaż widzę, że po uczesaniu niektóre włoski już mi odstają. Przede wszystkim biotyna jest bardzo dobrym lekiem, który prędzej czy później, przy regularnym stosowaniu przynosi efekty. Odkąd przyjmuję Biotebal, jakoś mi raźniej z tą moją włosową przygodą. Co mnie zdziwiło, to cena. Zapłaciłam 20 zł za jedno pudełeczko. Zawsze mi się wydawało, że te tabletki to koszt z rzędu 30-40 zł. Nie wiem przypadkiem, czy producent nie zmienił ceny na niższą. Pamiętam, jak dobrych kilka lat temu go kupiłam, ale cena mnie powaliła i zrezygnowałam z ich przyjmowania.

Kiedy wypadają włosy, czujemy się źle. Włosy są naszą wizytówką i dodają one pewności siebie. Każda z nas chciałaby mieć super włosy, niestety one mają czasami inny plan. Co chciałabym Wam powiedzieć? Żebyście nie ścinały włosów i się nie poddawały. Zregenerowanie ich to etap złożony i często długi, ale myślę, że warto!
Podobał Ci się wpis? Daj o tym znać, będzie mi strasznie miło!

Aleksandra.

niedziela, 16 września 2018

Dziewczyno, spełnij swoje marzenia! Czyli o mojej pracy zdalnej

września 16, 2018


Część z Was już pewnie wie, że od pewnego czasu zaczęłam realizować swoje marzenia i podjęłam się pracy na „własną rękę” i w domowym zaciszu. Zajęło mi dwa lata, żeby móc wreszcie się odważyć, stworzyć coś swojego od A do Z. Dwa lata, które poświęciłam na czytanie, oglądanie i praktykę. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło- cieszę się, że dzisiaj mogę Wam o tym opowiedzieć:) Nie wiem tylko, czy zacząć od początku, od środka, czy od końca?

Co robię?
Jestem copywriterem. Wiem, że część z Was o tym nie słyszała, bo codziennie muszę streszczać to, co robię nawet swoim bliskim. Chociaż pojęcie „copywriter” jest bardzo szerokie, powiem Ci, co ja przez ostatnie miesiące robię: tworzę artykuły na strony WWW, grafiki oraz posty na Fanpage firmowe, udzielam konsultacji osobom, które nie wiedzą, co mają zrobić, żeby zaistnieć w sieci, a ich biznes zaczął przynosić dochody. Prowadzę również moim klientom profile na Instagramach oraz Facebook. Ostatnio nawet zdarzyło mi się redagować już istniejące teksty. No i jeszcze tworzę treści na strony, takie jak „Oferta” lub „O firmie". Nadal Ci to nic nie mówi? Już wyjaśniam: Lubisz markę Lirene? Lirene ma swojego Fanpage na Facebook. Najprawdopodobniej za postami, jakie tam znajdziesz, siedzą właśnie copywriterzy. Praktycznie wszystkie treści, jakie wyświetlają Ci się na Facebooku, pisze ktoś właśnie z tej branży. Podobnie jest z reklamami, jakie widzisz w telewizji. ING Bank Śląski- bo liczą się ludzie- możesz usłyszeć. To właśnie niby takie banalne, a jednak za hasłami reklamowymi również siedzą copywriterzy.

Jak to robię?
Przede wszystkim nie pracuję dla żadnej agencji- jestem tzw. freelancerem. Sama „zdobywam klientów” i podejmuję się tylko tych prac, które mi się opłacają i w których znam się na temacie. To wiąże ze sobą pewne konsekwencje, ale o nich opowiem później. I teraz najważniejsze- nie wierzcie w żadne prace „przez internet”, w „domu” w „wolnych godzinach". Całego Facebooka mam zawalonego tego typu ofertami. Najczęściej naiwne są młode osoby i mamy. Zapamiętajcie- w domu da się pracować, ale nie zarobisz praktycznie nic w żadnych piramidach finansowych, czy firmach kosmetycznych. Czy da się pracować przy dziecku? Z początku, kiedy pracowałam za darmo, żeby zdobyć doświadczenie i móc się zapoznać „z tematem”, udawało mi się to wszystko. Później, kiedy zaczęłam zarabiać na tym, okazało się, że „siedzenie z dzieckiem w domu” i „zarabianie” w moim przypadku nie idzie ze sobą w parze. Kiedy mam mało zleceń, pracuję podczas drzemki Anielki. O 20, kiedy już śpi, ja zaczynam pracę i kończę o 23. Weekendy Anielka spędza z tatą, więc sobota/ niedziela pracuję po kilkanaście godzin. Oprócz tego korzystam z pomocy i Anielka czasami idzie na kilka godzin do babci lub wujka. Wiem, że brzmi to bardzo chaotycznie i pewnie łapiecie się za głowę, uspokajam- Anielka jest w dobrych rękach ZAWSZE: ). Aktualnie czekamy, aż zwolni się miejsce w prywatnym żłobku, w międzyczasie szukamy opiekunki.
Mam jedną, ważną zasadę, której się trzymam- kiedy spędzam czas z dzieckiem, to nie pracuję. Kiedy pracuję, nie robię tego przy Anielce. Czasami, kiedy wpadnie mi do głowy świetny pomysł co do artykułu, zapisuje to wszystko z zeszycie. Nie włączam komputera, za to jestem cały czas „pod telefonem". Z drugiej strony moja praca wymaga skupienia, ciszy i myślenia, więc nie wystukuje w klawiaturze na szybko zbędnych słów, a drugą ręką nie zabawiam dziecka- tak się nie da. Anielka zasługuje na 100 procent uwagi i tyle jej dostaje.

Dlaczego więc szukam opiekunki lub miejsca w żłobku?
Ponieważ chcę rozpocząć pracę na pełen etat i chcę być otwarta nie tylko dla stałych klientów, ale również nowych. Chociaż praca wieczorami w ogóle mi nie przeszkadza- wtedy mam największą wenę, to jednak wolałabym czasami mieć wieczór dla siebie.

Swoją drogą bardzo doceniłam czas, który spędzam z moim dzieckiem- kiedy jesteśmy razem, robimy coraz więcej ciekawych rzeczy. Jestem szczęśliwa i myślę, że humor udziela się również mojemu dziecku.

Skąd mój pomysł?
Jak tylko skończyłam liceum, poszłam do pracy. Zawsze lubiłam mieć swoje pieniądze. W międzyczasie chciałam być wizażystką, fotografem i wiele, wiele innych. Moje plany zawsze kończyły się tylko na gadaniu, nic tak naprawdę z tym nie robiłam. Dlatego w końcu postanowiłam nikomu nic nie mówić, a zacząć działać- powoli, spokojnie i bez żadnej presji. Myślę, że „udało mi się” to wszystko dlatego, że właśnie mało osób wiedziało o tym, co robię w wolnym czasie i po co. Wcześniej pracowałam jako kelnerka, a to wcale nie jest taka fajna i łatwa praca. Niektórzy chamscy klienci, szefostwo, któremu co rusz coś się nie podobało, sprzątanie kibli za 8 zł, chociaż kiedyś lubiłam tę pracę, to wiedziałam, że raczej już tam nie wrócę. Zawsze lubiłam pisać: na strychu mam chyba z 20 swoich pamiętników, książki, kartki i zapiski, prowadziłam już chyba 8 blogów... Praktycznie każdy wolny wieczór, kiedy (jeszcze) mała Anielka zasnęła, poświęcałam na czytanie o firmach, biznesie, marce, a także oglądałam webinary, które mówiły krok po kroku, jak zacząć i jak znaleźć swoją drogę. Książki motywacyjne, o copywritingu- wszystko chłonęłam: ) W pewnym momencie pomyślałam, że to mój czas i muszę spróbować!

Nie mam założonej działalności
Działalność założę, jak tylko Anielka zaadaptuje się w żłobku i będę mieć pewność, że dam radę utrzymać finansowo firmę. Mało osób zdaje sobie sprawę z tego, że własna działalność to nie tylko odprowadzanie ZUS, ale również koszty utrzymania księgowej, podatki, rozliczenia itp. Robię jednak wszystko legalnie, ponieważ wystawiam FV bez firmy. Portal useme.eu umożliwia mi wystawianie Faktur moim klientom. Za każdą moją transakcję biorą jednak prowizję, ale oni sami rozliczają mnie z Urzędem Skarbowym- również od każdej transakcji płacę 16% podatku. Nie mniej jednak na tę chwilę muszą wystarczyć mi umowy o dzieło oraz FV.

Pracowałam za darmo!
Praktycznie wszyscy, którzy słyszeli, że „robię coś za darmo"- śmiali się ze mnie. Nie chciałam jednak psuć rynku, więc wolałam ćwiczyć i zdobywać doświadczenie za darmo, niż za marne grosze. Rynek copywriterów jest dziwny. Są osoby, które poświęcają trzy godziny na naprawdę świetny artykuł i sprzedają go za 10 zł. Są portale pośredniczące, w których pracujesz jako nikt, nie znasz nawet swojego klienta i dostajesz 4 zł za jeden artykuł. Nie muszę chyba mówić o tym, że te artykuły są niepoprawne i nieprofesjonalne. Jeśli robiłabym coś za 5 zł, klienci by do mnie wrócili, a jeśli podniosłabym im stawkę- zrezygnowaliby ze mnie. Ja natomiast pracowałam za darmo, klienci mnie poznali, docenili i bez problemu po czasie próbnym zaakceptowali moją stawkę. Zyskałam więc nie tylko doświadczenie, ale również stałych klientów.

Dziewczyno, jak ty nawet pisać nie umiesz!
Dużo osób porównuje moją pracę z moim blogiem. Ja zawsze podkreślam, że blog to mój taki drugi kochany dom- w domu wcale nie musisz wyglądać idealnie, starać się wypaść jak najlepiej- podobnie jest z tym miejscem. Ja przychodzę tu do Was jako Ola, nie jako copywriter- spec do tekstu. Ja tu przychodzę i mówię: "Miałam zły dzień, a ty?" Swoją drogą, zanim wyślę materiały klientowi, sprawdzam je w trzech programach. Poprawiam błędy stylistyczne, ortograficzne, a także sprawdzam przejrzystość tekstu oraz jego poziom trudności. To wcale nie jest tak, że siadam przy komputerze, pisze co mi w głowie gra i wysyłam (tak jak mam z blogiem). Najpierw, kiedy mam napisać artykuł- piszę plan. Następnie czytam badania, statystyki- analizuje je i zapisuje. Później tworzę milion słów, które w większości i tak skreślę. Następnie odchodzę od komputera, zajmuje się czymś innym- zgrywam tekst na telefon, lub odpalam chmurkę. Idę w spokoje miejsce i czytam jeszcze raz na telefonie, co napisałam. Wbrew pozorom zawsze jest coś do poprawy. Zanim wyślę coś do klienta, czytam to na głos- zmieniam słowa, które się powtarzają i upraszczam trudne wyrazy. To nie jest łatwe. Ja nie mogę pozwolić sobie na żadne błędy. Czy to się da? Da, ale trzeba być cierpliwym. Tego też się nauczyłam:)

Dziewczyny, spełniajcie swoje marzenia!

Link do mojej strony www Aleksandra Broda Copywriter

sobota, 8 września 2018

Upadłaś? Wstań! Podnieś koronę i zasuwaj dalej!

września 08, 2018

Wyobraź sobie taką sytuację: Pchasz wózek ze swoim dzieckiem. W koszyku na zakupy wieziesz trzy kilo ziemniaków. Chciałaś chociaż raz poczuć się jak gwiazda Hollywoodu, no chociaż jak Kim Kardashian i ubrałaś swoje stare, okurzone botki na pięciocentymetrowym obcasie. Kiedy idziesz po deptaku, nagle odpada Ci obcas. Mało tego- gołąb postanowił zrobić z Twoich włosów kibelek i załatwił swoją potrzebę tuż nad Twoją fryzurą. W pobliżu nie ma żadnej toalety, a za dziesięć złotych, które zostały Ci w portfelu, nie kupisz nawet trampek. Co robisz w tej sytuacji? Masz dwa wyjścia:

 1. W jednej chwili robisz się czerwona jak burak, oblewa Cię zimny pot i masz ochotę zapaść się pod Ziemię. Łzy napływają Ci do oczu i spoglądasz na ludzi: „Może nikt nie widział?” - łudzisz się.
2. Zdejmujesz wybrakowane buty, szukasz czegoś, czym mogłabyś wytrzeć białą papkę odznaczającą się na Twoich włosach, śmiejesz się do siebie, a za dziesięć złotych, które masz w portfelu, idziesz puścić lotka.
Które wyjście wybierasz?

Wszystko zależy od Twojego nastawienia
Myślisz, że inni nie mają problemów? Jesteś w wielkim błędzie. Istnieją dwa typy ludzi: ci, którzy dobrze kryją się ze swoimi problemami i ci, którzy sobie po prostu z nimi radzą. Najlepiej, abyś nauczyła się myśleć pozytywnie i trzeźwo. Chociaż stres może działać motywująco, to pamiętaj, że jeśli pozwolisz mu nad Tobą zawładnąć, będzie Cię zżerał i zabierał najlepsze momenty z życia. Warto znaleźć równowagę i pozwolić sobie na błędy oraz porażki. W końcu nie ma ludzi idealnych, co nie?

Wpadki? Śmiej się z nich
Ja jestem mistrzem zaliczania wpadek, jakkolwiek to brzmi:) Kilka miesięcy temu wybrałam się do szpitala z wielką dziurą na tyłku, ale nic nie przebije mojej ostatniej wiadomości do klienta. Miałam wysłać mu propozycję na artykuł i zaufałam mojemu słownikowi w telefonie. Wysłałam mu e-mail:
"[...] Drugi artykuł: Jak pomóc orgazmowi w walce z chorobą?..."
Zaczęłam się niepokoić, że długo nie odpisuje, więc weszłam w skrzynkę nadawczą, aby upewnić się, że na pewno wysłałam wiadomość. Gdyby ktoś mnie słyszał w tamtym momencie, zostałabym wpisana do Księgi Rekordów Guinnessa za najdłuższe O JA P* w życiu. Wtedy właśnie zrozumiałam, że kurde, może za bardzo się nad tym wszystkim spinam, może powinnam zluzować gacie, najwyżej klient pomyśli, że mi czegoś brakuje albo jestem nienormalna. W najgorszym wypadku zostawiłby mi opinię na Facebook, żebym zastanowiła się czy przypadkiem nie pomyliłam profesji. Trudno, pomyślałam. Kiedy nerwy mi opadły, zaczęłam się śmiać. I wtedy właśnie w telefonie zapaliło się zielone światełko- dostałam odpowiedź:
„Podziwiam za kreatywność, ale może lepiej zajmijmy się innymi tematami, a do tego jeszcze wrócimy jak poszerzymy działalność:)".

Małe kłopoty, wielkie problemy
Mówią, że nieszczęścia chodzą parami i jest to całkowita prawda. Jeden mały problem wywołuje większe, a te z kolei rosną do wielkiej rangi. Znasz to pewnie- jak psuje się pralka, to żeby Ci nie było za dobrze- zepsuje się również żelazko. Pod koniec miesiąca, kiedy wyczerpałaś swój limit wydatków- zachoruje Ci dziecko. Jak Twój samochód się popsuje w drodze do pracy, to jeszcze na dokładkę dostaniesz reprymendę od szefostwa, że co ty sobie wyobrażasz. Tak właśnie kurde działa to życie. Jak pokłócisz się z facetem i chcesz o tym z kimś pogadać, nikt nie ma akurat czasu. Jak ty masz chwilę wolnego, to okazuje się, że go jednak nie masz, bo zawsze coś znajdzie się do roboty. Przykłady można mnożyć.

Ale wiesz co?
Cokolwiek w Twoim życiu się dzieje, to warto znaleźć w sobie, chociaż troszkę wiary w siebie. Bywa to trudne, ale nie jest niemożliwe. Do niektórych rzeczy trzeba po prostu podejść z dystansem- inaczej się nie da. Ktoś Cię zranił? Widocznie nie był Cię wart. Ktoś z Twoich bliskich zachorował? Bądź silna dla niego i ciesz się każdą wspólną chwilą. Straciłaś pracę? Spokojnie, to znak, żebyś w końcu znalazła nową. Brakuje Ci pieniędzy? Mnie też:). Odpadł Ci obcas i ciężko wrócić Ci do domu? Zdejmij je w cholerę, ale patrz pod nogi. Nie przejmuj się, że ktoś zauważy, że masz odchody gołębia na włosach- udaj, że to nowa moda i śmiej się z siebie. Z każdej sytuacji da się wyjść z podniesioną głową- niezależnie czy to sprawy małe, czy wielkie problemy. Wierzę w Ciebie.

Upadłaś? Wstań! Podnieś koronę i zasuwaj dalej!

Zapraszam do odwiedzenia mojego Facebook: Klik

niedziela, 2 września 2018

Najlepszy portal dla rodziców i młodzieży

września 02, 2018


Kto powinien pisać artykuły na portal dla rodziców? Mama, tata a może ktoś z książkową wiedzą? Najlepszym sposobem na ciekawą zawartość, która wniesie do życia opiekunów coś wyjątkowego, jest połączenie tych wszystkich cech. 


Od tematów lifestylowych, rodzicielskich, codziennych po tematy czysto naukowe, oparte badaniami. To wszystko znajdziecie na Najlepszym portalu dla rodziców i dzieci. Jest to portal, w którym również biorę swój udział i możecie poznać mnie od nieco innej strony :) Spokojnie, tutaj mnie nie zabraknie- w końcu ten blog to mój drugi, wymarzony dom. 

Jeżeli więc jesteś rodzicem i chcesz poczytać coś nie tylko do kawki, ale również do poduszki- zapraszamy Cię na naszą parentingową stronę internetową. Ciekawe i niespotykane jest to, że nie tylko ty znajdziesz tam wartościowe treści, ale również Twoje dojrzewające dziecko. 

Bo liczy się miłość. 

piątek, 31 sierpnia 2018

10 przestępstw, które popełniłam w swoim macierzyństwie

sierpnia 31, 2018

Naszło mnie ostatnio na wspomnienia. Kiedy chodziłam jeszcze z ciążowym brzuszkiem, Świat wyglądał zupełnie inaczej. Wiecie- piękny pokój, przygotowany kącik, a wszystko w pięknych jasnych barwach. Do dzisiaj pamiętam, jak zarzekałam się, że Anielka nie będzie z nami spała. Nigdy. Czas to takie coś, co pięknie i wbrew naszej woli- weryfikuje sobie wszystko i układa nam życie po swojemu.

1. Zabawne, bo jeszcze niedawno widziałam kłócącą się parę przy dziecku i w duchu myślałam sobie- Jak oni tak mogą? Niedługo później to ja sama stałam na ulicy i krzyczałam do starego- weź mnie zostaw „cholera“ w spokoju! :).

2. Przyznam się Wam do czegoś! Tylko raz wyprasowałam Anielce ubrania i było to wtedy... kiedy jeszcze mieszkała w moim brzuchu.

3.Chociaż z początku byłam bardzo przewrażliwiona i kurze ścierałam dwa razy dziennie, to z czasem ograniczyło się to do przetarcia mebli chusteczkami dla niemowląt... raz w tygodniu:)

4. Nie dzielę ubrań mojej córki na „odświętne“ i na codzienne. Nie używam śliniaków (no, chyba że przez czekającą stertę prania nie ma już innych) a idziemy np. do lekarza. Nie dbam o to, że plamy się nie dopiorą albo poniszczy nową buzę. Ostatnio kupiłam jej sandały- po dniu(!) wyglądały jak po co najmniej miesiącu użytkowania.

5. Nie kupuję jej drogich zabawek. Chociaż z początku staraliśmy się wybierać „te lepsiejsze“ to dawno przeszła nam faza na markowe zabawki. Za to nigdy (jak tylko mam pieniądze) nie odmówię jej kupna książeczki albo jakiejś zabawy edukacyjnej, która naprawdę może ją czegoś nauczyć i pobudzić wyobraźnie. Tymczasem, często bawimy się garnkami, makaronem i łyżeczkami.

6. Puszczam mojej córce bajki na YouTubie- znamy chyba wszystkie odcinki Peppy. Jej platoniczną miłością został pan Robótka z kanału CBeebebies. W sumie- fajny gość.

7. Podnoszę głos i czasami „mi się krzyknie“. Podziwiam kobiety, które nigdy nie krzyczą, naprawdę! Odczuwam też irytację i czasami dzwonię do starego z pretensjami, że to jego wina:).

8. Chociaż jest dla mnie najważniejsza- zostawiam ją pod opieką innych osób, żeby móc pracować i się rozwijać. Póki nie stanowi to dla niej problemu- korzystam z tego przywileju. Jest moją motywacją i miłością, której nie mogę nie wykorzystać.

9. Często pozwalam jej wybrać ubrania dla siebie. Najczęściej nie pasują one pod żadnym względem, ale zarówno mi, jak i tym bardziej jej- to nie przeszkadza. Cieszę się, że wychowuję indywidualistkę:). Przede wszystkim- ciuchy mają być wygodne. Po drugie- mają „być“.

10. Jestem z tych matek, które każą się dzielić. Uczę moją córkę, że wiaderko do piasku, które jest jej- ma na co dzień. Może ono natomiast sprawić uśmiech dziecku, które zapomniało swojego z domu. Jeżeli moja córka chciałaby, żeby ktoś użyczył jej swoich zabawek- musi dawać coś od siebie, a dobro zawsze wraca. Jak nie od razu- to w przyszłości. Uważam, że jest to dobra metoda, ponieważ to są rzeczy tylko materialne, a to, co ma w środku- nikt jej nie zabierze i na tym powinna się skupiać. Od małego! :)

11- Bonus. Chociaż czasami ustępuję, to uczę ją granic i wartości- nie tylko do siebie, ale całej rodziny i innych ludzi. Nie pozwalam, żeby biła, bo „to tylko dziecko“, oraz nie zgadzam się na krzyki w miejscach publicznych.

 A ty? Dopuściłaś się jakiś przestępstw?

piątek, 24 sierpnia 2018

14-latki z Siedlec znęcały się nad koleżanką! Wiadomo kto zawinił

sierpnia 24, 2018









Źródło zdjęcia: YouTube

Nastolatki z Siedlec znęcały się nad koleżanką. Nagrały podczas tego brutalnego incydentu filmik, który trafił do Internetu. Na nagraniu widać, jak grupka dziewczynek w wieku ok. 14 lat każe klęczeć swojej koleżance, najprawdopodobniej przypala papierosami i kaleczy żyletką


Ofiary bezstresowego wychowania lub patologi?!
Wbrew opinii wielu użytkowników, to nie są „ofiary” bezstresowego wychowania ani dzieci z patologicznych rodzin, w których na porządku dziennym jest alkohol, narkotyki i przemoc. Zapewne z jedyną patologią, z którą się spotykały, były one same i ich zdziczałe podwórko. Nie należy ich zachowania w żaden sposób usprawiedliwiać i próbować bronić. Mam nadzieję, że poniosą konsekwencję, a Świat nigdy nie pozwoli im zapomnieć.

Powiem Wam szczerze, że codziennie każdy z nas widzi jakiegoś gówniarza z fajką, który odziany w markowe ciuszki (za hajs rodziców baluj) dumnie przechadza się po ulicy, niczym król. Od czasu do czasu splunie to tu to tam, bo chociaż nauczył się już zaciągać, to dalej nie potrafi panować nad swoim przełykiem.

A może ofiary internetu?!
A jeśli już o przełykach mowa: nastolatki podkradające kosmetyki matkom, naciągające spódniczkę po pachy i chwalące się na głos w miejscach publicznych, komu ostatnio sprawiły przyjemność i za ile. To jest norma. Naprawdę, im więcej spędzam czasu poza domem, tym bardziej mam wrażenie, że Świat się zaraz skończy. Czyja to wina? Podwórka? Znajomych? Szkoły? Internetu? 

Ofiary swoich rodziców
Wszystkim tym dzieciakom brakuje jednego- uwagi rodziców i wychowania (nie mylić z chowaniem). I to jest niestety ten problem, który nie zniknie, kiedy rodzice nagle sobie to uświadomią i będą starali się wszystko naprawić. To są często takie braki, dziury i otchłanie, w które jak się wpadnie, to ciężko z nich wyjść. Obiad podstawiony pod nos, zrobione zakupy, wyprane ciuchy, świeże kanapki codziennie z czymś innym- stojąc z boku, można powiedzieć, że wszystko jest ok. Jednak to, co się dzieje w domu to już zupełnie inna sprawa. Zabiegani, zmęczeni rodzice, którzy swoją nieobecność starają się wynagrodzić drogimi gadżetami i dzieciaki, z początku zagubione a później już przyzwyczajone. Brak rozmowy, konsekwencji i uwagi ze strony opiekunów sprawia, że dzieci zmieniają się w potwory. No ale skoro nie ma się czasu na rozmowę i wychowanie, to jak można w ogóle zauważyć, że z dzieckiem dzieje się coś złego? Łatwo jest przegapić wołanie o pomoc, kiedy system wartości jest tak zepsuty, że ważniejsza jest praca niż rozmowa z dojrzewającym i zagubionym człowiekiem. Niektórzy ludzie chodzą na skróty i właśnie takie ponoszą konsekwencję.

Nie każdy rodzic radzi sobie z dzieckiem
Rodzice nie dają sobie rady? Oczywiście, że tak się może zdarzyć. Nie jesteśmy idealni i nieomylni. Jednak kiedy ja nie dawałam rady z moim dzieckiem, to szukałam pomocy, a nie olewałam sprawę i udawałam, że problemu nie ma.

Kogo powinniśmy dzisiaj obwinić? Internet, system edukacji, towarzystwo? Absolutnie nie. Bo za każdym dzieckiem muszą stać odpowiedzialni i konsekwentni rodzice. 
-Czyli te dziewczynki to nie ofiary bezstresowego wychowania?
-Nie. To ofiary wygody i lenistwa rodziców.



*Ofiary- Dziwne to brzmi, jednak dalej używa się tego sformułowania w przypadkach takich jak te.  

niedziela, 19 sierpnia 2018

Jak kupować ubrania dla dzieci przez internet i dlaczego warto to robić?

sierpnia 19, 2018
Ubrania dla dzieci online

Sezon wakacyjny powoli dobiega końca, co za tym idzie- zaczynamy przygotowywać się na jesień i uzupełniamy braki w szafach naszych dzieci. Wiadomo nie od dzisiaj, że dobre jakościowo ubrania nie są tanie. Jak więc kupować, żeby Twój portfel był zadowolony? To proste: musisz zacząć kupować ubrania przez internet. To naprawdę nie jest trudne, trzeba tylko wiedzieć, jak trafić z rozmiarem i co zrobić, żeby nie przepłacić.

Przygotowałam dla Ciebie najważniejsze wskazówki, dzięki którym pokochasz kupowanie ubrań online. Gwarantuję Ci, jeśli jesteś początkująca, że zaczniesz być ekspertem w tej dziedzinie i wyłowisz same tzw. perełki dla swoich dzieci:). 
Sklep online dla dzieci


Wybierz odpowiedni rozmiar

Z tym jest ciężko, wiem po sobie. Internet jednak oferuje Ci cały wachlarz sprawdzania rozmiarów danej marki. Najczęściej sklepy internetowe podają rozmiary, więc wystarczy dobrze zmierzyć latorośl, w celu uniknięcia pomyłki. W momencie, w którym takiej informacji nie ma, wpisz odpowiednią frazę w Google, np. Rozmiarówka dziecięca Reserved. Trzecim sposobem jest zadanie pytania się na forum lub grupie poświęconej dzieciom o wymiary ubrań. Mamy często odpowiadają na pytania, więc się nie krępuj!

Nie przepłacaj
Znasz to uczucie, kiedy kupiłaś coś, co za kilka dni okazało się tańsze albo w innym sklepie kosztowało mniej? Sklepy stacjonarne często zawyżają ceny, żeby zarobić na wynajem lokalu i na utrzymanie pracowników. Ja to bardzo szanuję i popieram, ale jeśli masz ograniczony budżet, warto zastanowić się nad inną formą zakupów. Internet daje możliwość porównania cen danego sklepu i wybrania najkorzystniejszej oferty. Możesz szukać na własną rękę okazji albo poznać nową wyszukiwarkę, która Ci to ułatwi. O tym jednak dowiesz się za chwilę:)
Sukienki dla dziewczynek


Zastanów się, czego tak naprawdę chcesz i oczekujesz
Twój syn marzy o dresie, ale nie masz pojęcia, jaki wybrać, żeby nie tylko oddychał, ale również nie sprał się po pierwszym praniu? Albo inaczej- wiesz, jaki rodzaj odzieży sportowej chciałabyś kupić, ale nie możesz tego znaleźć? Tutaj znowu naprzeciw Twoim oczekiwaniom wychodzi internet, dzięki któremu nie tylko dowiesz się, gdzie szukać takiej odzieży, ale czy również taka np. istnieje.

Skorzystaj z wyszukiwarki modowej
Jak działa wyszukiwarka modowa? Bardzo podobnie do Google, Booking.com czy Trivago, ale dotyczy odzieży. Zippini.com to jedna z najlepszych wyszukiwarek modowych, dzięki której kupowanie ciuchów (nie tylko dziecięcych) staje się dużo prostsze. Szukasz dobrych jakościowo i wyjątkowych ubrań dla swojego dziecka? Znajdziesz wszystko na zippini i uprościsz sobie życie. Ta strona działa na zasadzie wyszukiwarki, więc nie musisz zakładać konta, aby coś kupić. Możesz wybrać nie tylko rodzaj odzieży, ale również rozmiar, kolor, a nawet markę i sklep, z którego chcesz zamówić. Po znalezieniu interesującej Cię rzeczy zostaniesz przeniesiona do sklepu online, w którym możesz zakupić przedmiot. Dużym plusem jest to, że Zippini współpracuje z naprawdę dobrymi sklepami, które sprzedają produkty marek takich jak BonPrix, Adidas czy Bartek a wszystkie ceny są bardzo niskie. Przeglądając tę wyszukiwarkę miałam wrażenie, że takich ubrań nie dostanę nigdzie stacjonarnie.
wyszukiwarka modowa


Czytaj opinie
Z myślą o dzieciach często wybierasz najlepsze tkaniny, które nie wyblakną szybko i przede wszystkim- nie pękną ani się nie przedziurawią. To jest bardzo trafne podejście, bo kiedy dziecko wyrośnie, możesz bez problemu komuś je jeszcze sprzedać albo oddać. No przyznaj się mi szczerze, kiedy przeczytałaś jakąś opinię dotyczącą ubrań? Dobrze jest poświęcić czasami czas na zapoznanie się ze zdaniem innych rodziców, ponieważ dzięki temu możesz uniknąć wydania pieniędzy w błoto. Nie jest łatwo wydać dwieście złotych na kurtkę, ale ciężej jest być z niej w pełni zadowolonym. Dużo sklepów internetowych umożliwia nie tylko wystawianie opinii, ale również zapoznanie się z opiniami innych użytkowników. Ciężko Ci znaleźć konkretne informacje? Również polecam zadanie pytania na forum albo grupie dla rodziców.

Dzięki zakupom online możesz nie tylko zaoszczędzić pieniądze, ale również swój czas. Ja akurat nie cierpię chodzenia po sklepach: kolejki (zwłaszcza w okresach wyprzedażowych i na początku sezonu), ludzie, którzy przewracają ubrania, miętoszą i rzucają gdzie popadnie, eh :), Teraz kiedy mój czas jest ograniczony, a mnożą się nie tylko obowiązki, ale i chęci spędzania większej ilości czasu z rodziną, staram się upraszczać sobie życie na każdym kroku.
No powiedz szczerze- czas spędzony z dzieciakami jest najcenniejszy!





poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Czy macierzyństwo zmienia kobietę?

sierpnia 06, 2018


Nadszedł ten czas, kiedy zrobiłam sobie rachunek sumienia (aż grochy miałam w oczach) i stwierdziłam, że podsumuję ostatnie (prawie) dwa lata. Wiecie, macierzyństwo niby nie zmienia nic, a tak naprawdę zmienia całe dotychczasowe życie. Pozwólcie, że przedstawię Wam moje odczucia, jeśli chodzi o ten szalony- pełen wzlotów i upadków czas.

Ola, ogarnij się!
Nie, jeszcze nie doszłam na ten level, w którym bez ogródek nazwę się twardą babą, bo nadal jest ze mnie mięczak. Nadal wzruszam się na filmach, starych piosenkach i jeszcze zdarzy mi się zapłakać z bezsilności. Mniej przejmuję się wszystkim, ale jednak jeszcze siedzi we mnie ta Ola co cały dzień potrafi przeżywać, że potrąciła wózkiem starszego Pana. Chociaż kiedy trzeba ten ciężki wózek znieść i wnieść, chociaż plecy wysiadają- to robię to. Jak trzeba wytrzeć łzy i bawić się z dzieckiem- robię to. Nauczyłam się panować nad emocjami, może jeszcze nie do końca, ale zrobiłam wielki progres.

Cierpliwość i pokora. Wreszcie wiem, co to jest!
Wydaje mi się, że naprawdę nauczyłam się cierpliwości. Mój czas u boku Anielki leci tak szybko, że ciężko nadążyć. Kiedyś byłam taka niedobra, że wszystko miało być tak, jak chcę. Dzisiaj jest tak, że boję się czegoś chcieć, bo wiem, że i tak raczej tego nie dostanę, haha. Myślę, że nauczyłam się przyjmować na klatę wszystkie przeciwności losu, kłody rzucane pod nogi itp. Nie mam wyjścia, bo mam dla kogo żyć i muszę godzić się z porażkami. Już zawsze będzie coś, co zrobiłam najlepiej- urodziłam córkę. Tak więc wszystko inne nie ma znaczenia. Alek zawsze mnie goni, że niedobra ze mnie bestia i nerwowa bardzo, a ja mu wtedy mówię: „oj, kochany. To ty mnie wcześniej nie znałeś! Teraz to ja jestem normalna".

Nauczyłam się dążyć do celu
Jakby ktoś zapytał mnie kilka lat temu, kim bym chciała być w przyszłości, to bym odpowiedziała: „A kim ja bym nie chciała być?” Grałam na keyboardzie, próbowałam grać na gitarze, malowałam, chciałam zostać fotografem, nagrywałam filmiki na YouTube, chciałam być wizażystką... Aż ciężko spamiętać te rzeczy. Zawsze brakowało mi jakiegoś kopniaka na rozpęd, wiary w siebie i przede wszystkim cierpliwości. Dzisiaj? Dzisiaj to ja już rozwijam skrzydła i mam pierwszych klientów. Kocham to, co robię i chociaż kosztowało mnie to naprawdę dużo pracy i pieniędzy, to wreszcie odnalazłam drogę, którą będę podążać. Czuję się dorosła i odpowiedzialna jak nigdy wcześniej.

Mam mniej kompleksów niż wcześniej, chociaż wyglądam jak worek na ziemniaki!
Z tym workiem to troszkę przesadziłam. Pamiętam, kiedy poznałam Alka, zapytał mnie, dlaczego jeszcze nigdy nie widział mnie w krótkich spodenkach. Któregoś dnia obiecałam mu, że założę je, skoro tak prosi. Wysmarowałam całe nogi podkładem i jakoś się przemogłam i wyszłam na miasto. Spotkanie było całkiem przyjemne, do momentu, w którym nie zaczął schodzić mi podkład, hahaha. Zawsze coś było ze mną nie tak: byłam blondynką, szatynką, rudą, brunetką. Co chwilę zmieniałam kolor włosów i wiecznie nie podobały mi się te moje nogi. Wtedy mówiłam na to, że szukam siebie. Dzisiaj wiem, że miałam coś nie hallo z głową. Patrzę tak na te zdjęcia z przeszłości i naprawdę żałuję, że się wtedy wstydziłam. Myślę, że te moje wszystkie kompleksy i brak wiary w siebie powodowały, że byłam taką złośliwą mendą, która (mimo wszystko) widziała tylko czubek swojego nosa. Dzisiaj sukienka czy krótkie spodenki to dla mnie nie problem, chociaż mam cellulit i rozstępy, chociaż nadal dwa kilo brakuje mi do mojej wagi sprzed ciąży. 

Zawsze, gdy robiłam coś, to się tego wstydziłam. Bałam się opinii innych osób i ich krzywych spojrzeń. Dzisiaj? Kurde, a niech sobie gadają. Myślę, że robię kawał dobrej roboty, a wy jesteście na to żywym dowodem!:)