a ANIELKOWE.PL

niedziela, 22 października 2017

Jak pomóc osobie z depresją? Opowiadają osoby, które przez nią przeszły.

11:00:00

Ostatnio natknęłam się na tekst Joanny, autorki strony wyrwanezkontekstu o tym, czego nie należy mówić osobie chorej na depresję. Bardzo polecam Wam ten wpis, ponieważ depresja to niestety coraz częstsze zjawisko, które dotyczy nawet dzieci. Może ona dopaść każdego- Ciebie, Twoje dziecko, przyjaciółkę... Jest ona nadal postrzegana jako lenistwo albo wymysł. Osoby chore, czują się niezrozumiane przez społeczeństwo, ponieważ do takich osób najczęściej przyczepia się łatkę "wariata". Chociaż jest to stan niezależny od nas, w którym mózg odmawia nam posłuszeństwa i rządzi się swoimi prawami- często czujemy się winni. Obwiniają nas również inni za naszą niezaradność a zamiast pomagać- dokładają  zmartwień i wpędzają jeszcze bardziej w poczucie winy. 

 

Ważne jest, żeby szybko zareagować, kiedy widzimy, że coś złego dzieje się z naszą bliską osobą. Musimy przede wszystkim nauczyć się rozpoznawać lenistwo od niemocy, gorszy dzień od gorszych kilku dni, szczery uśmiech od tego udawanego- przez łzy. Wystarczy odrobina empatii i obserwacja, by uratować komuś życie. Ponieważ depresja nierzadko kończy się samobójstwem. Znam kilka przypadków, kiedy ktoś odebrał sobie życie, chociaż wszyscy w koło mówili "był taki radosny. W ogóle nie podejrzewałem, że chce zrobić sobie coś takiego". Osoby chore najczęściej zamykają się w sobie, ale nie dlatego, że nie chcą pomocy, po prostu boją się przyznać, że jej potrzebują. Wydaje mi się, że tu należy zwrócić uwagę na sam fakt tego, jak my w ogóle zachowujemy się względem innych. Łatwo nam wyśmiać otyłą osobę na ulicy, jeszcze prościej napisać obraźliwy komentarz, ale już trudniej wbić sobie do głowy, że nigdy nie wiemy, jak dana osoba zareaguje na chamskie zaczepki. Nigdy nie wiemy w jakim stanie psychicznym znajduje się człowiek i jak bardzo mogą zaboleć go nasze słowa. Bardzo łatwo jest zniszczyć życie drugiej osobie... Żeby się dowartościować? Żeby się wyżyć? Nie wiem... Depresja to choroba. Tak samo, jak złapie nas grypa, tak samo łatwo może dopaść nas stan długiego smutku. Różnica polega jednak na tym, że żeby wyjść z tej drugiej choroby, oprócz leków potrzebujemy wsparcia, zrozumienia i czasu. Zarówno nieleczona grypa, jak i depresja prowadzi do śmierci. 

Jak więc pomóc osobie, którą dotknęła bolesność duszy?. 


Bądź a nie bywaj
Żyjemy w czasach, w których jak dzieje się coś złego to, zamiast z tym walczyć, uciekamy. Taka nasza głupia natura, że gdy czujemy zagrożenie do lecimy tam, gdzie pieprz rośnie. Bycie przy człowieku chorym na depresję jest bardzo trudne, jednak chyba najważniejsze. Ale co to właściwie znaczy "być"?. Być to znaczy zaznaczać swoją obecność a nie tylko siedzieć obok. Zrobić coś miłego- wyręczyć z codziennych obowiązków, podać kolację, przytulić. Nie zadawać pytań, ale próbować rozmawiać- o rzeczach codziennych, luźnych i mało egzystencjalnych. 
Słucha mnie, wspiera, pilnuje wizyt u terapeuty oraz przypomina o lekach. Chodzi ze mną do miejsc publicznych bo wie, że sama się boję. Czyta mi bajki na dobranoc, bo ciężko u mnie z zaśnięciem. Kiedy nie mam siły, pomaga mi w szkole oraz w obowiązkach domowych.
Co mi pomogło? Brak wyrzutów, mimo ze mąż trzy miesiące pracował, gotował i sprzątał. Zaciskał zęby i jeszcze mnie pocieszał,że przecież zawsze tak nie będzie, że czekam na wizytę za miesiąc i zacznę brać leki i powoli, powoli będzie coraz lepiej. Na depresje cierpiałam też gdy mama umierała. Byłam wtedy z innym partnerem, zero wsparcia, bo od tego cytat  "mam koleżanki żeby się pożalić" Uciekłam od niego bo szlam na dno a miałam już dziecko z pierwszego małżeństwa.
Pokaż, że widzisz
Szczerze? Udawanie, że nic się nie dzieje to chyba najgorszy pomysł, jaki możemy sobie ufundować. Okłamywanie siebie nawzajem jest niezdrowe dla wszystkich. Osoby chore z depresją potrzebują wiedzieć, że ktoś się o nie martwi i widzi, że coś jest nie tak. Chociaż one same nie wiedzą dokładnie co jest nie w porządku. Na pewno coś jest. I musisz to widzieć.
Przede wszystkim- wsparcie. Powiedzenie "rozumiem Cię...rozumiem, że możesz się źle czuć" a nie "co ty, wyolbrzymiasz. Głupia jesteś, ogarnij się".
Pozwól na emocje
Nie jest łatwo patrzeć jak płacze bliska nam osoba. Słuchanie milczenia przez cały dzień też nie należy do przyjemnych doznań. W depresji nic nie jest łatwe. I chociaż w momencie wylewania łez, pierwsze co przychodzi nam do głowy to prośba "nie płacz", najlepiej jest użyczyć swojego ramienia i pozwolić się wypłakać. Pamiętajmy- łzy oczyszczają duszę. Kiedy są emocje- wielkie grochy płynące z oczu bliskiej nam osoby czy nawet krzyki, to znak, że walczymy, że chcemy, że staramy się... Czasami osoba chora sprawia  ból, mówiąc "nie chcę, nie mogę, nie mam sił". To naprawdę potrafi zaboleć i sprawić, że osoba chcąca pomóc zaczyna wątpić w swoją wartość. Bo przecież stara się i trwa, a w odpowiedzi na swoje dobre chęci słyszy, że i tak to nie ma sensu. Nie można jednak się poddawać. I co najważniejsze- gniewać się.

 Bądź cierpliwy i wyrozumiały
Czas to najlepsze lekarstwo. 
dużo wsparcia i cierpliwości. Mąż pod tym względem jest jak anioł, dziwię się czasem, że poświęca tyle czasu, żeby do mnie dotrzeć.
 Ogromne wsparcie i szczera chęć zrozumienia od strony partnera. Żadne leki i terapie nie dały mi tyle,co wsparcie od niego.
 Zaprowadź do lekarza
Wiem, że ciężko jest przekonać osobę do pójścia do psychiatry/psychologa lub na terapię. Nie mniej jednak, w większości przypadków wizyta u specjalisty jest potrzebna i może znacznie pomóc.  
 Pomogło mi bardzo, jak mama powiedziała, że skoro gorzej się czuję po wizytach u psychologa niż przed, to mogę go zmienić i wcale nie muszę mówić poprzedniej że się już do niej nie zapiszę. Bardzo pomogło, po psychoterapii u innej Pani poprawa nastąpiła ekspresowo. Pierwszy raz to rodzina zadzwoniła umówić mnie na wizytę. Ja chciałam iść do psychiatry, ale się bałam.
 I najważniejsze- zrozum, że to żaden wstyd
To nie jest wstyd dla osoby chorującej, ani pomagającej. Na zaburzenia depresyjne choruje na prawdę dużo osób. Musimy łamać te chore przekonania, ponieważ ludzie boją  się do nich przyznawać i szukać pomocy. Chyba nikt z nas nie chce mieć przyczepionej łatki "wariat". A przecież depresja lub inne zaburzenia, nie robią z nas ludzi gorszego sortu. 

Ogólnie rzecz biorąc, mi bardzo pomogło to, że wszyscy moi bliscy znajomi, z którymi miałam kontakt na co dzień na uczelni, wiedzieli, że choruję i mam lęki. Wiem, że to wymaga ogromnej odwagi, ale ja jestem tak towarzyska, że wszyscy wiedzieli, że coś się nagle zmieniło i nie chciałam na siłę ukrywać. Z czasem, zaczęłam o tym opowiadać, bo ludzie mi dziękowali, że im o tym mówię, że się leczę. Przynajmniej 1/4 osób, z którymi gadałam mówiła mi że albo miała kiedyś depresję albo że chodziło do psychologa, że miało objawy somatyczne ze stresu (np. w trakcie sesji pojawiała się astma, której nigdy do tej pory nie było). I więcej niż połowa osób, z którymi rozmawiałam, mówiła, że ma osoby w rodzinie, które chorują albo wypierają to, że potrzebują pomocy psychiatry/psychologa. O mojej chorobie przez 1,5 roku rozmawiałam na pewno z przynajmniej kilkudziesięcioma osobami mniej więcej w moim wieku (mam 24 lata) i NIGDY nie usłyszałam złego słowa. Wszyscy uważali, że psychiatrzy to normalni, potrzebni lekarze, a to, że jest to temat tabu tylko szkodzi, bo ludzie się nie leczą. Była nawet osoba, która nie mówiąc nic osobie, zapytała, czy mogłabym jej dać namiary na lekarza. W ośrodku zdrowia psychicznego w poczekalni spotkałam koleżankę z gimnazjum, ze studiów i kolegę z liceum. A po rozmowach okazało się, że znajoma chodzi do tego samego psychiatry tylko prywatnie, a inna nasza wspólna znajoma wzięła od niej do niego namiar, bo psychoterapia nie wystarczała. Z rozmów z tymi wszystkimi ludźmi wniosek jest taki, że najlepiej, jeśli choroby nie trzeba ukrywać, np. mnie denerwowało jak moja mama, gdy szłyśmy ulicą pytała, czy zapisałam się już do "tego lekarza" i mówiłam jej normalnie, na głos "to jest psychiatra, to normalny lekarz, możesz o tym mówić" i jeszcze wiele innych przykładów osób chorych, które poznałam, najgorsze jest ukrywanie choroby, a gdy się o niej mówi, okazuje się, że świat przyjmuje to za normalne, że leczy się psychiatrycznie.
 Dziękuję. Dziękuje moim dzielnym "znajomym", za podzielenie się ze mną swoimi doświadczeniami.  Dużo sił dla Was i zdrowia. 

Mam nadzieję, że za jakiś czas znikną te głupie przekonania o zaburzeniach psychicznych. Pamiętajcie- to może spotkać każdego z Nas, może przydarzyć się komuś z naszego otoczenia albo rodziny. Nie bądźmy obojętni, bo możemy uratować życie swoje i innych- ważnych dla nas osób. 

poniedziałek, 16 października 2017

Co jest ważne w przyjęciu urodzinowym dziecka?.

09:34:00

Wielki tort, dużo przekąsek i atrakcji? Nie. To nie jest najważniejsze. Najważniejsza jest pamięć i wielkie chęci!. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że cieszymy się z kolejnego roku razem i życzymy sobie wspaniałych, kolejnych lat. Kolejny rok życia dziecka to powód, żeby przybić sobie piątkę i powiedzieć "to był dobry rok, następny będzie jeszcze lepszy. Dziękuję, że jesteś"

Nieważne czy zamawiacie katering  czy kupujecie gotowe ciasta w pobliskim sklepie albo cukierni. Mało ważny jest też fakt, czy przyjęcie odbędzie się w restauracji albo w domowym zaciszu. Liczą się ludzie-nasi bliscy z którymi chcemy dzielić się swoim szczęściem.

My w pierwszym przyjęciu urodzinowym Anielki postawiliśmy na skromność. Mieliśmy ograniczony budżet i mało czasu, żeby zorganizować to wszystko, ponieważ byliśmy chorzy i  jesteśmy w trakcie remontu. Postanowiliśmy zaprosić tylko najbliższą rodzinę  a przyjęcie odbyło się u mojej najukochańszej mamy. Chciałam sama zrobić torta i babeczki. Jeżeli chodzi o dekoracje, zaufałam firmie OYOY-Craft.  Później okazało się, że OYOY-Craft uratował nam słodkości. Ale o tym zaraz. 
Pierwszy raz organizowaliśmy przyjęcie. Poprzeczka była ustawiona wysoko, bo w końcu dotyczyła się naszej trzeciej połówki. Chcieliśmy zapamiętać ten czas dobrze, spędzić go razem i niczym się nie stresować. Z początku podchodziliśmy do tego na luzie, ale z czasem coraz bardziej się w to wszystko wciągałam i z każdą dekoracją babeczki, mocniej angażowałam :)
Już w poniedziałek, (czyli pięć dni wcześniej!) dostałam przepięknie zapakowaną paczkę od OYOY-Craft w której znajdowały się pikery na babeczki, wielka girlanda i topper na tort. Zamówienie nie było takie, jak sobie życzyłam. Było zdecydowanie piękniejsze:). Przede wszystkim byłam zaskoczona starannością wykonania. To nie były zwykłe, drukowane wzorki na kolorowej kartce. Wszystko było wykonane własnoręcznie i w 3D.
Jeżeli chodzi o tort, to walczyłyśmy z nim z mamą do ostatniej chwili. Uparłam się, że ma być minimalistyczny i gładki (z masą lukrową). Pierwszy raz robiłyśmy lukier i przyznam się szczerze, że źle odmierzyłam proporcję. Nie wyszedł równy i gładki. Ale otoczka wokół robienia go była magiczna i kobieca. Będę wspominać ją chyba do końca życia. Spędziłam kilka godzin w kuchni z mamą i to był naprawdę udany czas, który mogłyśmy spędzić tylko we dwie. Topper był śliczny, więc przykuwał największą uwagę. Nikt nie zauważył krzywego tortu:).
Poniosła mnie fantazja i przyozdobiłam szklanki różowymi wstążkami. Niby nic, ale bardzo ożywiło to stół i dodało uroku. Pod szkło położyłam kolorowe podkładki a obok talerzyków różowe serwetki w białe grochy. Idealnie współgrały z białą zastawą do kawy. 

Jak zareagowała Anielka? Z początku nie wiedziała co się dzieje. Nagle tyle ludzi i wszyscy wręczają prezenty i całują. Po kilku minutach była już duszą towarzystwa i zwracała na siebie uwagę wszystkich. Szkoda, że nie będzie pamiętać swojego roczku. Na szczęście są zdjęcia, które zostaną z nami na całe życie i będą przeglądane zimowymi wieczorami:). Anielka nie posmakowała tortu (spróbowała tylko babeczki) bo wieczór wcześniej wylądowaliśmy na SOR z podejrzeniem alergii na gruszkę. Strasznie ją wysyppało i w sumie do końca nie wiedzieliśmy, czy wrócimy do domu. Jednak wszystko przebiegło po naszej myśli i po kilku godzinach wszyscy byliśmy już w domu, by następnego dnia Świętować Roczek Anielki. 


Jeżeli chodzi o babeczki, to były to gotowe do pieczenia muffinki. Polałam wszystkie lukrem i polewami oraz przyozdobiłam je dekoracyjnymi kuleczkami i wiórkami kokosowymi. Może nie wyglądały idealnie, ale robiły wrażenie. Były strasznie słodkie, zupełnie jak nasza córka:). 




W związku z tym, że ozdoby na przyjęcie od OYOY-craft przyszły bardzo szybko, mogłam wykorzystać je również do sesji roczkowej Anielki. Bardzo ładnie ozdobiły naszą brzydką ścianę, dodały uroku zdjęciom i przede wszystkim- girlanda pięknie podkreśliła cel zdjęć. W bardzo korzystnej cenie możemy wykorzystać na wiele sposobów te urocze rzeczy. No i oczywiście możemy zachować je na pamiątkę:).

Czas na wielkie podsumowanie!. Daliśmy radę, no kurczę daliśmy. Daje nam mocne dziesięć. Sześć dla mnie i cztery dla Alka. No i mojej mamie należy się jakaś stówa. Było miło, skromnie i pomimo paru wpadek (których w sumie nie było widać dzięki pięknym ozdobom) smacznie. Rok za nami, kolejne lata się szykują. Teraz już wiem, że organizowanie imprez nie jest takie straszne- liczą się chęci, pomysł, zaangażowanie i pomoc w postaci dodatków, które nadają charakteru i pięknie zaznaczają  cel przyjęcia. 


Jeśli jesteście przed organizowaniem urodzin, imienin, wieczoru panieńskiego itp. koniecznie zaglądnijcie do OYOY-Craft, gdzie dzieją się cuda wykonywane ręcznie, pod indywidualne zamówienie💕. 


środa, 11 października 2017

Jak to było z nami? Tak szczerze.

12:49:00

Mała kruszynka, która wariowała w moim brzuchu, podczas gdy ja snułam plany o idealnym macierzyństwie. Przez dziewięć miesięcy nosiłam pod sercem, próbując ją sobie wyobrazić- jej kolor oczu, jej uśmiech i ilość włosów na głowie. Wieczorami wyobrażałam sobie nasze wspólne zabawy, wygłupy i tańce. Zamykałam oczy i widziałam, jak stawia pierwsze kroki, patrząc na mnie i sprawdzając, czy aby na pewno złapię ją przy upadku. Aż któregoś dnia przyszła na Świat- niewinna istota, która mogła liczyć tylko na nasze ciepło i miłość- oprócz tego nie znała jeszcze nic. Chyba na zawsze zapamiętam zapach jej skóry i to nieznane, chociaż wspaniałe uczucie, kiedy po raz pierwszy mogłam ją przytulić.


Z początku obraz o idealnym macierzyństwie wydawał nam się realny. Aż któregoś dnia zaczął się poród. I już wtedy doszło do nas, że nic nie jest takie jak w filmach i chyba już nigdy nie będzie. Przerażeni i  zmęczeni jechaliśmy do szpitala, aby za kilka godzin poznać naszą córkę. " Pan przyjedzie rano o siódmej, na razie nie ma co tu siedzieć". To chyba najgorsze słowa, jakie mogliśmy w takiej sytuacji usłyszeć. Zostałam sama, w środku nocy na sali pełnej obcych osób. Siedziałam i modliłam się, żeby już było rano, żeby on tu był i uściskał mi rękę. Wtedy dotarło do mnie, jak bardzo to nasza sprawa i jak bardzo go potrzebuję. Bez niego nie dam rady, bez niego nie chcę. Bez niego nie ma sensu. Ale przeżyłam. Anielka poczekała. Po dziewiątej rano była już z nami. Cała i zdrowa. Pamiętam, jak przewieźli mnie na salę po porodzie. On trzymał ją na rękach, obydwoje nie wiedzieliśmy co robić. Zaczęliśmy płakać.

Kolejne dni to był jeden wielki chaos. Ból po porodzie, zmęczenie i mały noworodek, którego jakoś nie potrafiliśmy rozgryźć. Alek po powrocie ze szpitala, jeszcze tego samego dnia poszedł do pracy. Miałam wsparcie mamy i najbliższych, ale to nie uchroniło nas od wpisywania w google przeróżnych fraz dotyczących noworodka. Anielka kichnęła, Anielka ziewnęła- na pewno jest kurz i ma za mało powietrza. I tak nam życie mijało przez kilka ładnych tygodni. Bałam się ruszyć, bałam się zjeść- wszystko było takie dziwne, nowe i nieznane. To był czas, kiedy oprócz docierania się z Anielką, musieliśmy dotrzeć się my- Alek i Ja. Dla obydwojga z nas ta sytuacja była ciężka, ale trudno nam to chyba było zrozumieć. Wypominaliśmy sobie, kto jest bardziej zmęczony, a po chwili przytulaliśmy się i płakaliśmy. To był jeden wielki chaos. Dla nas początki wcale nie były łatwe. Do dzisiaj jak to wspominam- mam łzy w oczach. Każdy z nas chciał jak najlepiej dla tego małego człowieka, tylko nie wiedzieliśmy za bardzo co robić, żeby faktycznie było dobrze i małej nic nie brakowało. . .

Przyszedł Grudzień. W mieszkaniu zapachniało choinką. Alek przyniósł do domu piękne i wielkie zielone drzewko. Uwielbiam Święta. Od grudnia wkładaliśmy świąteczne sweterki i puszczaliśmy Jingle Bells. Jedno z najwspanialszych uczuć? Szczęście, gdy czuło się pachnącą choinkę po zejściu na dół. Wtedy wszystko jakoś szło i zaczynało układać się w całość. Kilka miesięcy minęło, zanim zrozumieliśmy, że to my wiemy najlepiej jak postępować z Anielką. Odłożyliśmy na bok wszystkie rady i zbędne podręczniki- zaczęliśmy słuchać instynktu, który w nas był.

Nigdy nie zapomnę jak, zrobiliśmy Anielce ciepły okład na kolkę. Za pierwszym razem zmoczyliśmy ciepłą wodą pieluchę tetrową i położyliśmy jej na brzuch. Biedna. Było mnóstwo wpadek i błędów. Podjęliśmy dużo złych decyzji- tych związanych z Anielką, jak i innych. Myślę, że to nas bardzo umocniło w tym wszystkim. Dzisiaj jesteśmy gotowi, żeby popełniać inne błędy i zaliczać wpadki. Bo w tym wszystkim chyba chodzi o to, żeby całe życie się uczyć, co nie?.
Odkąd zaszłam w ciąże, mówiłam, że nie stanę się matką polką. Obiecałam sobie, że będę o siebie dbać i będę mieć czas na wszystko. Nie zamknę się z dzieckiem w domu na cztery spusty i nie wypnę na Świat. Myślę, że w pewnym momencie mnie to zgubiło. Anielka była bardzo absorbująca a ja każdego dnia walczyłam o chwilę dla siebie. W sumie nie wiem, czy chciałam udowodnić Światu, czy sobie, że wciąż istnieję? Heeeloł, to jest ta sama Ola co była dwa lata temu!. Zaczęliśmy nosić Anielkę- w chuście a później nosidle. Ciągle domagała się uwagi i cały czas nie wiedziałam dlaczego. Był moment, w którym zwątpiłam. (gdzieś ok.6 miesiąca życia Anielki). Ja płakałam, ona płakała i wszystko było do bani. Nie radziłam sobie- chciałam odpocząć, uciec, cokolwiek. Zaczęło dobijać mnie to, że nie pracuję. Uważałam, że Alek ma lepiej. To nieprawda, że matki na macierzyńskim odpoczywają. Każda z nas przechodzi taki moment (być może tylko w innych etapach macierzyństwa). Przebywaj 24 godziny na dobę z dzieckiem i nie zwariuj. To nie było tak, że ja przestałam kochać swoje dziecko czy coś. Nic z tych rzeczy. Ja po prostu chciałam odpocząć od podejmowania ważnych decyzji, decydowania o tym, do którego lekarza pójdziemy i co zjemy na obiad. Brzmi głupio?. Każdy mój wybór decydował w jakimś stopniu o rozwoju mojego dziecka. Zaczęło mnie to przerażać, bo sama potrzebowałam wsparcia i pomocy. Dzisiaj wiem, że chodzenie w dresie i bez makijażu to przywilej, na który tylko nieliczni mogą sobie pozwolić!. 

Później jakoś poskładałam się z pomocą najbliższych. Anielka potrzebowała uwagi?- Ok. Będę z Tobą leżeć i bawić się grzechotką. Ja potrzebowałam zrobić obiad- Pannico, ty robisz go ze mną!. Ja potrzebowałam się umyć- ok, idziemy razem. I tak się przyzwyczaiłam do tej małej istoty. Myślę, że główną rolę odegrał tu fakt, że dowiedziałam się o High Need Baby i zaczęłam rozumieć Anielkę. Naprawdę zrozumiałam, że jestem jej potrzebna. Że ona pragnie bardziej niż inne dzieci. Chwilę później ja zaczęłam potrzebować jej również mocno. I między nami stworzyła się ogromna więź- jeszcze większa od tej na początku. To wszystko przychodziło z czasem, powolutku. Wkradało się między nami, aż zagościło na dobre- wzajemnie zrozumienie swoich potrzeb. 

Nie będę ukrywać, że moje/nasze początki były trudne. Jestem uparta i zawsze miało być tak, jak ja chce. Jeszcze w ciąży łudziłam się, że będę mieć nad wszystkim kontrolę. A tu wyszła taka Anielka i zwojowała naszym życiem. Zawładnęła każdą chwilą i prawie owinęła rodziców wokół palca. To ona ustala godziny wstawania i czas naszych posiłków. To od jej humoru zależy długość spaceru. Ale już jej złość nie budzi u nas niepokoju i pozwalamy jej na wszystkie emocje. Bo nie możemy jej na wszystko pozwalać. Bo wszystkie emocje musi poznać i nauczyć się z nimi radzić. 

Cieszy mnie każdy dzień spędzony z tym małym człowiekiem. Codziennie robimy i odkrywamy nowe rzeczy. Mam czas na spełnianie większości swoich potrzeb i czuję się naprawdę dobrze. Bywają momenty, w  których mam ochotę wyjść niby po chleb, ale one szybko mijają (tylko czasami trwają  dwa dni:)). Jestem z siebie dumna. Jestem z Nas dumna. Dziękuję moim bliskim za wsparcie i za to, że oni nigdy nie wątpili. Cieszę się, że możemy dawać coś od siebie, a ten mały człowiek przyjmuje wszystko z otwartymi ramionami. Wychowywanie dziecka jest jednym z najtrudniejszych, ale najowocniejszych z prac. Duma, jaka rozpiera rodzica, gdy mały człowiek zrobi coś po raz pierwszy,jest nie do opisania. Przed nami jeszcze całe życie. Nie mogę się doczekać.









środa, 4 października 2017

No i po co się tak złościsz?- czyli o potrzebie wyrażania negatywnych emocji u dzieci.

11:30:00

 

Nie będę ukrywać- jestem bardzo impulsywnym człowiekiem. Gdy jestem radosna mogłabym podskoczyć do nieba, ale gdy jestem zła, to bez kija nie podchodź, albo najlepiej zejdź mi z drogi. Pojawienie się mojej córki sprawiło, że musiałam zacząć nad sobą panować. Staram się nie okazywać negatywnych uczuć, ale (przyznam się bez bicia) czasami najzwyczajniej w Świecie mi to nie wychodzi. Nie jestem typem człowieka, który pod nosem nie powie brzydkiego słowa, kiedy dziecko rzuca się na podłogę albo usilnie próbuje wyskoczyć z wózka, bo coś mu się nie spodoba. Najczęściej zastanawia mnie, skąd się bierze w ogóle złość u tak małego dziecka i dlaczego moja córka wie, że żeby się "wyżyć" na przytulającej matce, musi ją ugryźć albo podrapać po twarzy.


Czym właściwie jest złość? Według Wikipedii, jest to reakcja emocjonalna spowodowana strachem, który pojawia się po straceniu kontroli lub po zablokowaniu dążenia do czegoś. Złość wyrażana jest spontanicznie- gestami, krzykiem a czasem rękoczynami. Najczęściej jako ucieczka od odpowiedzialności albo po prostu brak pewności co do słuszności swoich poglądów. W złości podnosi się adrenalina, a serce zaczyna bić mocniej. W przeciwieństwie do gniewu- złość jest niekontrolowana, co nie znaczy,że nie można nad nią zapanować?.

Uważam, że każdy ma prawo do wyrażania uczuć- zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych. Nie można nic dusić w sobie, bo później chodzimy napompowani jak balony, aż w końcu wybuchamy i ciężko nam się pozbierać. Krzywdzimy siebie, zaciskając zęby i robiąc przysłowiową dobrą minę do złej gry. Nie macie czasami tak, że wstydzicie się swoich emocji?. No bo jak ktoś pyta, jak się czujecie, bardziej przyzwoicie brzmi  "dobrze" niż "jestem wkurzona na maksa, dziecko znowu płakało cały dzień". Mówi się, że duszona złość przeraża się w irytację. Tak więc musimy pozwolić sobie i dzieciom na te negatywne odczucia. Ale naszym obowiązkiem jest też nauczyć się panowania nad złością i złoszczenia  się to w bardziej przyzwoity i niekrzywdzący sposób. Bo chociaż my- dorośli wiemy, że rzucanie się na podłodze jest głupie i niepotrzebne (chociaż czasami byśmy chcieli to zrobić:) ), to dzieciaki o tym nie wiedzą i trzeba im pomóc z tym wszystkim. Wiem, że to trudne. Sama mam ochotę uciec i schować się jak najdalej, ale trzeba jakoś sobie radzić, bo jak nie my, to kto, co nie? 

Wyobraźmy sobie, że jesteśmy w takiej sytuacji: zakupy z dzieckiem. Pierworodny upiera się, żeby mu kupić zabawkę, a gdy odmawiamy- wpada w histerię.  Nie jeden rodzic zacząłby dyskusję z dzieckiem i próbowałby różnymi sposobami go uspokoić. Ja pewnie starałabym się odwrócić uwagę Anielki, pokazując jej zabawki i mówić o innych rzeczach. Natomiast dużo podręczników i książek mówi o tym, że trzeba pozwolić dziecku na uspokojenie się samemu. Co więcej- podczas ataku złości, należy powiedzieć naszemu dziecku, że rozumiemy i szanujemy jego gniew. Nie jestem zwolenniczką czytania różnych poradników o wychowaniu dzieci. Uważam, że każdy rodzic wie, co jest najlepsze dla swojego dziecka, ale w tym wypadku wchodzą w grę uczucia małego człowieka, które bardzo łatwo zdeptać, słuchając swojej intuicji.

Dziecko ma prawo do złości .

Zastanów się, ile razy usłyszałaś "nie płacz, bo nie ma o co" albo "ale dlaczego się denerwujesz?". Przyznaj, że takie pytania jeszcze bardziej powodują u Ciebie gniew i czujesz się niezrozumiana. Tak samo odbierają to dzieci. One mają o tyle łatwiej (a właściwie ty masz), że wyrażają wszystkie swoje odczucia oraz potrzeby jasno i stanowczo. I chociaż dla nas głupim powodem do złości jest zabronienie oglądania bajki, to dla dziecka jest to cios poniżej pasa. Bo jak to- kochająca mama, której ufam, może nie pozwolić mi oglądać telewizji?. Dziecko jeszcze nie rozumie, że to dla jego dobra, dlatego, zamiast mówić stanowcze "nie i koniec"-warto spróbować wyjaśnić przyczynę takiego zachowania. Może za pierwszym razem się nie uda, ale za kolejnym na pewno. Chodzi w tym wszystkim tylko o to, żeby znaleźć nić porozumienia z naszym potomkiem i nie ignorować jego potrzeb, bo Świat dzieci jest zupełnie inny, niż ten dorosłych. Dawno temu skończyły się czasy, gdzie dzieci nie miały prawa głosu, a ich potrzeby były mniej ważne. Dlaczego potrafimy rozmawiać z dzieckiem, kiedy jest w dobrym humorze, a nie możemy porozmawiać z nim, gdy jest złe?. Dziecko rozumie to w ten sposób: " mama kocha bardziej, gdy jestem dobry, ale kocha mniej, gdy mi źle". A przecież my sami mamy gorsze dni, w których głupia pierdoła potrafi wyprowadzić nas z równowagi. Dzieci uczą się od rodziców i biorą z nich przykład, dlatego dobrze by było, gdybyśmy my- rodzice zaczęli opowiadać im o swoich odczuciach. Pomoże to zrozumieć się wzajemnie i nawiązać bardzo przyjazną relację. 
pamiętaj, że dziecko od rodzica uczy się różnych zachowań- także sposobów przeżywania emocji. Jeśli dziecko widzi jak w złości krzyczysz, trzaskasz drzwiami, rzucasz gazetą, itp. bądź pewien, że będzie cię naśladować, dając sobie prawo do podobnego postępowania. Bądź pozytywnym przykładem dla dziecka, jak może radzić sobie ze złością   -dziecisawazne.pl Anna Leszczyńska
I te słowa sprowadziły mnie troszkę na Ziemię. Anielka jest High Need Baby z krwi i kości, ale zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem jej zachowanie podczas złoszczenia się, nie jest spowodowane nami. Zdarza się, że Anielka jest obecna przy kłótniach między mną a jej ojcem. Zazwyczaj nie potrafimy dojść do porozumienia i jedno z nas zawsze wychodzi. Do rękoczynów nie dochodzi, ale na pewno słyszy i rozumie podniesiony głos i twarze pełne gniewu.  Oczywiście staramy się tego nie robić, ale wiadomo- w życiu bywa różnie. Śmiem wątpić, że to rzucanie się na podłogę i głośny sprzeciw wobec moich próśb to wynik brania przykładu (na swój sposób) z rodziców.

Jeszcze żyją wśród nas ludzie, którzy w sklepie zwrócą Ci uwagę, że Twoje dziecko jest niewychowane i należy mu się klaps w dupę a najlepiej to pasem i wtedy  się nauczy. Pamiętaj, żeby słuchać swojego dziecka i reagować na jego potrzeby. Pomóż mu zrozumieć jego złość i okaż wsparcie. Przecież chyba nie chcesz, żebyś sama została ukarana za swoją złość przez bliską Ci osobę?. Czy Twój mąż krzyczy na Ciebie, kiedy mówisz, że jesteś zła?. Mam nadzieję, że nie :). Myślę, że daje Ci możliwość wyciszenia się i pomaga rozładować napięcie.

 Dajcie znać,jak to jest u Was z Waszymi dziećmi i jak sobie radzicie:)


środa, 19 lipca 2017

Chodźcie, pokaże Wam pewne miejsce!

03:00:00
 

Odwiedziliśmy wczoraj pewne fajne miejsce, do którego lubimy wracać. Po raz pierwszy wybraliśmy się tam z ogonkiem. I powiem Wam szczerze, że pomimo wielu obaw, daliśmy radę. Odkąd Anielka zaczęła raczkować, nic tylko by chodziła po podłodze. W tym miejscu niestety- tylko ręcę i wózek wchodził w gre przez większość czasu. 

Rośnie nam mała miłośniczka zwierząt (z czego bardzo się cieszymy) więc główną atrakcją były dla niej konie i dzieci. Ale nie o tym. Pojechaliśmy do Western City. Normalnie zapakowaliśmy się w plecak, torebkę i pojechaliśmy PKSem pod Karpacz. Niby nic trudnego, ale wierzcie, Anielka potrafi "umilić" niejeden wypad. Nigdy-mąż pracował tam X czasu temu, więc dobrze zna to miejsce.
Czy jest sens w ogóle jechać z dziewięciomiesięcznym dzieckiem w takie miejsce? W miejsce, gdzie atrakcje są głównie dla większych dzieci i dorosłych?. W miejsce gdzie się strzela, gdzie indianie chodzą i tańczą, w miejsce gdzie można spróbować swoich sił na byku albo przejechać się na koniu?. Oczywiście, że tak!. Pomimo tego, że nie skorzystaliśmy z większości atrakcji, mogliśmy odpocząć i leniwie spędzić czas. W Western City bowiem są mejsca oddalone od miasteczka, gdzie można usiąść pod drzewem, zjeść przekąskę i popatrzeć na pływających ludzi w kajakach.
Jedyne czego brakuje w tym miejscu to to, że nie ma kącika dla niemowlaków ( żeby zmienić pieluche albo nakramić w spokoju). Patyczkowaliśmy się nieźle, żeby przewinąć Anielkę, oszczędzając zbędnych widoków innym. Ale daliśmy radę.
Jest to miejsce, do którego warto zajrzeć z dziećmi .Chociaż powiem szczerze, że dwa lata temu byliśmy tam jeszcze sami, i fajnie się bawiliśmy pijąc piwko i patrząć na rodeo. Tak więc dorośli też mogą przenieść się w czasie. Zdobyłam się na odwagę i wsiadłam z Anielką do kolejki (!). Zrobiliśmy trzy kółka. Ja bawiłam się świetnie, ale Anielka była w lekkim szoku.


Dobra, nie będę się rozpisywać, żebyście mieli niespodziankę. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej  zapraszam na stronę z ofertą: http://www.western.com.pl/ sami zdecydujcie, czy to miejsce dla Was<3

Byliście w podobnych miejscach? Pojechalibyście do Western?


wtorek, 11 lipca 2017

O filmie, który zmieni Twój pogląd na miłość.

02:28:00

Do tego filmu wracamy za każdym razem, gdy coś nowego dzieje się w naszym życiu. Za każdym razem rozumiemy go inaczej. Za każdym razem wyciągamy nowe wnioski. Uwielbiam filmy, o których można dyskutować. Ten film urzekł mnie w szczególności i to nie tylko ze względu na przystojnego Goslinga. Uświadomił mi, że mam takiego Rayana u boku i że życie nie zawsze jest piękne a dziecko zmienia nasze życie na zawsze. Nieważne, jakbyśmy się starali i chcieli- nigdy nie odtworzymy już tych chwil, które przeżyliśmy bez małego członka rodziny.


Jeszcze dwa lata temu, pracowaliśmy i mieszkaliśmy w Karpaczu, gdzie kończąc pracę szliśmy na piwo i frytki do małego pubu.Czasami zostawaliśmy w pokoju, oglądaliśmy filmy i obżeraliśmy się batonami. Szkoda nam było iść spać, chociaż wiedzieliśmy, że o szóstej musimy być na nogach spowrotem. Często siedzieliśmy do trzeciej w nocy i rozkoszowaliśmy się każdą minutą spędzoną razem!. Nie wiem, skąd braliśmy na to wszystko siłe. Dzisiaj walczymy o każdą dodatkową minutę spania a przed snem modlimy się o nieprzerwany odpoczynek. Wtedy każda kłótnia wydawała się poważna a teraz? Teraz dopiero kłócimy się o poważne rzeczy!. Dziecko zmienia wszystko- światopogląd, priorytety i nas samych. Czy to źle? Nie. To kolejny etap w zyciu, jeden z najcięższych i najpoważniejszych, ale cudowny. Ciesze się, że zachowaliśmy piękne wspomnienia a teraz czas łapać kolejne- już we trójkę. Czy tęsknię za beztroskim życiem?. Oczywiście. Kto z Nas nie tęskni?. Wracam do wspomnień bardzo często. Dają mi wielką radość i siłę, żeby iść dalej.

Czasami przychodzi kryzys. W życiu każdego z Nas pojawiają się wątpliwości, chęci zmiany. Czasami jest tak, że zapominamy. Zapominamy jakimi ludźmi jesteśmy i jakimi się staliśmy. Czasami poprostu już nam nie wystarcza ten sam facet, z którym spędzliśmy połowę życia. Czasami nie dostrzegamy swoich błędów, widząc tylko cudze. Obwiniamy siebie, obwiniamy wszystkich dookoła. Nasze życie staje się wielkim poczuciem winy. Dużym ciężarem. I o tym poniekąd jest ten film.

Blue Valentine to historia małżeństwa, które próbuje naprawić kryzys. Wracając do wspomnień, chcą uratować swój związek. Przeszłość przeplata się z teraźniejszością. Widzimy obraz dwójki młodych, zakochanych ludzi i małżeństwa, którego chyba już nic nie uratuje. Fabuła jest niebanalna i napewno Was zaskoczy. Psychologiczny obraz bohaterów jest bardzo rozbudowany, przez co ciężko nam tak naprawdę ocenić "kto jest zły"  albo "gorszy" w tym filmie.

Dlaczego chcę Wam polecić ten film? Bo wzbudzi u Was skrajne emocje i zmieni pogląd na swój związek. Być może pomoże Wam zrozumieć pewne rzeczy i sprawi, że zaczniecie bardziej doceniać siebie nawzajem. Przywoła beztroskie wspomnienia i da kopa do działania- do dbania o nasze życie rodzinne i partnerskie. 

Podzielcie się swoimi ulubionymi filmami.
Jeśli oglądaliście Blue Valentine- napiszcie jakie są Wasze odczucia po obejrzeniu:)

czwartek, 6 lipca 2017

Wyniki rozdania!

03:03:00

 

 

Podczas losowania chciałam przeprowadzić transmisję na żywo, ale niestety mój laptop nie chciał współpracować z facebookiem, tak więc filmik z losowania znajdziecie na  Grupa Super Kobiet z racji tego, że udział wzięły w nim same kobiety:)

Ogłaszam wszem i wobec, że rozdanie wygrywa: Andziulka Testuje odezwij się do mnie poprzez facebook lub tu w komentarzu i podaj maila i wybrany szablon! Czekam:))

Mam nadzieję, że mnie nie opuścicie,bo szyzkują się kolejne losowania i konkursy.  Gratuluję wygranej i zapraszam na śledzenie mojego profu na facebook oraz do przyłączenia się do grupy  superkobiet, w których możemy się bliżej poznać. Buziaki!

wtorek, 4 lipca 2017

Baby Blues, Depresja Poporodowa- jak rozpoznać i pomóc?

02:33:00

Wśród moich czytelniczek jest kilka mam spodziewających się dziecka. Pomyślałam, że poruszę ten temat, bo chociaż jest on ostatnio popularny to nadal mało się o nim mówi. Często matkom zarzuca się lenistwo i "brak chęci ogarnięcia się" po porodzie. Same rodzicielki czują się źle z tym wszystkim, bo zamiast miłośći do dziecka i szczęścia- czują lęk, niepokój i brak sił na cokolwiek.

 

Gdy urodziłam Anielkę, bałam się, że nie wypuszczą mnie ze szpitala, bo nie umiałam zmienić jej nawet pieluchy. Gdy musiałam zrobić to sama po raz pierwszy, spojrzałam błagalnym wzrokiem na patnera mojej salowej koleżanki, co było najgłupsze co mogłam zrobić. Ten jednak dał mi kilka wskazówek i zabrałam się do roboty.  Ręce trzęsły mi się tak mocno, a myśl, że mogę zrobić jej krzywdę nie dawała mi spokoju. No nie wypuszczą mnie, nie.

W domu przez pierwsze dwa tygodnie trzęsłam się jak galareta i nic nie jadłam. Bałam się zrobić cokolwiek. Bałam się o dziecko, które leżało i płakało a ja- wraz z nim. Na szczęście miałam wielkie wsparcie w nigdy-mężu, mojej mamie i rodzinie. Gdyby nie oni, nie wiem czy bym sobie z tym wszystkim poradziła. Alek musiał wrócić do pracy godzinę po powrocie naszej trójki do domu. Moja mama wzięła urlop i była ze mną przez całe dwa tygodnie. Dałam radę- dzięki mojej wspaniałej rodzinie. Ale nie wszyscy niestety mają pomoc w rodzinie czy nawet partnerze.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że my-kobiety czujemy się winne. Obwiniamy siebie o to, że mamy zły humor, że podniesiemy głos na dziecko czy nawet o to, że zupa wyszła za słona. Wszystkie chcemy jak najlepiej dla naszego dziecka, a gdy dajemy plamy- dręczą nas wyrzuty sumienia. Tak już jest od niemowlaka do dorosłego dziecka. Jak by było prościej, gdybyśmy zrozumiały skąd w ogóle się te wszystkie uczucia biorą i jak sobie pomóc. Jakby było prościej, gdyby inni nas rozumieli.

Baby Blues
Spokojnie, to tylko homorny!.Statystyki mówią, że dotyka on 80. procent kobiet, ale trwa max dwa-trzy tygodnie. Bardziej podatne są na niego matki, które przed urodzeniem miały problemy z emocjami. Wyobraźcie sobie, co się dzieje w głowie i cele kobiety, która po dziewięciu miesiącach i wyczerpującym porodzie zobaczyła swoje dziecko. Wyobraźcie sobie, co się dzieje z gospodarką hormonalną kobiety, której po urodzeniu dziecka wydobywa się z piersi pokarm, żeby móc wykarmić tego małego stwora. Nasze ciało jest niezywkłe i ciężko czasami za nim nadążyć. Podczas porodu zwiększa się poziom adrenaliny:
Najwyższy poziom adrenaliny występuje przed i w II okresie porodu. To właśnie wtedy mimo ogromnego zmęczenia adrenalina doda Ci sił. Zadziała mobilizująco. Nagle Twoja postawa się zmieni. Będziesz miała więcej energii. Dzięki adrenalinie będziesz miała siłę wyprzeć dziecko - http://www.rodzicpoludzku.pl/Porod/Mechanizm-hormonalny-porodu.html
 Adrenalina utrzymuje się w naszym organiźmie przez ok.dwie doby po porodzie, dlatego kobiety są w stanie funkcjonować po nim. Niestety, później ten hormon znacznie spada i właśnie wtedy najczęściej dotyka nas dół i brak sił. I wiecie co? Jest to całkiem normalne i nie można się za to obwiniać. To tak jakby mieć do siebie pretensje o to, że jesteśmy zmęczone po maratonie. Ciężko nam odpocząć po porodzie i zregenerować siły. No bo jak tu się wyspać, gdy niemowlę budzi się co chwilę na jedzenie? No bo jakby tu zjeść porządny, wartościowy posiłek, gdy nie możemy spuścić oka z naszego maleństwa? No i własnie: Wtedy najlepiej, gdy pojawi się bohter-ojciec, bohaterka- mama albo teściowa. Gdy nie macie wsparcia w rodzinie, warto zwrócić się o pomoc do koleżanki. I teraz wielka prośba do Was- gdy wiecie, że ktoś z Waszej rodziny bądź znajomych spodziewa się dziecka- zapytajcie czy potrzebują pomocy. Musicie być czujni, bo nie zawsze świeżo upieczona matka przyzna że jej ciężko.

Depresja poporodowa
 Depresja to już nie stan przejściowy, ale choroba, którą trzeba leczyć ze specjalistą. Jak w Baby Bluesie przy zmianach nastroju i obawie przed maluchem jesteśmy w stanie się nim opiekować i , to w depresji albo robimy to z automatu (tylko i wyłącznie z obowiązku) albo nie robimy tego wcale. Uwaga, to cholerstwo może pojawić się nawet rok po porodzie. Jak ją rozpoznać?. Matka najpierw traci wiarę w siebie, później dochodzi do tego niska samoocena i dół psychiczny. Ciężko ją rozweselić i wszystko ją denerwuje i przytłacza. Je dużo albo wcale. Śpi albo cierpi na bezsenność. Bliscy muszą być bardzo czujni, bo niekiedy dochodzą do tego myśli samobójcze lub nawet myśli o skrzywdzeniu dziecka. To jest choroba, i matka nie ma wpływu na to, co czuje i myśli. Pamiętajcie.
U innych kobiet depresja rozwija się po upływie kilku tygodni lub miesięcy od urodzenia dziecka. W jej wyniku matki, które dotąd z radością opiekowały się dziećmi, stopniowo zaczyna ogarniać zniechęcenie, znużenie, odrętwienie- https://parenting.pl/depresja-poporodowa

Może to dopaść Twoją żonę, Ciebie czy Twoją przyjaciółkę
 Wiecie co w tym wszystkim jest najgorsze? Że kobiety wstydzą się tego, co czują. Co powiedzą najbliźsi, jak dowiedzą się, że Ci ciężko?. Jak krzywo musi patrzeć na Ciebie matka, jak widzi z jaką niechęcią przewijasz maluszka. Wszyscy robią z Ciebie wyrodną , podczas gdy ty starasz się jak możesz, ale to silniejsze od Ciebie. Wstydzisz się iść do specjalisty, boisz się z kimś o tym porozmawiać. To wszystko przytłacza a jeszcze dziecko ciągle płacze. Po porodzie (albo już w ciąży) znajomi dzielą się na tych, którzy zostają z Tobą i na tych, którzy gdzieś tam powoli (choć nie zawsze) znikają. Wiecie ile nas osób skreśliło, jak dowiedzieli się, że będziemy rodzicami?. Teraz odwracają zwrok na ulicy i udają, że nie widzą, chociaż jeszcze dwa lata temu razem spędzaliśmy czas. No nieważne, zmierzam do tego, że czasami to my, wy możecie pomóc- wystarczy obserwować i utrzymywać kontakt. Wystarczy czasami wyciągnąć rękę i zrozumieć. Bez oceniania, bez zdędnych komentarzy. 

Po porodzie trzeba dwojga
Nie wiem jak u Was, ale po porodzie ciągle kłóciliśmy się z nigdy-mężem. Nie mogliśmy ze sobą wytrzymać. Zmęczenie, strach- to wszystko spowodowało, że zamiast trzymać się razem- oddalaliśmy się od siebie. Było naprawdę ciężko się dotrzeć, bo dla dwojga była to nowa i ciężka sytuacja. Mam dla przyszłych rodziców krótką ulotkę, która doda Wam otuchy. Link do pobrania



Koniecznie powiedźcie, jak wy czułyście się po porodzie. Miałyście wsparcie? Radziłyście sobie dobrze? Opowiadajcie.

poniedziałek, 26 czerwca 2017

10 (dziwnych) gadżetów dla dzieci, o których nie mieliście pojęcia!

23:10:00

Chodźcie, pokaże Wam różne ciekawe i dziwne gadżety!.

 

1.Termomentr do mierzenia temperatury mleka przez aplikację w telefonie.

2. Wyciskacz-łyżeczka do podawania posiłków. Ja bym przygarnęła a wy?

3. Termometr w smoczku. Również bym się skusiła. Jestem wielką fanką Aventa.

4. Nosidło-deska do noszenia starszych dzieci.

5. Kubełek na baranka :).

6. Nie wiem jak to nazwać? Kto wymyśli najlepszą nazwę na to "cudo" dostanie cukierka:) Osobiście-jestem na nie!

7. Przenośne łóżeczko dla najmłodszych- dla mnie bomba.

 8. Ochraniaczo- plasterki dla małych odkrywców Świata.

9. Fake ręcę do otulania niemowlaków.

10. Podgrzewacz do mokrych chusteczek. Powiem szczerze, że nigdy nie słyszałam o czymś takim, chociaż to dość popularny gadżet.

Który z gadżetów znacie a który byście przygarnęły?. Znacie jakieś "cuda"?

Pamiętajcie o rozdaniu z SoraTemplates , w którym macie szanse zgarnąć wybrany przez Was szablon premium KLIKNIJ TUTAJ I WEŹ UDZIAŁ