a Najbardziej pozytywny blog parentingowy i lifestylowy

niedziela, 17 czerwca 2018

Myśli nieuczesane: Trzy absurdalne i smutne fakty o szczęściu.

03:23:00

Czym jest szczęście? Można je zdefiniować? Z pewnością nie. Jednak warto nauczyć się odróżniać zadowolenie od szczęścia. To jeden z tych tematów, które nachodzą nocami i nie pozwalają w spokoju zasnąć. Dlaczego tak łatwo potrafimy rozmawiać o naszych oczekiwaniach i planach, a tak ciężko mówić nam o szczęściu? Czy to nie jest przypadkiem tak, że trochę boimy się przyznać przed samym sobą, co naprawdę by nas uszczęśliwiło? Jedno jest pewne: Żyjemy w czasach, w których coraz częściej wydaje nam się, że jesteśmy szczęśliwi. Jednak:


1.Szczęście jest często (choć nie zawsze) złudne.
Możesz mieć wszystko: własny dom albo mieszkanie, pracę, w której się spełniasz, auto, którym lubisz jeździć, żonę czekającą z obiadem lub męża pomagającego w obowiązkach domowych. Możesz mieć wakacje all inclusive, zabukowane bilety na koncert ulubionego zespołu. Drogie kosmetyki, niebanalny seks siedem dni w tygodniu, szafę wypchaną po brzegi markami znanych projektantów. Możesz mieć przyjaciół, kochankę, a nawet i dwie. Możesz mieć partnera, który wspiera i się troszczy. Możesz nawet nie mieć problemów. Możesz ciągle się cieszyć, zdobywać cele i odnosić sukcesy. Możesz wygrać milion złotych lub po prostu urodzić się milionerem. A jednak.


2.Nie zawsze zależy od Ciebie
A jednak jest taki zapach włosów, którego Ci brak, chociaż może już go nie pamiętasz. Jest taki uśmiech, którego szukasz w tłumie każdego dnia. Jest takie ciepło, którego nie da Ci nikt inny. Jest takie wspomnienie, które zawsze tak samo, wywołuje dreszcze. Jest takie marzenie, wyrzucone w kąt lub skreślone z listy, które co jakiś czas powraca. Są takie myśli, które nocami zaprzątają głowę i powodują ból skroni. Są takie ramiona, do których się wraca w czeluściach podświadomości. Jest taki rodzaj szczęścia, którego bardzo Ci brakuje, chociaż możesz o tym nie wiedzieć. Choćbyś walczył, nie wygrasz. Jest taka tęsknota i cień niezrozumienia, która łamie Ci serce. Jest taka potrzeba, ciężka do zdefiniowania i spełnienia. Chciałbyś coś zrobić, ruszyć, zapomnieć, jednak się nie da. Jak taka wypełniona po brzegi skrzynia z cudownościami Twojego życia otoczona wielką pustką. To, co może Cię uszczęśliwić, nie zawsze jest zależne tylko od Ciebie.

3.Z drugiej strony łatwo jego nie dostrzec
Czym jest szczęście? Może trwać cały czas, czy raczej jest chwilowe? Nie wiem. Przez ciągłą gonitwę za pieniędzmi, dostatnim życiem i wygodą, zapominamy, jak wygląda. Rezygnujemy z prawdziwej miłości, radości i ryzyka na rzecz wygody i złudnego zadowolenia. Boimy się dostrzec szczęście tam, gdzie nie sięgają nasze oczy. Ale serce ma szersze horyzonty i widzi wszystko, musimy tylko się na to otworzyć. Szczęście powinno być podstawą, a rzeczy materialne wspaniałym dodatkiem. Jest to taka rzecz, której nie da się kupić, chociażby płaciło się złotem. 


Tematy o poczuciu spełnienia i szczęścia nie są banalne. Wręcz przeciwnie- zawsze niosą ryzyko, że podniesie nam się ciśnienie, zwątpimy i być może trochę pogubimy. Czasami warto poświęcić dla siebie chwilę i się zastanowić. Wsłuchanie się w siebie i w swoje potrzeby, określenie czego tak naprawdę nam brakuje i wyciągnięcie wniosków jest bardzo ważne. Osoba, która ma wszystko, może nie mieć tak naprawdę nic. Może Ci się wydawać, że nie jesteś szczęśliwy, a po prostu tego szczęścia nie dostrzegasz i odwrotnie. Chociaż to jeden z tych tematów pod tytułem "Ile ludzi, tyle opinii", to jedno jest pewne: Nie przestawajmy szukać i dostrzegać tak bezcennej rzeczy, jakim jest szczęście. 


Nazwa posta zaczerpnięta z tytułu zbioru aforyzmów Stanisława Leca "Myśli nieuczesane". Swoją drogą- polecam. 

poniedziałek, 11 czerwca 2018

Ćwiczymy mowę i rozwijamy umysł. Nasze propozycje dla najmłodszych i nie tylko

06:11:00

Dzieci od samego urodzenia nabywają nowe umiejętności. Od chwytania zabawki, po machanie rączkami na pożegnanie. Od gaworzenia, pierwszych krótkich słów, aż do tworzenia własnych zdań. Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam, w jaki sposób my wspieramy rozwój mowy u Anielki i zaproponować świetne gry edukacyjne i logopedyczne dla waszych dzieci.



Edukacja i zabawa na pierwszym miejscu

W wychowaniu Anielki stawiamy głównie na miłość, zrozumienie i wsparcie. Te trzy wartości są nieodłącznym elementem naszego rodzicielstwa. Zabawy, spacery i wspólne wykonywanie obowiązków- tak wygląda codzienność każdego rodzica. Jednak spędzanie czasu z dziećmi to nie tylko psoty i figle, to również edukacja. Jednym z najważniejszych obowiązków każdego z nas jest wspieranie rozwoju naszych pociech.
Nieważne, w jakim wieku są wasze dzieci. Być może dopiero uczą się mówić, a może już składają pierwsze zdania. Może macie problemy logopedyczne i chcecie poćwiczyć? Mam propozycję dla wszystkich z Was.
Pierwsze książeczki dla najmłodszych

Wyobraźnia, komunikacja i stymulowanie mózgu

Przede wszystkim, należy podkreślić, że ćwiczenie mowy i czytanie ze zrozumieniem u dzieci jest bardzo ważne. Tak naprawdę od pierwszych dni życia powinniśmy pomagać im w tym niezwykle fascynującym i ważnym etapie. No, ale jak to od pierwszych dni życia? Niemowlaka chyba nie trzeba uczyć mówić? Oczywiście, że nie trzeba tego robić, ale możemy od samego początku pokazywać, że oprócz niewerbalnej komunikacji (przytulanie, karmienie, dotyk) istnieje również komunikacja werbalna (mowa i śpiew). Dzięki temu nasze pociechy od najmłodszych lat będą uczyć się poprawnego języka, co z pewnością zaowocuje w przyszłości. Poprzez zabawy i gry logopedyczne nasze dzieci ćwiczą nie tylko mowę, ale również pamięć, wyobraźnie i stymulują mózg. Brzmi świetnie, prawda?
Książeczki logopedyczne dla najmłodszych

Nasłuchiwanie i obserwacja dla najmłodszych

Buzia mi się nigdy nie zamyka, więc odkąd Anielka pojawiła się na Świecie, mogła godzinami słyszeć mój głos. Opowiadałam jej co robię, dlaczego i jak się z tym czuję. W nocy śpiewaliśmy jej kołysanki, a za dnia opowiadaliśmy wiersze. Od zawsze staraliśmy się dużo do niej mówić, nawet jak byliśmy pewni, że nas nie rozumie. Podczas kontaktu twarz-twarz dzieci obserwują, jak poruszamy wargami, przez co łatwiej im wypowiadać pierwsze słowa, chociażby takie jak "mama" lub "tata". Kilkumiesięczne dzieci uwielbiają książeczki kontrastowe. Pomimo tego, że nie zawierają praktycznie żadnego tekstu, opowiadajcie co widzicie. W księgarni internetowej Eduksiegarnia.pl znajdziecie książeczki, które idealnie nadają się dla najmłodszych. Moim ulubieńcem jest zdecydowanie “Mój dom”, który w cudowny sposób zilustrowała Zofia Dzierżawska. Znajdziemy tam proste sceny z codziennego życia, które maluch z pewnością rozpozna i chętnie przejrzy książeczkę z każdej strony. Tego typu lektury były i nadal są dla nas hitem.
Mój dom książeczka dla najmłodszych
Propozycje na naukę poprzez zabawę
Możemy też zainwestować w bardziej rozbudowane propozycje w znacznie szerszych przedziałach wiekowych (6-36 miesięcy). Powiem Wam szczerze, że bardzo lubię takie rozwiązania ponieważ książka rośnie wraz z dzieckiem, a ceny są bardzo korzystne.

Tutaj mamy przykład zbioru zabaw językowych. Autorzy podkreślają, że jego celem jest zabawa dzieci wraz z rodzicami, której efekty przełożą się na naukę mowy, a w dalszym etapie wprowadzą w etap czytania ze zrozumieniem. Dla mnie bomba.
propozycje zabaw językowych

Książeczki i gry wspierające rozwój mowy

Powiem Wam szczerze, że marzyłam o tym etapie, w którym książeczki oraz karty przestaną być gryzione, a zaczną być czytane. Chociaż dzisiaj zdarzy się, że Anielka weźmie jakąś czytankę do buzi, to zdecydowanie częściej woli je oglądać i czytać na swój sposób. Mamy na swojej półce (a właściwie półkach:) ) dziesiątki książek edukacyjnych: od nauki kolorów, emocji do tych typowo logopedycznych, mających na celu rozwój mowy. Posiadamy też puzzle przeznaczone dla najmłodszych, które wspierają wymowę głosek, spółgłosek i uczą dopasowywać wyrazy do obrazków. Nauka mowy poprzez zabawę jest naprawdę świetna i umila nie jeden dzień. Jestem naprawdę szczęśliwa, że moje dziecko uwielbia spędzać w ten sposób ze mną czas.
Zabawy logopedyczne z dzieckiem
Propozycje zabaw edukacyjnych dla dzieci

Gry i pomoce logopedyczne

Gry i pomoce logopedyczne dla dzieci z Eduksięgarnia.pl to świetna sprawa dla nieco starszych dzieci (przeważnie od lat 5). Ja już nie mogę się doczekać, kiedy będziemy mogli z takowych skorzystać:). Nie dość, że to świetna wymówka, żeby spędzić razem czas, to w dodatku większość z nich uczy dzieci w wieku przedszkolnym oraz wczesnoszkolnym poprawnej wymowy głosek takich jak s,z,d czy nawet szy, dż, czy. Najbardziej spodobała mi się gra planszowa.
Mówię poprawnie, gra planszowa logopedyczna

Gry oddechowe

Jeżeli myślicie, że oddychanie nie jest ważne w rozwoju mowy, to się mylicie :).  Podstawą poprawnego wymawiania zdań i wyrazów jest nienaganne oddychanie. Ćwiczenia z tego zakresu (w formie zabawy oczywiście) możecie znaleźć w podręczniku autorstwa Katarzyny Szłapy, Iwony Tomasik i Sławomira Wrzesińskiego. Jest on przydatny szczególnie dla rodziców dzieci, które mają problemy z poprawną wymową. Książka daje gwarancje, że poprawią one wysławianie się dzieci z problemami jąkania, mową bezdźwięczną i opóźnieniem mowy. Cieszę się, że istnieją takie podręczniki.
Zabawy oddechowe na wesoło dla dzieci


Znacie mnie już na tyle i pewnie wiecie, że ja uwielbiam kupować książki nie tylko dla Anielki, ale również dla siebie. Uważam, że nauka poprzez zabawę powinna być nieodłącznym elementem wychowania dzieci już od samego początku rodzicielskiej drogi. Z pozoru zwykła książeczka może otworzyć drzwi do wyobraźni naszych pociech i zaowocować w przyszłości. Cieszę się, że znalazłam księgarnie internetową, którą z czystym sumieniem mogę Wam polecić. Wiem, że każde dziecko rozwija się w swoim tempie niezależnie od tego, jak bardzo się staramy. Dlatego przedstawiliśmy Wam propozycję zarówno dla najmłodszych, starszych oraz dzieci z problemami wymowy.

Uczymy się mówić
Pomoce logopedyczne dla dzieci i rodziców


sobota, 9 czerwca 2018

Zupa na wywarze mięsnym to trucie nie tylko dziecka, ale całej rodziny?

11:04:00

Ostatnio przeczytałam post na jakiejś grupie i mocno się zdziwiłam. Właściwie, to nawet się trochę przestraszyłam. Jak się okazało, moje kuchenne podboje mogły zagrażać życiu moim bliskim! U nas praktycznie codziennie jakieś zupy. Większość gotuję na mięsie, o czym pisałam TUTAJ. Często na płatach, ale również udkach, polędwicy i skrzydełkach od kurczaka. Dyskusja na tej grupie dotyczyła gotowania zup bez mięsa z kośćmi. Jak się okazało, istnieją badania, które mówią o tym, że to właśnie w kościach zwierząt znajdują się toksyczne substancje, które za życia trafiają do organizmów zwierząt. Podczas gotowania mięsa z kośćmi, do wody przenika ołów i tak o to jemy smaczną i zdrową zupkę z całym złem tego Świata. Zdębiałam. 

Gotowanie zup dla niemowląt.

Zacznijmy od tego, że dla niemowląt nieco inaczej powinno gotować się zupy i ja to całkowicie rozumiem i również tak robiłam. Osobno gotowane było mięso, osobno warzywa. Do wywaru warzywnego dodawałam pokrojone już na części samo mięso, bez kości. Takie zupki przygotowywałam Anielce do ok. 13-14 miesiąca życia, aż w końcu zaczęłam większość zup robić na wywarze mięsnym. Teraz już robię bulion mięsny (ale zawsze staram się, żeby był "chudy") i do niego wrzucam kolejno składniki. Według opinii dietetyków i ekspertów w żywieniu niemowląt zupy na wywarze mięsnym można podawać stopniowo od ok.10 miesiąca życia. No, ale co z tymi kośćmi?

Nigdy nie pomyślałam, że gotując zupę dla rodziny, mogę im fundować darmowy zastrzyk szkodliwych substancji. Ponieważ, tak jak wspominałam wcześniej, ogórkowa na udkach to najlepsza zupa, jaką do tej pory udało mi się zrobić:). I zaczęłam szperać w komentarzach z nadzieją, że znajdę podobne "złe matki", które przygotowują obiad podobnie. Znalazły się, uff. I nawet podzieliły się linkami i cytatami do artykułów, które wcale nie są takie jednoznaczne. Samej ciężko mi było znaleźć cokolwiek "konkretnego" i podpartego naukowymi badaniami, chyba właśnie ze względu na to, że opinie są bardzo sprzeczne. Zapytałam również koleżanki, która właśnie pisze pracę magisterską z dietetyki, czy o czymś takim na studiach słyszała. Odpowiedź brzmiała: NIE. 

Kości są zdrowe?
Wywary z kości są bardzo zdrowe i działają leczniczo na problemy z układem kostnym oraz jelitami. Podobne, chociaż nieco okrojone właściwości ma domowy rosół. Dobrze ugotowana zupa działa przeciwzapalnie i pomoże zwalczyć popularną dolegliwość występującą po sobotniej nocy zwaną Katzenjammer. Oprócz tego: Rozgrzeje, uleczy złamane serce oraz sprawi, że choroba nieco odpuści. Kolagen, który występuje w kościach zwierzęcych sprawi, że nasza skóra będzie jędrniejsza. O tych oraz wielu innych właściwościach możemy przeczytać w wielu poradnikach. Wiadomo, dzieci nie muszą jeszcze dostarczać kolagenu do swojego organizmu, ale z pewnością domowy rosół pomoże im w walce z chorobą i dostarczy wielu składników odżywczych. Więc jak to jest?


Mięso mięsie nie jest równie. Nie ma co się łudzić- w dzisiejszych czasach ciężko kupić cokolwiek bez chemii, pestycydów oraz antybiotyków. Myślę, że kluczem do zdrowego żywienia jest rozsądek i umiar. Możemy raz na jakiś czas ugotować ciepły posiłek na maśle albo warzywnym wywarze, ale nie dajmy się zwariować. Ogórkowa na udkach też nie zaszkodzi, pod warunkiem, że mięso będzie pochodziło z pewnego źródła. No i ciepły rosołek z oczkami w niedzielne popołudnie, kto nie lubi? 

Chociaż nawet najbardziej pewne źródło czasami okazuje się oszustwem. Przypomniało mi się, kiedy Kasia pod postem o diecie Anielki napisała, że "dobra sól tylko na zdrowie wychodzi". Faktycznie, możemy używać soli za złotówkę, ale możemy zainwestować w nieco droższą (np. różową himalajską). Podobnie jest z mięsem. Im bardziej szczęśliwy indyk, tym bardziej zdrowe danie. 


Ja nie zrezygnuję z dotychczasowego sposobu przygotowania obiadów, ale postaram się nieco urozmaicić podstawę wywarów. Przyznam szczerze, że chyba nigdy nie jadłam zupy na maśle! Udało mi się nieco zaspokoić swoją ciekawość i trochę podniosłam się na duchu. Nigdy wcześniej nie słyszałam o takich teoriach, ale w sumie były one do przewidzenia. 

Badania potwierdzające występowanie bardzo dużej ilości ołowiu w bulionie kostnym.

" Ze względu na niebezpieczeństwa wynikające ze spożycia ołowiu przez organizm ludzki zalecamy, aby lekarze i dietetycy brali pod uwagę ryzyko skażenia ołowiem podczas udzielania pacjentom porad dotyczących diety z bulionem kostnym."

Badania, które mówią o tym, że w bulionie kostnym ołowiu jest mało i nie zagraża on zdrowiu.

"Buliony kostne / zupy są ważnymi pokarmami ze względu na ich smak, składniki odżywcze, a nawet działanie lecznicze. Ich wartości odżywcze, a w szczególności poziom wapnia, zwróciły uwagę, ale systemowa ocena metod ich wytwarzania i zakresu stężeń wapnia jest niewielka, podobnie jak ryzyko zdrowotne związane z przyjmowaniem toksycznych metali, takich jak ołów, które często towarzyszą minerałom kostnym. "


Weźmy pod uwagę jeszcze jedną rzecz. Istnieje różnica pomiędzy gotowaniem specjalnego bulionu kostnego, a robieniu np. krupniku na żeberkach. Trzeba jeszcze dodać, że rzadko gotujemy zupę na samych kościach, skórze i chrząstkach, a nasze zupy nie składają się z samego tłustego mięcha. Wszystko z głową kochani. Nie dajmy się zwariować! No i kupujmy jedzenie z zaufanych źródeł! 



Przedstawiony materiał to moja osobista opinia. Jak u Was wygląda gotowanie zup?

niedziela, 3 czerwca 2018

Dlaczego nigdy nie pójdę z dzieckiem do cyrku.



Ludzie są naprawdę dziwni. Walczą o dobro każdego zwierzęcia, udostępniają na swych Facebook'owych tablicach informację o kolejnym maltretowaniu bezbronnego czworonoga, apelują o wpłaty na konto Fundacji, przestrzegają przed zostawianiem pupili w autach. I super, jestem jak najbardziej za, ponieważ cały anielkowy team zwierzęta kocha i traktuje jak członków rodziny. 

Ale z drugiej strony, Ci sami ludzie, kiedy tylko nadarzy się okazja, wybierają się ze swoimi dziećmi do cyrku. 
Nigdy w cyrku nie byłam. Olka, jak możesz pisać o miejscu, którego na oczy nie widziałaś? Pogrzało Cię do reszty! Hipokrytko ty, matko od siedmiu boleści! Wiesz jak tam- w Cyrku jest kolorowo i fajnie?
Domyślam się. Kiedy do mojego miasta wita cyrk, wszystkie ściany i słupy z ogłoszeniami wołają "Zabierz dzieci do cyrku, niech zobaczą dzikie zwierzęta, które powinny być na wolności, ale są tu, dla Was".

Nienaturalne jest wymaganie od zwierząt rzeczy, zarezerwowanych tylko dla ludzi. Każda istota na tej Ziemi ma swoją naturę, w którą nie powinniśmy ingerować. Czy tylko dla mnie zwierzęta, które wykonują ludzkie czynności, są czymś głupim i przykrym? Jak to się dzieje w ogóle, że czworonogi, które przeważnie żyją w stadzie, z dala od człowieka potrafią usiąść na zawołanie albo pokonać przeszkody? 

Tak to się dzieje kochani, że te zwierzęta są bite i maltretowane. Nierzadko potrzeba miesięcy, a nawet lat, żeby "wytresować" np. lwa albo wielbłąda. Tresury te nie mają nic wspólnego z humanitarnymi sposobami! Jeśli myślicie, że da się oswoić słonia na tyle, że będzie siadał na krześle i posłusznie machał trąbą, to się ogromnie mylicie. To są tygodnie, miesiące i lata kar oraz nagród. Uprzykrzania życia w postaci bicia, braku dostępu do pożywienia i wyciszania natury. Cyrkowe zwierzęta rodzą się po to, żeby żyć w stadzie, rozmnażać się i walczyć o przetrwanie z innymi gatunkami. A nie po to, żeby jeździć w ciasnych klatkach, od miejsca do miejsca i pozornie sprawiać radość Waszym dzieciom. I nikt się do tego nie przyzna, bo to czysty biznes. Inwestycja, która zbiera krwawe żniwa. I każdy, kto idzie do cyrku ma w tym swój udział i ja tego całkowicie nie popieram. I te wszystkie szopki z udziałem niewinnych, bezbronnych zwierząt skończą się tylko wtedy, kiedy przestaniemy je popierać i otworzymy oczy. Naprawdę wierzę, że macie swoim dzieciom do zaoferowania inne rozrywki i możecie zrezygnować z wyjścia do takiego miejsca.

Wyobraź sobie, że masz swoją rodzinę. Pracujesz, opiekujesz się dziećmi i wiesz, że to Twoje miejsce na Ziemi. Nagle porywa Cię jakiś typ i pakuje w klatkę. Jedziesz godzinami w ciasnej przyczepie. Musisz robić pod siebie i bardzo chce Ci się pić. Nikt nie reaguje na Twoje potrzeby i w tyłkach mają, że tęsknisz. Stawiasz opór, bo w Twojej naturze leży bronienie się. Za każde nieposłuszeństwo dostajesz prądem po dupie. Nikt nie będzie z Tobą rozmawiał i tłumaczył Ci, dlaczego tak. No bo przecież to jest bez sensu. Masz się bać i ma Cię boleć, bo wtedy pokorniejesz i zaczynasz się słuchać. Absurdalne porównanie? Być może, ale absurdem jest cały cyrk.

Warto również zaznaczyć, że wizyta w Cyrku nie ma żadnych celów edukacyjnych, jest tylko formą rozrywki. Ukazuje nieprawdę o zwierzętach np. dlatego, że w naturze ich nie leży skakanie przez obręcz. W Polsce wciąż trwają debaty, są podpisywane petycje dotyczące zaprzestania udziału zwierząt w takiej formie rozrywki. W 2016 roku wrocławianie zdziwili się, kiedy w Cyrku nie zobaczyli żyjątek. Jednak nie spodobało się to zarówno organizatorom, jak i gościom, więc następne pokazy odbyły się już z uczestnictwem biednych, skrzywdzonych zwierząt. W 2016 roku Hanna Gronkiewicz- Walc oznajmiła, że podpisała zarządzenie dotyczące zakazu organizowania przedstawień cyrkowych z udziałem zwierząt w Warszawie. Jest to niestety tylko kropla w morzu potrzeb. Całkowity zakaz występowania zwierząt w cyrkach wprowadziły Państwa takie jak Grecja, Peru, Słowenia, Holandia i Szkocja. Wielkie brawa. Czy to nie dowodzi przypadkiem, że problem jednak istnieje? Oczywiście, że tak.


Nigdy nie popierałam, nie popieram i popierać nie będę. Nigdy nie rozumiałam i nie zamierzam. Na tym Świecie jest już wystarczająco dużo zła. Wizytę w Cyrku można zastąpić czymś innym, np. wizytą w schronisku. No ale, przecież to wcale nie jest przyjemnie i nie będzie zabawy. To od Was zależy, czego nauczycie swoje dzieci. Być może będzie to zgadzanie się na przetrzymywanie dzikich zwierząt w klatkach i wchodzenie butami w ich przestrzeń i naturę w imię pozornej "zabawy". A może będzie to świadome niezgadzanie się na znęcanie nad zwierzętami i pomoc potrzebującym? 

Zdecydujcie Sami.




piątek, 1 czerwca 2018

Na macierzyństwie Świat się nie kończy, on się dopiero zaczyna!

12:31:00

Czy wierzę w przeznaczenie? Nie wiem. Ale jestem pewna, że każdy człowiek, którego spotykamy w naszym życiu, zmienia je, chociaż w jakimś stopniu. Każda sytuacja, nawet ta patowa- ma jakiś sens. Chociażby jego cień. 

Jaka byłam, zanim pojawiła się Anielka? Troszkę zapracowana, bardzo zapatrzona w siebie. Czy byłam wtedy szczęśliwa? No pewnie. Ciągle szukałam swojego miejsca na Ziemi i chciałam wszystko brać garściami. Właściwie nie brałam- ja domagałam się. Miałam dużo planów, kilka marzeń w tylnej kieszeni i nigdy nie wiedziałam, jak zacząć układać to wszystko. Z jednej strony chciałam zmian, udoskonaleń a drugiej strony (mimo wszystko) podobało mi się miejsce, w którym jestem. Paradoks:)

Wiecznie coś było nie tak: to za krzywa jestem, to hajs się nie zgadza, to praca nie taka. To rutyna się wkradła, miłość się wypalała, ja wiecznie niezadowolona. Niby wszystko dobrze, a jednak coś wiecznie nie tak. Myślę, że za dużo wymagałam od innych, a za mało od siebie. 

Mało osób o tym wie, ale posiadanie dziecka było dla mnie takim niepewnym marzeniem. Wiedziałam, że będę mieć kiedyś cudowną córkę (albo syna), ale nie wiedziałam tylko, kiedy. Zawsze marzyłam, żeby stworzyć rodzinę. Wiedziałam, że za kilka lat zostanę szczęśliwą mamą i żoną. 

Chociaż początki mojego macierzyństwa były dla mnie trudne, to odnalazłam się w tym wszystkim. Zajęło mi to dużo czasu, ale teraz jestem najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi. I to jest ten rodzaj szczęścia, którego nikt mi nie zabierze. A spróbowałby ktoś tylko!

Ludzie często się śmieją z matek, że nie mają większych ambicji od urodzenia dzieci i stworzenia rodziny. Myślę, że z ambicjami jest jak z charakterem- każdy ma inne i trzeba je tolerować. Wcale nie trzeba się z nimi zgadzać albo, co gorsza, (o zgrozo!)- akceptować i popierać. Uważam jednak, że nie nam oceniać i zaglądać do cudzych marzeń, myśli i łóżka:). Nie każdy musi mieć tytuł doktora i własny dom, żeby być szczęśliwym i spełnionym. Bo szczęście to pojęcie względne, a każdy definiuje je na własny sposób. 

Troszkę odbiegłam od tematu. Wcale nie dziwię się osobom, które odwlekają rodzicielstwo albo w ogóle jego nie planują. Tak jak wspominałam już wyżej, każdy ma swoje cele, ambicje i marzenia. Raczej nie jestem z tych matek, co uważają urodzenie dziecka za najlepsze osiągnięcie. Madką też nie jestem, żeby wyzywać od bezdzietnych lambadziar kobiet po trzydziestce :) Nie zaglądam ludziom w podwórka i nie oceniam. Ot, taka ze mnie super babka!

Co nie zmienia faktu, że dzięki mojej córce stałam się naprawdę lepszym człowiekiem i osiągnęłam chyba apogeum szczęścia. Wychowuję naprawdę świetną bestię, a przy tym mam trochę czasu dla siebie i czuję się ze sobą lepiej, niż kilka dobrych lat temu. Brak makijażu? Kurde, to nie problem. Full make-up ? Wow, udało mi się ! I tak wiecie, doceniam co mam. Bo mam naprawdę wiele. 

Mam coś, co kiedyś było tylko marzeniem, a teraz dzieje się naprawdę. Bo mam coś, co mnie uszczęśliwia. Mam coś, co uśmiecha się do mnie, zaczepia w nocy i upierdliwie trzyma za nogę. Mam dziecko, któremu chcę wpajać wartości, bronić, kiedy trzeba i wychowywać. I chcę to robić jak najlepiej. Bo ona jest tego warta. Bo jestem zakochana. 

Oczywiście, bycie rodzicem to nie są tylko cudowne chwile usłane różami. To ciężkie decyzje, wydatki, choroby, często rezygnacja z czegoś, zmęczenie i bezsilność. Ale w sumie chyba nie ma takiej rzeczy, która dawałaby nam tylko satysfakcję, a nie dawała czasami popalić. Wszystko ma swoje wady i zalety. Dosłownie wszystko. Nawet idealna Latte prosto ze Starbucks'a potrafi też czasami oparzyć nasz język. 

Mam już cel i nadal kilka marzeń w kieszeni, ale teraz przynajmniej wiem, w którym kierunku mam iść. Świat na macierzyństwie się nie kończy, on dopiero się zaczyna. Macierzyństwo daje kopa do działania, ukierunkowuje nasze życie i sprawia, że niemożliwe staje się możliwe. Jestem wdzięczna za to, co mam, chociaż stojąc z boku można pomyśleć " przecież ona ma tak niewiele". Mylisz się, mam już prawie wszystko. 


Spodobał Ci się wpis? Daj znać klikając "Lubię to" na Facebook. Będzie mi strasznie, strasznie miło!



Aleksandra.

wtorek, 29 maja 2018

Jak będziesz niegrzeczny, to pan Cię zabierze!

06:24:00



-Nie bądź niegrzeczny, bo przyjdzie Pan i Cię zabierze!- straszy matka.

-Jak będziesz tak krzyczał, to ja Cię zabiorę!- wtrąca się starsza Pani obok.

Znane? No pewnie. Niestety. Metody na "uspokojenie dziecka" rodem z PRL wciąż są na topie i robią wielką furorę wśród nieświadomych ludzi. Tylko, czy aby przypadkiem nie wyrządza się dziecku krzywdy takim straszeniem? Uważam, że istnieje wiele innych metod (ludzkich i mądrych) na zapanowanie nad dzieckiem, niż właśnie ta.



Wychowałam się wraz z dwójką starszych braci, którzy nie omieszkali wprowadzić do mojego słodkiego dzieciństwa nuty grozy i rozpaczy. Dzisiaj nawet się z tego śmiejemy, ale wtedy nie było mi kompletnie do śmiechu. Pamiętam lęk, bezradność i zakłopotanie, kiedy wmawiali mi, że w ścianie są potwory. Mówili, że w szafie są duchy, a samoloty spuszczają bomby na niegrzeczne dzieci. Pamiętam, kiedy babcia zabierała nas na działkę, a ja za każdym razem, kiedy leciał samolot chowałam się do altanki z nadzieją, że mnie nie wypatrzą. Naprawdę się wtedy bałam! Zresztą, ten rodzaj strachu pamiętam do dzisiaj. Nigdy rodzicom tego nie powiedziałam, nie wiem czemu. Mama na pewno zrobiłaby z tym porządek. Ale ja byłam tylko dzieckiem. Dzieckiem, które nie poszło spać, dopóki rodzice się nie położyli. Oczywiście, ze strachu. 



Macierzyństwa i wychowania Anielki uczę się ciągle. Raczej nie zaglądam i nie podważam metod innych rodziców, ale myślę, że z tym wszyscy powinniśmy się zgodzić: STRASZYĆ DZIECI NIE WOLNO.



Nie wolno, bo wyobraźnia dzieci raczej nie zna granic i boją się one już tylu rzeczy, że strachu im wystarczy. Anielka np. boi się, kiedy ktoś tak świetnie odpala auto, że aż piszczą opony. Ma stracha, kiedy widzi, jak drzewa kołysze wiatr. Potrafi spojrzeć w okno i powiedzieć- "Boję!". Tak więc strach jest nieodłącznym elementem życia zarówno dzieci, jak i dorosłych. Dlaczego więc dokładać im tego więcej? No i dlaczego straszyć je innymi ludźmi? Tylko po to, żeby w szkole bały się woźnego, albo spierdzielały na widok starszej Pani z chustą na głowie i z balkonikiem? Ja rozumiem, że pełno pedofilii, porywaczy i cyganów, którzy naprawdę porywają dzieci. Ale nie wierzę, że żaden rodzic nie widzi różnicy pomiędzy uświadamianiem a straszeniem. Dzieci rozumieją naprawdę dużo rzeczy. Bezsensowne straszenie dzieci to też jest przemoc.W ogóle straszenie kogokolwiek to przemoc i podchodzi pod paragraf. 



Mam nadzieję, że moja mama zaakceptuje ten post i pozwoli mi go opublikować:) 



Jakiś dłuższy czas temu, moja mama przewija Anielkę, która -jak wiadomo- nie lubi takich czynności. Nagle słyszę:

-Anielka, bo pan patrzy!
Podbiegam, żeby zobaczyć, o co chodzi. Widzę Anielkę, której wzrok wędruje po ścianach i chyba faktycznie wypatruje tego pana.
Potrzebowaliśmy trochę czasu, żeby mama oduczyła się, że średniowieczne metody już nie powinny być stosowane. Powiedziała mi, że kiedyś prawie wszystkie dzieci się straszyło i że to było normą. Spoko mamo, tak samo jak dawanie zupy przez butelkę!:)



Wiecie, ciężko się pogubić w tym dzisiejszym rodzicielstwie. Z jednej strony huczą: Bezstresowe wychowanie! Z drugiej: Rodzicielstwo Bliskości! A z trzeciej: Autorytatywne Wychowanie! A z czwartej jeszcze inne. Myślę, że nie powinniśmy przyczepiać sobie takich etykiet. Wierzę, że najlepszą metodą wychowania jest słuchanie rozumu, serca i potrzeb zarówno rodziców, jak i dziecka. Co nie zmienia faktu, że nie potrzeba psychologów i filozofów, aby stwierdzić, że wywoływanie u dziecka lęku to dno i wodorosty.



Wiem, że często zdarzają się sytuacje, że obcy ludzie zaczynają straszyć cudze dzieci. Nigdy na szczęście nie miałam takiej sytuacji z Anielką, ale pamiętam, że zanim zaszłam w ciążę, byłam świadkiem podobnego zdarzenia. Schemat dosyć znany: Kolejka w markecie. Przy kasie naprzeciwko stoi matka z dzieckiem robiącym tzw. "sceny" a za nimi starsza babeczka, która odzywa się do dzieciaka z tekstem:

- Jak jesteś taki niegrzeczny, to ja Cię zabieram!
Oczywiście, chłopiec zaczął jeszcze bardziej "dokładać do pieca", aż matka zrezygnowała z zakupów i wyszła. Na słowa starszej Pani nie zareagowała. Ja też nie, bo jakoś jeszcze wtedy za bardzo nie oceniałam takich zachowań i nie analizowałam błędów. Sytuacja jak dziesiątki innych. Kto by pomyślał, że za jakiś czas ja będę musiała o tym myśleć:)



Najbliższe otoczenie dziecka to osoby, którym ufa bezgranicznie. Dzieci słuchają nas i chłoną jak gąbki. Skąd wiemy, czy strach dziecka o cokolwiek, nie jest spowodowany naszymi słowami? Dlaczego dzieci budzą się w nocy? Może nie od niewłaściwych bajek, a od naszych nieprzemyślanych słów, które pamiętają? Może ten pan przychodzi do niego w nocy? A może ta pani z wyobraźni dziecka wygląda identycznie jak nowa opiekunka?



Ja nie jestem świętą krową i też popełniam różne błędy, jeżeli chodzi o metody zapanowania nad płaczącym (wydzierającym się) dzieckiem. Ale nigdy nie pomyślałam, że straszenie dziecka jest dobre i na pewno poskutkuje. Alek dwa razy złapał mnie na podobnej próbie manipulacji Anielki. Dostałam od niego reprymendę, tak samo, jak on kilka razy dostał ode mnie. Staramy się wszyscy panować nad słowami i myśleć, co mówimy. 



Wychowywaniu dzieci w strachu, obawach i uczuciu zagrożenia mówię stanowcze NIE. I obiecuję, że będę jeszcze bardziej kontrolować słowa. 






#kochamniestraszę a TY?

piątek, 25 maja 2018

Mama nie jedno ma imię♥

12:06:00

Mama nie jedno ma imię.

Mama to miłość, bo kocha bezwarunkowo.
Mama to słońce, które świeci przez całe życie.
Mama to deszcz, który zmywa wszystkie smutki.
Mama to dobre słowo, które podnosi na duchu.
Mama to ciepło, które nigdy nie przestaje grzać.
Mama to dom, do którego zawsze można wrócić.
Mama to przyjaciel, na którym nigdy się nie zawiedziesz.
Mama to wojownik, który ma nieskończone pokłady sił.
Mama to kobieta, która nigdy się nie starzeje pomimo wieku.
Mama to otwarte ramiona, w które zawsze można się wtulić.
Mama to stanowczość i pewność, które nigdy nie zawodzą.
Mama to serce, które bije dla swoich dzieci.
Mama to ognisko, które nigdy nie gaśnie.
Mama to cierpliwość, bo czeka na Ciebie zawsze.

Nie wystarczy urodzić dziecka, żeby nazwać się matką.  Mamą stajesz się wtedy, kiedy oddajesz serce i czas. 
Nawet jeśli nie ma z Tobą jej tu,na Ziemi- Pamiętaj, że ona kocha Cię bezwarunkowo, a ta miłość jest wieczna.

Pamiętajmy zawsze o kobietach, które nas wychowały i dały swoje ciepło. Nie tylko od Święta. 




niedziela, 20 maja 2018

Płukanie nosa i zatok, czyli nie taki diabeł straszny, jak go malują?

01:43:00

Dopadło mnie. Nie powiem, strasznie zawiodłam się na Aceroli i moim zdrowym trybie życia. Śmiem twierdzić, że to przez ostatnie wiatry, które momentami obrywały głowy. Jestem osobą, która rzadko choruje. Parę dni temu stało się niemożliwe. Ból oskrzeli, zapchane zatoki i kaszel. Nie mogę pozwolić sobie na chorowanie- mam córkę, którą trzeba się zająć i szkoda mi życia na choroby. Przez trzy dni robiłam wszystko, żeby przeziębienie szybko mnie opuściło. Dzisiaj jest już o niebo lepiej, ale wstałam z takim bólem szyi i barku, że nikomu nie życzę takich cierpień. No ale, ulżyło mi na zatokach, a moje samopoczucie jest o niebo lepsze. 

Wczoraj Alek, jak jakiś wybawiciel na białym koniu przyniósł mi Irigasin. Nie jestem uprzedzona do takich wynalazków, więc postanowiłam od razu spróbować. W internecie widziałam nie raz płukanie zatok u małych dzieci, które z tej czynności miały niezłą frajdę. Dlaczego ja miałabym nie zobaczyć, jak to jest?
Wsypałam dwie saszetki z dwunastu dołączonych do opakowania  do irygatora (ta miękka buteleczka), zalałam ciepłą, przegotowaną wodą i zabrałam się do roboty:). Przyłożyłam butelkę do jednej dziurki od nosa i lekko naciskałam ją. Pierwsze płukanie było dosyć nieprzyjemne. Woda z solą (bo to czysta NaCl), leciała mi do gardła i miałam wrażenie, że się topie. Co nie zmienia faktu, że nos mi się czyścił, a roztwór wylatywał przez drugą dziurkę. Wiedziałam, że coś robię nie tak (Ola, weź się naucz czytać ulotki!) i przeczytałam, jak to powinno wykonywać się poprawnie. Za drugim razem otworzyłam lekko usta, zaczęłam oddychać przez nie i pochyliłam się nad zlewem. Zabieg był o wiele przyjemniejszy i efekt był naprawdę świetny, ale! Niestety, nie trwał zbyt długo. Po pół godziny miałam znowu zawalony nos. Jednak uważam, że warto. Pół godziny spokoju i oddychania nosem to naprawdę dużo. Mogłam za ten czas zjeść i napić się kawy. No i sam fakt, że OCZYŚCIŁAM nos, czyli pozbyłam się tej wydzieliny, chociaż w małym stopniu, to naprawdę dużo. Nie wiem, czy to efekt płukania, ale dzisiaj wstałam bez zapchanego nosa i mogę normalnie oddychać. 
Płukanie zatok i nosa polecany jest przy alergiach, bólach głowy związanego z zatokami oraz ogólnej higienie nosa. 
Jeżeli chodzi o to, czy zastosowałabym irygacje u Anielki, to myślę, że tak, ale musiałby nam to zalecić lekarz. Nie ma co kombinować ze zdrowiem naszych dzieci. Wiem, że zabieg ten przynosi wielką ulgę i pozwala naprawdę pozbyć się tej wydzieliny, ale istnieją przeciwskazania do stosowania tego typu preparatów. 
Przede wszystkim, nie wolno płukać zatok i nosa, jeśli mamy zapalenie uszu. Również nie możemy go stosować, jeśli mamy stwierdzoną nadwrażliwość na chlorek sodu. Najlepiej, jeśli polecimy się lekarza, czy w ogóle jest nam potrzebny taki zabieg. 
Na rynku istnieje wiele preparatów do płukania zatok i nosa. Ja mam Irigasin, który kosztuje ok. 30 zł, ale są jeszcze inne m.in: Fixin (ok. 16 zł), Respimer (ok. 30 zł). Można też samemu przygotować taki zestaw, wystarczy mała butelka z dziubkiem i sól (lepiej kupić w aptece NaCl, ponieważ ta apteczna jest sterylna).  

Większość producentów mówi o tym, że dzieci poniżej czwartego roku życia mogą stosować preparat tylko za zgodą lekarza. Co nie zmienia faktu, że najlepiej wszystkie takie infekcje i sposoby ich leczenia skonsultować ze specjalistą. Wiem, że nie wszystkim dzieciom podoba się płukanie nosa i wcale im się nie dziwię. 

Jeżeli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat, zachęcam do odwiedzenia linku: Jak wykonać zabieg płukania nosa i zatok.  Tutaj macie fachowo napisane co, jak i kiedy. 

 

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

Na koniec łapcie filmiki, w których dzieci płuczą sobie nosek i zatoki:). 




Stosujecie irygację? Zdecydowalibyście się na taki zabieg u Waszych pociech? Koniecznie podzielcie się opinią!

niedziela, 13 maja 2018

Po co rodzimy dzieci, skoro nie potrafimy się nimi zająć?!

06:25:00


Piękna, zadbana kobieta, której dziecko właśnie odstawia cyrki to zapewne nowobogacka baba, która nie ma czasu dla dziecka, dlatego jest takie rozwydrzone.
Skromna, nieogarnięta kobieta, której dziecko przy kasie wpadło w furię, nazwana jest patologią.
No bo przecież, wychowanie dzieci jest takie proste. Bo co to za matka, która nie potrafi ogarnąć bachora? No i po co w ogóle rodzi dzieci, skoro sobie z nimi nie radzi? 
Zapomniał wół, jak cielęciem był. Jak mu matka tyłek podcierała, jak wył w sklepie, bo chciał samochodzik. Zapomniał wół, jak zatruł się pomidorówką i pobrudził wszystkie ściany. Zapomniał wół, że kiedyś też był gówniakiem a jego matka nie raz  zrobiła jakaś głupotę. Zapomniał wół, jak uciekał tam, gdzie pieprz rośnie, kiedy ojciec chciał mu dać klapsa.
Takie czasy mamy kochani, bardzo smutne z resztą, że ludzie nie mają własnego życia i uwielbiają żyć cudzym. Takie czasy mamy, że zamiast rozwiązywać swoje problemy, człowiek rozwiązuje czyjeś, bo łatwiej. Dzieciaki zaczęły przeszkadzać, bo krzyczą i żyją. Dla starszych ludzi obowiązkowa eutanazja, bo tylko zajmują miejsce w komunikacji i oddychają powietrzem, które już im się nie należy. W ogóle wszystkich, którzy przeszkadzają, powinno się spalić albo utopić, no ewentualnie zjechać ich w internecie. Dla zasady. Dla dowartościowania się. 
Łatwo stać z boku i oceniać wszystkich wokół, ale naprawdę ciężko spojrzeć w lustro i wytknąć wszystkie swoje błędy i porażki. Zadziwiające- najlepsi rodzice to tacy, którzy sami nie mają dzieci. Ci są nieomylni i wspaniałomyślni. Takim to dobrze, wszystko jest takie proste. 
Chciałabym każdemu, komu przeszkadza moje dziecko zakomunikować:
Zdradzę Wam pewien sekret: Dzieci czasami płaczą, rzucają się za ziemię i robią cyrki. Dzieci są uparte i głośne. Być może to jest ich reakcja, na Twoją smutną twarz i mało wartościową osobowość. Wychowanie nie ma tu nic do rzeczy, bo my rodzice, jesteśmy czasami bezradni. I chociaż staramy się, jak możemy, nie jesteśmy w stanie wszystkiego przewidzieć i nad wszystkim zapanować. Jeśli przeszkadza Ci moje dziecko, albo jakiekolwiek inne, pamiętaj, że za kilka lat być może ten dzieciak uratuje Ci życie, albo zatrudni Cię w swojej firmie. Nie patrz na mnie krzywo, tak samo, jak ja nie patrzę się na Ciebie. Przymknij oko i ucho na moje płaczące dziecko, tak samo, jak ja robię, kiedy widzę jakie ty błędy popełniasz. Ja Ci nie ustawiam życia i nie mówię, co masz robić- tego samego oczekuję od Ciebie. Dziękuję, dobranoc! 
I na koniec cytat dnia:
"Zanim powiesz coś o moich dzieciach, spójrz lepiej za siebie"- O.S.T.R

czwartek, 10 maja 2018

Miesiąc za mną! Kto ćwiczy ze mną? I jak to zrobić żeby się nie narobić, a było zrobione?

12:19:00
Długo zastanawiałam się, czy napisać ten post teraz, czy za kilka miesięcy, kiedy efekty będą zdecydowanie bardziej widoczne i znaczące. Pomyślałam jednak, że maj to doskonały czas, żebyśmy się wszystkie tutaj zmotywowały i wzięły się do roboty! :)


Po moim wpisie o rozstępach dostałam od Was kilka bardzo budujących wiadomości. Statystyki jeszcze przez miesiąc mi szalały. Czy to nie znaczy przypadkiem, że my, matki chciałybyśmy, jednak coś nas blokuje? Cieszmy się wszyscy, że mnie zawsze motywuje Alek do takich tematów i mówi "Rob, Ola! Czego się wstydzisz? Nie ma czego...". Zasłużył po raz kolejny na jakieś serducho od Was abo lajka:)
Słuchajcie, zanim pojawiła się Anielka, ja byłam naprawdę szczuplutką dziewczynką. Zabawne, że wtedy miałam mnóstwo kompleksów i wstydziłam się ubierać krótkie spodenki, haha. Nie wiem, czy to kwestia właściwej osoby przy boku, a może macierzyństwo serio zmieniło mi mózg i coś w nim poprzestawiało.
Ja jestem leniem śmierdzącym i jeszcze do niedawna nie dało się mnie namówić na żadne ćwiczenia czy aktywność fizyczną. Do czasu. 
Myślę, że są dwa kluczowe powody, przez które zaczęłam ćwiczyć i mniej jeść:
Całą ciążę przechodziłam z bólami krzyżowymi, później poród krzyżowy, a po porodzie wieczny ból pleców. Słuchajcie, jeszcze nie dawno wystarczyło, że podniosłam wózek a już mnie wszystko bolało. Wstawałam nie rzadko z bólem. W desperacji kupiłam pas prostujący plecy i to był strzał w dziesiątkę. Ale o tym później. Tak więc, pierwszy powód- zdrowie i kondycja, której mi brakuje.
Drugim powodem, dla którego zaczęłam się ruszać to chęć wzmocnienia mojej siły. Często osoby niskie są postrzegane jako słabe. Zaczęło mnie to wkurzać, a  na co dzień potrzebna mi jest ta siła. I nie potrzebuję jej tylko przez wzgląd na Anielkę, ale również drugą bardzo bliską mi osobę. Tak więc ja serio potrzebuję być silną babką. Ja chcę być silną babką. Ja będę silną babką! Kto ze mną?
Po wielu przemyśleniach doszłam do wniosku, że wcale nie chcę być znowu szczupłą osobą, ale muszę pozbyć się boczków- chcę mieć kobiece kształty, ale zbite i z mięśniami. To jest mój cel i w to celuję. 

No dobrze, więc jak to wszystko pogodzić, kiedy mamy dzieci, dużo obowiązków i raczej nie mogę pozwolić sobie na siłownię?  Zapiszcie sobie te słowa na kartce i powieście tak, żebyście je widziały codziennie
Dziecko nie jest wymówką. Dziecko jest motywacją.
Przede mną jeszcze dużo pracy, bo jeszcze to nie TO. Ale mam nadzieję, że tym postem sama dam sobie kopa i udowodnię sobie, że potrafię. 
Ćwiczenia
Jestem indywidualistką, nie oglądam żadnych Chodakowskich ani Lewandowskich. Nie robię sobie żadnych skalpelów. Robię to, na co mam ochotę i tyle, na ile starczy mi sił. Rano włączam sobie jakąś piosenkę i robię przysiady i brzuszki. Biegam w miejscu i rozciągam się za pomocą taśmy. Zazwyczaj sił starcza mi na dwie trzy minutowe piosenki. W ciągu dnia bawiąc się z Anielką, robię kilka przysiadów. Gdy Anielka je zrobię kilka brzuszków. Anielka ma wtedy niezły ubaw ze mnie, ale niech się dziecko uczy od najmłodszych, że ruch to zdrowie. Wieczorem, kiedy mój szogun już śpi, idę do łazienki i wykonuję ćwiczenia. Nie są one skomplikowane, po prostu rozciągam nogi i ćwiczę pośladki. Przykładowe ćwiczenia wkleję Wam na dole. Przede wszystkim- do niczego się nie zmuszam- wszystko robię w swoim tempie. 
Dieta
Jeśli chodzi o dietę, to nie mam żadnej. Staram się jeść to samo, ale w nieco mniejszych ilościach i nie podjadam! Ratuje mnie słonecznik, który jest źródłem błonnika i naprawdę mi pomaga. Ale wiecie, to nie jest tak, że na jakaś słodkość się w ogóle nie skuszę. Ranek zaczynam od kawy, a później piję szklankę wody z Acerolą. Jem błonnik i dostarczam sobie witaminy D. 
Efekty
Dzięki pasowi prostującemu i ćwiczeniom, zapomniałam już prawie, co to jest ból pleców, czuję się lżejsza i jakoś szczęśliwsza:).   A to dopiero miesiąc! Co będzie za kolejny? 
Odstający brzuszek mi zmalał! Uda nieco się wyszczupliły. No i zaczynam widzieć mięśnie na moich rękach, a może jestem ślepa?!

Jeżeli chodzi o ten past prostujący, to mam Wam do powiedzenia kilka kwestii. Przede wszystkim- jeśli jesteśmy wyprostowani, to od razu nasza sylwetka wygląda ładniej i szczuplej. Ale! Najpierw zróbcie RTG. kręgosłupa, które pozwoli ocenić czy w ogóle jest Wam potrzebny. Następnie udajcie się do lekarza, który przede wszystkim powie, czy go potrzebujecie i zleci ćwiczenia albo wizytę u fizjoterapeuty. To nie jest takie hop siup, ponieważ możecie sobie zaszkodzić nim.  Jego noszenie może spowodować rozleniwienie się kręgosłupa a wtedy garb gwarantowany. 

Jestem zła na siebie, że nie wzięłam się do roboty wcześniej. Serio, nie wiem. Czemu wcześniej na to nie wpadłam? Tak jak mówiłam, przede mną jeszcze długa droga, ale ruch jest uzależniający. Chce się go więcej i więcej! Mam nadzieję, że Was zarażę tym wszystkim i zaczniecie ze mną... się ruszać !:)

Za parę miesięcy stanę przed Wami i powiem "Tak, to jest to. Tak chciałam i tak ma być". Tymczasem... łapcie zdjęcia (omg, znowu się przed Wszystkimi obnażam!) i bierzcie je troszkę na poprawkę. Jak wiadomo, zdjęcia nie odzwierciedlą tak dobrze rzeczywistości. Nadal mam cellulit i rozstępy (jestem trochę opalona).  No i uda, chociaż znacznie się poprawiły (w obwodzie), to nadal nie są zbite i jędrne. Wszystko przede mną. 
Jeszcze dodam tylko, że zaczęłam oglądać zdjęcia na instagramie: "Real vs Instagram", gdzie kobiety, których ciało wygląda obłędnie na jednym zdjęciu, na drugim już nie. Jak wiadomo, wszystko często zależy od pozowania. Daje do myślenia, żebyśmy nie wierzyły, że te zgrabne pośladki wcale nie mają cellulitu, albo że ten płaski brzuch jest tylko z rana, a wieczorem staje się małym balonikiem.








Dziewczyny, trzymam za Was kciuki, ale wy też trzymacie za mnie! Mam nadzieję, że kogoś zmotywuję, co?:) Do lata mamy trochę czasu.