a ANIELKOWE.PL

wtorek, 23 stycznia 2018

Po mamusi, po tatusiu czy jednak po dziadkach?

11:56:00

 

Nie raz słyszymy stwierdzenia, że dziecko ma charakter po mamie, inteligencję po tacie albo oczy po listonoszu:) Genetyka to cudowna i pełna niespodzianek dziedzina, w której nie jestem dobra. Nie mniej jednak, ten temat mnie zafascynował i spróbuję Wam w prostym języku opowiedzieć o co w niej chodzi. Wytłumaczę, dlaczego Wasze dzieci mogą mieć talenty po babci i czy możliwe jest odziedziczenie takiej cechy jak "bałaganiarz" po którymś z rodziców.

 46 chromosomów
Wszystko zaczęło się od 23 chromosomów matki i 23 chromosomów ojca. Nie mniej, nie więcej- wszyscy dali z siebie po równo, Panowie! Ale to wcale nie oznacza, że dziecko będzie w połowie kopią ojca i w połowie kopią matki. To, jakie cechy odziedziczy i po którym z rodziców najwięcej- to jest istna loteria, której nie da się przewidzieć. Weźmy np. kolor oczu. Każdy rodzic posiada gen recesywny i dominujący. Jasne to gen recesywny a ciemne- dominujący. Według nazw, gen dominujący powinien zwyciężyć a jednak ja mam oczy brązowe, ojciec Anielki niebieskie i takich właśnie oczu posiadaczką jest Anielka. Jak się więc to stało? Tak się stało, że najprawdopodobniej po mamie mam gen recesywny (czyli jasne oczy) i po połączeniu tych dwóch genów (zarówno u mnie jak i u Alka) Anielka została obdarowana niebieskimi oczami.  Dobrze, zostawmy teraz te krzyżówki genetyczne i zajmijmy się tym, co nas najbardziej interesuje!

Po kim nasze dziecko może odziedziczyć talenty?
Jak się okazuje, wcale nie musi odziedziczyć ich po rodzicach. Duży wpływ na zdolności manualne i artystyczne mają dziadkowie naszych pociech. Ponieważ rodzice często noszą geny, które u nich samych się nie ujawniły- za to mogą bez problemu podarować je swoim potomkom. Przykład- Alek nie ma zdolności technicznych, ale jego mama ma. Jest jednak takim szczęśliwcem, że po mamie odziedziczył ten gen (chociaż się nie ujawnił u niego) ale przekazał go Anielce i ona będzie posiadaczką takich zdolności. Tak więc wszyscy teraz zastanawiają się, co dobrego mogą przekazać dziadkowie Waszych pociech:)

Charakter? Po mamusi?
I tu strzeliłam sobie trochę w kolano, ponieważ jak się okazało, Anielka może mieć charakter po mnie. Zawsze reagowałam śmiechem i uśmieszkiem na teksty "cała mama, wariat po mamie, charakterna po mamie, nerwowa po mamie". Istnieje prawdopodobieństwo, że jeśli wy jesteście szaleni i impulsywni, to Wasze dziecko również takie będzie. Ale wiadomo, zawsze jest szansa, że wda się w tatę i będzie spokojne i opanowane. Ehhh, marzenie. Istnieje jednak duża różnica pomiędzy charakterem a powtarzaniem zachowań rodziców, o czym będzie później. Nie mniej jednak uważam, że przy takich małych dzieciach, nie można jeszcze mówić o charakterze. Jest na to zdecydowanie za wcześnie. Są rodzice, którzy  obydwoje są low a ich dzieci są mega high. Tak więc, to nie zawsze jest to kwestia dziedziczenia. Tak uważam. Spokojnie, wszystko da się naprawić i charakter dziecka troszkę nakierować, ale o tym też później. Jest to bardzo przydatne, bo nie chcę, żeby Anielka odziedziczyła po mnie nerwicę i ogólne roztrzepanie :)

A co z tą inteligencją?
Jest szansa, że pociecha ją odziedziczy na korzyść lub niekorzyść, ale badania udowodniają, że tak naprawdę ważna jest stymulacja rozwoju. Liczy się to, ile czasu poświęcimy dziecku przy nauce i jak bardzo zachęcimy go do samodzielnego myślenia. Tak więc u mnie jeszcze nie wszystko stracone:)

Nosek, nosek nosek!
Istnieje 75 procent prawdopodobieństwa, że Wasze dziecko odziedziczy po którymś z rodziców duży nos. Duży nos to cecha dominująca. Tak więc Alek, zabiję Cię!:)

Choroby, alergie i rodzaj skóry
Niektóre choroby możemy odziedziczyć po przodkach. Niestety, jeśli w rodzinie są kobiety chorujące np. na raka piersi to trzeba się regularnie badać i jeszcze bardziej uważać. Podobnie jest w przypadku cukrzycy. Ja jestem alergiczką, której obecnie od kilku ładnych lat alergia nie daje się we znaki Wcześniej reagowałam na sierść zwierząt, kurz i roztocza przewlekłą astmą, dlatego wszyscy jesteśmy przewrażliwieni, jeśli chodzi o Anielkę. Alex ma skłonności do zmian skórnych- często wysypuje go po kontakcie ze środkami chemicznymi.

Czy wiesz, że?
Pomimo tego, że charakter możemy odziedziczyć po rodzicach, możemy nakierunkować nasze dziecko w troszkę inną stronę. Badania udowadniają, że dzieciom, którym okazuje się dużo czułości i wychowuje się je w miłości i szacunku wyrastają na pewnych siebie, ambitnych i kochających ludzi. Mają mniej problemów w nauce i są po prostu mądrzejsi. Tak więc, przytulajcie się i wspierajcie swoje pociechy. Mi trochę ulżyło, bo z moim (uśpionym) teraz hajnidem nie jedną noc a nawet i dzień spędziliśmy na bujaniu, przytulaniu i spaniu razem. 

O tych talentach po dziadkach
Nawet największy talent nie ma szans, jeśli nie zaczniemy go pielęgnować. Wszystkie dziedziczone dobrocie musimy najpierw ujawnić a później o nie dbać. Może się okazać, że nasze dziecko ma wiele ukrytych talentów, trzeba tylko pozwolić im ujrzeć światło dzienne. To samo dotyczy się nas, tak więc- w czym jesteście dobrzy?

Nie mylmy dziedziczenia od naśladowania
I tu jest jeszcze szansa dla mnie. Anielka wcale nie musi być wybuchowa, wystarczy, że widzi jak ukradkiem rzucam talerzem przez okno albo głośno tupię nogą i to powtarza. Nie no, żart. Pamiętajmy, że takie rzeczy jak bałaganiarstwo, kłótliwość i złość dzieci mogą po prostu po nas kopiować i przekładać to na późniejsze życie. Dzieci są świetnymi obserwatorami i biorą z nas przykład.To od nas zależy co wyniosą z domu i jak to później wykorzystają.


sobota, 20 stycznia 2018

Różni nas tak wiele a jednak coś nas łączy!

11:22:00


Pewnie też marzysz o tym, żeby się wyspać, zresetować, zapomnieć, wyszaleć? Też dopiero uporałaś się z choróbskiem Twojego dziecka i Twoim? Myślisz, co by tu zrobić, żeby następnym razem temu zapobiec? A może znowu jesteś smutna i zmęczona? Aaa nie, Tym razem chodziłaś wściekła jak osa? Znowu kłótnia, znowu Cię ktoś wkurzył. Widzisz, jakie my podobne. Ja też miewam gorsze dni. Czasami miewam je codziennie. No i wkurza Cię pewnie ta pogoda. Ni to zima, ni wiosna- jak się ubrać, codziennie inna. Dosłownie, jak my same.  No i dzieci na sanki wygonić nie można. I ten wiatr, co piździ na pół Polski- w końcu okna powyrywa i dach zerwie!

Znowu w nocy nie spałaś? Dzielna jesteś. Ja też wstaję do mojej córki dzień w dzień praktycznie. Najgorzej jest, jak idą te zęby... Przeszłaś przez to? To mnie rozumiesz. Masz to przed sobą? Dobra, już Cię nie straszę. A może problemy spędzają sen z powiek? Przyśpieszone tętno, serce jakby miało zaraz wybuchnąć.
Próbujesz sobie zrobić zdjęcie a tu kicha! Dziesiątki fotek, jeśli nawet nie więcej a na żadnym nie wyglądasz tak, jakbyś chciała. Jedynie zdjęcia Twojego dziecka zawsze wychodzą perfekcyjnie- jakie my mamy szczęście! Jakie nasze pociechy są piękne. 
Ukrywasz się w łazience, chowasz za drzwiami w pokoju- wszędzie Cię znajdą. Wszędzie znajdzie Cię ta mała istota. I ten płacz i te marudzenie bez powodu. Już sama nie wiesz, co masz myśleć. Już sama nie wiesz, co masz robić. Jesteś troszkę zmęczona, prawda?
Mniejsze, większe zmarszczki. Cellulit, rozstępy, zdeformowane piersi. Nadprogramowe kilogramy i te kompleksy, które ponoć tylko my widzimy. A tu nos nie ten, zęby do wymiany i może jeszcze coś by się zdało naprawić. 
No i te wyrzuty sumienia, jak nakrzyczysz na dziecko. Ponoć po kilkudziesięciu razach mijają i już nie wracają. Czy jesteś dobrą matką? Chciałabyś być lepsza... ba, kto by nie chciał być lepszym człowiekiem. Ale powiem Ci coś w sekrecie- jesteś najlepszą matką pod Słońcem, wiem to.
Ty też od jutra eliminujesz z diety całkowicie cukier i pijesz więcej wody? Zapisujesz się na siłownie, zaczynasz regularnie ćwiczyć?
Różni Nas wiele rzeczy. Każda z nas podchodzi inaczej do macierzyństwa i całego Świata, ale łączy nas to, że jesteśmy matkami. Że kochamy swoje dzieci, nieważne czy dają one w kość bardziej, czy mniej. Jesteśmy ludźmi o innych potrzebach, innym wyglądzie i światopoglądzie. Nieważne, jak karmimy i czym. Nieważne, jakie metody wychowawcze mamy- kochamy swoje pociechy najmocniej na Świecie i chcemy dla nich najlepiej. Nie liczy się to, czy Twoje dziecko ma miesiąc, dwa lata czy osiągnęło już pełnoletność- możemy sobie przybić piątkę, bo mamy ten sam cel- wychować najlepiej jak potrafimy. Przetrwać i przeżyć. Jak najlepiej. Nie chcemy być ciągle krytykowane, niezrozumiane i obrażane. Chcemy po swojemu, kurde no! I nikt nie ma prawa nas oceniać, bo nikt nigdy nie przeżyje za nas życia.

piątek, 19 stycznia 2018

Filmy, które warto obejrzeć na Netflixie

11:04:00

 

Jestem mega wybredna, jeśli chodzi o filmy. Żeby coś obejrzeć, musi mnie zaciekawić opis albo trailer. Ze mną nie ma łatwo. Poza tym- dobra obsada to pierwsza sprawa, jeśli chodzi o wybór filmu. Nie mam dużo czasu na oglądanie ich. Nie mam czasu na stracone póltora godziny. Dobieram je ostrożnie. Mam swoje ulubione gatunki i żeby obejrzeć coś ponad mój program to ... w sumie niemożliwe. Ostatnio odkryliśmy Magię Netflixa. Pierwszy miesiąc po zarejestrowaniu jest darmowy- co za tym idzie, możemy przetestować platformę. Co cieszy- robimy to legalnie i w dobrym stylu (czytaj- jakość, jakość,jakość!).


1. Millerowie (2013)
No dawno się tak nie uśmiałam. Serio, oglądając ten film miałam łzy w oczach ze śmiechu. Nietypowa komedia z wątkiem rodziny i miłości. Świetni aktorzy, doskonała gra aktorska i aż można zapomnieć o paskudnym dniu. 

Okradziony z towaru dealer David musi w ramach zadośćuczynienia przywieźć z Meksyku dużą dostawę narkotyków. Dla niepoznaki organizuje więc wymyśloną rodzinę.Filmweb

2. Bez smyczy (2011)
Co by zrobił Twój facet, gdybyś dała mu wolny tydzień w związku? Poszedłby do innej? Co ty byś zrobiła w tym czasie? Spa? A może... Film rozśmieszy, ale też pokaże, że faceci nie są przewidywalni-  kobiety tym bardziej. Zaskakujący, idealny na rozweselenie sobie wieczoru. 

Fred z Rickiem przekonują partnerki, że jedynym sposobem, by poprawić nastroje w związkach, jest tydzień odpoczynku od małżeństwa i rodzinnego życia. Obaj mają siedem dni na szaleństwo, pozbawione jakichkolwiek konsekwencji- Filmweb

3.Prawnik z Lincolna (2011)
Świetny Matthew McConaughey, jako skorumpowany prawnik. Prawnik, któremu nie są obce ustawione wyroki, łapówki i zakłamane sądy. Wybroni nawet największego przestępce, ale czy teraz będzie tak samo? Co stanie mu na przeszkodzie? Kto będzie chciał go zniszczyć? Film, który trzyma w napięciu. Będziecie trzymać kciuki za głównego bohatera, bo wdepnie on w niezłe... A to wszystko przez pobitą prostytutkę i bogatego cwaniaczka.


4. Zaginiona dziewczyna (2014)
 Na tym filmie byłam w kinie x czasu temu, ale gdy zobaczyłam go na netflixie, postanowiłam go Wam polecić. To jest taki film, który przyprawi o dreszcze i pogubi Was. Wyciągnie z Was jakieś przemyślenia i skłoni do refleksji Sprawi, że serio zwątpicie.Ciągle będziecie powtarzać "Kurde, co tu jest grane?" Gdy wracaliśmy z kina (jeszcze z moim byłym chłopakiem) całą drogę przegadaliśmy o tym filmie. Dwa różne zdania na temat głównych bohaterów i całej akcji- ale obydwoje przyznaliśmy, że film świetny. Nic tylko oglądać, naprawdę. Ciary, ciary, ciary.

5. Rocco (2016)
Autobiografia najsłynniejszego włoskiego aktora pornograficznego. Uwaga- film to takie trochę porno z dialogami w tle. Raczej nie spodziewajcie się, że pokaże jak tak na serio wygląda przemysł pornograficzny. Rocco opowiada w nim, co skłoniło go do grania w takich filmach, wypowie się jego żona co sądzi o "zawodzie" męża oraz jego dwójka dzieci. Przekonacie się, że dla niektórych młodych dziewczyn przygoda z włoskim ogierem to szczyt marzeń i zrobią dla niego wszystko. Długo zastanawiałam się, czy polecić Wam ten film, ale stwierdziłam, że warto. Warto, jeśli lubicie takie filmy, warto, jeśli jesteście ciekawi tego światka i człowieka, który sądzi, że ma między nogami diabła. Mnie skłonił do pewnych refleksji, ale o tym będzie oddzielny post. Jedno jest dla mnie pewne- Rocco jest przystojny, zwłaszcza teraz:).

6. Gra Geralda (2017)
Normalnie zaraz weźmiecie mnie za zboczoną:). Ale spokojnie, film nie ma praktycznie nic wspólnego z seksem. Jest to typowy dreszczowiec, który nie spodoba się wszystkim. Jak świruje nasz umysł, kiedy nasz organizm jest wykończony? Przypomina złe momenty? Skłania do refleksji? W ciągu kilkunastu godzin a może i więcej wspominasz swoje życie i robisz rachunek sumienia? A może to nie jest rachunek sumienia? Może to tylko złe duchy? O problemach w związkach i nie tylko. O złej przeszłości... Uwaga- nie jedźcie przy nim kanapek, my rozdzieliliśmy go na dwie części:)

7. Słaby punkt (2017) 
Mój kochany Gosling i przecudowny Anthony Hopkins. Dwóch świetnych aktorów i wiesz, że film będzie naprawdę dobry. Jest to thriller, w którym prokurator (Rayan Gosling) prowadzi sprawę przeciwko Tedowi (Hopkins), który z premedytacją zabił swoją żonę. Nie jest to jednak łatwe śledztwo. Pełne tajemnic i zagadek... Film, który oglądasz i wydaje Ci się, że tym razem nie będzie happy endu.  Zrozpaczony prokurator, który zdaje sobie sprawę, że tym razem może nie wygrać. Tym razem ma doczynienia z naprawdę mądrym gościem, który zna jego słaby punkt. 
 
8. Iris (2016)
Francuzki dreszczowiec, który swoją nieprzeciętną fabułą sprawi, że polubicie ten film. Za emocje, za zagadki i za trzymanie w napięciu. Kolejny film w którym zadacie sobie pytanie "o co właściwie tu chodzi? Co jest grane? Dlaczego...". Uwielbiamy takie filmy.  Chodzi w nim o to, że żona głownego bohatera zostaje porwana. Bohater to gruba ryba bankowości i jest w stanie zapłacić za nią pół miliona. Pytanie tylko... A zresztą. Sami zobaczcie. 

9. Dla niej wszystko (2010)
I tu się pojawia moje pytanie: Czy gdybym ja trafiła do więzienia pod zarzutem morderstwa, czy mój kochany wyciągnąłby mnie z niego? Gdyby do końca nie wiedział, czy ja to zrobiłam. Może ufałby mi bezgranicznie a może pomimo tego co zrobiłam, chciał mnie wyciągnąć? I gdy niemożliwe bybyło, zrobić to "legalnie" podjąłby się coś takiego? Miłość jest piękna, kochani. Film jest cudowny, trzyma w napięciu... Uda się im czy nie?


10. Panaceum (2013)
Kolejny, nieprzywidywalny film. Wybaczcie, ja uwielbiam takie. Pokazuje światek przemysłu farmaceutycznego, pokazuje wielką miłość, nienawiść, zakłopotanie. Intryga, wrażliwość i leki. Depresja, morderstwo i oszustwa. A to wszystko z aktorami nominowanymi do Oskara. Sam film zdobył więlką popularność i cieszy się ogromnym sukcesem.

czwartek, 18 stycznia 2018

Najlepsze cytaty motywacyjne, które dadzą Ci kopa!

11:25:00
  1.  "Jeśli szukasz osoby, która może zmienić Twoje życie- spójrz w lustro" Roman Price

     

     

  2. "Dwa najważniejsze dni Twojego życia to ten, w którym się urodziłeś oraz ten, w którym dowiedziałeś się, po co"  Mark Twain

     

  3. "Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się" Aldous Huxley

     

  4. "Jeśli przechodzisz przez piekło, nie zatrzymuj się" Winston Churchill

     

  5. "Nie­któ­rzy mó­wią, że mam do­bre po­dej­ście. Być mo­że mam. Ale my­ślę, że mu­si­sz je mieć. Mu­si­sz wie­rzyć w sie­bie wte­dy, gdy nikt in­ny w Cie­bie nie wie­rzy – to czy­ni Cię wy­gra­nym już na po­cząt­ku” Ve­nus Wil­liams

     

  6. "Wasz czas jest ograniczony, więc nie marnujcie go na życie cudzym życiem. Nie dajcie się schwytać w pułapkę dogmatu, która oznacza życie według wskazówek innych ludzi. Nie pozwólcie, by szum opinii innych zagłuszył wasz wewnętrzny głos. I co najważniejsze, miejcie odwagę iść za głosem swojego serca i intuicji" Steve Jobs

     

  7. "Bądźmy wdzięczni idiotom. Gdyby nie oni, reszta nigdy nie osiągnęłaby sukcesu" Mark Twain

     

  8. "Je­że­li je­steś na­sta­wio­ny na to że­by wszy­scy cię lu­bi­li, bę­dzie­sz go­to­wy po­świę­cić wszyst­ko każ­de­go dnia i ni­cze­go nie osią­gnie­sz" Mar­ga­ret That­cher

     

  9. "Bez Twojego pozwolenia nikt nie może sprawić, że poczujesz się gorszy"Eleanor Roosevelt

  10. "Puste kieszenie nigdy nie powstrzymały nikogo przed podjęciem działania. Mogą to zrobić tylko puste głowy i puste serca" Norman Vincent Peale

  11. "Trzymaj się z dala od ludzi, którzy próbują pomniejszać twoje ambicje. Mali ludzie zawsze tak robią, a naprawdę wielcy sprawiają, że czujesz, że i ty możesz być wielki" Mark Twain

     

  12. "Gdybyś usłyszał tysiąc razy – nie uda Ci się. To wiesz co? Rób nadal wszystko jak najlepiej potrafisz i pokaż, jak bardzo się mylili.Sukces jest największą, dostępną, ludzką zemstą"  Nikodem Marszałek

     

  13. "Dla mnie prawdziwymi ludźmi są szaleńcy ogarnięci szałem życia, chęcią zbawienia, pragnący wszystkiego naraz, ci, co nigdy nie ziewają, nie plotą banałów, ale płoną, płoną, płoną, jak race eksplodujące niczym pająki na tle gwiazd" Jack Kerouac

     

  14. "Największym błędem, jaki człowiek może popełnić to strach przed popełnieniem błędu" Elbert Green Hubbard

     

  15. "Nie sądzę, by ktokolwiek był na tyle mądry, aby ocenić, co jest możliwe, a co nie" Henry Ford

     

    Cytaty motywacyjne to coś, co czasami warto przeczytać dla siebie.  Motywują i sprawiają, że jesteśmy gotowi do działania. Pokazują, co robić żeby dojść do celu. Czego unikać i czym się kierować. Pamiętajmy- każdy z Nas jest skazany na sukces i szczęście. Trzeba tylko wziąć się do roboty!

    *Cytaty motywacyjne*

czwartek, 11 stycznia 2018

Niczego nie żałuję! Prawda o macierzyństwie

11:02:00

Wiecie co sprawia mi radość? Kiedy widzę, że ta mała istota ze zdjęcia jest zadowolona i uśmiechnięta, ale cieszę się również wtedy, kiedy wreszcie pójdzie spać a ja mogę zrobić coś, co cały dzień odkładałam na później. Kiedy wreszcie w spokoju mogę usiąść dłużej niż pięć minut i porobić coś sensownego, lub coś całkiem bez sensu.

Czasami łapię się na tym, że wątpię. Wątpię, czy jestem dobrą matką, czy robię wszystko tak, jak powinnam. Czasami mnie to przytłacza, często przeraża. Ale wiecie co? Niczego nie żałuję. Tych wszystkich błędów, tych podniesionych głosów i tych małych przekleństw rzucanych pod nosem. Tej wczorajszej parówki na śniadanie i kolacje. Tej bajki włączonej na telewizorze. Niczego nie żałuję. Ciepłej kawy wypitej w spokoju, z jedzącym ciasteczko dzieckiem u boku. Nie żałuję.

Przez dziewięć miesięcy nosiłam pod sercem. Później przez kolejne bujałam, śpiewałam, spałam przy jej boku. Byłam obecna przy każdej kolce. Jak żołnierz gotowy do walki tak ja, gotowa, żeby znów nie przespać nocy. Pod telefonem, niczym sekretarka, umawiałam wizyty u najlepszych specjalistów, tylko żeby nie widzieć jej cierpienia. Robiłam kawał dobrej roboty. Więc czym przy tym jest bajka włączona dla chwili spokoju? Wydaje się niczym. I niczym raczej zostanie.

Turlanie się po podłodze, nauka pierwszych słów i dlaczego to było tata a nie mama? Rysunki, czytanie książeczek i dużo wyrzeczeń.  Latanie w tą i spowrotem, żeby nie nabić sobie guza, tłumaczenia często na marne.  Kojelnie bólu, ocieranie łez. Pozwalanie na "za dużo". Niczego nie żałuję. Tego płaczu z bezradności i wkurzenia, bycia na każdym kroku, powtarzanie, tłumaczenie często zachrypniętym głosem. Nie żałuję.

Bo kiedy patrzę na nią, widzę  dziecko. Bezbronne, potrzebujące miłości i uwagi. Oczekujące ode mnie więcej, niż mogę jej dać. Wierzące, że mama da jej wszystko, czego potrzebuje. Ufające, jak nikt do tej pory mi nie ufał. Kochające za nic i za wszystko co jej daje. Kocham ją. Taką jaką jest.
Kiedy nie daje przespać nocy, kiedy rzuca moje rzeczy, kiedy rozwala wszystko co spotka na drodze. Kiedy mnie drapie, kiedy drze się w niebo głosy. Kocham ją.  Kocham ją wtedy, kiedy już sama nie daję z nią rady i wołam o pomoc. Kocham ją od samego początku i kochać będę już zawsze.

Ona mnie kocha, bez makijażu z tłustymi włosami, kiedy wkurzam się i zaciskam zęby. Ona mnie kocha kiedy mam gorszy dzień i marzę, żeby się skończył. Widzi, kiedy płacze i kiedy jestem smutna. Wiem, że dla niej jestem i najlepsza i najpiękniejsza. Kiedy wychodzę, wierzy, że wrócę i że będziemy razem już zawsze. Że jestem kimś, kto zawsze pomoże i kogo zawsze można powkurzać i przytulić. Niczego nie żałuję. 

wtorek, 9 stycznia 2018

Jeszcze nie raz życie skopie nas po dupie

10:59:00


W życiu każdego z Nas przychodzi taki moment, w którym zdajemy sobie sprawę, że jednak nie jesteśmy nieśmiertelni. Dojrzewamy z dnia na dzień, często sami się zaskakujemy. Jak grom z nieba sypią się obowiązki, wydatki, trudne decyzje i jeszcze trudniejsze ich konsekwencje.


Przyjaciele odchodzą i przychodzą na ich miejsce nowi. Codziennie zawodzą nas inne osoby, a wsparcie dostajemy od tych, od których nawet byśmy się nie spodziewali. Każda porażka to gorzka nauczka, setki myśli, tęsknota, już nawet nie pogoń za idealizmem- już tylko walka, żeby chociaż było dobrze, poprawnie.

I nagle zadajesz sobie pytanie- ile jeszcze jestem w stanie znieść? I w pewnym momencie zastanawiasz się, czy aby na pewno idziesz w dobrą stronę? Jak bardzo ciężki dźwigasz swój krzyż? Jak bardzo żałujesz pewnych decyzji? Wolisz nie myśleć o takich rzeczach, bijesz się z myślami, a jednak nie możesz w nocy zasnąć.

Żyjemy w Świecie kłamstw, absurdów i ogólnej znieczulicy. Ciężko się w nim czasami odnaleźć. Przygniata Cię ten udawany światek, ale codziennie starasz się jakoś do niego dostosować, chociaż z drugiej strony chcesz od niego uciec. Dziwne, nie? Dzisiaj już tak jest, że żeby przetrwać musisz chociaż trochę się dostosować- inaczej Cię zniszczą. Musisz uśmiechać się do parszywych, chamskich klientów, żeby mieć za co przeŻYĆ. Musisz przymykać oko na swojego pracodawcę, który jeb*ie Cię po kątach, bo przecież musisz wykarmić rodzinę. Zmień pracę, jeśli Ci się nie podoba- powiedzą niektórzy. Spokojnie, oni są w podobnej sytuacji do Twojej, ale milczą. Albo to oni jebi*ą po kątach innych.

Źle się dzieje, gdy osoby bliskie zawodzą. Przytakują na każdym kroku, ślą serdeczne uśmiechy, a za plecami pokazują środkowy palec i przeklinają Cię do diabła. Już sam nie wiesz, czy możesz komuś zaufać i sam nie wiesz, kto jest Twoją prawdziwą rodziną. Nikt nie potrafi Ci pomóc, bo sam nie wiesz jak sobie ulżyć. I chociaż pragniesz spokoju dla siebie i swojego dziecka- nie masz pojęcia, jak to osiągnąć, nie wiesz, gdzie masz iść i jakie czytać drogowskazy. Życie dało Ci już takiego kopa- że każda sytuacja wydaje się bez wyjścia.

Codziennie patrzysz na oczy swojego dziecka i ciszysz się, że dane Ci było stworzyć taką istotę. Każda nowa rzecz odkryta przez małego człowieka, sprawia, że nogi się uginają, a serce wydaje się, że wyskoczy. Pomimo tego, że ogarnia Cię ciepło, wewnętrzna radość, której nie da się opisać słowami- czegoś brakuje. Coś Cię martwi i niepokoi. Masz dla kogo żyć i to jest z jednej strony piękne, ale również bardzo ciężkie. Nie możesz zawieść tej osoby, musisz dać jej miłość, troskę i dobry byt, na który każdy z nas zasługuje. Najbardziej Twoje dziecko.

Zastanawiam się, ile matek popełnia ten błąd- krzywdzą siebie i dziecko, myśląc, że wybrały najlepszą opcję z możliwych? Ile matek codziennie zastanawia się, czy wszystko jest dobrze? Ile matek jest samotnych, chociaż otacza się dużą liczbą osób?

Życie kopie po dupie. Nie jest takie jak w filmach, nie zawsze ma happy end. Nie trwa sto dwadzieścia minut, lecz całe życie- czasami prawie dwadzieścia sześć tysięcy dni. Każdy z Nas jest swoim reżyserem życia. Ale to nie jest tak, że sami piszemy scenariusz. Nigdy w życiu. Scenariusz dopisuje nam każdy człowiek spotkany na naszej drodze. Nie można z niego wykreślić tak o, niektórych osób. Nie można zmazać gumką złych wyborów, wszystko pisze się dalej. Niezależnie najczęściej od Nas. Życie skopie nas po dupie jeszcze nie raz. Jeszcze nie raz wtrąci samo swoje trzy grosze. Nie raz jeszcze odwróci nasze życie do góry nogami i sprawi, że zwątpimy.

czwartek, 4 stycznia 2018

Dlaczego najłatwiej wychowuje się cudze dzieci?

12:01:00

Nie zliczę, ile razy jakaś obca osoba zwróciła mi uwagę, że moje dziecko chodzi bez czapki. Ostatnio idąc z Anielką do biedry, jakiś Pan krzyknął do mnie coś w stylu "oj, mama, dlaczego chłopczyk nie ma rękawiczek?" To nic, że Anielka to prawdziwa baba z krwi i kości, facet powiedział to w bardzo przyjaznym tonie. Nieważne.  Kolejna sytuacja, gdy zabrałam Anielkę bez wózka na spacer koło domu, żeby mogła sobie trochę pochodzić. Oczywiście, wracała już mi na rękach. Dwie (!) zupełnie obce mi osoby zainteresowały się moim biednym kręgosłupem i zarzuciło brak pieniędzy na wózek. I teraz moje pytanie- gdzie pojawia się troska a gdzie ukazuje się totalne cebulactwo? Dlaczego ludzie zostali stworzeni, żeby wtrącać się do cudzego życia, ale kiedy trzeba to życie naprawdę ratować- chowają głowę w piasek? Dlaczego nikt kobiecie w ciąży nie ustąpi miejsca w kolejce albo nie pomoże wnieść młodej mamie wózka do autobusu, chociaż jeśli trzeba wtrącić swoje marne trzy grosze- zrobią to bez zastanowienia.

 

Swoją drogą, przypomniało mi się, jak urodziłam Anielkę i wścibska sąsiadka zapytała się mnie czy karmię piersią, odpowiedziałam, że nie, że moje dziecko je już normalnie wszystko. Jej mina była bezcenna, bo Anielka miała wtedy może z dwa miesiące. 

Trochę inaczej wygląda sytuacja z naszą rodziną, która próbuje nas pouczać, wytykać błędy i od czasu do czasu porównują Twoje niesforne dziecko do ich mega grzecznego potomka. Sama staram się brać większość rad do serca, bo ja jestem takim laikiem w wychowaniu dziecka, że przyznam się bez bicia- często potrzebuję jakiejś rady od mamy albo od teściowej lub moich kuzynek.  Kiedy już myślę, że znam się na Anielce, że już wszystko wiem- okazuje się, że jednak nie. Są rzeczy, z którymi się nie zgodzę i nigdy nie wprowadzę ich w życie. Ale jakoś nauczyliśmy się żyć wszyscy w zgodzie i bez zbędnego gadania. Szanujemy swoje odmienne zdanie, a niektóre uwagi puszczamy mimo uszu. Wiadomo, zdarzają się sytuacje, w których np. moja babcia albo teściowa palną tekst typu "sami na to pozwoliliście. Ja robiłam inaczej..." No ale tak już chyba wygląda wspólne życie. Nie było problemu, kiedy stwierdziliśmy, że Anielka nie będzie na razie chrzczona i nie jest problemem  fakt, że nadal nie sadzam ją na nocnik, chociaż Alek w Anielki wieku już nie wiedział co to pampersy:). Ale wiem, że większość z Was pewnie ma większe doświadczenie w tym temacie. Wiem dziewczyny, że codziennie słyszycie od bliskich, jakie błędy popełniacie i jak bardzo krzywdzicie swoje dzieci, chcąc uchronić je od wielu rzeczy. Przykre to, naprawdę.

Ale najwięcej doświadczenia w wychowywaniu dzieci mają Ci, którzy ich w ogóle nie mają. No to jest po prostu temat rzeka...Ja też w myślach wychowywałam te płaczące buzie małe osobniki, kiedy latały mi po restauracji i nie dały w spokoju pracować. Ja też dziwiłam się, dlaczego matki zabierają te rozwydrzone dzieci na zakupy i dlaczego mamy są takie smutne, grube i ogólnie bez życia. Że jak to można nie mieć czasu na to, na tamto i na bank ja nie będę się kłócić o brzdąca z partnerem. Przecież dziecko wcale dużo nie kosztuje, nawet gdy co chwile choruje a miejsca w publicznej przychodni zajęte. Że jak to, można nie mieć czasu na wyjście z koleżanką, przecież, od czego jest ojciec...

Jak odpowiadam na te wszystkie dobre rady i wtrącanie się bez podstaw? Czasami się tylko uśmiechnę, ale gdy mam zły humor, to burknę coś niemiłego. No bo, kto dał nam prawo oceniać innych i pouczać? Skąd ja mam wiedzieć, czy ktoś mówi to z troski czy już z czystego chamstwa? Mam zgadywać po barwie głosu i grymasu na ustach? A może pytać prosto z mostu- po co dajesz mi te rady, skoro i tak ich nie zastosuję. Skoro nic dla mnie nie znaczysz człowieku, bo Cię właściwie nie znam. Co innego, gdybym pytała Cię o zdanie. Nie wiem, czy przypadkiem Twoje dziecko czterdzieści lat temu nie chorowało przewlekle na przeziębienie, bo ty w przy piętnastu stopniach zakładałeś mu rękawiczki? Nie wiem, czy nie jesteś jakimś sadystą, skoro x czasu temu, gdy Twoje dziecko ledwo mogło już chodzić, nie wziąłeś je na ręce. Nie wiem, czy ty masz w ogóle dziecko, żeby pouczać mnie, że z dzieckiem w złym humorze nie chodzi się na zakupy. Ok, to kup za mnie papier toaletowy, mleko i inne rzeczy i zostaw mi je ukradkiem pod drzwiami tak, żebyś nigdy nie musiała patrzeć na moje rozhisteryzowane dziecko. 

Wiecie co jest najgorsze, a zarazem najsmutniejsze? Że większość tych wszystkich ludzi (nie mówię, że wszyscy) odwrócą głowę i przejdą obok Ciebie, kiedy zasłabniesz, bo pomyślą, że za dużo wypiłaś. Że spora część  tych ludzi, kiedy wypadnie Ci sto złotych przy kasie w biedrze albo lidlu, nie powie Ci o tym, tylko podniesie i schowa do swojej kieszeni ale wszyscy będą mówić Ci, jak masz żyć i jakie błędy popełniasz. 





wtorek, 2 stycznia 2018

Pielęgnacja- moje hity

11:57:00

Zdziwieni takim postem na anielkowym blogu? Ja trochę tak, ale stwierdziłam, że Nowy Rok to idealny moment, żeby spiąć poślady i zacząć wreszcie porządnie o siebie dbać. Dlatego wybaczcie, ale takie posty raz na jakiś czas się pojawią. Dzisiaj dzielę się z Wami moimi ulubieńcami pielęgnacyjnymi: dwa z nich bezczelnie podkradam Anielce. Wybaczcie jakość zdjęć, nie powalają.

 

BeBeauty, Sensitive, Micellar Water


Po czym poznaję łagodny płyn miceralny? Po tym, że jak zmywam makijaż z oczu to nie drażni mi powiek ani nie mam wrażenia, że zaraz wypali mi soczewki. Cudo za 4 zł z Biedronki- łagodny, mnie nie podrażnia. Przyznam szczerze, że nawet nie sprawdziłam składu. Potrzebowałam coś na szybko a nie miałam dużo pieniędzy, więc się skusiłam. Na pewno będę wracać. Uwaga- opinie w internecie są bardzo podzielone, tak więc musicie same spróbować. Ja tam z czystym sumieniem polecam.

LIPIKAR BALSAM AP+


Ja uwielbiam dermokosmetyki. Mam do nich większe zaufanie. Balsam kupiłam za namową ekspedientki, ponieważ miał pomagać Anielce ze swędzącym ramieniem. Nie dość, że jej pomógł, to jeszcze ja zaczęłam używać do mojej twarzy. Smaruję nim buzie po demakijażu i rano jakieś pół godziny przed makijażem). Mam cerę tłustą, ale ostatnio w dodatku zrobiła się bardzo wrażliwa. Często mam uczucie ściągniętej skóry i wyczuwam, że traci ona jędrność pod oczami. Warstwa tego cuda na twarzy sprawia, że jest ona gładka, naprawdę nawilżona i znikają mi zaczerwienienia (chociaż ten efekt nie zostaje na długo). Nie zapycha mi porów, jak większość kremów. Kobiety, które mają cerę tłustą- wiedzą o co chodzi. Ale na oczyszczanie twarzy też znalazłam sposób- ale o tym później. Nie wiem jak wy, ale ja nie mam kremów na dzień, na noc i na różne okazje. Tak więc ten krem jest moim 3w1. Cena to ok. 15 zł za 75 ml, przy czym jest naprawdę wydajny.

A-DERMA, Exomega, balsam nawilżająco-zmiękczający


No a ten balsam (emolient) używamy wszyscy. Jest to nasze kolejne opakowanie i nie zamierzamy przestać. Nie łagodzi Anielce zmian skórnych, ale sprawia, że nie powstają nowe a jej skóra jest wreszcie gładka, nawilżona i grubsza. Działa tak samo na moje ciało.Skóra jest miękka przez długi czas i wygląda zdrowo i zadbanie. 

Enilome Healthy Beauty, Dermopurivum, maseczka oczyszczająca z glinką


Maseczka kupiona przypadkiem w aptece. Skusiłam się, ze względu na cenę bo kosztowała ok 11 zł. I wiecie co? Na moją zanieczyszczoną cerę działa cuda! W dodatku zmywa się ją a nie ściąga co nie podrażnia buzi. Dziewczyny, kupcie ją. Na sto procent będziecie zadowolone. Przy regularnym stosowaniu pięknie oczyści, ale już po pierwszym razie będą efekty.


Almond Oil & Indian Mango Oil Peeling do ciała



A teraz coś dla duszy i zmysłów. Moje ostatnie pięknie pachnące hity. Dostałam w prezencie zestaw  na który składa się peeling, krem do ciała i krem do rąk. Jeśli używacie dermokosmetyków to wiecie, że większość pachnie neutralnie albo i brzydko. Dzięki takim cudeńkom, mogłam poczuć się kobietą. Zmysłowe zapachy, fajne opakowanie i całkiem fajny efekt- czego więcej chcieć? W dodatku balsam do ciała pozostawia nie tylko zapach, ale świetny filtr na skórze. Z użytkowaniem peelingu mam jeszcze mały problem, ponieważ ma dziwną konsystencję, ale działa. Dziewczyny, sprawcie sobie taki prezent raz na jakiś czas! Warto.





piątek, 29 grudnia 2017

Chcesz poznać bogatego, inteligentnego i przystojnego mężczyzne? Zdradzę Ci banalny sposób

11:28:00
  • Po toaście koniecznie przyjrzę się bąbelkom (jeśli mój wzrok jeszcze na to pozwoli). Mam nadzieję, że będą wielkie, ponieważ to znaczy, że będzie czekał mnie bardzo intensywny rok pełen wrażeń i wyzwań. Czyżby drugi bobas? Dobrze płatna praca? Zobaczymy. Dodam troszkę cukru, wtedy na bank będą o-gro-mne.

  • Niech okruchy wchodzą mi między palce u stóp i niech zabawki walają się po podłodze. Nie kiwnę palcem, nie będę zamiatać, nie będę myć naczyń- nie chcę pozbyć się szczęścia.

  • Najchętniej zrobiłabym sobie piękny makijaż, ubrała najpiękniejszą kieckę od Jemioła, zaparzyłabym sobie herbaty i zakładając nogi na stół, nie przejmowałabym się niczym- w końcu jaki Sylwester, taki cały rok!

  • Po północy nie wpuszczę żadnego babska do mojego domu. Będę niecierpliwie czekać na mężczyznę, najlepiej blondyna, ponieważ on przyniesie mi wiele pomyślności. Baby tylko sprowadzą na mnie kłopoty. A ja nie potrzebuję ich w Nowym Roku wcale.

  • Po brzegi napełnię lodówkę. Kabanosy, kaczuszka, prawdziwy ser feta- a niech stracę, jeśli ma to zagwarantować, że nie spotka mnie bieda.

  • Poproszę najstarszą osobę w towarzystwie, żeby, gdy wybije północ, otworzyła okno. Trzeba wypuścić złe duchy i dać szansę na wejście dobrym.

Dobra, przebrnęliśmy przez najpopularniejsze przesądy sylwestrowe. Znacie jeszcze jakieś? Wierzycie? Ja nie, ale skombinuję te łuski i kupię nową bieliznę, zawsze to jakiś pretekst do odwiedzenia sklepów :).

 



wtorek, 26 grudnia 2017

Nie bije, nie pije a jednak krzywdzi

11:23:00

Chyba każdy z Nas zna toksyczną osobę albo o takiej słyszał. Nie wiem, czy jest to kwestia charakteru, nie mam pojęcia czy wszystkie przypadki zaliczają się pod chorobę psychiczną, ale prawda jest taka, że taki człowiek odbiega od pewnych norm. Krzywdzi bardziej, niż mogłoby się wydawać, zadaje cios- jeden po drugim, chociaż śladu na pierwszy rzut oka nie widać.


Jestem jedną z tych osób, które poznały dwie takie osobowości. Każda z nich zraniła mnie, obdarła ze szczęścia i zostawiła trwały ślad w mojej głowie. Od jednej udało mi się uwolnić, drugą będę omijać. Nigdy nie pozwolę sobie na to, żeby stracić poczucie własnej wartości, przez osoby, które mają ze sobą poważny problem. Ale nie wszyscy są tacy jak ja, nie wszyscy mają wsparcie i mogą się komuś zwierzyć. Bardzo takim osobą współczuję. Wiem, jak łatwo jest przestać w siebie wierzyć, kiedy kolejny raz ktoś wytyka Ci błędy i mówi, że jesteś głupia. Żeby nie użyć gorszych słów, ot co.

Być może sami jesteście w takiej sytuacji albo może znacie kogoś, kto w takiej jest. Prawda jest taka, że nie nie da się tego zrozumieć, dopóki sami nie wejdziemy w kogoś skórę. Ja nazywam takie osoby tyranami. Zazwyczaj sprawiają wrażenie mądrych i ogarniętych życiowo ludzi, później jednak okazuje się, że wcale tak nie jest. Myślą o sobie, że są Panami Życia, mają wszystko pod kontrolą i wiedzą więcej, niż ty- PRZECIĘTNE GÓWNO możesz sobie wyobrazić. Na wszystko znają odpowiedź, wszystko robią najlepiej. Z pozoru są mili i nawet sympatyczni- do momentu, w którym im się nie sprzeciwisz. Do momentu, w którym nie podważysz ich zdania i przedstawisz swój punkt widzenia. Często pokazują swoje prawdziwe "ja", kiedy ich nie posłuchasz, kiedy zrobisz coś po swojemu. A wtedy zaczyna się terror psychiczny. Wtedy lecą wyzwiska wyniesione z rynsztoku i to właśnie wtedy Twoja psychika dostaje po dupie. Chore. Uwierzcie. Są osoby uparte (takie jak ja), które mimo wszystko lubią mieć rację i będą na siłę chcieć ją udowodnić, ale są osoby takie jak tyran, które nie pozwolą Tobie na nic. Będą chciały wejść w Twój umysł i ustawić jak robota, który spełnia wszystkie jego prośby i na wszystko przytakuje. Ironia polega na tym, że taki typ osobowości, nie robi zazwyczaj nic. On Ci nie pomoże, nie wyręczy i nie wysłucha. Założy nogę na nogę i będzie upajał się swoim błogim stanem. Tak naprawdę nie robi nic ze swoim życiem, nie ma osiągnięć, którymi może się pochwalić, a jego IQ jest nawet bardziej niż, przeciętne. Nie miał nawet gdzie zjeść wszystkich rozumów, bo nikt go nigdzie nie zaprasza.

Bardzo rzadko ludzie przyznają się, że są ofiarami przemocy psychicznej. Niestety to problem na dużą skalę. Bo o ile możesz pojechać na obdukcje, kiedy kolejny raz mąż czy żona połamała Ci rękę albo przypaliła papierosem, to nie możesz tego zrobić w momencie, w którym ktoś pozbawił Cię wiary w siebie, zgniótł Twoją godność i wyrzucił ją na zbity pysk. W pewnym momencie zastanawiamy się, czy przypadkiem ten ktoś nie ma racji i może naprawdę jesteśmy nikim. Wtedy pojawia się efekt koła, które pcha nas w głąb tej destrukcji. Najgorzej jest uciec od męża, z którym mamy dzieci, ojca, który nas karmi czy nawet własnej siostry, lub po prostu kogoś z rodziny.

Obydwoje z ojcem Anielki mamy tzw. ciężkie charaktery. Kłócimy się, godzimy i przekrzykujemy. Wciąż walczymy o spokój między nami, bo tego chcemy, bo nam zależy. Możemy jednak zawsze na siebie liczyć i prawda jest taka, że skoczylibyśmy za sobą w ogień. Ale gdyby Alek zmienił się w tyrana, gdyby myślał, że pozjadał wszystkie rozumy i nie dał mi prawa głosu. Gdyby na każdym kroku mnie poniżał i mówił, jaka jestem do niczego- kopnęłabym go w tyłek i vice versa. Bo wiem, że od takich ludzi trzeba uciekać. Chociaż to trudne- nie wolno dać im się zastraszać i upokarzać. Najgorsze co możemy sobie zafundować, to stracić wiarę w siebie i dać sobie wmówić, że jesteśmy nikim. Że ktoś jest lepszy, a my mamy się go słuchać, składać mu ukłony.

Nie bądźmy ślepi, słuchajmy i interesujmy się bliskimi. Ponieważ rany na sercu i psychice ciężko jest dostrzec. Często mówimy o kimś, że jest dziwny, ale może ma on ze sobą bagaż, którego nigdy się nie pozbędzie.

środa, 20 grudnia 2017

A ty? Wpuściłabyś tego Pana do środka?

12:25:00

Opowiem Wam pewną historię. Była Wigilia, dochodziła pora kolacji. Wszyscy czekali już tylko na pierwszą gwiazdkę na ciemnym niebie. W domu panował lekki chaos. Gospodyni kończyła gotować ostatnie porcje pierogów, gospodarz robił w pośpiechu ostatnie domowe porządki. Ciotki zza granicy już dawno rozgościły się na krzesłach a dzieci biegały w te i we wte. Babciom brzuchy grały marsza i niecierpliwe rozkładały zastawę na stole.


Była to rodzina wielka, wykształcona i z tradycjami. Co niedzielę na mszy świętej gorliwie się modlili i raz w miesiącu żałowali za grzechy, szukając wybaczenia. Chociaż każdy miał coś za uszami, udawali, że wcale tak nie jest. Czy się lubili? Czy się kochali? Na pierwszy rzut oka- owszem. Ale czy tak było? Nie wiem.

Danusia, matka gospodarza, miała to do siebie, że wpychała nosa nie w swoje sprawy, przez co jej syn kłócił się ciągle z żoną. Ale on również nie był Święty- zdradził swoją żonę w pewną piękną ciepłą noc na wyjeździe firmowym. Znalazł jednak na tyle odwagi w sobie, że przyznał się do tego swojej ukochanej. Niestety, słyszały to dzieci. Żona po morzu wylanych łez i hektolitrów strzępionych nerwów, z poczuciem własnej wartości podartej na kawałki- podniosła się i zaakceptowała ten stan rzeczy. Dla dobra dzieci, dla dobra tego wszystkiego... Czego dokładnie? Nie wiem.

Ich nastoletni syn, chcąc zwrócić na siebie uwagę, ukradł kilka głupich batonów w osiedlowym sklepie. Liczył na to, że ktoś go złapie i dostanie porządne manto od ojca. Pragnął, żeby ktoś go wreszcie zauważył. Każdy z nich miał coś na sumieniu. Tak samo ja mam i zapewne ty masz. Ale nie o tym dzisiaj.

Zasiedli wreszcie do pięknego, wypełnionymi po brzegi jedzeniem stołu. Ktoś puścił kolędy, które przeplatały się z dialogami gości. Aż nagle zapukał ktoś do drzwi. Zapadła cisza.

-Spodziewamy się jeszcze kogoś?- zapytała teściowa

-Nie. Przecież wszyscy już są.

- To nie otwieraj. Nie wiadomo kto to- odparła teściowa, wzruszając ramionami.

Gospodynię jednak coś tknęło, wytarła usta w jedwabną serwetkę i wstała od stołu. Wręcz pobiegła do drzwi.

W nich ukazał się mężczyzna. Nie wyglądał jakoś szczególnie ładnie, nawet nie wiem, ile miał lat. Jednak było w nim coś magicznego- ciągle się uśmiechał. Miał starą kurtkę i zmęczone oczy. Pomimo tego, wciąż się uśmiechał

- Wpuść mnie, proszę. To kolejny dom, który dzisiaj odwiedzam i jestem już bardzo zmęczony. Ugościsz mnie?

Gospodyni spojrzała nieufnie na mężczyznę. Jego uśmiech był podejrzany. Nie wiedziała co robić. Po chwili zastanowienia, powiedziała

- Przykro mi, nie znam Pana.

-To najwyższy czas, żebyś mnie poznała- odparł nieznajomy.

- Przykro mi, ale wigilia to nie najlepszy moment na zawieranie znajomości z nieznajomymi. Proszę przyjść kiedy indziej. Kiedy będzie odpowiedniejszy czas.

- To jest odpowiedni czas. Zaufaj mi. Tylko mnie wpuść i pozwól się rozgościć. Zrobiłem się głodny.

- Nie. Proszę sobie stąd pójść albo wezwę policję. Odparła stanowczo zbita z tropu kobieta.

- Proszę mi powiedzieć w takim razie, dlaczego Pani zostawiła jedno nakrycie puste. Wydaje mi się, że to dla mnie? Zapytał smutny mężczyzna.

- Bo taka jest tradycja. Zawsze tak robimy.

- To miejsce jest dla mnie. Co roku próbuję Was odwiedzić, ale wy mnie wyganiacie, albo traktujecie jak powietrze. Muszę w końcu Was odwiedzić, bo wiem, że nieciekawie się u Was dzieje.

- Spadaj Pan! Idź się lecz- Kobieta zatrzasnęła drzwi, a po policzkach z nerwów spłynęły łzy. Poprawiła makijaż i wróciła do stołu.

- Kto to był?

- Nikt

I odszedł i nigdy już się nie pojawił w rodzinie. Poszedł do ludzi, otwartych na zmiany i na lepsze jutro. Odwiedzał setki tysięcy domów w jedną noc wigilijną i czynił ich życie lepszym. Sprawiał, że wszyscy się jednoczyli i zapominali o tym, co złe. Moment łamania opłatków był czymś więcej, niż odbębnieniem marnych życzeń. W jedną magiczną noc, jaką jest wieczór wigilijny, sprawiał, że wszyscy sobie wszystko przebaczali. - a było to Wybaczenie.

niedziela, 10 grudnia 2017

Poradnik świąteczny. Szybki kurs o magii świąt

11:21:00

Piękna, zielona choinka, duże bombki w najróżniejszych kolorach i starannie zapakowane prezenty. Dwanaście potraw na udekorowanym stole, świecące lampki ozdabiające każde okno. Na dworze minus dziesięć i najlepiej jakby prószył śnieg. Wszyscy odświętnie ubrani, uśmiechnięci i życzliwi bardziej, niż zawsze. Zapach ryb unosi się w powietrzu, każdy coś robi. Przeważnie z uśmiechem. Dzieciaki czekają na pierwszą gwiazdkę i nie mogą doczekać się prezentów.

Wśród zakupowego szału, pośród zabójczego pośpiechu zapominamy, że Świat nie kończy się na dwudziestym czwartym grudnia. Że te wszystkie pięknie podarunki, nie są po to, żeby komuś coś dać, bo tak wypada, tylko po to, żeby pokazać, że się pamięta. Jak pierwszego listopada odwiedzamy bliskich, których już nie ma, to dwudziestego czwartego grudnia mamy okazje spotkać się z tymi, którzy są wśród nas. Zapracowani, chorzy, leniwi- wszyscy mamy świetny powód, żeby usiąść i odpocząć. Żeby porozmawiać i nacieszyć się wreszcie sobą. No bo kiedy mamy do tego okazję? No kiedy jak nie w ten wyjątkowy grudniowy dzień?

Tak więc wrzuć na luz. Twoja choinka nie potrzebuje najlepszych bombek na Świecie. Nikt nie zauważy, że brakuje kilku potraw. Żaden z gości albo domowników, nie będzie zaglądał Ci w "kąty" i robił testu białej rękawiczki. Za to, gwarantuje- podkrążone oczy zauważy każdy. Po co tyrać po nocach a przy wigilijnym stole myśleć tylko o spaniu. Ciągle zastanawiając się, czy aby na pewno wszystkim smakuje. Powiem Ci coś w sekrecie- Twoje pierogi smakują każdemu. One, jak i wszystkie inne Twoje potrawy. Tak samo jest z prezentami. Nie muszą być wypasione, drogie i wyjątkowe! Od początku grudnia miliony osób zastanawia się, co kupić pod choinkę. Spędzają sen z powiek i przyprawiają o dreszcze- rzeczy materialne, które tak naprawdę są najmniej ważne.

Zamiast cieszyć się ze Świąt, dokładamy sobie problemów. Już chyba nikt nie pamięta, po co one tak w ogóle są. Świat zmierza w złym kierunku, stawiając wysoko poprzeczkę. W telewizji proponują Ci najdroższe prezenty z możliwych, firmy zapewniają, że wysprzątasz dom na błysk, jeśli użyjesz ich środków czystości. Od razu sugerując- musisz zrobić świąteczne porządki, chyba chcesz być perfekcyjną panią domu? Twoje mieszkanie musi lśnić, przecież o to w tych Świętach chodzi. Nie, w Świętach chodzi tylko o to, żeby być razem, pośmiać się, najeść i napić. Żeby porozmawiać, ale nawet i pomilczeć, usłyszeć, czego życzą Ci inni i mieć okazję do złożenia życzeń najbliższym. Bo nigdy nie wiemy, czy za rok kogoś nie zabraknie przy wigilijnym stole. Pamiętajcie o tym, w tym całym świątecznym szaleństwie.

wtorek, 5 grudnia 2017

A ty? Ugotowałaś dziś obiad swojemu mężowi?

10:59:00

Może nie każdy lubi gotować, ale wszyscy lubimy dobrze zjeść. Jak to mówią- przez żołądek do serca i ja się z tym całkowicie zgadzam. Pewnie nie jedną parę połączyła miłość do smacznych dań albo po prostu wspólne przesiadywanie w kuchni (nie mówię tu o spędzaniu czasu na blacie). Mowa o wzajemnym podawaniu garnków i doprawianiu naprzemiennie potraw. Kuchnia łączy- bardziej niż nam się wydaje.


Tak samo łączą np. wspólne obowiązki. Nie ma nic lepszego w związku jak podział obowiązków i różnych zadań. Wtedy każdy wie, co powinien zrobić, każdy ma swoją działkę i nią zarządza. Dlatego nie mam nic przeciwko, kiedy to kobieta gotuje obiady i sprząta, ale tylko pod warunkiem, że facet ma inne zadania np. wstawianie prania albo chociaż rozwieszanie go, w przypadku kiedy jest mniej zdolny. Chodzi tylko o to, żeby nie obarczać jedną osobę tym wszystkim, co niesie ze sobą utrzymanie domu i dbanie o domowe ognisko. Z drugiej strony, nie jesteśmy już w szkole- zawsze można się dogadać i np. wyłożyć nogi na stole i powiedzieć "dzisiaj nie będzie obiadu" i raczej żadnych konsekwencji nie poniesiemy z tego powodu. O ile jesteśmy dla siebie wyrozumiali i o ile druga osoba ma dobry humor i pieniądze na kebaba.

Ale sytuacja, jakiej byłam ostatnio świadkiem, nieco zbiła mnie z tropu. Idzie para, kobieta z zaokrąglonym brzuszkiem wystającym spod kurtki i typowy (jak się okazało) Janusz. Idą w milczeniu najprawdopodobniej do domu i Janusz ni z tego ni z owego krzyczy do swojej Panny

-Ale jak dzisiaj znowu nie zrobisz mi obiadu to normalnie się wkur*wię.

 Na co kobieta:

-Zrobię. Już się tak nie denerwuj.

Trochę to było dla mnie dziwne. Pewnie myślicie- mogłaś Olka zareagować. Ale nie, nie mogłam. To ich życie, ich zasady. Jak ktoś lubi psychiczne fetysze- to ich sprawa. Gdyby ten sam koleś uderzył w mojej obecności swoją kobietę, nie martwcie się- zareagowałabym odpowiednio.

Pozostało mi więc wrócić do domu i się trochę namyślić. Wyciągnąć jakieś wnioski i cieszyć się, że nikt się na mnie nie wku*rwia, że zazwyczaj gotuję tylko dla Anielki, bo robienie jedzenia należy do obowiązków innych. Ja zajmuję się zupełnie innymi sprawami. Ale jakbym była w ciąży albo nawet nie w ciąży- jakby mi się zupełnie nie chciało i mój nie-mąż zrobiłby mi o to awanturę, to ja bym się wkurzyła. I chociażby miała powstać z tego wojna, to bym nie odpuściła. Bo zarówno ty, jak i ja mamy prawo czegoś nie zrobić, mamy prawo nie czuć się na siłach, ale nikt nie ma prawa na nas krzyczeć z tego powodu. Zwłaszcza jeśli chodzi o takie sprawy jak zrobienie jedzenia. Zamiast napędu na cztery ku*rwy włączyć rozmowę- zaproponować jakieś inne rozwiązanie (np. zrobienie samemu czegoś do jedzenia) albo zadzwonić do chińczyka. A następnym razem poprosić, żeby ten obiad jednak był. Poprosić, a nie się wkurzać. Bo wy, Panowie też nie robicie rzeczy, o które wasze żony proszą.

Musimy zrozumieć czasami, że ciepły obiad to nie tylko obowiązek któregoś z domowników, ale też ognisko domowe, serce włożone w każdego ziemniaka i przede wszystkim- czas poświęcony na przygotowanie dobrego posiłku. Warto za niego podziękować, ale również zrozumieć, że czasami się nie chce albo nie ma możliwości. I to nie tylko kobietom w stanie błogosławionym, ale również nam- zmęczonym matkom albo pracowitej kobiecie.

Tak więc co? Jutro na obiad pizza?:).



niedziela, 26 listopada 2017

Zrozum to wreszcie- recepta na udany związek nie istnieje

10:33:00

 

Jestem z tych osób, które bardzo nie lubią definiować rzeczy. Nie przepadam za znajdywaniem odpowiednich słów, analizowaniem ich i wkładaniem do worka z odpowiednią etykietą.

Miłości nie da się opisać. Recepta na udany i długi związek nie istnieje. Każdy człowiek ma inny próg bólu, inne potrzeby i odczucia. Dlaczego więc wciąż powstają nowe cechy idealnego związku, skoro nikt nigdy nie będzie w naszej skórze i nikt nigdy nie zrozumie naszych potrzeb?


Nie dobrze mi się robi, gdy kolejny raz na tablicy wyskakuje mi artykuł "sprawdź, czy Twój związek jest idealny" albo "Bez tych rzeczy Twój związek jest do niczego".


Ponieważ nie zawsze ludzie mają wspólne pasje, nie zawsze patrzą w tę samą stronę i rozumieją się bez słów. A jednak wciąż coś ich do siebie przyciąga jak magnes i trwa to latami a nierzadko całe życie. Budują swój związek, można by powiedzieć "na niczym" i są szczęśliwi aż do śmierci. Nie wszystkim potrzebne są definicje, złote środki i marne dekalogi, żeby wciąż dostawać ciarki na ciele przez najmniejszy dotyk. Można rzucać talerzami a później godzić się bez słów. Nie zawsze trzeba rozmawiać i przepraszać, często wystarczy tylko czas. Nie wszyscy muszą mieć wspólne zainteresowania, bo przecież zawsze jest o czym pogadać. A nawet jeśli nie, to cisza też jest piękna. 

Najważniejsze w tym wszystkim jest to, żeby czuć się dobrze, swobodnie i szczęśliwie. Nie definiować, nawet nie starać się zrozumieć. Nie porównywać z innymi, nie słuchać bzdur- po prostu być razem w tym wszystkim, bez względu na schematy, złote środki i marne definicje.

 


czwartek, 23 listopada 2017

Nam nie wolno narzekać i płakać.

11:11:00

Tylko one potrafią robić kilka rzeczy jednocześnie, tylko one potrafią funkcjonować po nieprzespanej nocy, to one widzą pierwsze objawy choroby u swojego dziecka. Jeszcze raz ktoś powie, że tylko siedzą w domu z dzieckiem i nie mają prawa narzekać, to mocno się zdenerwuję!

 Panuje powszechna nienawiść do matek i dzieci. Ja bym chciała tylko przypomnieć, że każdy kiedyś był „bachorem” i tak samo, jak współczesne dzieci- każdy robił w pieluchy, wyprawiał dantejskie sceny w sklepach i wkurzał swoich rodziców.
 

Często boimy mówić się o tym, że jesteśmy zmęczone, smutne czy nawet sfrustrowane. Zazwyczaj takie słowa spotykają się z ogromną krytyką, bo przecież MATKA NIE MA PRAWA NARZEKAĆ. A właśnie, że ma. Bo nie istnieje coś takiego jak wieczne zadowolenie, wieczne szczęście czy niekończąca się cierpliwość. Wydaje mi się, że za dużo w dzisiejszych czasach oczekuje się od matek. Wszystkie czasopisma, tabloidy i internet krzyczy: bądź idealną matką, kupuj firmowe pieluchy albo musisz być najlepszą matką na świecie- postępuj według wytycznych WHO, karm piersią do trzeciego roku życia, nie wściekaj się na dziecko, gotuj dwudaniowy obiad i prasuj wszystkie ubrania. Najlepiej jakbyś w ogóle przestała czuć cokolwiek i zaczęła funkcjonować jak robot, który został zaprogramowany na wieczne opiekowanie się dzieckiem.


A przecież każda z Nas jest kobietą, która nie pogardziłaby maseczką na twarz, która ucieszyłaby się z przygotowanego obiadu i chwili dla siebie. Każda z nas czasami zaciska zęby i mówi brzydkie słowa pod nosem, każda z nas patrzy czasami z zazdrością na inne spokojniejsze dzieci i ich matki.

Nie wiem jak wy, ale ja czasami nie mogę doczekać się, aż moja córka pójdzie do żłobka, a ja będę miała pretekst do codziennego makijażu i wyjścia do ludzi. Nie mogę doczekać się, aż będę traktowana nie tylko jako matka, ale również jak koleżanka z pracy czy zwykła kobieta.

Problem polega na tym, że jak rozmawiam z kimś, kto nie ma dzieci- przeważnie spotykam się ze zdziwieniem. Gdy mówię o tym innej matce- przybijamy sobie piątkę. Nigdy nie wylałam tylu łez jak przez ostatni rok. Nigdy tak mocno w siebie nie wątpiłam, jak ostatnio. Macierzyństwo to naprawdę wysoka poprzeczka, która co chwilę się podwyższa, skubana! Nie możesz pomyśleć sobie „już będzie z górki”, bo wcale nie będzie. Nowy dzień przygotował dla nas wyzwania, nigdy się niekończące.
Ja ostatnio jestem apogeum nieszczęść. Anielka co chwile choruje, ja popełniam błąd jeden za drugim- wszystko się we mnie kumuluje. Mam wrażenie, że wszystko, co robię jest złe, zbędne i w ogóle do dupy. Chociaż staram się tym nie przejmować, naprawdę chciałabym, żeby wszystko już było dobrze i żebym mogła odpocząć. Myślę, że każda z Nas przechodzi czasami taki kryzys. To jest nieuniknione, bo kobiety są bardzo kruchymi istotami wbrew pozorom.

Ta cała nagonka na idealizm, narzucana przez ludzi, którzy o wychowaniu dzieci nie wiedzą nic, jest przerażająca. Zabierają nam najpiękniejsze prawa i każą cieszyć ze wszystkiego. Chcą, byśmy funkcjonowały jak roboty, wiedziały wszystko i nie popełniały błędów- mowa o pseudo podręcznikach, przekłamanych stronach w internecie i o przekonaniu, że kobiety w domu siedzą i pachną.

To mówi Aleksandra, która daje swojej córce czasami parówkę na śniadanie, zaciska zęby przy kolejnym płaczu i chowa się w toalecie, żeby nikt nie zobaczył jej łez. Aleksandra, która puszcza bajki swojemu dziecku, żeby napić się kawy i Aleksandra, której nigdy nie chce się włączać żelazka.

poniedziałek, 20 listopada 2017

Hej, ty!

11:04:00

Bloga założyłam jeszcze będąc w ciąży. Najstarsze wpisy usunęłam, bo odbiegały od głównego celu mojej strony. Cel ten obrałam sobie już po urodzinach Anielki, kiedy zrozumiałam, że życie nie jest i nigdy nie będzie proste i idealne- takie jak widzimy na instagramowych kontach czy popularnych blogach. Ja chciałam za wszelką cenę pokazać naturalność i rzeczywistość. Zajęło mi naprawdę dużo czasu przełamanie się i  zdobycie wiary w siebie. Wciąż nie jestem pewną siebie osobą, ale z każdym dniem robię duże postępy. 

 Boli mnie, kiedy widzę, że ludzie traktują popularne osoby jak wyrocznie. Blogerka zareklamuje filtr do wody- trzeba go kupić. Mało kto wie, że w większości przypadków takie filtry nijak mają się do zdrowia... Obiecałam sobie, że u nas będzie inaczej: Napiszę Wam, jak źle się czuję i co nieciekawego robiłam dzisiaj. Pokażę Wam nasze nierówne ściany i zapozuję w sweterku do zdjęcia. Nie będę sypać Wam z rękawów radami i udowadniać na każdym kroku, jaka jestem szczęśliwa i zadbana. Nie napiszę kolejnego maratonu o przegrzewaniu niemowląt, nie będę krzyczeć wykrzyknikami, że dietę należy rozszerzać od szóstego miesiąca i nie dam Wam dziesięciu rad na udany związek.  Za to dam Wam wielkie wsparcie w dążeniu do własnego JA i ustalaniu własnych zasad- bez oceniania, zbędnej krytyki i narzucania swojego zdania. Przecież nikt z nas nie chce źle dla naszych dzieci a wszyscy jesteśmy jednostką, która spotyka się na anielkowe, żeby chwilę odpocząć, pogadać, pośmiać się... 

Ciągle uczę się macierzyństwa, nie jest dla mnie ono łatwe- nie będę ukrywać. Ale coraz lepiej mi to idzie i jestem szczęśliwa. Wreszcie mamy swoją drogę, którą chcemy podążać. Znamy już nasze dziecko i wiemy, co robimy źle a co wychodzi  nam naprawdę dobrze. Nie traktuję bloga jako odskoczni, wręcz przeciwnie- jest to wspaniały dodatek, bo poznałam tu Was. Dziękuję, że jesteście. 
Nawet nie wiecie, ile radości sprawia mi każda łapka w górę, albo komentarz. Uwielbiam z Wami pisać, czytać co macie do powiedzenia. Teraz podam Wam kilka przykładów, jak rozwinął się mój blog i jak my sami się zmieniliśmy. Linki do wpisów, są zaznaczone kolorami. 
Początki naszego życia z Anielką, były naprawdę trudne i dziwne. Nie ogarnialiśmy co i jak, a mną rządziły jeszcze hormony. Dostałam propozycję od portalu kobieceporady.pl na pisanie artykułów. Mój pierwszy wpis (napisany szczerze i trochę chaotycznie) gdy Anielka miała ok 3. miesięcy spotkał się z naprawdę dużym zainteresowaniem i wzbudził trochę kontrowersji. Jednak liczba udostępnień mówi, że jednak ktoś nas zrozumiał. Od urodzenia Anielka chorowała na AZS i sami nie wiedzieliśmy, jak jej pomóc, aż w końcu odkryliśmy kilka błędów, które popełnialiśmy w jej pielęgnacjiOd tego czasu mieliśmy spokój a Anielki skóra wreszcie była czysta.  Później dowiedzieliśmy się o anemii Anielki i pisałam Wam, że anemia to nie tylko blada skóra, ale również nadpobudliwe dziecko. Najwięcej polubień mamy pod jedynym takim wpisem w swoim rodzaju. Swojego czasu byłam zafascynowana porodem w domu i napisałam Wam jak to zrobić. Przeprowadziłam wywiad ze świadomą swego ciała kobietą, która pozwoliła mi na opublikowanie jej zdjęć z tego magicznego dnia. To był chyba najdłużej pisany artykuł przeze mnie. Pisałam Wam o głupocie jaką jest leczenie dzieci przez internet i o tym, jak wygląda sytuacja na porodówkach- poród z rzecznikiem praw pacjenta. Był okres, kiedy buntowałam się i mówiłam, że nie zostanę matką polką. Pisałam o tym, dlaczego ludzie tak bardzo nienawidzą matek i dzieci. Napisałam Wam, czego się boję i dlaczego śmierci?. Zostałam zaproszona do akcji, w której musiałam napisać dlaczego jestem super mamą. Był wtedy ciężki okres  w moim życiu- bardzo ciężko było mi to napisać. Następne moje wątpliwości, co do mojej osoby wyjaśniłam w tysiącach powodów, dlaczego nie nadaję się do pisnia bloga parentinowego. Zakładałam Anielce kask na głowę, polecałam Wam  film, który zmieni Twój pogląd na miłość.   To jest nasz ulubiony film, być może przez to, że trochę się z nim utożsamiamy- mamy swoje problemy, nasz związek odbiega od ideału, my sami ciągle się docieramy.  Poruszałam tematy o depresji poporodowej i czego potrzebują ludzie chorzy na depresję. Pytałam osoby, dotknięte tą chorobą. Myślę, że to bardzo ważne artykuły, ponieważ choroby i zaburzenia psychiczne mogą spotkać każdego. Skróciłam Wam nasz piewszy rok życia z Anielką i pochwaliłam się skromnym przyjęciem urodzinowym. W między czasie napisałam gościnny artykuł  o rodzajach cero sekretach udanej pielęgnacji, które spotkały się z całkiem dużym zaintresowaniem. Takie komentarze motywują mnie do działania. Mało kto wie, że chodziłam do szkoły kosmetycznej. Na stronie anielkowe, jest jeszcze setka innych artykułów. Tych bardziej dopracowanych i tych mniej. Na różne tematy. 

Popełniłam tysiąc błędów ortograficznych i stylistycznych. Czasami bawiłam się w słowotwórstwo. Często nie sprawdzałam pisowni. Z lenistwa. Z pośpiechu. Ale to nie jest ważne. Ważne jest to, że naprawdę lubię to robić. Znalazłam wreszcie coś, co daje mi satysfakcję. Jeszcze raz dziękuję za to, że jesteście!.

sobota, 18 listopada 2017

Jedna z najlepszych książek dla maluchów- Tych mniejszych i tych większych

11:07:00

Ja uwielbiam kupować Anielce książki, zwłaszcza teraz, kiedy już rozumie, że nie są one tylko do jedzenia. Anielka też wykazuje duże zainteresowanie takimi podręcznikami, co niezmiernie mi się podoba. Zazwyczaj przynosi sama książeczkę, pokazuje na obrazek i pyta "gdzie?" czyli po anielkowemu "co to?". 

Dotychczas ciężko mi było znaleźć taką książkę, która pozwoliłaby Anielce na samodzielne odkrywanie stron. Do wczoraj. Od razu wpadła mi w oko- grubsza, kolorowa, nieco odbiegająca od innych. Nie znajdywała się na półce przeznaczonej dla takich maluchów, ale stwierdziłam, że zobaczę co to takiego. Cena dość przyzwoita, bo koszt to niecałe trzydzieści złotych, grube, mocne strony i pełno kolorów. W dodatku w książce znajdowały się polecenia, małe zagadki i kartoniki, które dziecko samo otwiera i sprawdza co się za nimi kryje. No nie mogłam przejść obojętnie. Anielka jest bardzo ciekawską osobą więc wiedziałam, że jej się spodoba. 

Książeczka uratowała słuch pasażerów jadących autobusem. Anielka zanim wpadła w histerię, miała już w rączkach książeczkę, w której odkrywała okienka jeden za drugim. Super, że pojawiły się w niej postacie, które już zna: miś, piesek, myszka itp. Miałyśmy całkiem udaną podróż. Dla niej to coś nowego- inna forma czytania bajek. 


Dzisiaj, gdy udawałam, że śpię (ja zła matka!), Anielka sama wzięła książeczkę i zaczęła owierać okienka. Przysięgam, trwało to dobre dwadzieścia minut. Dla nas taki czas jest naprawdę bardzo zadziwiający. Wielkim plusem jest to, że książka raczej dedykowana jest starszym dzieciom- będzie "rosła" razem z Anielką. Niedługo będzie odpowiadać na pytania w niej zawarte, będzie rozumieć, że na urodziny wręcza się prezenty a na piknik zabiera się kanapki i słodkości. 

Szczerze? Mam już trochę dość niektórych bajek, dedykowanych maluszkom. Anielka nie jest jeszcze na etapie, że słucha tekstu czytanego przez rodziców. Bardziej interesuje ją wskazywanie na dane rzeczy i mówienie, co to. Chciałam znaleźć coś, co zaciekawi nas obie i będzie wymagało więcej uwagi od córki. No i znalazłam. 

Na stronie księgarni internetowej jest napisane, że książka uczy dzieci rozpoznawać kształty oraz nauczy ich liczenia i dopasowywania elementów. Dla nas (na razie) uczy zapamiętywania różnych postaci i elementów takich jak zwierzątka czy artykuły spożywcze. No i w dodatku te magiczne okienka, które można otwierać do woli i cieszyć się z każdym nowym obrazkiem:). Trochę się wkurzyłam, bo można zamówić ją z księgarni internetowej za dwadzieścia złotych, no ale cóż. 

Polecam z całego serca tę książeczkę dla zarówno młodszych dzieci, jak i tych starszych. Pamiętajcie, że mikołajki już niebawem. Dajcie znać, jakie książki polecacie dla trzynastomiesięcznego malucha, który naprawdę już dużo ogarnia i jest ciekawy Świata.

wtorek, 14 listopada 2017

W naszym domu zapanowała cisza.

12:58:00


Możecie mnie za to przestać lubić. Możecie się ze mną nie zgodzić- wszystko mi jedno. Chcę dzisiaj poruszyć ten temat, bo mnie gryzie jak komar. W naszym domu dopiero dzisiaj wieczorem zapanowała cisza, nieprzerwana od godziny.  Temat jest dosyć kontrowersyjny, ale będzie mi strasznie miło, jak dacie mi szansę i się nie uniesiecie. 


Razem z Alkiem wierzymy w medycynę. Temat szczepień był dla nas jasny od samego początku- szczepimy. Z przymrużeniem oka patrzyłam na anty-szczepionkowców. Wiem, że każdy ma prawo do własnego zdania, nie zawszę muszę się ze wszystkim zgadzać. Chodzi mi tylko o to, żeby postępować według własnego sumienia, własnych przekonań i własnego serca. Nieważne, czy są one podparte naukowymi badaniami, liczy się tylko to, żeby nie wpajać nikomu nic na siłę, nie siać teorii spiskowych i nie wprowadzać ludzi w błąd. 

Anielka trzy tygodnie temu została zaszczepiona na Odrę, Świnkę i Różyczkę. Cała zdrowa i  szczęśliwa poszła do przychodni. Dzielnie zniosła szczepienie, chociaż ja tam prawie robiłam w gacie. Tak już mam, taka jestem. Następnego dnia nie mogła chodzić. Wywracała się, zatrzymywała  i bez widocznej przyczyny wpadała w ryk. Kolejne dni, to była masakra. Masakra dla męczącego się dziecka i bezradnego rodzica. Znacie to uczucie, kiedy patrzycie na swoje dziecko i wiecie, że to nie jest ta sama osoba, co kilka dni wcześniej? Jeśli nie, to Wam nie życzę. Patrzyłam na blade dziecko z czerwonymi podkowami pod oczami, które non stop albo wpadało w wielki płacz, albo same tuliło się do koca na podłodze. Próby usypiania kończyły się histerią. Noce się dłużyły. Co chwilę budziła się, wierciła, wpadała w ryk. Doszło do tego, że zaczęła wymiotować. Moje dziecko jest High Need Baby, ale to co się działo... To nie zachowanie High Need Baby- to zachowanie chorego dziecka.

Po tygodniu zrobiłam pierwszą morfologię i umówiłam się na wizytę u lekarza. Laboratorantka zwróciła uwagę na wyniki i zasugerowała, że przy szczepieniu powinno się wszystko podwyższyć a nie spaść...Lekarka zleciła powtórzenie wyników za dwa tygodnie. To było najgorsze dwa tygodnie w moim życiu. Anielki stan właściwie się nie poprawiał, coraz gorzej jej się spało. Chodziłam na morfologię co dwa dni i monitorowałam na bierząco jej stan zdrowia. Najgorsze chyba w tym wszystkim było to, że zazwyczaj przy szczepieniu lekarki ostrzegają TYLKO, że może pojawić się gorączka i obrzęk. Nikt nigdy nie mówi o innych powikłaniach, bo przecież pojawiają się tylko u niektórych dzieci. Pech chciał, że trafiło na Anielkę. Czytaliście kiedyś ulotkę od szczepionki? Zapalenie Opon Mózgowych, Przewlekłe Zapalenie Stawów.... to tylko nieliczne NOPY, które mogą się pojawić. Myślę, że każdy rodzic powinien mieć tego świadomość. Ja żałuję, że podjęłam taką decyzję, nie przygotowując się na ewentualne powikłania...

Trochę wcześniej przeprowadziliśmy się do Alka. Zamieszkaliśmy w miejscu, gdzie są kaloryfery, cieplejsze i mniej ciepłe pomieszczenia. Chociaż spędziliśmy tam prawie całe wakacje i niejedną noc.  Zapaliła nam się lampka, że może za mało wietrzymy, że ta temperatura... I wielkie poruszenie domowników. Nawilżacze powietrza, wietrzenie, dłuższe spacery i... nadal męczące się dziecko, chociaż wyniki się poprawiały. Mój płacz, Anielki płacz, moje wkurzenie, Anielki humorki. No coś jest nie tak. Co robimy źle? Na skórze Anielki zaczęły pojawiać się swędzące zmiany, wypieki na policzkach, chociaż nie miała gorączki i ciągłe przecieranie oczu. 

Właśnie Anielka obudziła się z wielkim krzykiem, więc leki pomogły tylko na dwie godziny. Ja naprawdę nie mam już sił...Wracając do tematu. Coś ciągle było nie tak, nasze dziecko się męczyło. Chociaż jesteśmy przyzwyczajeni do trybu pracy przy Hajnidzie, to nie byliśmy przyzwyczajeni do funkcjonowania dla stworzenia, które momentami męczyło się same ze sobą. Do tego te wymioty nocne, które nie dawały spać. Strach przed tym, że Anielka się udławi był naprawdę wielki. Anielki stan się poprawiał. Znikała bladość, ale pojawiały się zaczerwienienia. I gdy było jak naprawdę dobrze...pojawiła się chrypka. Mieliśmy każdy objaw zgłaszać, więc w niedzielę pojawiliśmy się na oddziale w szpitalu. Osłuchowo wszytko w porządku. Uff, całe szczęście. Może to tylko przez suche powietrze. Aż do dzisiaj. Dzisiaj Anielka po kolejnej nieprzespanej nocy, z czerwonymi oczami i swędzącą skórą, przywitała nasz dzień. Przerażającym krzykiem, o byle pierdołę umilała mój dzień. Głosem, jakby ktoś poszarpał jej struny głosowe, demonstrowała swoje niezadowolenie. Znów ten sam schemat- wyniki i wizyta u lekarza.
Wyniki w normie. Całe szczęście. Dziecko na papierze zdrowe, ale dlaczego tak się zachowuje? Skierowanie od lekarza do alergologa, leki typowo alergiczne i magiczny syrop na sen. Żeby odpoczęła, żeby się zregenerowała...żeby rosła zdrowo i szczęśliwie. Tak więc  najprawdopodobniej teraz alergia. Alergia na co? Czym spowodowana? I nie mówcie mi proszę, że magiczny płyn rozchodzący się w mięśniach naszej córki to przypadek. Że on nie miał nic wspólnego z ostatnimi tygodniami... Nie mówcie mi proszę, że to wszystko to kwestia zbiegu okoliczności. 

Chciałam się wygadać. Chciałam Wam opowiedzieć jak nasze życie się zmieniło. Nie łapcie mnie za słówka i  wybaczcie błędy w pisowni. Czy będę dalej szczepić Anielkę? Zastanowimy się... Być może tylko odroczymy szczepienia. Nadal wierzę w medycynę, uznaję cel szczepionek. Ale naprawdę chciałabym, żebyście wiedzieli, że argument " ja byłam szczepiona, więc nic mu nie będzie" jest błędny. NOPY mogą spotkać każdego. Ważne jest, żeby przeczytać tą pierdzieloną ulotkę... Żeby zastanowić się, czy to dobry moment dla mojego dziecka? W dzisiejszych czasach składy szczepionek różnią się od tych podawanych kilka lat wcześniej. Trzeba wziąć wszystkie za i przeciw i podjąć decyzję. Taką świadomą, przemyślaną i dorosłą. 

Ja nigdy nie zapomnę tego widoku. Bladego dziecka, które samo nie wie co mu jest. Dziecka, któremu wyszły siniaki i drapało się w histerii. Dziecka, które potykało się o sam cień i nie mogło w nocy spokojnie zamknąć oczu.