a Najbardziej pozytywny blog parentingowy i lifestylowy

piątek, 15 lutego 2019

Kobieta - introwertyk. Kto ją zrozumie?

lutego 15, 2019

Ostatnio natknęłam się na artykuł związany z introwertykami. I chociaż życie introwertyka nie jest wcale złe, to na co dzień spotykamy się z różnymi opiniami na swój temat. Że jesteśmy dziwni, niestali w uczuciach i emocjach, że odwołujemy spotkania albo niechętnie odbieramy telefon. Że cieszymy się z samotnych zakupów, spacerów. To wszystko sprawia, że niektórzy myślą, że jesteśmy outsiderami. Ale ci, którzy znają nas naprawdę wiedzą, że po prostu mamy swój Świat i swoje kredki. I chociaż nasza postawa może spotkać się nie tylko ze zdziwieniem, ale nawet z hejtem, to mamy to głęboko w poważaniu. A przynajmniej takie pozory sprawiamy : ).

Wokół introwertyków narosło wiele mitów. Powszechna opinia mówi, że są to ludzie zamknięci w sobie, samotni i małomówni. Nic bardziej mylnego! Introwertycy mają przyjaciół i pasje. Są pomysłowi i naprawdę lubią „dominować” - czy to w związku, czy w grupie zawodowej. Nieważne, jakie masz zdanie na temat introwertyków, powinieneś wiedzieć, że tacy jak my często wychodzą z inicjatywą. Na czym polega życie introwertyka i co sprawia, że na swój sposób jest wyjątkowy?

Małe grono znajomych
Dobieramy przyjaciół ostrożnie. Kiedy ktoś nam nie pasuje, po prostu tracimy z nim kontakt. Szkoda nam czasu na bezużyteczne znajomości, które nic nie wnoszą w nasze życie. Zazwyczaj introwertycy mają kilku dobrych znajomych i przyjaciół — takich ludzi, do których mogą zawsze zadzwonić w potrzebie i się np. wyżalić. Nie szukamy przyjaciół na siłę, a żeby wpuścić kogoś do swojego serca, musimy naprawdę być tego pewni.

Niepozorność
I to działa w dwie strony. Jedni introwertycy wydają się pełni życia i odważni, ale tak naprawdę boją się wielu rzeczy, a odwaga kosztuje ich naprawdę sporo nerwów. Do takiej grupy należę ja. Inni z kolei wydają się „szarą myszką”, a tak naprawdę są ogniem!

Uczucia, ach te uczucia!
Dla normalnego człowieka opisywanie swoich uczuć i wsłuchanie się w siebie jest rzeczą prostą. Nam, introwertykom zajmuje to zdecydowanie więcej czasu i mamy z tym spory problem. Dla nas nic nigdy nie jest czarne albo białe. Introwertycy widzą również inne odcienie. To dlatego większość introwertyków często ma „zajęty mózg” lub niechętnie i niełatwo opowiadają o swoich uczuciach. Nie dlatego, że się wstydzą, ale dlatego, że sami nie wiedzą, co czują. Uważam, że chociaż jest to skomplikowane, to ma swój urok na swój sposób. Przez to jesteśmy bardziej wrażliwi, wyczuwamy kłamstwa i przede wszystkim — łatwiej nam zrozumieć drugą osobę. Chociaż nas nikt zazwyczaj nie rozumie :)

Samotność, przestrzeń i intymność
Lubię spotkania ze znajomymi i zawsze ich wyczekuję. Ale są dni, w których nie mam ochoty na spotkania. Lubię samotne wieczory, w których słyszę tylko swoje myśli. Wszyscy introwertycy uwielbiają spędzać czas sami. Introwertycy się nie nudzą. Lubią mieć przestrzeń, w której mogą pobyć sami. Brak tej przestrzeni powoduje zmęczenie, smutek, a nawet zdenerwowanie. Mnie po trzech wieczorach spędzonych tylko i wyłącznie na pracy, zaczyna siadać mózg. Zaczyna mi brakować ciszy i czasu na swoje intymne, najskrytsze myśli.

A jeśli przy myślach jesteśmy. Z introwertyka nigdy nie da się wszystkiego wyciągnąć. Zawsze w swojej głowie zatrzyma jakieś myśli i zachowa je tylko dla siebie. Nie dlatego, że się ich boi, nawet jeśli powodują palpitacje serca. Tylko dlatego, że jesteśmy sami z sobą bardzo blisko i doceniamy swoją intymność. Lubimy mieć kawałek siebie, taki kawałek, którym nigdy się nie podzielimy.

Nieplanowane spotkania i rzeczy na spontanie
Nieee. To nie dla nas. Nawet jeśli zrobimy coś nieplanowanego od czasu do czasu, to kosztuje to nas sporo wysiłku. My już tydzień wstecz mamy zaplanowane, co będziemy robić we wtorek o 11.00 godzinie. To dlatego tak rzadko zgadzamy się na „spontany”. I to nie chodzi wcale o to, że nie mamy na nie ochoty. Chodzi o to, że my potrzebujemy planu w życiu. Nawet jeśli wydaje się to śmieszne.

Nie możemy zasnąć przy muzyce, telewizorze itp. Najlepiej uczymy się czegoś, jeśli jesteśmy sami. Zajęcia w grupie są dla nas mało owocne. Kiedy coś robimy, zazwyczaj nie może nam lecieć muzyka w tle. Zazwyczaj mamy artystyczną duszę. Od ludzi oczekujemy dużo, ale sami od siebie też wymagamy. Skupiamy się na sobie i swojej duszy. Nie jest łatwo nam „dogodzić”, ale za to doceniamy to, co dostajemy, pod warunkiem, że od innej osoby wymagało to dużo zaangażowania.
A ty? Jesteś introwertykiem?

Buziaki!

środa, 13 lutego 2019

Tani i dobry balsam brązujący. Efektima

lutego 13, 2019



Zanim będziemy mogły nacieszyć się słońcem, minie trochę czasu. Dużo kobiet chciałoby mieć zdrową i naturalną opaleniznę. Dobrze dobrany balsam brązujący nada skórze blask i sprawi, że będziemy wyglądały atrakcyjniej. Ja mam bardzo bladą, przezroczystą karnację. Nie mleczną, po prostu przeźroczystą. Na moim ciele widać wszystkie żyłki i mankamenty. Odkąd pamiętam, zawsze mi to przeszkadzało i już od roku pozbyłam się tego problemu. Chodziłam regularnie na solarium, oczywiście wszystko z głową. Nie polecam jednak tego sposobu ze względu na konsekwencje zdrowotne, które mogą wyjść po latach.



Jakiś czas temu w moje ręce wpadł balsam brązujący Efektima, Suntastic Natural Glow. Kupiłam go w Rossmannie za niecałe 20 zł i się w nim zakochałam! Przestałam chodzić na solarium, a cieszę się zdrową opalenizną bez smug, chociaż peeling ciała robię rzadko. 

Używam go codziennie po kąpieli. Na całe ciało. Konsystencja tego balsamu brązującego jest naprawdę idealna. Nie jest to płyn, który spływa i pozostawia smugi. A z drugiej strony nie jest to też gęsty krem, którego rozprowadzenie jest ciężkie. Bez problemu mogę w ciągu dwóch minut zaaplikować go na siebie. Wchłania się dość szybko, ale pozostawia skórę nawilżoną i otuloną balsamem. Nie klei się, ale czuć, że coś zaaplikowało się na skórę. Problemem większości samoopalaczy i balsamów brązujących jest smród. Specyficzny zapach, który demaskuje, że używamy takich kosmetyków. Na szczęście w tym kosmetyku tego nie poczujemy. Skóra pachnie po nim masłem kakaowym. Nie jakoś specjalnie intensywnie - drażniąco

Nie przesusza skóry nawet przy codziennym stosowaniu. Działa naprawdę pielęgnacyjnie.

Nasuwa się pytanie, czy skoro używam go codziennie, to nie mam efektu przesadzonej opalenizny? Nie, nie mam. Czasami zdarzy mi się, że źle posmaruje ręce, albo umyję je bezpośrednio po aplikacji - wtedy faktycznie moje ręce wyglądają dość dziwnie. Ale wystarczy sok z cytryny i kolejna aplikacja na dłonie, żeby to jakoś wyrównać. Czasami po prostu to olewam. 
Różnica pomiędzy balsamem brązującym a samoopalaczem jest taka, że nawet przy regularnym stosowaniu nie będziemy mieli sztucznego efektu. Balsam brązujący (konkretnie ten) sprawia, że nasza skóra jest muśnięta słońcem. Wpada w lekko żółte tony, to trzeba przyznać. Ale mimo tego skóra wygląda na zdrową, a ludzie, którzy mnie nie znają, myślą, że tak wygląda moja karnacja. 

Nie używam go na twarz! W związku z tym, że mam tłustą cerę skłonną do podrażnień i trądziku, nigdy nie aplikowałam go na buzię. 

Jest dyskretny i inteligentny. Cieszę się, że go poznałam i od dłuższego czasu (kilku miesięcy) jest moim przyjacielem! Nigdy nie sądziłam, że mogę jednocześnie pielęgnować moją skórę i pozbyć się trupiego wyglądu. Chyba nigdy nie zaakceptuje mojej blado przerażającej karnacji. Dobrze, że go mam. I uważam, że każda kobieta, która szuka niedrogiego i dobrego balsamu brązującego, powinna go wypróbować. 


Buziaki!

niedziela, 10 lutego 2019

Mam już dosyć tego, że za wszystko obwinia się matki!

lutego 10, 2019

„Co za matka? Zobacz, jakie dziecko jest brudne?!”

„Tak Cię matka wychowała?”

„To wina matki!”

„Gdzie była matka?”

„Jak matka może tak zrobić/powiedzieć?”


Gdyby kobiety mogły same się zapładniać, wtedy można byłoby stwierdzić, że za dziecko odpowiada matka. Ale z tego co mi wiadomo, to jak i do tańca trzeba dwojga, to i do powiększania rodziny również. Śmiem nawet twierdzić, że ojcowie traktowani są bardzo przedmiotowo, dosłownie: „zrobiłeś, to teraz idź w kąt!”

Idź w kąt, bo i tak od teraz to ja - matka będę za wszystko odpowiadać. To mnie będą chwalić i karcić za złe zachowanie mojego dziecka. To i tak mi się dostanie po tyłku, bo zawsze wina jest matki. 

Ojciec? Owszem, ma dwie ręce, mózg też w użyciu, ale ojcowie są pomijani. Ojcowie, jakby zawsze mieli margarynę Kasię przy sobie - zawsze im się upiecze. Ojcowie to są tylko do oklaskiwania, kiedy raz na jakiś czas wyjdą na spacer z dzieckiem. 
Albo, co gorsza - kupią dziecku ubranka i nawet trafią w rozmiar. Tacy ojcowie to skarby. A matki? Nie śpią po nocach, zapierdzielają w pogodę, czy nie pogodę: na zakupy, na spacerki, do lekarza. I nie ma, że nie. I nie dostają pochwał za to, że toną w pieluchach albo że dziecko szybko nauczyło się czytać. Przecież to ich obowiązek! Tymczasem, wystarczy, że ojciec zabierze dziecko na ten spacer i już stoi w kolejce po rodzicielskiego Oskara. 

Ale to chyba najmniejszy problem. Najbardziej boli mnie to, że kiedy dziecko (które jest TYLKO dzieckiem) odpierdzieli coś głupiego - nieważne, czy jest to dantejska scena w sklepie, czy przyznanie przed milionem ludzi, że chce zostać mordercą - ZAWSZE jest to wina matki. Albo takie mniejsze sprawy jak dziurawe skarpetki dziecka. „Co to za matka puszcza dziecko do przedszkola w dziurawych skarpetkach?” A przepraszam bardzo - gdzie jest ojciec, ja się pytam? Nie no, on zbiera pochwały i podziwy od innych matek i nauczycielek za to, że odprowadził dziecko do szkoły i dał mu buziaka. A matka, kiedy tak zrobi, to zostanie zjechana od góry do dołu, że całuje dziecko w usta - że zarazki, że opryszczka, że kij wie co jeszcze. No i jeszcze reprymendę od pani wychowawczyni, że dziecko ma sznurowane buty, a te ciężko zakładać.

-To proszę zadzwonić do jej ojca i mu o tym powiedzieć. Niech kupi - nie powiedziała żadna matka. 

Dlaczego zawsze społeczeństwo patrzy na to, że za wszystkim co złe, stoi matka? Dlaczego to my jesteśmy oceniane i wyśmiewane? Przecież są ojcowie! Bo co? Oni pracują? A my to co? Na wakacjach siedzimy? Większość z nas pracuje zawodowo, a to do nas dzwonią nauczyciele, kiedy dziecko źle poczuje się w szkole. Kiedy ojciec wyjdzie na piwo z kolegami, nikt nie zapyta go, co zrobił z dzieckiem. Ale kiedy matka pojawi się w towarzystwie znajomych, od razu zostanie zapytana: „A dziecko z kim?!" A szczytem jest, kiedy pójdzie potańczyć albo się upije — JAK TO? MATKA? PATOLOGIA! 

Jeszcze jak w rodzinie są podziały na obowiązki, to ja rozumiem. Chociaż i tak za wszystko oberwie się matce. Ale co z kobietami, które samotnie wychowują dziecko? Kurde, ten kto nie zazna samotnego macierzyństwa, to nie wie, jak to jest. I co? Jak możesz samotnej matce zarzucić, że źle wychowuje dziecko? Że pociecha rozrabia, że nie może się odnaleźć i że źle współpracuje z innymi dziećmi? A może ktoś by pomógł? A może byś chciała zobaczyć, jak wygląda dzień z życia samotnej matki. Że nie jest wcale tak łatwo. A dlaczego nikt nie pociągnie ojca do odpowiedzialności? Halo? Gdzie jest ojciec?! To matka ma zawsze dać sobie radę, a ojciec jest nieważny. I wiecie co? Matki zawsze dają radę, tylko nikt tego nie widzi. 

Ja się nie zgadzam. Naprawdę się nie zgadzam z tym, że za wszystko co złe, mają być obwiniane matki. Bo ojcowie też są odpowiedzialni za dzieci. I nikt nigdy nie powiedział, że matka ma 80% udziału w wychowaniu dziecka, a ojciec pozostałe 20%. To niesprawiedliwe. 

niedziela, 3 lutego 2019

Dieta bez chleba. Czy działa i jest zdrowa?

lutego 03, 2019
















Dieta bez chleba, chociaż uważana jest przez niektórych za coś absurdalnego, a nawet niezdrowego, w rzeczywistości wcale taka nie jest. Bo chleb, chociaż zawiera błonnik i niezbędne ziarna, witaminy i aminokwasy, to tak naprawdę w jego skład często wchodzi karmel, słód jęczmienny, syrop glukozowy, a nawet guma guar. O tym, jaka jest różnica pomiędzy chlebem kupionym w markecie, czy nawet w „dobrej” piekarni a tym zrobionym w domowym zaciszu, wiedzą tylko ci, którzy sami pieką chleb w domu. I nie ma różnicy, czy mówimy tutaj o białym pieczywie, czy tym pełnoziarnistym.

Chleb działa na zasadzie zapychacza

Większość polskich rodzin je chleb na śniadanie, kolację, a nawet w niektórych przypadkach traktuje chleb jako „przekąskę”. Nie ma co się dziwić, bo po jednej kromce chleba można poczuć się już najedzonym. Szkoda tylko, że ten efekt nie trwa długo, w wyniku czego sięgamy jeszcze po jedną kromkę i następną... Nawet do lekkiej zupy, jako dodatek dodaje się grzanki albo kawał pajdy. Pytanie tylko dlaczego?

ŻEBY SIĘ NAJEŚĆ. Bo ludzie, którzy widzą talerz pełen warzyw, od razu zakładają, że przecież samymi warzywami się nie najedzą. I mają rację, ale wystarczy zamiast chleba od czasu do czasu ugotować dobrą kaszę i wszyscy będą zadowoleni.

Chleb może powodować wzdęcia, uczucie ciężkości i zmęczenie

Ja jestem fanką ciemnego pieczywa. Swojego czasu, codziennie chodziłam do piekarni, aby kupić na wagę kilka kromek naładowanego zdrowiem (tak mi się wtedy wydawało) chleba. Za 5 małych kromek płaciłam coś koło 6 zł, więc wydawało mi się, że to naprawdę dobra inwestycja. Zaczęłam się ostatnio zastanawiać, dlaczego po śniadaniu czuję się pełna, chociaż nie jem dużo, a moja dieta naprawdę jest bogata w zdrowe, nieprzetworzone rzeczy. O 12:00-14:00 zawsze miałam „zjazd” i chociaż przesypiałam całą noc, musiałam się na chwilę położyć. W dodatku niekiedy, chociaż byłam pełna, czułam się nienajedzona i sięgałam po wszystko, co miałam pod ręką. Czułam się z tym źle, bo wiem, że nasze zdrowie to nasz żołądek i szkoda mi było tego, na co długo pracowałam. W dodatku zauważyłam bardzo ważną rzecz, która otworzyła mi oczy. Moja córka, która je ze mną każdy posiłek, po jedzeniu dostawała naprawdę dużo energii, a ja najchętniej położyłabym się i zasnęła na dywanie. ALE! Moja córka rzadko kiedy je chleb. Ma ostatnio taki okres, że jest zainteresowana wszystkim, co jest na talerzu, ale chleba nie dotknie. Wtedy zapaliło mi się czerwone światło.

Dieta bez chleba jest skuteczna

I zaczęłam czytać o diecie bez chleba. A właściwie o tym, że on nie jest niezbędny w diecie. Dowiedziałam się, że faktycznie chleb zapycha, ale powoduje uczucie ciężkości, problemy z wypróżnianiem, podnosi cukier i...odkłada się na brzuchu oraz jego okolicach. Chleb potrafi uzależnić i chociaż brzmi to nieprawdopodobnie, to spróbuj sama nie jeść chleba. Ani w postaci ciemnego bochenka, ani bułki czy pizzy. Spróbuj nie jeść pieczywa. Ja spróbowałam. A efekt poczułam już pierwszego dnia, kiedy zjadłam porządne śniadanie bez zapychacza. Po południu nie miałam ochoty na drzemkę i przez cały dzień nie miałam wzdętego brzucha, chociaż na obiad zjadłam makaron. Od pięciu dni nie jem pieczywa, ale nie zrezygnowałam z niczego innego. Od pięciu dni naprawdę czuję się lepiej, lżej i mam więcej siły. Na tym właśnie mi zależało. Efekt zrezygnowania z chleba czuć od razu. Poza tym przestałam w ogóle interesować się podjadaniem. Nie mam ochoty nawet na cukierka, który leży na mikrofalówce. Stanęłam dzisiaj na wadze i okazało się, że schudłam 2 kilogramy. Dzisiaj waga pokazała mi 49 kilo. I chociaż moim powodem rezygnacji z chleba nie było pozbycie się kilogramów, to jestem zaskoczona. Faktycznie czytałam, że na diecie bez chleba można zrzucić nawet 10 kilo w ciągu miesiąca, ale ja nie potrzebuję tak radykalnej utraty wagi, bo mam 160 cm wzrostu.

To jeść ten chleb, czy nie?!

Tutaj odpowiedź Was zaskoczy! Bo ja jestem wielką fanką równowagi i nigdy nie doszukuję się i nie korzystam ze skrajnych rozwiązań. Uważam, że popadanie ze skrajności w skrajność wiąże się z wieloma konsekwencjami. Dobrze było spróbować nie jeść chleba przez tyle dni, bo przekonałam się, gdzie leży problem. A problem nie leży wcale w samym chlebie, lecz w jego jakości i ilości spożywanych kromek. Chociaż wszyscy wiedzą, że białe pieczywo, zwłaszcza kupione w markecie, w ogóle nie sprzyja zdrowiu, to jednak o godzinie 12.00 ciężko znaleźć już go na półkach w sklepach. Ludzie masowo wykupują pieczywo naładowane wspomagaczami, a później dziwią się, że ciągle chorują, mają wzdęcia, problemy trawienne i ciężko im schudnąć. Chleb jest potrzebny do prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu i przede wszystkim naszego mózgu. Niejedzenie go w ogóle przez długi czas, może prowadzić do zmian nastrojów, obniżenia odporności i wielu, wielu innych schorzeń. Z tym chlebem to jest naprawdę bardzo kontrowersyjny temat. Co zatem zrobić? Zrezygnować z kupowania pieczywa w marketach! Poprosić w piekarni o skład pieczywa. Te lepsze” piekarnie takimi dokumentami dysponują i bez problemu dają je do wglądu klientom. Poza Tym można samemu piec chleb, chociaż wiem, że czasami z tym ciężko. I zapamiętajcie jedną, ważną zasadę - chleba nie trzeba jeść przy każdej możliwej okazji. Wystarczy kilka małych kromek pełnoziarnistego chleba na śniadanie. Drugie śniadanie do szkoły lub pracy? Nie muszą być to kanapki. Do zupy też nie trzeba jeść pieczywa. A kolacja? Też da się coś wymyślić :).







piątek, 25 stycznia 2019

Wyrażanie siebie jest niezwykle ważne. Jak uczę moje dziecko ekspresji? Naszywki NoPoPatch

stycznia 25, 2019
sklep internetowy
Naszywki i naprasowanki od NoPoPatch pomogły mi wyrazić swój charakter.

„Jak ty się wyrażasz?!” Pewnie każdy z nas zna ten tekst z dzieciństwa. Z początku dotyczyło to brzydkich słów usłyszanych gdzieś w przelocie, które odtwarzaliśmy przy najlepszych okazjach, później słyszeliśmy to, kiedy nieładnie określiliśmy kolegę ze szkolnej ławki. I chociaż jest różnica pomiędzy wyrażaniem się a wyrażaniem siebie, warto od samego początku uczyć dziecko tych dwóch rzeczy równolegle. Naszywki i naprasowanki dają możliwość pokazania swoich zainteresowań, przekonań, a nawet potrzeb. Ja potrzebuję kawy, a ty?:)


fajne rzeczy na ubrania
Zaprasowanie ich lub przyszycie na ubrania jest niezwykle proste. Jak widzicie razem z Anielą złożyliśmy zamówienie w sklepie internetowym :)
Czy możemy mieć pretensje o to, że nasze dziecko kogoś nie lubi? Przecież sami mamy swoich ulubieńców i ludzi, których wolimy unikać. Dlaczego więc złościmy się, kiedy dziecko powie, że coś jest głupie? Dzieci, nawet te najgrzeczniejsze nie zawsze potrafią użyć „łagodniejszych” określeń. Jest nam wstyd, kiedy ktoś usłyszy, jak nasze dziecko czasami się wyraża.
I właśnie ten wstyd towarzyszy nam od samego urodzenia, aż po kres. Boimy się pomalować ściany na różowo, bo co ludzie powiedzą. Wstydzimy się przyznać, że lubimy disco polo, bo nas wyśmieją. Wstydzimy się powiedzieć, że nasze dziecko wciąż ssie smoczka, a gdy widzi nocnik, to płacze wniebogłosy.
Dochodzi do tego, że wstydzimy się przed samym sobą przyznać do porażki, błędu lub co gorsza — wstydzimy się nawet swoich potrzeb. Tych najbardziej skrytych.

Co zrobić ze starymi ubraniami?
U nas na topie samoloty i zwierzątka:)

Wyrażać siebie można na tysiąc sposobów, ale zawsze trzeba robić to z kulturą. I tego staram się uczyć moją córkę. Nie jestem oazą spokoju, nie należę do osób, które zawsze wiedzą, jak się mają zachować. Nie jestem kurą domową, nie lubię gotować i chociaż lubię sprzątać, to zawsze otacza mnie chaos. Taka jestem. I moja córka też może taka być. Chcę, aby była sobą, ale pragnę, żeby wyrażała siebie w odpowiedni sposób. To od nas, dorosłych zależy, jak będą radzić sobie z emocjami i pragnieniami nasze dzieci.

Jesteś zła? Krzycz, ale nie wyżywaj się na innych. Jesteś smutna i nie chcesz z nikim pogadać? Przelej to na papier. Chcesz namalować obraz? Kupię Ci farby i płótno. Chcesz napisać piosenkę? Ok, tylko czekaj, znajdziemy Ci podkład muzyczny. Interesują Cię zwierzęta? Wybierzemy się do zoo, schroniska, a nawet kupimy naszywki i ozdobimy kotami wszystkie Twoje ubrania :)
Jak możemy pomóc dziecku w wyrażaniu swoich emocji i uczuć? Przede wszystkim powinniśmy dawać im przykład. Warto pokazywać, że rozumiemy ich potrzeby i wiemy, czym się interesują. Dzieci zwracają uwagę nawet na najmniejsze szczegóły. Tylko my, dorośli ciągle gdzieś biegnąc, nie zauważamy „drobnych rzeczy”, które dla naszych pociech są kluczowe. Samoloty, miłość, zafascynowanie zwierzętami. Dla nas to codzienność, a dla dzieci coś wyjątkowego i coś, z czym się utożsamiają. A może to właśnie ich sposób na wyrażanie siebie?
sklep internetowy
Zaprasowanie ich jest bardzo łatwe i przede wszystkim nie „wystają”. Świetnie wtapiają się w materiał. Producent podpowiada, że naprasowankę można dodatkowo wzmocnić kilkoma szwami.

Piękne naszywki i naprasowanki, które z pewnością pomogą wyrazić siebie znajdziecie pod linkiem: NoPoPatch Naszywki. Sprawią, że każde ubranie nabierze charakteru i zyska zupełnie nowe życie. Warto raz na jakiś czas zaszaleć z ubraniami i dać ponieść się swojej wyobraźni. Duży wybór naszywek i naprasowanek to zaleta sklepu NoPoPatch. No i szybki czas wysyłki :) To co? Wyrażamy siebie i nasze dzieci na każdy możliwy sposób? 

A takie cuda nam wyszły. Zobaczcie:)







Buziaki kochane! 

wtorek, 8 stycznia 2019

Trzecia wojna światowa będzie na hejt

stycznia 08, 2019

Cofnijmy się kilka dobrych lat wstecz. Zakompleksiona dziewczyna, która zawsze szukała winy wśród innych, tylko nie u siebie. Chociaż z pozoru uśmiechnięta, w myślach przeklinała cały Świat. Wy nie wiecie, co ja byłam w stanie kiedyś zrobić, żeby tylko wyszło na moje. Wstydzę się tego. Wstydzę się tego, że byłam w stanie skrzywdzić drugą osobę w imię mojego ego. Tak było, tylko dobrze się z tym kryłam, a wiedzą o tym tylko osoby, z którymi wtedy przebywałam. Doszło do tego, że kiedy naprawdę wydarzyło się coś złego, nikt mi nie uwierzył.
Zauważyłam jedną ważną rzecz — im ja bardziej stawałam się szczęśliwsza, tym mniej było we mnie jadu i nienawiści. Nieważne, czy ktoś mnie w jakiś sposób zranił — nauczyłam się pokory. Nie mszczę się, nie szukam tanich sensacji i nie wchodzę butami do życia innych. Wreszcie mam swoje życie, którym chcę zająć się na sto procent.

Ja ogólnie mam swoje wąskie grono. Najlepiej czuję się wśród tych najbliższych. Nie czuję potrzeby poznawania nowych ludzi. Chociaż jestem bardzo wygadaną osobą, to czasami z trudem wychodzi mi rozmowa z przypadkowo poznanym człowiekiem. Ja nie przebieram w znajomych, ja po prostu wpuszczam do siebie tylko tych, z którymi czuję się dobrze.

Jak czułam się źle w swoim ciele, to zaczęłam ćwiczyć i przeszłam na dietę. W momencie, w którym zaczęło brakować mi pieniędzy, poszłam do pracy. Praca mi nie odpowiadała? Całkowicie się przestawiłam, zaczęłam się dokształcać i dzisiaj pracuję tak, jak chcę. Nadal mam kompleksy i są rzeczy, które całkowicie bym zmieniła, ale DZISIAJ już nie pozwalam, żeby zrujnowały mi życie. Moje życie, o które cały czas walczę i staram się, jak mogę, żeby było dobre. Myślę, że zrobiłam 80% więcej, niż te wszystkie babki, które życzą mi źle:).

Do czego zmierzam? Że ludzie nieszczęśliwi zawsze będą próbować wkraczać w nasze życie i podcinać nam skrzydła. Mówię tutaj o plotkach, głupich komentarzach na temat wyglądu, a nawet uwag dotyczących sposobu życia. Ile razy jakaś kobieta patrzyła się na Ciebie, jakby myślała „Boże, co za pasztet!”. Ile razy widziałaś, że ktoś się z Ciebie śmieje? Ile razy ktoś próbował Ci wmówić, że to, jak wychowujesz swoje dziecko woła o pomstę do nieba? Że nie zasługujesz, że jesteś głupia i nic niewarta. Albo w pracy — ile razy ktoś powiedział, że pracujesz dobrze, a za chwilę obrobił Ci tyłek u szefowej?

Pamiętaj, że jest różnica między konstruktywną krytyką a wbijaniem noża w plecy w imię swojego ego i swoich kompleksów. Ludzie, którzy są szczęśliwi, są wolni od tego typu zagrywek. Ludzie, którzy są smutni — będą wyładowywać swoją frustrację na innych. To jest definicja życia w cywilizowanym (na pozór) społeczeństwie.

I chociaż innym może nie podobać się to, jak wyglądasz, co robisz i jak wychowujesz swoje dziecko — nikt nie ma prawa Cię oczerniać. A jest spora różnica pomiędzy wyrażaniem swojego zdania w kulturalny sposób a jeżdżeniem po kimś, tylko dlatego, że coś jest nie w naszym guście.

Jad jest wszędzie — na ulicy, w internecie a czasami nawet w zaciszu naszego domu. Czy da się coś z tym zrobić? Oczywiście, że tak! Ignorować, być szczęśliwym i żyć swoim życiem. Bo życia moje drogie nikt za nas nie przeżyje!

W Nowym Roku życzę Wam wszystkiego, co najlepsze!

środa, 28 listopada 2018

Perfumetki Neness - Opinia

listopada 28, 2018

Neness to drogeria internetowa, w której najbardziej popularnymi produktami są perfumetki inspirowane znanymi i cenionymi markami. Co mnie skłoniło do zamówienia ich akurat w tym sklepie i dlaczego zrobiłam to aż dwa razy? Testowałam ponad miesiąc kilka naprawdę popularnych zapachów, żeby teraz podzielić się z Wami swoją opinią i polecić Wam coś na świąteczne prezenty zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn.

Zacznijmy od początku. Gdzieś w dalekich czasach, kiedy jeszcze pracowałam po 12 godzin dziennie i nie miałam oprócz pracy żadnych obowiązków, raz na jakiś czas kupowałam sobie droższe perfumy. Później z wiadomych przyczyn jakoś nie przywiązywałam uwagi do perfum. Właściwie to używałam moich ulubionych Sunflowers i próbek, które przywiozła mi z Niemiec teściowa. Do momentu, w którym moja przyjaciółka nie dostała od swojego mężczyzny przepięknych dwóch perfum, których cena powaliła mnie na nogi, ale pachniały tak pięknie, że postanowiłam sobie odłożyć trochę pieniędzy i w końcu kupić jedne z nich. To były Good Girl Caroliny Herrery oraz Chanel Coco Mademoiselle.

Lubię kosmetyki, mam wśród swoich ulubieńców zarówno te droższe, jak i tańsze, ale nie mam parcia na to, żeby wszystko mieć markowe. Uważam, że każdy kupuje to, na co go stać. A że u nas z pieniędzmi raz lepiej, raz gorzej, przypomniałam sobie o pewnej drogerii internetowej, która jest naprawdę popularna i reklamowana przez znanych ludzi. Chodzi tutaj o Neness.pl. Opinie ma naprawdę bardzo dobre, a setki tysięcy kobiet chwali je głównie za trwałość i za piękne, bardzo zbliżone do oryginałów zapachy. To, czy ktoś kupuje nalewniki, czy woli kupić tańsze perfumy z Natury, ale oryginalne- to wszystko zależy od człowieka. Ja w momencie, w którym psiknęłam się perfumami przyjaciółki, przypomniałam sobie, jaka jest różnica pomiędzy perfumami za 100 zł a za 300, czy nawet 900. A różnica jest spora- zapach jest intensywny, a perfumy uwalniają swoje poszczególne nuty zapachowe z czasem, co sprawia, że przez cały dzień pachniemy podobnie, ale czujemy tą niewielką zmianę na sobie i w naszym samopoczuciu.
Cena za jedną perfumetkę to max 12 zł za 22 ml!

Pierwsze zamówienie, jakie złożyłam, to były perfumetki, których zapach znam, żeby porównać je do oryginału. Były to: Mademoiselle, 2x God Girl (zamówiłam dla mojej mamy również, ponieważ była pod wrażeniem tego zapachu) oraz Reveal
Tutaj macie numerek Good Girl, niestety już wyrzuciłam opakowania. Naprawdę cudowny zapach.

-Good Girl pachnie prawie tak samo, jak oryginał i jest to typowy zapach na każdą okazję. Jak ubierzesz się w sukienkę i ich użyjesz, będzie pasował. Jak wystroisz się w dres po domu, to od razu poczujesz się w nim lepiej. Ogólnie zapach ten jest fenomenalny i sprawi, że ludzie będą chcieli Was wąchać a mężczyźni zjeść :) Nie będę tutaj opisywać poszczególnych perfum, ponieważ idealne opisy (jako copywriter wiem co mówię) znajdziecie na stronie Neness. Opisy są bardzo dobre i idealnie oddają charakter każdych perfum.

-Reveal to zapach, który naprawdę doda energii, ale nie jest zbyt intensywny. Przypominają się wakacje, słońce i beztroska. Osobiście uwielbiam ten zapach perfumetki, chociaż wydaje mi się, że mógł być bardziej intensywny. Co mnie zaskoczyło totalnie- wieczorem pachniałam trochę Obsession Night, jakby podobne składniki dodali również do Reveala. Mnie to strasznie ucieszyło, bo uwielbiam perfumy ON i kojarzą mi się one z samymi cudownymi rzeczami. Używałam je X lat temu, kiedy spotykały mnie same dobre rzeczy. Wielki sentyment!


-Mademoiselle to zapach na okazję. Na wieczorną kolację z przyjaciółmi lub randkę z mężem. Przy świątecznym stole- jak najbardziej! Intensywny, kobiecy, zmysłowy i taki… z klasą! Sprawi, że ze zmęczonej kobiety staniesz się wypoczętą damą. Naprawdę.

Kiedy składałam drugie zamówienie po kilku tygodniach, zamówiłam również zapachy męskie: Shock, Million, Pour Homme. Z damskich zamówiłam: VIP, Demon Secret i Cool Woman.

Nie przypadł mi do gustu tylko Cool Woman, a dziwne, bo jest mega ceniony wśród kobiet i dziewczyny kupują ten zapach hurtowo. Wiadomo, jest to rzecz gustu. Mężczyznom zamówcie Shocki- Mają tak złożone nuty zapachowe, że nie będziecie chciały opuszczać swoich facetów  ani  na chwilę. Zapach szokuje, naprawdę. Polecam również Million- jest to słodki zapach, ale niezwykle męski i kojarzy się z klasą i opanowaniem. Z pewnością oba te zapachy zrobią furorę.


Co jest najlepszego w tych perfumetkach oprócz zbliżonych zapachów oraz naprawdę dużej trwałości? To, że są tanie i zmieszczą się do małej torebki. Ale to nie jest aż tak ważne. Przede wszystkim perfumetki to idealna okazja do zapoznania się z naprawdę znanymi zapachami, sprawdzenia jak się w danym zapachu czujemy i przede wszystkim świadomość, że na każdą okazję możecie wybrać inny zapach- w zależności jak się czujecie i jaki macie humor. Ja z moją mamą się śmiałam, że zamówimy sobie cały wielki karton perfumetek pod choinkę i w wigilię będziemy się rozkoszować przepięknymi zapachami z winem w drugiej ręce. Zapachy wprowadzają nas w cudowny nastrój, niezwykły klimat i poczucie, że zrobiłaś coś dla siebie. To jest chyba najważniejsze.

Całe zamówienie przychodzi w ładnym kartoniku, którego wystarczy owinąć w papier ozdobny i prezent gotowy. Nie zapomnijcie wyciągnąć paragonu :) Czy się opłaca? Z pewnością! Ja jeszcze nie raz złożę zamówienie w tym sklepie!

wtorek, 27 listopada 2018

TOP MODEL ustawiony? Czy Ania miała wygrać program?

listopada 27, 2018
ANIA MARKOWSKA


Wczorajszy finał TOP MODEL i ustawka TVN wzbudziła wiele kontrowersji. Czy naprawdę reżyserzy sobie na to zasłużyli? I kto miał wygrać finał? A co z głosowaniem SMS?
Wszyscy, którzy oglądają tego typu programy, muszą zdawać sobie sprawę z kilku rzeczy. Sama, kiedy tylko mam czas lubię na chwilę się „odwiesić” od realnego Świata i poświęcić czterdzieści minut na coś ustawionego, przewidywalnego, a nawet zabawnego.

Jak wszyscy wiemy, telewizja kłamie i manipuluje. Nie mówię tutaj oczywiście o wszystkich programach, ale o większości na pewno. Zasada jest jedna- im bardziej kontrowersyjnie, emocjonująco, tym lepiej i oczywiście większa oglądalność. Bo właśnie tutaj chodzi o statystyki, na które sponsorzy patrzą najbardziej. Bo jest różnica, kiedy w przerwie reklamowej  spot Apartu obejrzy 2 miliony widzów, a kiedy zrobi to 10 milionów. Poza tym takie programy w większości są ustawione, a reżyserzy wiedzą od samego początku, kto odpadnie w danym odcinku, a nawet kto przejdzie do finału. Wszyscy wiemy, że dobra historia zawsze wychodzi na plus i ostatecznie to ona wygrywa. Od tygodnia mogliśmy zauważyć, że TVN zwraca uwagę na Anię i jej historię. Przykładem może być odcinek DDTN, w którym wystąpiła cała finałowa trójka, jednak to na piękną kolumbijską urodę najbardziej ustawiono reflektory. Podziwiam Anię, że mimo wszystko pozostała sobą, a rozmowy o chorobie ucinała, jak tylko mogła.

To wtedy widzowie już zauważyli, że Ania może wygrać finał i pojawiły się komentarze, a właściwie dziesiątki tysięcy komentarzy mówiące o tym, że TOP MODEL to ustawka.
Podczas finału, na którym jurorzy wypowiadali się pozytywnie o wszystkich uczestnikach, można było zauważyć, że jednak Kasia zbierała mniej pochwał. W każdym odcinku było tak, że osoba, która nawet miała dobre zdjęcia, była nagle dyskryminowana przez jury, które nie szczędziło krytyki. Reżyserzy od samego początku odcinka pokazywali w gorszym świetle  osobę, która miała zaraz wylecieć. I tak było co poniedziałek. Nieważne, czy ta osoba nadawała się na modelkę, czy nie- ktoś odlecieć musiał, bo miejsce w finałowej trójce było zarezerwowane tylko dla Ani, Huberta i Kasi.

Dlaczego dla TVN dobrze by było, gdyby wygrała Ania? Ponieważ TVN mógł ocieplić swój wizerunek, w końcu dał szansę dziewczynie, która wygrała z rakiem. W dodatku Ania pomaga zwierzętom i jest dobrym człowiekiem. Nikt jednak nie zwrócił uwagi na jeszcze jeden fakt. Wygrana Ani pokazałaby, że człowiek wyglądający zdrowo ma szansę w Świecie modelingu. Ania nie jest gruba- jest wysportowana i widać, że je dobrze się odżywia. A na co teraz mamy modę? Na zdrowy styl życia i naturalność. O TVN napisałaby nie jedna gazeta, że promuje zdrowy styl życia i odchodzi od tego, że jak modelka to tylko XXS. Dobrze skomentowała wygląd i osobowość Ani Anja Rubik, która powiedziała, że ta mogłaby być przykładem dla wielu młodych dziewcząt.

Ps. Hubert nie mógł wygrać TOP MODEL, bo ludzie pisaliby, że odkąd do programu przyjmują facetów, tylko oni wygrywają.

Marcin Tyszka jednak się wygadał. Chociaż do końca nawet nie wiadomo, czy strzelił gafę, czy po prostu użył słów w złym kontekście- to właściwie nie jest ważne, bo ludzie i tak wyłapali, że Tyszka wie, że Ania będzie na okładce Glamour. Widzowie zaczęli komentować na Facebooku całe zdarzenie, więc ostatecznie, po nierównej walce usuwania komentarzy, zdjęcia okładkowe uczestników zostały skasowane z Fanpage. Co w tej sytuacji zrobiłby reżyser? Ratował „swoje dobre imię” narażając się przy tym sponsorom i agencji, która również wiedziała, że pod skrzydła przyjmie Anię, czy wystawił się na pożarcie przez miliony oszukanych widzów? Koniec końców wyszło bardzo niekorzystnie dla TVN, który jeszcze przez długi czas będzie musiał odkręcać wszystko. I chociaż wydawać się może, że zamiecie wszystko pod dywan, konsekwencje poniosą wszyscy z TV, a najbardziej będzie to odczuwalne w oglądalności. A jak wiadomo- nie ma oglądalności, nie ma więc reklam, na których zarabiają w milionach. Zastanawiam się, czy w ogóle odbędzie się następna edycja TOP MODEL?!

Reżyser postanowił zmienić scenariusz po tym, jak ludzie wyłapali oszustwo. Niestety, czasu było tak mało, że nie zmienili wszystkich zdjęć na ekranie i nie poinformowali o tym Joanny, która była w niezłym szoku. To, jak zachowała się Krupa w stosunku do Ani, myślę, że trzeba jej wybaczyć. Słuchajcie, nawet najbardziej przygotowana osoba nie wiedziałaby, co zrobić w takiej sytuacji.

Głosowanie SMS. Jeśli ktoś w nie wierzy, to naprawdę współczuję. "Wyrównana walka, głosujcie dalej” - naprawdę wierzycie, że wszystkie osoby miały po 33 procent głosów? To wszystko zrobione jest po to, żebyś wysłał nie jednego SMS a trzy, co najmniej. Nikt nie udostępni do informacji publicznej liczby głosów, bo nikt tak naprawdę na nie nie patrzy. Gdyby głosy naprawdę miały znaczenie, programy telewizyjne pokazywałby statystyki, a nie słupki zrobione w programie graficznym. A werdykt? Koniec końców wygrała Kasia, żebyś następnym razem zaangażował całą rodzinę w wysyłanie tych bezsensownych SMS, aby tym razem wygrała osoba, która najbardziej na to zasługuje.

I nie, nie uważam, że Kasia nie zasługiwała na wygraną. Wydaje mi się, że cała finałowa trójka powinna wygrać za to, jak zostali potraktowani przez TVN. Nie znam się na modzie, nie mi oceniać kto ma warunki, a kto nie. Prawda jest taka, że jak chcemy zobaczyć TOP MODELKĘ lub TOP MODELA, to musimy ich szukać w okładkach największych modowych magazynów.

TVN ma dużo wpadek na swoim koncie, a słynie z bezsensownego tuszowania swoich gaf. Ci, którzy interesują się TV od strony technicznej, wiedzą, o czym mówię. Nie można jednak ukrywać faktu, że TVN rządzi się swoimi prawami, a mają tyle pieniędzy i ludzi, że zawsze „jakoś wychodzą z niezręcznych sytuacji”. Problem tylko polega na tym, że ludzie się budzą i zaczynają to dostrzegać!

Osobiście współczuję Ani i Hubertowi, ale wierzę, że osiągną dużo i spełnią swoje marzenia. W końcu, jakby nie patrzeć- mają teraz więcej możliwości. Pomimo finału, który nie wypalił w ogóle…

wtorek, 6 listopada 2018

Zrozumieć dwulatka- dwulatek na wesoło!

listopada 06, 2018


Kiedy dziecko skończy dwa lata, to chyba najlepszy czas, żeby w końcu popatrzeć na nie z boku i powiedzieć: „zrobiłam to dobrze!”. Dwulatek nie tylko zaskoczy krótkimi zdaniami, ale również stwierdzeniami, które momentami wywołają osłupienie u rodziców.

-Anielka, jesteś duża dziewczynka, tak?
-Tak! Duzia jestem!
-No to chyba czas rozstać się ze smoczkiem? Duże dzieci nie mają już dydów.
-Nie! Mała jestem -Patrzy na mnie błagalną miną- Mała jestem?

To jest w ogóle niewyobrażalne, jak takie małe dziecko potrafi obrócić kota ogonem i wymigać się od pewnych spraw! Dwulatek potrafi już dobrze kombinować, żeby tylko było po jego myśli.
-Na spacer nie idziemy! Zimno jest!

Wyobraźnia dwulatka jest już na tyle wielka, że potrafi biegać po pokoju z powietrzem w dłoni i mówić, że to Marta. No i tutaj pojawia się również fascynacja postaciami z bajek oraz osobami. Anielka kocha Świnkę Peppę, Tomka i przyjaciół oraz Kicię Kocię. Jej wielką miłością został wujek, który jest wyznacznikiem dobrej zabawy. Wujek to jej miłość i koniec kropka!

Jeśli już o fascynacji mowa, to dwulatek zazwyczaj lubi dawać rodzicom do zrozumienia, że chce coś mieć. Na zakupach prosi o kupienie wszystkiego, co mu się spodoba, a jeśli zobaczy ulubioną postać z książki lub bajki- nie będzie zmiłuj. W tym wieku, kiedy zobaczy coś w telewizji, podejdzie do rodziców i stwierdzająco-pytająco (tylko dzieci tak potrafią), powie:
-Kupimy!

Dwulatek lubi jednak mieć stały rytm dnia, ale kiedy podaje mu się obiad, po którym zaplanowana jest mała drzemka, od razu woła:
-Śpimy nie!

Dwulatek potrafi powiedzieć już albo pokazać w zrozumiały sposób, co mu dolega i czego oczekuje:
-Jajko kupimy!
- Głowa boli! (jak się uderzy, kiedy nikt nie patrzy)
- Coś zrobiłam! - I to zazwyczaj oznacza kłopoty… Idę w miejsce, w którym przed chwilą moja córka się bawiła i okazuje się, że
-coś zepsuła
-coś schowała
- coś podarła
- coś rozsypała.

Dwulatek rano obudzi rodziców poprzez szturchnięcie albo rzucenie kapciem w głowę (kocham takie poranki). Kiedy jednak będzie miał lepszy humor, rodzice mogą usłyszeć nad uchem:
-Mamo! Obudź!

Dwulatek zazwyczaj lubi dyskutować. W momencie, w którym coś mu się zabroni- nie rozpłacze się od razu, tylko będzie próbował przekonać do swoich racji, ewentualnie powie stanowcze NIE, później jeszcze raz NIE, następnie NIEEE!

Dwulatek może przejść bunt i nie wierzcie, że czegoś takiego nie ma. Wtedy zostaje tylko rzucać cukierkami i czekać, aż przejdzie. Ewentualnie próbować moich technik, które raz się sprawdzają, raz nie. Chyba najlepszym rozwiązaniem jest kilo melisy w liściach i jakiś ładny kubek, koniecznie w piękne wzorki.

Czym jeszcze może zaskoczyć dwulatek? Oprócz tego, że każdy dzień jest zarówno dla rodziców, jak i niego samego wyzwaniem, to chyba wszystkim. Dwulatek próbuje sam się ubierać i rozbierać. Potrafi umyć paszki podczas kąpieli i zjeść kilka gramów piany. Czasami stwierdzi, że potrafi latać i za wszelką cenę będzie chciał to udowodnić. Czasami stwierdzi, że coś jest głupie a jeszcze później to pokocha. Godzina 18.00 zaczyna lecieć Klan, Anielka woła:
-Mama! Chodź na Klan!

Poza tym dwulatek zazwyczaj potrafi bawić się już trochę sam, a kiedy wczuje się w zabawę, wyobraźnia nie ma końca. Czasami patrzę jak moja córka z całego pokoju robi wielki dom, włącza lalkę i udaje, że ją leczy. Następnie idzie ją wykąpać, a kiedy lalka zacznie płakać, rzuci ją w kąt i bierze misia, który nigdy się nie odzywa.

-Ojjj! Cicho!- mówi do lalki bezradna.

Dwulatek świetnie radzi sobie z udawaniem płaczu oraz na siłę robi smutne minki, kiedy koniecznie coś chce. Nie zawsze wyczuwa żarty, które doprowadzają go do szewskiej pasji.

-Anielka! Masz dziurę w spodniach!
-Nie, nie mam! - i płacz.

Poza tym często dwulatki nadal kochają kocyki i niestety smoczki. Anielka przed snem lubi sobie pomiętosić albo moje włosy, albo jakąś przyjemną tkaninę. Twarz, chociaż wydaje się już dojrzalsza- nadal przypomina jeszcze małego bejbika. Dwulatek, chociaż już troszkę mniej- nadal lubi się przytulać i być noszony, ale tylko wtedy, kiedy bolą go nogi.

-Kocham Cię Anielko.
-Kocham Cię mamo.


I to jedne z najpiękniejszych rzeczy, które zaczynają się ok. drugiego roku życia!

sobota, 27 października 2018

Nie czytaj tego wpisu!

października 27, 2018

A jednak otworzyłaś stronę. Teraz więc mam do Ciebie jeszcze jedną prośbę. Poniżej znajduje się grafika z tekstem. Nie czytaj tego, co tam napisałam. 




No i przeczytałaś, mam rację? Dlaczego? Czy to nie jest tak, że jeśli coś jest zabronione, to od razu wydaje się ciekawsze?

I tak właśnie działają dzieci. Jak mówimy: „nie rób tego”, to one i tak to zrobią. Jak nie teraz, to za chwilę albo jeszcze później. Poczekają na ten właściwy moment i postanowią przekonać się, czasami na własnej skórze, co tak naprawdę kryje się pod słowem: „NIE”. Jak to nazwać? Nieposłuszeństwo? Robienie na złość, czy może ciekawość, którą mamy w sobie wszyscy?

To są takie właśnie paradoksy macierzyństwa, nie tylko mojego, ale Twojego również. Z jednej strony chcemy, żeby nasze dzieci były indywidualistami o wielkiej wyobraźni, a z drugiej oczekujemy, że będą posłuszne i nie będą robiły głupstw. Nam zdarza się robić głupoty (ja jestem ostatnio mistrzynią w tym), dlaczego więc złościmy się na dzieciaki, które mają takie same prawa jak my? Zapewne robimy to tylko dlatego, że jesteśmy zmęczone i czasami sfrustrowane. Żadna z nas nie chce źle dla naszych dzieci, prawda?

Dzieci, chociaż czasami są złośliwe, to jednak najbardziej są ciekawe świata. Tak samo, jak ty, przeczytałaś ten wpis, chociaż powiedziałam, żebyś tego nie robiła. Tak samo Twoje dziecko nie posłuchało Cię, kiedy krzyczałaś: NIEEEE RUUUSZAAAJ TEEEEGO! To nie jest nieposłuszeństwo, to jest ludzka natura.

Dzisiaj jest sobota, wyluzuj troszkę, zrelaksuj się i przestań się złościć! Ja też to dzisiaj zrobię :)


niedziela, 21 października 2018

Kicia Kocia - książeczki dla małych dzieci

października 21, 2018
Kicia Kocia oraz jej rodzinka to bohaterowie książeczek skierowanych do dzieci w przedziale wiekowym 2-6 lat. Możemy zakupić oddzielne pojedyncze serie (koszt ok. 7 zł), jak i grubsze, po kilka rozdziałów (koszt ok. 30 zł). Kicia Kocia to tematyczne, niezbyt długie książeczki przestawiające wiele sytuacji, w których znajdują lub mogą znaleźć się dzieci.




Nasza przygoda z tym kotkiem zaczęła się od wizyty w Empiku. Chciałam uzupełnić bibliotekę Anielki jakimiś nowymi książeczkami, koniecznie tematycznymi. Do koszyka od razu wleciały te o odsmoczkowaniu i odpieluchowaniu. Chwilę później w rękach znalazła się "Wielka Księga Kici Koci". Szczerze Wam powiem, że z początku sceptycznie podchodziłam do niej. Może mam dziwny gust, ale ilustracje wydały mi się bardzo brzydkie i zniechęcające. Na szczęście Anielka jak tylko zobaczyła, co trzymam, od razu kazała sobie ją kupić. No dziecku odmówisz? No pewnie, że kupiłam. Po powrocie, od razu Kicia Kocia zadomowiła się u nas i stała się wyznacznikiem wszystkiego, co tylko możliwe.





-Kicia Kocia to, Kicia Kocia tamto!
Chociaż Anielka bardziej wymawia: KisiKosia czy coś w tym stylu. 
Doszło do tego, że o 5 rano, gdzie było jeszcze ciemno i spałam, dostałam po głowie tą książką:
-Mama czytaj!
U nas wszystkie książeczki są na podłodze, żeby Anielka w każdej chwili mogła sięgnąć po lekturę. I sięgnęła o tej nieszczęsnej 5 rano.


Później to już był szał. Anielka przez cały dzień opowiadała o tym, że Kicia Kocia jest chora i poszła do lekarza. I ciągle tylko mama czytaj, mama opowiadaj.

Powiem Wam szczerze, że to mi się marzyło od zawsze. Marzyłam i dalej marzę o tym, żeby Anielka uwielbiała czytać. Na szczęście ona zawsze lubiła książki, nawet wtedy, kiedy jeszcze ich dobrze trzymać nie potrafiła. Książeczki to takie coś, na co nigdy nie żałuję nawet ostatnich pieniędzy, więc pobiegliśmy do Empiku kupić kolejne serie, tym razem te pojedyncze, cienkie. I znowu szał! Tutaj muszę się Wam do czegoś przyznać- Anielka jeszcze nigdy nie jechała pociągiem, a stację PKP znała tylko z bajek. Ona tak bardzo chciała zobaczyć prawdziwy pociąg z bliska, tak samo, jak Kicia Kocia, że nie było innej opcji, tylko tam pójść :).


Wiem, że Kicia Kocia ma wielu młodych fanów a jej przygody stają się coraz bardziej popularne. Dzieciaki wręcz uwielbiają tę kotkę. Do wielkich fanów dołączamy i my. Zostało nam jeszcze kilka książeczek do kolekcji, ale nie chcę kupować wszystkiego od razu.


Myślę, że jest to świetna opcja, żeby nauczyć dziecko lub oswoić z pewnymi rzeczami. Kicia Kocia to pewnego rodzaju bajkoterapia, która z pewnością pomoże, jeśli maluch boi się zasnąć lub obawia się wizyty u lekarza. Przy okazji nauczy dziecko sprzątania i dzielenia się zabawkami. Mało tego, jeśli spodziewasz się kolejnego dziecka, to nawet jest książeczka, która przygotowuje malucha na rodzieństwo. To wszystko w zaledwie kilku kartkach :)

Poniżej wszystkie dotychczasowe tytuły:
Kicia Kocia:
-gotuje
-sprząta
-na basenie
-w bibliotece
-straszna burza
-jest chora
-zostaje policjantką
-w kosmosie
-w przedszkolu
-zakłada zespół muzyczy
-na placu zabaw
-na plaży
-w pociągu
- na traktorze
- mówi “Dzień Dobry”
-nie może zasnąć
-poznaje strażaka
-zima
-to moje!
-majsterkuje
-na rowerze
-mówi “nie”
-na pikniku
-witaminowe przyjęcie.

Kicia Kocia- autorka Anita Głowińska, wydawnictwo Media Rodzina.