a Najbardziej pozytywny blog o rodzicielstwie

niedziela, 22 kwietnia 2018

Rower 3w1 dla dziecka. Dobra inwestycja czy strata pieniędzy?

07:01:00

Sezon na spędzanie dużej ilości czasu na dworze uważam za rozpoczęty! Jeżeli macie w domu malucha i zastanawiacie się, czy warto kupić rowerek dla najmłodszych, który ma rosnąć wraz z dzieckiem- to post dla Was.

My mieliśmy w planach w maju kupić Anielce tego typu rowerek. Upatrzyliśmy kilka typów na Allegro. Cena miała nie przekraczać 250 zł. Tak, da się znaleźć rowerek w tej cenie. Jednak nadarzyła się okazja i odkupiliśmy od znajomej  różowy model firmy Little Talks za 150 zł. 

Zacznijmy od tego czym są rowerki 3w1? To trójkołowe rowerki z siedziskiem, pedałami, podnóżkami i pchaczem dla biednego rodzica:). Przeważnie przedział wiekowy to 10-36 miesięcy.  Z początku dziecko siedzi wygodnie w bezpiecznym siedzisku, zapięte pasami (sprawdzajcie czy wybrane modele mają te pasy!) są one niezbędne dla takich urwisów jak Anielka. Rodzic prowadzi rowerek. W drugiej fazie, kiedy dziecko jest już większe, ściągamy podnóżki i maluch uczy się pedałować a rodzic wciąż prowadzi rowerek. Trzecia faza polega na zdjęciu pchacza i samodzielnej jeździe dziecka. Ale jak to wygląda w praktyce?
Anielka ma 1.5 roku, waży 13 kilo i jest dość dużym dzieckiem. Wiedzieliśmy, że raczej nie pojeździ na nim długo, ponieważ szybko z niego wyrośnie. Takie rowerki mają to do siebie, że są bardzo małe. Nie dajcie zwieść się zdjęciom w internecie na stronach producentów. Tak więc moim zdaniem posłuży od momentu zakupu do maksymalnie dwóch lat, no może dwóch i pół. 

Z początku ciężko było wyczuć pchacz, żeby prowadzić równo. Z czasem jednak nauczyłam się jego obsługi i nie sprawia mi to większych problemów. Można bez problemu nim skręcać i wjeżdżać na krawężnik. Jeśli chodzi o większe przeszkody typu grube gałęzie albo korzenie- lepiej je omijać. Minus jest taki, że wystarczy chwila nieuwagi (dla takich zamyślonych ludzi jak ja) i dziecko jedzie już w innym kierunku. Tak więc prowadzimy rower w pełnym skupieniu, Ola!  Można się zmęczyć, jeśli wybierzemy długi dystans. Trzeba go prowadzić obiema rękami. Moim zdaniem nie nadaje się w ogóle na miasto. Używamy go tylko wtedy, kiedy idziemy do parku. Dlaczego nie polecam go na miasto? Ponieważ ma dość twarde siedzenie, w związku z tym przy kostce brukowej dziecko może czuć dyskomfort. No i kwestia bezpieczeństwa- ja jestem na tym punkcie przewrażliwiona, bo Anielka ma tysiąc pomysłów na minutę i nie ufam jej pod tym względem. Pomimo pasów i zabezpieczającego pałąka, mogę sobie wyobrazić sytuację, kiedy przechodzimy na przejściu, a Anielka postanawia się wyrywać albo zacząć hamować nogami. Tak więc nie polecam do miasta. 

Anielka uwielbia ten rowerek. Potrafi od rana stać nad nim i wołać "huciu" albo "babko, babko" co znaczy " Matka bierz rower, idziemy do parku!". O dziwo siedzi sobie w nim grzecznie. Cieszy się i śpiewa podczas jazdy. Dużym plusem jest plecak i bagażnik dołączony do roweru. Autem jest też miejsce na butelkę z piciem. No i daszek przeciwsłoneczny- dodaje uroku i chroni przed słońcem. 

Dobrze, więc przechodzimy do konkretów. Ceny rowerków są dość wysokie, dlatego warto kupić używany albo dbać o niego i kiedy dziecko wyrośnie- sprzedać. Nie nastawiajmy się, że faktycznie posłuży on do trzech lat. Słyszałam opinię, że jeśli coś jest do wszystkiego- to jest do niczego:). Nie wiem jeszcze jak będzie sprawował się, kiedy przejdziemy do fazy drugiej i trzeciej. Zdania posiadaczy rowerków 3w1 są podzielone. Jednego jestem pewna na sto procent- dzieci to lubią! Jeśli mogę sprawić Anielce radość w ten sposób, to będę ją wozić do końca życia i o jeden dzień dłużej. Nie oszukujmy się, dzieci uwielbiają takie wynalazki. No i zawsze to jakaś zmiana- ileż można jeździć w wózku? 

piątek, 6 kwietnia 2018

U Anielki na talerzu

11:14:00

Jak każda matka codziennie decyduję o tym, co będzie jadło moje dziecko. Nie jest to łatwe z kilku powodów- dieta ma ogromny wpływ na rozwój i zdrowie naszych dzieci. To my- rodzice jesteśmy odpowiedzialni za to, jakie nawyki żywieniowe przejmą nasze pociechy. Ja, odkąd Anielka skończyła rok ,a rozszerzanie diety poszło nam pomyślnie, stwierdziłam, że obiorę pewną strategię. Strategia brzmi- wszystko z umiarem.

Nie jestem idealną matką. Wiem, że sól oraz cukier w nadmiarze szkodzą. Znam całą listę Mendelejewa, której należy się wystrzegać w składach produktów. Interesuję się tym, co jem ja oraz moja rodzina. Uwielbiam oglądać "wiem, co jem". Ale... no własnie. Z początku mojej drogi macierzyńskiej byłam przekonana o tym, że Anielka nigdy nie spróbuje soli, cukrów ani żadnej chemii, którą spotkamy na półkach sklepowych. Z czasem jednak zdałam sobie sprawę, że kurde, jestem tylko człowiekiem i chcę, żeby Anielka miała coś z dzieciństwa. Wiem, że dzieciństwo to nie są słodycze i słodkie jogurty, ale wszystko jest dla ludzi- nawet tych najmniejszych.W dodatku nie chcę Anielki trzymać pod kloszem, ponieważ na Świecie nawet najbardziej zdrowe produkty okazują się niezdrowe. Chemię mamy wszędzie, niestety.  Musiałam znaleźć drogę, którą będziemy podążać i zasady, których będziemy się trzymać. I wiecie co? Tak się stało. Na razie (odpukać w niemalowane!) nie mamy żadnych problemów z apetytem u Anielki. Rzadko kiedy pojawiają się problemy z brzuszkiem.

Najpierw zacznę od naszych grzechów.
Raz na jakiś czas Anielka dostaje parówki. Je również trochę czekolady, ciasta i bułki słodkie. Chętnie zajada chrupki kukurydziane oraz wafle ryżowe. Ostatnio posmakował jej niby rogalik znanej firmy, ale wiem, że musimy się z nim pożegnać. Do naleśników dodaję jej trochę cukru oraz doprawiam solą i pieprzem (w niedużych ilościach) niektóre obiady. Nigdy nie daję kostek rosołowych. Raz na jakiś czas (ale naprawdę rzadko) kupię jej serek homogenizowany albo inny jogurt, który ma słaby skład. Na noc, przed snem Anielka wciąż dostaje butle (jest to najczęściej kaszka typu Bobovita itp).  Słoiczek daję jej tylko wtedy, kiedy naprawdę muszę (chociaż odkąd skoczyła rok jest to naprawdę rzadkością)- jest piękna pogoda, a ja nie chcę stać przy garach, wyskoczyło nam coś ważnego itp. Jeśli chodzi o soki owocowe- ograniczyliśmy je do minimum. Są zbędne, ponieważ Anielka je dużo owoców. 
Zimę przetrwaliśmy głównie na mrożonkach. Mrożę mięso i warzywa (w workach specjalnie do tego przeznaczonych, choć nie zawsze). Często kupuję paczkowane mrożone zupy wiosenne itp. (bez zbędnej chemii w składzie). Raz w miesiącu kupuję mięso w zaufanym sklepie (Anielka uwielbia drób i polędwicę). W domu dzielę na porcje i zamrażam. Jedyną rzeczą, za którą Anielka nie przepada, są ryby. Toleruje jedynie paluszki rybne.
Jeśli chodzi o gotowanie na parze, którego byłam fanką przy rozszerzaniu diety- już rzadko kiedy korzystam z parowaru. Zazwyczaj wszystko gotuję w wodzie. Jeśli coś smażę- zazwyczaj jest to olej kokosowy albo rzadziej prawdziwe masło. Do kanapek również używam prawdziwego masła. 
Nie zmienia to faktu, że Anielka nie zje schabowego smażonego np. na tłuszczu- zje, ale w mniejszej ilości. Jednak sproszkowanych rzeczy (gotowe sosy itp.) nie daję jej nigdy, chociaż czasami takie rzeczy my jemy. No wiem, że najlepiej gotować dla wszystkich- w naszym przypadku się nie da. 
Kucharzem jestem marnym, więc staram się ograniczać do prostych dań.  

Przygotowałam dla Was zestaw naszych HITÓW
Czyli tego, co Anielce smakuje najbardziej i mogłaby jeść cały czas. 

Do picia:
Woda+acerola (dosłownie odrobinkę)+ trochę miodu albo cukru ponieważ acerola jest kwaśna- raz dziennie.
W dzień pijemy głównie wodę i herbatę rumiankową. 


Śniadanie:
 -gotuję jej najzwyklejsze płatki owsiane, ryżowe albo kaszkę manną na mleku butelkowym dwu procentowym.

Drugie śniadanie:
- bułka słodka
- pieczywo z serkiem żółtym albo wędliną (czasami robię jej misz-masz na talerzu), do tego ogórek kiszony. 
- jogurt naturalny z bananem
- jogurt do picia BIO  z owocami (różne)

Obiad:
to zazwyczaj zupa, ale gęsta
-u nas hitem jest ogórkowa
-barszcz czerwony
-zupa jarzynowa albo kalafiorowa- z tym, że zamiast ziemniaków dodaję kaszki mannej- rewelacja! --ostatnio posmakował jej również kapuśniak. 
-Anielka uwielbia też marchewkowy rosół. 
Przeważnie zupy gotuję jej na nóżkach, skrzydełkach a nawet płatach. 
Jeśli chodzi o obiad bez zupy to:
-zazwyczaj ziemniaki z kefirem albo np. z buraczkami.
-Nierzadko gotuję jej same warzywa: np. brokuły, które uwielbia, albo mieszankę warzywną z paluszkami rybnymi. 
-Czasami makaron ze szpinakiem i śmietaną
Rzadko kiedy obiad składa się z dwóch dań. Myślę, że treściwe zupy wystarczą, zwłaszcza kiedy np. wędlinę je na śniadanie. Często jest tak, że po drzemce wstaje przy kuchence i domaga się jeszcze jednej miski zupy. 

Podwieczorek:
- mus owocowy 
-jogurt
-naleśnik z bananem
-Czasami do owoców dodaję jej biszkopta
-kanapka z konfiturą.
- czasami wystarczy starte jabłko


Kolacja:
-jajecznica
-kanapka z serkiem
-parówka

Przekąski:
-w ciągu dnia Anielka dostaje kawałeczki  owoców (głównie jabłka i banany),
-chrupki kukurydziane, 
-plasterki buraka surowego
- słonecznik. 
Dwie ostatnie pozycje to hit absolutny!

Przed spaniem:
Butelka kaszy.

Nigdy nie zmuszam jej do jedzenia. Je to, na co ma ochotę i w takiej ilości, jakiej chce. Nie karmię jej. Dostaje wszystko na talerzu albo misce w krzesełku do karmienia i sama zajmuje się jedzeniem. Wyjątkiem są zupy- tutaj muszę pomagać:). Raz zjada wszystko i prosi o więcej, a czasami zje tylko trochę.
Staram się bilansować jej dietę: Gdy np. wiem, że na obiad będzie mięso, nie daję jej wędliny. Kiedy zje mus owocowy, proponuję zamiast jabłka marchewkę itp itd. 
Nasza dieta jest mało ekstrawagancka, nie jestem mistrzem kuchni i nie posiadam aż takiej wyobraźni. Więc jeśli macie swoje hity, podzielcie się nimi. Chętnie dowiem się co jedzą Wasze maluchy. No i powiedźcie koniecznie jak z apetytem u Waszych dzieci.

Aleksandra.






środa, 4 kwietnia 2018

Uwaga! Nadchodzą! Najbardziej jadowite stworzenia wracają!

04:42:00


Wraz z przyjściem wiosny, niczym ślimaki po deszczu wychodzą ONE. Najczęściej będziemy mogli je spotkać w parkach, placach zabaw, a nawet galeriach handlowych. Bardzo jadowite, zatruwające życie innych- myślę, że taki opis najlepiej pasuje do ich usposobienia. Po zimie, w której przeczytały całego wujka Google i zjadły wszystkie rozumy. Wychodzą. Dumnie kroczą i tryskają tym jadem to na jedną, to na drugą matkę oraz ich dzieci- Idealne mamuśki.

Popatrzą się na Ciebie krzywo, kiedy założysz czapkę swojemu dziecku. Zjedzą Cię wzrokiem, kiedy ją ściągniesz- nie dogodzisz, wręcz przeciwnie- wszystko, co zrobisz ty albo Twoje dziecko, będzie złą decyzją. Zmierzą Cię od wejścia na plac zabaw i odsuną swojego potomka od Twojego.  Kątem oka spojrzą na Twoje tanie buty i kurtkę z zeszłego sezonu, a potem skrzywią się w grymasie i uśmiechną żałośnie. Jej latorośl nie podzieli się zabawkami z Twoją, przecież to jego. Ma jeszcze czas na naukę dzielenia. Podczas gdy Twoje dziecko będzie latało całe brudne od huśtawki do huśtawki, jej będzie grzecznie siedzieć na ławce, wystrojone jak stróż w Boże Ciało.

Dorosłe kobiety, matki a jakby dopiero co bunt przeszły: Ta wózek ma brzydki, to dziecko jakieś dziwne, ta nie umie ogarnąć rozwydrzonego bachora. Stoją, obserwują i oceniają. Dlaczego nigdy nie ufam takim kobietom? Bo nigdy tak naprawdę nie wiadomo, co mówią o Tobie, gdy Cię nie ma. Próbują przykryć swoje kompleksy Twoimi wyimaginowanymi wadami.

Sezon na przekrzykiwanie się, kto bardziej hartuje dziecko i kto częściej nie zakłada czapki- uważam za otwarty. Ogłaszam wszem i wobec, że internet jest przygotowany i już piszą się poradniki, które (jak co roku) udowadniają Tobie, jak bardzo źle wychowujesz swoje dziecko. Już wychodzą jadowite stworzenia, żeby na siłę zrobić hallo z Twojego rodzinnego wyjścia. Ale spokojnie, nie musisz się chować z butelką Kubusia. Bądź spokojna- ubieraj swoje dziecko tak, jak Ci się podoba. Wedle pogody i własnego odczucia, nie według internetowych poradników. Przecież to ty znasz swoje dziecko, ty je wychowujesz i wiem, że robisz to idealnie. 

Przygotuj się na jadowitą inwazję: Dumnie krocz ze swoimi dziećmi, które nie wyglądają, jakby szły na pokaz mody. Dumnie prezentuj swoje niedoskonałości. Głupie spojrzenia- ignoruj. Przetrwamy, mądrzejsze o nowe doświadczenia. 
No i oczywiście- przygotuj się:

"Gdzie to dziecko ma czapeczkę?
Dlaczego to dziecko nie ma czapeczki?
Zgrzeje się! Rozbierz.
Zmarznie! Ubierz. "

Buziaki, Aleksandra:))

niedziela, 1 kwietnia 2018

Co zmienił w naszym życiu otwarty związek?

02:40:00
Kiedyś byłam bardzo zakompleksioną i zazdrosną dziewczyną. Wiecznie musiałam kontrolować i wszystko wiedzieć- co robi? Z kim? Po co? I czy aby na pewno? Szukałam nawet sposobów, aby wejść w umysł mojego mężczyzny, ale niestety nabawiłam się tylko migreny. Wieczne skupienie bez mrugnięcia okiem powodowały u mnie ból głowy. Setki podręczników- od tematów czysto naukowych po totalnie absurdalne zwykłych, szarych szamanów. Nie nauczyłam się kontrolować drugiego człowieka, więc musiałam inaczej walczyć z chorobliwą zazdrością. 
Miałam już dosyć wiecznego chodzenia za moim mężczyzną, przeglądania historii przeglądarki i instalowania programów rodzicielskich na komputerze. Najgorzej było z telefonem, ponieważ miał go zawsze przy sobie. Dokładnie w tylnej kieszeni swoich spodni. Nie pomagały prośby, żeby w końcu zostawił telefon na półce, ponieważ noszenie komórek w kieszeniach powoduje raka i bezpłodność. Śmiał się i tłumaczył, że znowu wierzę w brednie przeczytane w internecie, ale swojemu chłopakowi nie mogę zaufać ani trochę. Miał rację, ale to było silniejsze ode mnie.
Pewnego dnia naprawdę przegięłam. Zagoniłam Alka do odkurzania dywanów mając nadzieję, że w końcu, przy odrobinie ruchów Smartfon wypadnie na podłogę. Przyglądałam się uważnie jego tyłkowi, który okryty w dresy latał na wszystkie strony. Mijała minuta za minutą, czas pędził jak szalony aż w końcu udało się! Telefon wylądował na podłożu a ja szybko go zabrałam i uciekłam do łazienki. Cała trzęsłam się, kiedy próbowałam go odblokować. Nie udało mi się dwa razy zgadnąć hasła. Wiedziałam, że mam ostatnią szansę. Próbowałam się wysilić, mocno skupić... Aż nagle Alek zapukał do drzwi! Serce biło jak oszalałe, zrobiło mi się ciemno przed oczami i (to było silniejsze ode mnie) wyrzuciłam komórkę do toalety i spuściłam wodę. 
Wtedy Alek wziął mnie na poważną rozmowę i zaproponował coś, na co zgodziłam się bez zastanowienia. Wiedziałam, że to najlepsza decyzja, którą mogłam w tamtym momencie podjąć. 
Zero kontroli, zero zazdrości- tylko wolność. 
Od tej pory zasada była jedna, nieważne co robimy, jak i z kim- ważne, że wracamy zawsze do siebie i tworzymy wspaniałą, pełną miłości rodzinę. Możemy umawiać się ze wszystkimi, chodzić na spotkania towarzyskie i robić zakupy u boku płci przeciwnej. Możemy podejmować decyzję bez pytania drugiej osoby o zgodę. Czy to mi pomogło? Oczywiście, że tak. Zapomniałam już czym jest zazdrość i wreszcie poczułam się wspaniałą kobietą. Z nikim nie muszę konkurować oraz się ścigać- mój facet zawsze wraca do mnie: czasami nad ranem, czasami po dwóch dniach, ale zawsze jest i powtarza, że mnie kocha. Podobnie jest ze mną- mogę pozwolić sobie na kawę z innym mężczyzną, spotkać się kimś na szybkiej randce i co najważniejsze- codziennie słucham komplementów od innych facetów. Nawet nie wiecie, jak to buduje- kiedy każdy mężczyzna powtarza Ci to samo- że jesteś piękna, wolna i mądra. Wieczory spędzamy obydwoje na czatowaniu z innymi ludźmi. Wymieniamy się z nimi doświadczeniami, przemyśleniami i zdjęciami. Ktoś kiedyś powiedział bardzo mądre słowa: Jeśli go kochasz, puść go wolno, jeśli wróci to znaczy, że Cię kocha. My zawsze do siebie wracamy. Nie było takiego tygodnia, w którym się nie widzieliśmy. Poza tym, teraz patrzę na Alka i widzę w nim prawdziwego mężczyznę- który łowi inne kobiety. Nic tak nie podsyca związku jak fakt, że jesteśmy obydwoje pożądani przez płeć przeciwną. Słuchajcie, na Świecie jest zbyt wielu pięknych ludzi, żeby ograniczać się tylko jednego człowieka. 

Wreszcie tematy do rozmów nam się nie kończą- w końcu codziennie poznajemy nowych ludzi i zdobywamy doświadczenia. Jesteśmy szczęśliwi a nasz związek wszedł na wyższy level! 

Jeśli brakuje Wam czegoś w związku, pomyślcie nad tą opcją. Wiem, że z początku wydaje się Wam to nie do pomyślenia, ale przekonacie się, że będzie to najlepsza decyzja w Waszym życiu.  Miejmy otwarte serca i głowy. 



sobota, 31 marca 2018

Dla Ciebie to TYLKO dla mnie to AŻ.

11:01:00

Ostatni czas nie był dla mnie łaskawy. Najpierw męczyłam się z zapaleniem spojówek, później natomiast postanowiłam zmienić kolor włosów. Musiałam zrezygnować na czas leczenia z soczewek i nosiłam okulary, które powinnam już dawno temu wyrzucić. Koniec końców chodziłam jak ślepa kura. Już nie wspomnę o tym, że nie mogłam się malować. Coś mnie tknęło, żeby wraz z przyjściem wiosny zmienić również kolor włosów. SAMA. Przez trzy dni chodziłam przy plusowych temperaturach w czapce, haha. Dopiero dzisiaj mama pomogła mi włosy ogarnąć, żebym jutro wyglądała jak człowiek. Komu również nie służy przesilenie wiosenne?

Po ostatnim  wpisie o moich rozstępach, dostałam od Was kilka wiadomości. Nie sądziłam, że takim postem wywołam u Was emocje, często skrajne. Dziękuję za każde słowo, które do mnie wpłynęło. Cieszę się, że chcieliście się przede mną otworzyć, tak samo jak ja otworzyłam się przed Wami. Jedna z Was napisała mi taką wiadomość, że na chwilę zamarłam. Długo myślałam o tym, co napisać w odpowiedzi aż w końcu stwierdziłam, że odpowiem tutaj. Problem dotyczy nas wszystkich a Święta to idealna pora, żeby coś uzmysłowić każdemu z nas. W sumie nigdy nad tym się głębiej nie zastanawiałam, a szkoda, ponieważ miałabym idealną ripostę na niejedną osobę, która próbuje mi wmówić, że MOJE PROBLEMY TO TAK NAPRAWDĘ NIE PROBLEMY.  

Ile razy słyszeliśmy "nie masz się czym przejmować." albo "inni mają gorzej, weź doceń co masz". Często, kiedy wyrażamy swoją opinię, ktoś się z nas śmieje albo na siłę próbuje udowodnić, że to jego zdanie jest tym właściwym

Wszystkie stworzenia na tej ziemi (w tym my- matki!) mają swoje uczucia. Nikt nie ma prawa decydować o tym, co mamy czuć i kiedy. Nikt nie ma prawa mówić nam, że musimy zmienić zdanie na jakiś temat. Często niestety o tym zapominamy i najzwyczajniej w Świecie dajemy sobą manipulować, ewentualnie przyćmiewamy nasze emocje i staramy się je chować głęboko, głęboko w sercu. Często chcemy kogoś pocieszyć a tak naprawdę tylko pogarszamy sytuację. 
"... Źle się czułam sama ze sobą, nie potrafiłam znaleźć sobie miejsca. Byłam wrakiem człowieka. Obolała, hormony dawały mi znać na każdym kroku i w dodatku ten wiszący, galaretowaty brzuch. Tak czułam się po porodzie. Teściowa, moja matka i mój mąż- wszyscy mi mówili, że mam się cieszyć, że mam zdrowe dziecko i przestać się nad sobą użalać. Nie mogłam na siebie patrzeć, w nocy nie mogłam spać i w dodatku ten ból podczas najmniejszego wysiłku(...)Nie mogłam na nikogo liczyć. Nie mogłam słowem się odezwać... Do dzisiaj wszyscy mają mnie za wiecznie niezadowoloną głupią pindę, która nie jest gotowa na życie. "
Zamarłam i jest mi strasznie przykro do tej pory. Zapytałam nawet Alka, czy na pewno dobrze zrobiłam udostępniając ten wpis o moich rozstępach. Nie jest miło czytać takie rzeczy, wtedy czuję się bardzo bezradna. 
Widzicie, bo my myślimy, że wszyscy dookoła nas mają super życie, super mężów i świetne dzieciaki. Tymczasem nie każdy krzyczy głośno o swoich problemach, szuka pomocy i zrozumienia. To jest błąd moje drogie, bo jestem pewna, że ktoś chciałby nam pomóc. 
Nie można porównywać emocji, uczuć i pragnień do innych. Mówiłam już setki razy na tym blogu- każdy człowiek (w tym nasze dzieci!) jest jednostką. To, co nam wydaje się błahe, dla innych może być koszmarem. Dziecko, które boi się w nocy spać samo. Matka, która jest zmęczona. Ojciec, który nie chce już tyle pracować, bo chce spędzać czas z rodziną.  Każdy ma inne plany, marzenia i odczucia, tak więc:
Dla Ciebie to tylko choroba, dla mnie to tydzień czuwania.
Dla Ciebie to tylko praca, dla mnie to sposób na przeżycie.
Dla Ciebie to tylko słowa, dla mnie to nóż wycelowany w plecy.
Dla Ciebie to tylko filtr, dla mnie to miłość.
Dla Ciebie to tylko mały błąd, dla mnie to coś nie do wybaczenia.
Dla Ciebie to tylko drobne kłamstwo, dla mnie to duży zawód. 
Dla Ciebie to mała blizna, dla mnie to kalectwo na całe życie.
Dla Ciebie to tylko Święta, dla mnie to szczególny czas.
Dla Ciebie to tylko jedna z wielu, dla mnie to ta jedyna.
Dla Ciebie to nic, dla mnie to wszystko.
Dla Ciebie to zwykły przymiotnik, dla mnie to obraźliwe słowo.
Tobie wydaje się wszystko łatwe, dla mnie jest cholernie trudne.
Tobie jest łatwo, mi niekonieczne. 
Ty myślisz, że wiesz wszystko, ja wiem, że nie wszystko wiem. 
Dla Ciebie to tylko narodziny, dla mnie to cud.
Dla Ciebie to zła decyzja, dla mnie najlepsza.
Dla Ciebie to tylko dziecko, dla mnie cały mój Świat.

Pamiętajmy o tym, zwłaszcza w te Święta. Uważajmy na słowa, które mogą ranić, chociaż tego nie dostrzegamy. Bądźmy mili dla ludzi i szanujmy ich decyzje. Nie wtrącajmy się tam, gdzie nas nie potrzebują. Nie oceniajmy. Bądźmy, bo tyko to się liczy.
 

 Aleksandra. 

piątek, 23 marca 2018

My kobiety zawsze mamy jakieś ALE. Zwłaszcza po porodzie.

12:02:00

Jakiś rok temu, rozmawiałam ze znajomą o moich rozstępach. Wiecie, damskie pitu pitu i temat zszedł na ciąże. Gdy dowiedziała się, że moje ciało to w trzydziestu procentach rozstępy, zapytała, czy się nie wstydzę. Szczerze, wtedy nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Dzisiaj już znam odpowiedź na to pytanie

Wstydzić się, to bym mogła, gdybym coś ukradła.

Wstydziłam się, jak ostatnio pędziliśmy na SOR i w pośpiechu ubrałam legginsy "po domu", z wielką dziurą na pupie. Tak, to był dla mnie niezły obciach, zwłaszcza że zauważyliśmy ten fakt dopiero, jak wchodziliśmy do domu:) Nie będę natomiast wstydzić się tego, co zrobiła ze mną matka natura bez mojej zgody! Nie mam się czym chwalić, nie chcę się z tym obnosić- tak samo jak nie zamierzam chować głowy w piasek i siedzieć w cieniu. 

To jest takie dziwne dla mnie, że kobiety w dzisiejszych czasach chcą być idealne w każdym calu, pragną mieć nieskazitelne ciało, żeby podobać się facetom. Moja ciąża i macierzyństwo uświadomiło mi, że ważne jest to, jak ja sama czuję się ze sobą. Zresztą, wystarczy mi, że podobam się Alkowi, a nawet jakby życie potoczyło się inaczej, niż bym chciała- ktoś ma mnie pokochać taką, jaką jestem. Rozstępy czy inne defekty ciała nie czynią mnie gorszym człowiekiem. Są nieestetyczne, ale umówmy się- każdy ma w swoim wyglądzie coś nieidealnego. Chyba już  dawno mam za sobą etap,  którym chciałam wszystkim dogodzić i być w pełni akceptowana.

W ciąży przytyłam dwadzieścia kilo. Z mojej winy, bo jadłam całkiem sporo i nie przejmowałam się dodatkowymi kilogramami. Od samego początku ciąży bolał mnie krzyż i nogi. Już w dziesiątym tygodniu zaczęłam kuleć po większym wysiłku i ciągle bolały mnie plecy. Zawsze mówiłam sobie "tyle mojego" i zagryzałam mój ból owocami i warzywami, ale też niezdrowymi przekąskami. Co najśmieszniejsze, długo nie miałam typowego, ciążowego brzuszka. Z dnia na dzień mój brzuch nabrał wielkich rozmiarów i z nim pojawiły się wielkie rozstępy obejmujące moje piersi, brzuch, plecy i górną część ud. Uf, dużo tego :) Z małej, drobnej dziewczyny zrobiła się całkiem spora łania. Moje biodra musiały się rozszerzyć, a Anielka była coraz większa. Kiedy ktoś ma predyspozycje do cellulitu i rozstępów żadne kosmetyki nie pomogą. Niestety, chyba nie ma takiego cudownego środka. A może ja nie mam o nim pojęcia?

Czy chciałabym coś zmienić w swoim wyglądzie? Oczywiście, dużo rzeczy. Jak będę mieć kilka zer na koncie, zapewne usunę blizny. To, że je akceptuje, nie znaczy wcale, że mi się podobają. Nie traktuje ich jako powód do dumy, nie są też moją pamiątką. Nie śpieszy mi się jednak- zdążyłam się z nimi zaprzyjaźnić i przyzwyczaiłam się do nich.  Z chęcią powiększę sobie nieco usta.

Odkąd jestem matką, zdałam sobie sprawę z wielu ważnych rzeczy, a mój mózg całkowicie się przestawił. Przede wszystkim znam już swoje ciało i wiem, że kobiecość i piękno siedzi w głowie. Na nic nam idealna sylwetka i piękna twarz, kiedy i tak siebie nie kochamy. Na nic nam to wszystko, ponieważ dopóki człowiek nie zaakceptuje siebie, piękny nie będzie. Zadałam Wam wczoraj moje kochane dziewczyny pytanie na Facebook, czy w pełni akceptujecie swój wygląd po urodzeniu dziecka. Te samo pytanie zadałam również sobie. Szczerze? Akceptuje siebie, czuję się dobrze, chociaż wiem, że do ideału mi bardzo daleko, ale... No właśnie. My kobiety tak mamy, że w naszych głowach ZAWSZE BĘDZIE JAKIEŚ ALE. Zawsze znajdziemy powód do zasmucenia się. Wiecie, to jest tak, że kobiety rzadko kiedy potrafią same siebie docenić. No ale wracając do mojej odpowiedzi- Akceptuje siebie, ale nie jestem w pełni zadowolona. Mój brzuch nie jest idealny (ciągle walczę z tłuszczykiem), moje uda są troszkę za duże, a moja cera jest nie do zniesienia. 

Akceptacja jest bardzo ważna w tym wszystkim. Kiedy potrafimy zaakceptować siebie, jest nam łatwiej zmieniać nasz wygląd. Pytanie tylko, czy naprawdę warto? Jeśli robimy to dla zdrowia albo siebie- owszem, ale w momencie, w którym chcemy zrobić to dla kogoś innego, albo dla całego świata, chcemy, żeby wszyscy się za nami oglądali i mówili komplementy- nie warto. Ja już nie raz pisałam, żebyście nie siedzieli tyle na tych internetach i nie wierzyli we wszystko, co widzicie. Chciałabym, żeby wszystkie kobiety wyszły z Instagrama i Photoshopa i zaczęły pokazywać się takie, jakie są naprawdę- naturalne. Ja bym chciała, żeby Panowie nie wierzyli w nieskazitelne tyłki półnagich pań. Chciałabym, żeby popatrzyli na tyłki swoich kobiet i zrozumieli, że nie ma nic piękniejszego, od ciała SWOJEJ kobiety. Nie wstydźmy się tego, jak wyglądamy, nieważne czy mamy krzywy zgryz, płaski tyłek albo małe piersi. Każda z nas ma prawo cieszyć się sobą i pokazywać siebie. Najpierw pokochajmy siebie, a później zacznijmy się zmieniać. Wszystko kiedyś z nas wyparuje- kwas zejdzie z ust, po menopauzie przytyjemy dwadzieścia kilo i zmarszczki zakryją nam oczy.

Kobiety, każda z nas jest piękna, ale żadna nie jest idealna!
 
 
 

niedziela, 11 marca 2018

Wychowanie dzieci- kiedyś i dziś. Skąd wziął się syndrom matki męczennicy?

11:30:00


Przedstawiony materiał jest moim subiektywnym odczuciem. 

Wydaje mi się, że kiedyś było łatwiej wychować dzieci. Nie było bezsensownych poradników, wiedzy czerpanej z internetu i wielu stresujących wymagań związanych z wychowaniem. To, że było łatwiej, wcale chyba nie znaczy, że było lepiej? Nie wiem, ponieważ na to pytanie chyba powinna odpowiedzieć moja mama albo babcia. Wiecie, kiedyś się stało w kolejce za mlekiem, sklepy były puste i wielu rzeczy brakowało. Odwrotnie jest dzisiaj- dzisiaj jest wszystkiego w nadmiarze, mamy więcej możliwości ale też mniej czasu na życie. Wartości przez ostatnie lata strasznie się zmieniły. Mam na myśli np to, że kiedyś posiadanie pięciorga dzieci było normą, a dzisiaj rzadko kiedy ludzie pozwalają sobie na tak dużą rodzinę. Rzadko kiedy ktoś w ogóle chce wychować tylu potomków. No, ale kiedyś nikogo nie dziwiła sześcioosobowa rodzina mieszcząca się na pięćdziesięciu metrach kwadratowych, dzisiaj już ludzie mają problem z zaakceptowaniem takiego stanu rzeczy.


Chciałabym Wam dzisiaj przedstawić różnice w wychowaniu dzieci kiedyś i dzisiaj, w oparciu o moje wspomnienia i relacji mojej mamy. Post ten nie ma na celu oceny wzorców postępowań, jest to wyłącznie artykuł informacyjny. 

Bez telewizji, komputera, tabletów i PS4
Za to aktywnie spędzając czas na podwórku, wśród  znajomych. Od małego dzieci puszczane były na dwór, pod opieką starszego rodzeństwa albo kogoś dorosłego. Im starsze dziecko, tym mniej się pilnowało, aż w końcu nadzór ograniczało się do wołania przez okno co godzinę i sprawdzania obecności. Teraz powiecie, że kiedyś nie było tylu przestępców? Oczywiście, że byli. Ja, jako mała dziewczynka uwielbiałam, kiedy mama wysyłała mnie po kostkę Palmy albo cukier do osiedlowego sklepu. Teraz rzadko kiedy rodzice puszczają same dzieci gdziekolwiek. I wtedy miałam jakąś super moc, bo komunikowałam się z innymi za pomocą domofonu i pukania do drzwi, nie miałam telefonu, żeby zadzwonić i zapytać, czy ktoś akurat może wyjść. Teraz nie wyobrażam sobie pójścia do znajomych bez uprzedzenia. Anielka zapewne też będzie dzwonić po koleżankach, żeby umówić się na spacer.  No i komputer w domu (jeśli w ogóle był) to było wielkie, zgrzane i buczące pudło, które zajmowało całe biurko. Z racji tego, że mogło się mało z niego korzystać, każde pół godziny dziennie spędzone na graniu w piksele, cieszyło ogromnie. Ale nie tak bardzo, jak zabawa w klasy na podwórku. Teraz? Teraz dzieci mają telefony, tablety i PS4 i spędzają nawet kilka godzin, patrząc w te wszystkie grajki. 

Magiczna czapka i szlaliczek
Teraz już się od tego odchodzi na szczęście. Dziecko w czapce przy lekkim wietrze było normą. Zawsze troszkę za grubo ubrane. Zawsze lepiej przegrzać, niż miałoby zmarznąć. Tak uważało się kiedyś. W dodatku, kiedy się chorowało, to nie wychodziło się  z domu w ogóle i trzeba było odleżeć magiczne siedem dni i dać czas na wyzdrowienie pod ciepłym kocem. Dzisiaj wręcz przeciwnie- spacery są zalecane przy większości chorób i wiemy już wszyscy, że lepiej troszkę zmarznąć niż się zgrzać! Ale niestety, moja babcia, kiedy widzi, że Anielka wychodzi bez czapki- dostaje zawału serca i  krzyczy: UBIERZ CZAPKĘ! :) 

Prezenty komunijne 
Kiedyś Komunia kojarzyła się głównie z przeżyciem duchowym, teraz jest to ogromny stres dla rodziców, zaproszonych gości, ale również samych dzieci. Rodzice muszą dwa lata wcześniej zarezerwować miejsce w restauracji, albo zatrudnić kucharkę do domu, goście zastanawiają się ile pieniędzy włożyć do koperty- dwoją się i troją, żeby dogodzić małemu człowiekowi. Wstyd jest dać sto złotych, najlepiej- im droższy prezent, tym lepiej. W dodatku dzieciakom Komunia Święta kojarzy się głównie z prezentami. W szkole, między sobą chwalą się nowymi Komputerami, PS4 i Iphonami. Prawdziwy cel tego sakramentu odchodzi na dalszy plan. Kiedyś cieszył zegarek i rower, dzisiaj rodzice zbierają kasę na sprzęty, drogie wycieczki i stawiają gościom coraz większe wymagania.

Szkoła
Dzisiaj rodzice często zamiast pretensji do dzieci, mają je do nauczycieli. Pamiętasz mój ostatni post? Czy szkoła podcina skrzydła? W nim napisałam dokładnie, co nie podoba mi się w polskim szkolnictwie z perspektywy ucznia. Napisałam w nim o nauczycielach, którzy już dawno się wypalili i tak naprawdę nie powinni już uczyć, bo tylko szkodzą i podcinają skrzydła małym odkrywcom. Co nie zmienia faktu, że rodzice nie powinni przy dzieciach podważać autorytetów nauczycieli i ich nie szanować. Wiem doskonale, że w dzisiejszych czasach rodzice potrafią obarczyć winą tylko i wyłącznie szkołę, zamiast przyczyny problemu szukać u siebie. Kiedyś takie zagranie było nie do pomyślenia. Co nauczyciel powiedział- było Święte, nikt nie pytał dzieci, skąd ta jedynka tylko od razu kazało się ją poprawić i wziąć się do nauki. 

Syndrom matki męczennicy 
Gdzieś ostatnio przewinął mi się tekst o tym, że w dzisiejszych czasach każda matka się nad sobą użala. Wzięłam go troszkę do siebie, ponieważ ja lubię narzekać. Uważam, że kiedy mówię głośno, że coś mnie boli i jestem niezadowolona, to mi pomaga przyznać przed samą sobą, że nie jestem niezniszczalna. W dodatku mam wtedy chęć poprawienia swojej sytuacji. Wy mnie znacie już na tyle, że wiecie, że ja serio uwielbiam narzekać, a w życiu raczej jestem realistką. I fakt, często przyznaję, że macierzyństwo daje mi w kość i że są momenty, w których sobie nie radzę. Ponoć kiedyś tak nie było. Ale dlaczego nie było? Bo kiedyś głównym zadaniem matek było ogarnięcie chałupy na błysk, ugotowanie obiadu i postawienie go przed nosem mężczyzny. Dzieci zazwyczaj bawiły się same albo z rodzeństwem. Nie rzadko zostawiało się dzieci pod opieką sąsiadki. No i kiedyś były takie czasy, że dużo rodzin mieszkało pokoleniowo. Tzn. starsza babcia zajmowała się wnukami, podczas gdy ich matka zajmowała się domem. Moja mama nie popiera mojej decyzji odnośnie żłobka Anielki. Zawsze powtarza, że gdyby mogła cofnąć czas, zajęłaby się bardziej mną i moim rodzeństwem a inne obowiązki odstawiła na bok. Zazdrości mi, że mogę spędzać z Anielką całe dnie, ona nie mogła sobie na to pozwolić. I zawsze mi mówi, żebym nacieszyła się nią ile wlezie, bo szybko urośnie. Dzisiaj mamy setki poradników, które doskonale zaplanowały za nas spędzanie czasu. Dzisiaj czytając pseudo naukowy artykuł dowiemy się, że musimy poświęcać dziecku każdą możliwą chwilę, musimy ciągle je czegoś uczyć i wymyślać kreatywne zabawy, jeśli chcemy, żeby wyrosło na fajnego dzieciaka. Dzisiejszy Świat rzuca nam takie wyzwania, że jedyne co nam zostaje to usiąść, narzekać i w siebie wątpić. Wątpić setki razy, bo wszyscy- telewizja, pseudo książki i perfekcyjne mamuśki mydlą nam oczy. Bo dzisiaj jest tyle książek, z których możemy wynieść wiedzę, że bycie idealną matką to norma. Ta, jasne. Dzisiaj mamy miliony zbiorów kreatywnych zabaw, podczas gdy ja bawiłam się w bazę zbudowaną z koców i nie uważam wcale, że kreatywności mi brakuje. Za dużo internetu, wierzenia we wszystko co jest w nim zapisane- myślę, że stąd biorą się te wszystkie nasze żale. Bo...

Dzieci płaczące, mniej wymagające 
Pewnie nie raz słyszałaś od osoby starszej, że "moje dziecko tak nie płakało, uspokajało się same i w ogóle było bezproblemowe". Kiedyś to dzieciom dawało się gęstej kaszy do łóżka i nie przejmowało się, czy zaśnie czy będzie się bawić. Jak dziecko płakało, to mu się pozwalało wypłakać, kiedy było niegrzeczne to dostawało po dupie, ewentualnie napluło się do wanny albo przełożyło przez spódnice. Dzisiaj chcemy przytulać swoje dzieci, nie bijemy ich i wiemy, że gęsta i duża dawka kaszy może najzwyczajniej w Świecie małemu człowiekowi zaszkodzić i wcale nie pomaga w długim i spokojnym śnie. Dzisiaj jesteśmy wrażliwsi. Dzisiaj szanujemy swoje dzieci, zamiast bicia próbujemy tłumaczyć, a budowanie autorytetu polega na dialogu, a nie grożeniu pasem. 

Karmienie Piersią
Chociaż od zawsze wiadome było, że mleko matki jest najlepsze na Świecie, to bez problemu dawało się dziecku butle z mlekiem krowim, sproszkowanym mlekiem z kropelką na opakowaniu albo od razu kaszy. Niemowlę, które płakało trzeba było zapchać białym płynem, ponieważ płakało na pewno z głodu. Matkom karmiącym piersią, nie pozwalano karmić na żądanie. Odstęp pomiędzy jedzeniem nie mógł być krótszy niż trzy godziny. W dodatku trzeba było dziecko jak najszybciej odstawić albo dokarmiać czymś innym, bo po trzecim miesiącu z piersi leciała woda, nie mleko. Wtedy nikt nie toczył wojny między mlekiem sztucznym a mlekiem matki. Mamy miały gdzieś to, czym karmi koleżanka i ile ma w piersiach jedzenia.  Nikt nikomu do cycków nie zaglądał i wszystkim dobrze się żyło w przekonaniu, że każdy robi dobrze. 

Brudne dzieci to szczęśliwe dzieci
Nigdy nie zapomnę, jak bardzo brudna potrafiłam wrócić z podwórka. Zazwyczaj miałam wydzielone ubrania- na podwórko i na wyjście np. do lekarza. Nikt nie przejmował się, że idę na dwór z dziurawimy spodniami i nikt mnie za to nie potępiał. Dzisiaj czasami rodzice zapominają, że dziecko  nie pracuje w szołbiznesie a zwykłe legginsy są wygodniejsze od obcisłych rurek. Buty miały być wygodnie, a nie z odpowiednim znaczkiem z boku. Nikt nie zwracał uwagi na metki i zakończenia złotymi nićmi. Każde dziecko było zazwyczaj równe i tak samo brudne, jak wszyscy inni.  

Małe grzeszki
Najodważniejszy w grupie był ten, co nie bał się dzwonić do domofonów sąsiadów i robić sobie z nich żartów. Wszyscy uciekali, gdzie pieprz rośnie, gdy jakiś sąsiad wychylił się do okna, żeby zobaczyć kto mu pupę zawraca. I ten stres, czy nie powie rodzicom. Dzisiaj najodważniejszy to ten, który już spróbował papierosa i nie boi się głośno przeklinać przy przechodniach. 

Niezdrowe jedzenie 
Nie pamiętam, żeby mnie ktoś kiedyś opierdzielił za to, że zjadłam trzy paczki chipsów i wypiłam niezdrową oranżadę. No, chyba że nie mogłam przez to zmieścić mięsa z obiadu. Moja babcia rozpieszczała mnie, kupując najpyszniejsze bułki słodkie, a mama zawsze dała jakiegoś gorsza na gumy kulki. Codziennie kupowaliśmy z koleżankami kilka małych paczek chipsów (za pięćdziesiąt groszy!) i zajadałyśmy się, aż pieniążki się nie skończyły. Rodzice o tym wiedzieli i jakoś nie robili nam o to wyrzutów. Mało tego, jedliśmy je brudnymi rękami a po ich jedzeniu wcale nie myliśmy rąk, tylko wycieraliśmy w spodnie i wracaliśmy do zabawy. Dzisiaj rodzice bardzo pilnują, żeby dzieci nie jadły niezdrowych posiłków. Słodycze tylko w wyznaczonej porze- o ile w ogóle. Gotowanie na parze, ograniczenie węglowodanów i glutenu są na porządku dziennym.


No to teraz kilka słów ode mnie. Przede wszystkim, bardzo się cieszę, że mogłam sobie powspominać troszkę tamte czasy. Uważam, że serio były super. Naprawdę miło wspominam ciągłe siedzenie na dworze i moich podwórkowych znajomych. Pamiętam dobrze zapach zupy z liści i ból nóg po graniu w podchody. Chciałabym, żeby Anielka również wychodziła tyle na powietrze i miała dużo koleżanek i kolegów. Obawiam się tylko, że nie będzie już z kim miała się bawić. Słuchajcie, dzisiaj jest piękna pogoda. W blokach dookoła mieszkają dzieci- nikogo nie ma na podwórku. Nikt nawet na spacer nie idzie... Cisza, kurde. Moje osiedle już dawno umarło, chociaż dzieci przybywa. 
Wszystko ma swoje plusy i minusy. Nie ma co gadać, że kiedyś było lepiej. Ale pewne wartości z tamtych lat, dalej przekazuje mojemu urwisowi i będę to robić całe jej dzieciństwo. Chociaż staram się, by jadła zdrowo- nie będę jej zabraniać jeść słodyczy. Chociaż chcę, by wyglądała dobrze, nie robię z niej ozdoby, tylko ubieram jak dziecko. Jak dziecko, które w każdej chwili może się pobrudzić, a ja to będę miała gdzieś. Chcę, żeby słuchała mnie, a nie telewizji. Chcę zbudować autorytet na rozmowach i czynach a nie na biciu. No i chcę, naprawdę chcę, żeby miała się z kim bawić, a nie tylko mieć z kim grać w gry komputerowe i siedzieć w telefonach. 

Piątka, pappa! Aleksandra

poniedziałek, 5 marca 2018

Macierzyński Survival Guide - Jak spędzać czas wolny, część druga.

11:18:00


Kochane moje matki, niedługo nasze Święto. W tym poradniku poznacie kilka propozycji, jak spędzać czas wolny od obowiązków, mężów, kochanków, natrętnych sąsiadów i dzieci. Przysłowie głosi

Jeśli chcesz, aby każdy Twój dzień był Dniem Kobiet, przeczytaj kilka propozycji na anielkowym blogu i zainspiruj się! 
Tak kochani, Macierzyński Survival cieszy się ogromną popularnością, a statystyki pierwszej części mówią same za siebie- my, matki chcemy pozytywnych poradników z dużą dawką humoru. 

Zapraszam więc wszystkie kobiety na poradnik, w którym eksperci z dziedziny życia i macierzyństwa radzą, jak spędzać wolny czas. Jesteście ciekawe, co dla Was przygotowali?

Potrzebne materiały: Książki, maseczki, krzyżówki, wykreślanki, telefon, kawa lub herbata, kocyk, kanapa, kalendarze i plannery, telewizor i wiele innych!
Lokalizacja: Dom i miejsce publiczne.

Książki  
Pozwalają zapomnieć o problemach własnych i na chwilę żyć innym życiem. Dzięki nim nasza wyobraźnia działa, a szare komórki zaczynają pracować na najwyższych obrotach. Kupione albo wypożyczone- zawsze działają dobrze na zmysły, a zapach nieznanych jeszcze stron przyprawia o dreszcze. I  pytanie: co będzie dalej? Jak to wszystko się skończy? I te stwierdzenia: Kurczę, ile prawdy w tej książce, tez bym tak chciała! Nieważne, czy czytacie poradniki, anty-poradniki, książki motywujące czy dreszczowce. Ważne, że litery i zdania, które chłoniemy sprawiają radość nam i naszej duszy. 
Maseczki i inne miziadła 
Niby nic, często za grosze a jednak pozwalają poczuć się zadbaną, kochaną i piękną- kosmetyki. Piętnaście minut- tyle zazwyczaj potrzebujesz, aby odświeżyć swoją skórę i zadbać o siebie. Jedna minuta- tyle zajmuje wklepanie odżywczego kremu na twoją twarz. Bez wymówek, rób to codziennie, z pełną premedytacją i nie żałuj sobie ani czasu, ani pieniędzy. 
Plannery i kalendarze
Autorka tego poradnika ma obsesję na kupowanie rzeczy z pozoru zbędnych. Z pozoru, bo tak naprawdę nic, co sprawia radość zbędne nie jest. Kup sobie planner albo kalendarz- spróbuj coś zaplanować albo wyznaczyć sobie cel. Spisz w odpowiednim miejscu marzenia oraz rzeczy, które chcesz osiągnąć. Zaglądaj tam raz na jakiś czas i wierz w to, że Ci się uda. Rozpisz to co chcesz kupić i napisz w jakie miejsce chcesz się udać w najbliższym czasie. Zapisuj złote myśli i spostrzeżenia. Każdy ma prawo do własnej przestrzeni, jeśli ciężko znaleźć Ci ją w domu- znajdź ją w zeszycie, notesie lub kalendarzu. 
Kawa lub herbata 
Rano strzel sobie yerba matę albo małą czarną. Rób sobie napary, kiedy tylko masz na to ochotę. Rozgrzeją Cię, pobudzą a kiedy trzeba- uspokoją. Czerp z ziół i herbat to co najlepsze, ponieważ mają one wielką moc i w dodatku świetnie smakują. Wieczorem przygotuj swój ulubiony kubek, zaparz w nim to, na co masz ochotę i usiądź wygodnie na kanapie- zasługujesz na to!
Samotne zakupy lub wyjście towarzyskie
W miarę możliwości, staraj się czasami ruszyć z domu w samotności. Nie bój się, że dzieci będą tęsknić, że tata sobie nie poradzi albo ktokolwiek inny nie da rady. Tęsknić pewnie będziesz ty, ale tęsknota jak inne uczucia- są potrzebne w życiu i pozawalają docenić to, co mamy. W dodatku lampka wina, woda albo piwo wypite w towarzystwie kogoś miłego potrafi zdziałać cuda- nabierzesz energii i przekonasz się, że jesteś nie tylko matką ale również kobietą. To samo dotyczy się zakupów- pozwól sobie czasami na odrobinę szaleństwa i kup coś z nowej kolekcji a nie promocji! Najlepiej coś seksownego i kobiecego. Nie, długi sweter nie jest seksowny, chociaż przyznam- miły.

Znajdź hobby albo pielęgnuj te, co masz
Nie zapominaj, że ciągle musisz się rozwijać. Dzieci uczęszczają na zajęcia pozalekcyjne a ty co robisz w wolnym czasie? Pranie? Gotowanie? Oczywiście! Ale znajdź chociaż chwilkę na chociażby krzyżówki albo wykreślanki! Polecamy tę formę rozrywki, bo sprawia, że nasz mózg wolniej się starzeje i przez kilka minut jesteśmy skupieni na rozwiązaniu zagadki a nie na obowiązkach. 
Najlepszy planner jaki miałam okazję przetestować. Zaplanujecie w nim wszystko- wydatki, cele (zarówno w biznesie jak i życiu osobistym) i w dodatku pomoże określić, co jest waszym największym marzeniem. Zmotywuje i da kopa do działania. Można zamówić go z internetu oraz kupić w większości księgarni.




Nieperfekcyjna Mama Anny Dydzik. Najlepszy anty-poradnik dla matek. Dzięki niemu zrozumiałam, że nie muszę być idealna, żeby moje dziecko było szczęśliwe.

Sukces Jest Kobietą- Curly Martin. Książka, która udowadnia, że w kobietach siła. Dodaje skrzydeł i pozwala osiągać sukcesy w życiu. Dla wszystkich kobiet, które chcą, by ich życie było lepsze.

Naturalna Zielona Glinka to mój ostatni hit. Z łatwością znajdziecie ją w internecie, ale ostatnio zawitała do drogerii Natura. Ma wiele pozytywnych właściwości, jest całkowicie naturalna i niedroga.



Mam nadzieję, że dzisiejszy Macierzyński Survival Guide Wam się spodobał. Zostawcie coś miłego po sobie.



czwartek, 1 marca 2018

Co robią matki, chociaż się do tego nie przyznają?

10:59:00

 

Każda z nas ma swoje grzechy. Nie oszukujmy się, nawet jakbyśmy bardzo chciały- raczej nigdy nie będziemy idealne. Macierzyństwo to naprawdę najlepsze co mogło nas spotkać, ale wiadomo- trzeba sobie jakoś radzić, ponieważ nie zawsze jest pięknie i kolorowo. Problem polega na tym, że większość matek na siłę idealizuje swoje macierzyństwo i w ogóle nie przyznaje się do błędów, drobnych porażek lub do ułatwiania sobie w jakiś sposób życia. Uważam, że odrobina samokrytyki i dystansu jest potrzebna, żeby nie zwariować. Przygotowałam dla Was listę rzeczy, które robi większość matek, ale czasami się do tego nie przyznaje. Większość rzeczy znam z autopsji, ale są też punkty, które są mi troszkę obce. Co byście dopisały?

Z góry proszę o wyrozumiałość, jeśli zobaczycie jakieś błędy lub niedociągnięcia. Ostatnio mam dużo na głowie a właściwie w niej. Myślę, że za jakiś czas napiszę Wam coś o tym. 


1.Sól i cukier
Wiemy wszyscy, że doprawianie maluchom  i dzieciom jedzenia nie jest zdrowe. Jednak większość matek to robi. Dlaczego? Istnieje mnóstwo powodów.

2. Wcinanie dzieciom przekąsek i słodyczy
Większość rodziców, kiedy dzieci wreszcie pójdą spać, sięga po słodycze albo przekąski dla dzieci. Plotka głosi, że kradzione smakuje najlepiej! I dzieci zdrowiej na tym wychodzą.

3. Wujek Google
Widzisz jakiś niepokojący objaw? Twoje dziecko dziwnie się zachowuje albo masz wątpliwości, czy prawidłowo się rozwija? Pierwsze co przychodzi na myśl- google. Musisz sprawdzić, czy to jest w porządku czy jednak masz powód do niepokoju. 

4. Nocne życie
Czy zawsze matki wstają z wielką radością do dzieci? Nie! Chociaż bardzo kochamy swoje dzieci to wstawanie nocne jest bardzo ciężką i męczącą czynnością. Która z nas nie marzy o przespanej nocy? Która z nas nie powiedziała magicznego słowa na Ka, kiedy usłyszała płacz dziecka o pierwszej w nocy? W nocy najczęściej zaczynamy wątpić w naszą egzystencję a nad ranem oprócz wyrzutów sumienia mamy wielkie worki pod oczami.

5. Dzieci denerwują
Kochamy, poświęcamy każdą wolną chwilę i jeszcze bardziej kochamy. Dzieci są cudowne- zwłaszcza te nasze, kochane i najlepsze na Świecie. Ale chyba każda matka wie, że dzieci potrafią irytować i denerwować. To są odczucia, które ciężko odepchnąć. Te odczucia są zupełnie naturalne i musimy sobie na nie pozwalać.

6. Co by było gdyby...
Gdybym nie miała dzieci? Co teraz bym robiła, czułabym się szczęśliwa? Chociaż żadna z nas nie żałuje drogi, jaką jest macierzyństwo, te myśli były, są i będą. 

7. Kłamstwa i manipulacje
"Ten brokuł naprawdę smakuje wyśmienicie", " kochanie, jeśli tego nie zrobisz...." I tak dalej i dalej. Kłamstwa i drobne manipulacje pojawiają się w naszym rodzinnym życiu, chociaż często ich nawet nie dostrzegamy i nie jesteśmy ich świadomi. Często są nawet konieczne.

8. Telewizor, telefon i tablet
Dla chwili spokoju, dla... nieważne czego. Ulegamy z pełną premedytacją i świadomie. 

9. Strach, uczucie osamotnienia i zazdrość
Czasami chciałabyś być dzieckiem. Chciałabyś, żeby ktoś się Tobą tak zajął i dbał o Ciebie. Tymczasem to niemożliwe- zawsze będzie już ktoś, kto będzie potrzebował tego bardziej. Czasami czujesz, że nikt nie rozumie Twojego zmęczenia i strachu. Czasami czujesz się oszukana, że przecież miało być łatwo. 

10. Lenistwo?
Nie wiem, jak to nazwać. "A niech chodzi w brudnej bluzie", "przecież nic mu nie będzie od mokrej koszulki", "a niech brudzi". Pozwalamy dzieciom na to, co nie do końca jest dobre. Pozwalamy im robić rzeczy, które nam się nie podobają. Ale przecież chwila ciszy jest ukojeniem dla naszej duszy!

W imię solidarności nieidealnych matek, proszę o kciuka w górę na Facebook lub o udostępnienie tego postu!

sobota, 24 lutego 2018

Czy szkoła podcina skrzydła?

09:18:00

 

Każdy z nas ma jakieś wartości, które chce przekazać swoim dzieciom. Każdy z nas chodził do szkoły i zakończył swoją edukację w wybranym momencie. Każdy z nas chciałby pewnie, żeby nasze pociechy były mądre i inteligentne. Dzięki setkom źródeł wiemy już jak prawidłowo wspierać rozwój dzieci i w jaki sposób stymulować ich mózgi.


Jednym z najważniejszych etapów w życiu małego człowieka jest edukacja w szkole. Na każdego czekają otwarte bramy i spora dawka wiedzy- praktycznie za darmo. No ale czy w Polsce system edukacji jest poprawny? Właściwie co on wnosi w życie dzieci i jak ważny jest w późniejszym etapie życia? Czego uczy szkoła? Czy wszystkie dzieci traktowane są jednakowo, czy szkoła patrzy na ucznia jak na jednostkę (tak jak powinna) i czy słowo indywidualność jest obecne w polskim szkolnictwie?

Już w połowie liceum wiedziałam, że na studia raczej nie pójdę. Byłam przytłoczona ciągłymi jedynkami z matmy i niesprawiedliwym traktowaniem. W dodatku nigdy nie uważałam, że ludzie pracujący w takiej biedronce są gorsi i mniej wykształceni. Przez moje krótkie życie zdążyłam zauważyć, że to nie oceny w szkole są ważne, ale to jak człowiek nakieruje swoją przyszłość. Nie każdy musi zostać ekonomistą czy lekarzem, żeby był inteligentnym człowiekiem z dużą wiedzą i ambicjami. W dodatku mnie nie interesowała matematyka, a raczej rzeczy bardziej abstrakcyjne, artystyczne i wymagające przede wszystkim wyobraźni. Dlatego po liceum poszłam do szkoły kosmetycznej.

Mając na uwadze moje perypetie szkolne, nie będę zmuszać mojej córki do bycia piątkową uczennicą. Wiem, że system edukacji pozostawia dużo do życzenia i wcale nie jest wyznacznikiem mądrości i inteligencji. Uważam, że do każdego ucznia trzeba podchodzić indywidualnie i w porę wyłapać jego talenty i to je w pierwszej kolejności rozwijać i pielęgnować, nawet jeśli jest to granie na pianinie, a nie pierwiastki. Oczywiście, to nie znaczy, że mam pozwolić olać jej inne przedmioty.

Po gimnazjum chciałam iść do technikum o profilu plastycznym (rozważałam też profil fotograficzny), ale mojej decyzji nie pochwalał mój ojciec i ostatecznie skończyłam w Liceum Ogólnokształcącym i do dzisiaj tego żałuję. Nigdy nie czułam się dobra w przedmiotach ścisłych, uwielbiałam za to malować i robić zdjęcia. W Liceum zapomniałam o moich pasjach i szybko stałam się uczniem z jedynkami i dwójkami. Oczywiście, nie zawsze miałam same jedynki, ale z łatwością nie zdawałam do następnych klas. Zawsze miałam problem z matematyką, chociaż chodziłam na korepetycje i naprawdę dużo ćwiczyłam w domu. Lubiłam język polski, ale w sumie rzadko mogłam się wykazać. Do stu procent z matury ustnej z języka polskiego zabrakło mi jednego punktu. Temat wybrałam sobie dosyć trudny " Uroda życia i dramat ludzkiej egzystencji w utworach Iwaszkiewicza". Ogólnie tak się rozgadałam, że Panie były pod wrażeniem. Po maturze dostałam SMS od polonisty, który brzmiał mniej więcej: " Prawie sto procent a ja Ci tylko dwójkę na koniec dałem?" No i tak bym podsumowała swoją edukację w Liceum:)

Uczniowie nie są równio traktowani.

Ci dobrze uczący się, cieszą się większą sympatią wśród nauczycieli i są darzeni większym zaufaniem. Ci ze słabszymi ocenami, uważani są za gorszych i leniwych. Nauczyciele mają swoich ulubieńców i faworytów. Zazwyczaj nie dają szansy wykazać się innym i proponują udział w konkursach tylko tym lepszym. Gdy ktoś rozmawia na lekcji, od razu pada podejrzenie na uczniów gorzej się uczących. Podobnie w przypadku, kiedy ktoś wywinął jakiś numer nauczycielowi- od razu pod lupę idą dzieci "gorszego sortu".

Przedmioty mało ważne, ważne i ważniejsze.

"Dwójka z plastyki? To nic, ważne, że masz piątkę z matematyki!". Tak właśnie już od wczesnoszkolnych lat, sugeruje się uczniom, że ich zdolności np. wokalne nie liczą się tak bardzo, jak tabliczka mnożenia. Już od podstawówki nauczyciele i rodzice uczą dzieci pewnej hierarchii, która może odbić się bardzo negatywnie w późniejszych latach. Chcesz malować? Z tego nie da się wyżyć! Lubisz historię? Historycy nic nie zarabiają i panuje duże bezrobocie wśród humanistów! Ekonomia to jest zawód przyszłości! I takiemu Antosiowi, który nie chce zostać matematykiem, a chciałby być dziennikarzem właśnie podcina się skrzydła i zabiera marzenia oraz cele. I właśnie być może ten Antoś będzie się miotał na studiach ekonomicznych i koniec końców da sobie spokój albo będzie pracował tam, gdzie nie chce i wypalał się z każdym dniem coraz bardziej.

Wypaleni nauczyciele.

Kolejna sprawa to to, że dużo nauczycieli jest wypalonych zawodowo. Zwłaszcza Ci starszej generacji mają problemy, żeby w ogóle przekazać jakąkolwiek wiedzę. Jeśli uczeń szybko łapie fizykę i rozumie podręcznik- to nie problem. Gorzej gdy naprawdę trzeba mu coś wytłumaczyć, wtedy już kaplica i jedynki. No i co? To wina oczywiście ucznia. Poza tym nauczyciele gonią z tematami i nie zdają sobie sprawy z tego, że każde dziecko ma swoje tempo i nie każdy zrozumie coś za pierwszym razem. No i później rodzice wydają majątki na korepetycje, dziecko w wolnym czasie, zamiast odpoczywać, bawić się i rozwijać pasje- uczy się. A wystarczyłoby tylko więcej empatii wśród nauczycieli i więcej miłości do wykonywanego zawodu.

Większość szkół nie rozwija skrzydeł.

Szkoła nie patrzy na ucznia jak na indywidualistę. Większość szkół nie pomaga w odkrywaniu talentów a co dopiero w ich pielęgnowaniu. Nie ma miejsca na kreatywne zabawy i nie ma miejsca na inną formę lekcji niż puste dyktowanie definicji do zeszytów. Bardzo dużo nauczycieli wymaga od uczniów uczenia się na pamięć formułek i nie pozwala na wypowiedzenie się w danym temacie swoimi słowami.

Nie ma w niej miejsca na własne zdanie i interpretacje. Słowa klucze

Czytając i analizując jakiś wiersz albo nawet fragment utworu, wymaga się od ucznia trafienia w słowo klucz. Wszyscy znamy pytanie: "Co autor miał na myśli?" Prawda jest taka, że za własną interpretację dostaje się jedynkę, jeśli nie trafi się w odpowiedź w podręczniku. Tak więc nie ma miejsca na wyobraźnię, nie ma miejsca na własne zdanie. Szkoła nie uczy dziecka indywidualności, Szkoła uczy trafiania w klucz i myślenia czysto podręcznikowego. Indywidualność w przedmiotach humanistycznych często wiąże się z niską oceną na koniec semestru. Odmienne odczucia i interpretacje to bezkompromisowa jedynka.

Za dużo zadań domowych

Nauczyciele zadają za dużo. Rzadko kiedy dogadują się między sobą i przekazują informację o zadaniach domowych. Każdemu uczniowi należy się odpoczynek po lekcjach. Mózg dziecka po siedmiu godzinach nauki w szkole, nie jest w stanie uczyć się również intensywnie w domu i odrabiać lekcje. Udowadniają to różne badania naukowe, ale nikt tego nie słucha. Prawda jest taka, że dzieci często mają za dużo obowiązków wobec szkoły, co skutkuje obniżoną efektywnością nauki, zmęczeniem i problemami z zasypianiem. A gdzie miejsce na zabawę, relaks lub zajęcia dodatkowe?

Dlaczego to wszystko jest takie ważne?

Ponieważ życie sześciolatka opiera się już głównie na nauce i trwa przez kilkanaście lat. Jest to niezwykle ważny etap w życiu człowieka, w końcu spędza w szkole prawie połowę życia. Szkoła nie tylko ma przekazywać wiedzę, ale również pielęgnować wartości, dbać o uczniów i im służyć. Na to, co dziecko wyniesie ze szkoły mają też duży wpływ rodzicie. Nie należy zapominać o tym, że każde dziecko jest inne i rzadko zdarza się, że jest dobre ze wszystkiego i będzie odnosić sukcesy pod każdym względem i w każdej dziedzinie. Szkoła bez wątpienia uczy pewnej dyscypliny, obowiązków oraz przygotowuje do dorosłego życia. Nie można jednak dać się zwariować, ponieważ system edukacji w Polsce ma również swoje minusy, o których pisałam wyżej. Nauczyciele nie zawsze są sprawiedliwi i często wszystko zależy od nauczyciela, a nie od ucznia. Pamiętaj, żeby nie uczyć dziecka dzielenia ludzi na gorszych i lepszych, pamiętaj, że oceny nie zawsze są wystawiane sprawiedliwie i zgodnie z wiedzą. Jako rodzic nie zapominaj pielęgnować mocnych stron swojego dziecka, nie kieruj nim, ale proponuj. Szanuj jego decyzję, nie każ mu odnosić sukcesów, ale zachęcaj  do ich osiągania. 




piątek, 23 lutego 2018

Po pierwsze- kobieta, po drugie-matka

11:01:00

Nie potrafię cofnąć czasu, naprawiać wszystkich błędów i przewidywać przyszłości.
Nie oczekuj ode mnie, że zrozumiem rzeczy niezrozumiałe. Nie myśl, że pogodzę się z tym, na co nie mam wpływu. Zawsze będzie coś, co mnie przerośnie. Zawsze będę potrzebować wsparcia. Nie jestem robotem, nerwów też nie mam ze stali.
Płaczę, krzyczę i milczę z bezradności. Nie oczekuj ode mnie, że zawsze będę uśmiechnięta, zadowolona i pewna siebie. Nie myśl, że wszystko jest przecież proste, a ja jestem niezniszczalna. Mała rzecz może sprawić, że spod nóg usunie mi się grunt. Łapię równowagę a za chwilę ją tracę. Nie mam wszystkiego i raczej nigdy nie będę wszystkiego mieć. Zawsze będzie mi czegoś brakowało. Nie jestem encyklopedią, poradnikiem i nie znam złotych recept na życie. Nigdy nie zjem wszystkich rozumów i nie zbawię Świata. Czasami pewna jestem tylko tego, że odejdę kiedyś z tego Świata- reszta to loteria. Nie wiem, kiedy koniec nastąpi, więc pozwól, że będę taka, jaka chcę być. 
Chcę uczyć się na własnych błędach, sama wyciągać wnioski i postępować według własnego sumienia. Chcę być perfekcyjna w byciu nieidealną. Nie muszę wszystkich zadowalać, nie muszę wszystkiego akceptować i godzić się na wszystko. Jestem stworzona po to, żeby żyć ze sobą w zgodzie, a nie na przekór sobie. 
Dlatego, jeśli mówię Ci, że mi źle- nie mów, że nie mam prawa, że przesadzam- po prostu przytul mnie mocno i bądź ze mną. 
Dlatego, jeśli mówię, że źle się czuję- nie mów, że zaraz mi przejdzie- po prostu przynieś mi czekoladę i zrób mi herbatę. 
Dlatego, jeśli mówię, że nie daję rady i że mnie coś przerasta- weź to na klatę i nie czekaj, aż mi przejdzie.
Bo mam prawo być smutna, czuć się bezradna i nie mieć sił na cokolwiek. Jestem kobietą, matką i przede wszystkim zwykłym człowiekiem. Mam prawo wątpić, czuć się niesprawiedliwie, mam prawo do  małego kawałka piekła i małego kawałka nieba. 
Potrzebuję wsparcia, miłości i spokoju. Chwili ciszy, kiedy jesteśmy razem. Chwili ukojenia w Twoich ramionach. Ciągłej miłości i nieprzerwanego zaufania.
Jestem kobietą, tylko tyle i aż tyle.