a Najbardziej pozytywny blog parentingowy i lifestylowy

niedziela, 19 sierpnia 2018

Jak kupować ubrania dla dzieci przez internet i dlaczego warto to robić?

sierpnia 19, 2018
Ubrania dla dzieci online

Sezon wakacyjny powoli dobiega końca, co za tym idzie- zaczynamy przygotowywać się na jesień i uzupełniamy braki w szafach naszych dzieci. Wiadomo nie od dzisiaj, że dobre jakościowo ubrania nie są tanie. Jak więc kupować, żeby Twój portfel był zadowolony? To proste: musisz zacząć kupować ubrania przez internet. To naprawdę nie jest trudne, trzeba tylko wiedzieć, jak trafić z rozmiarem i co zrobić, żeby nie przepłacić.

Przygotowałam dla Ciebie najważniejsze wskazówki, dzięki którym pokochasz kupowanie ubrań online. Gwarantuję Ci, jeśli jesteś początkująca, że zaczniesz być ekspertem w tej dziedzinie i wyłowisz same tzw. perełki dla swoich dzieci:). 
Sklep online dla dzieci


Wybierz odpowiedni rozmiar

Z tym jest ciężko, wiem po sobie. Internet jednak oferuje Ci cały wachlarz sprawdzania rozmiarów danej marki. Najczęściej sklepy internetowe podają rozmiary, więc wystarczy dobrze zmierzyć latorośl, w celu uniknięcia pomyłki. W momencie, w którym takiej informacji nie ma, wpisz odpowiednią frazę w Google, np. Rozmiarówka dziecięca Reserved. Trzecim sposobem jest zadanie pytania się na forum lub grupie poświęconej dzieciom o wymiary ubrań. Mamy często odpowiadają na pytania, więc się nie krępuj!

Nie przepłacaj
Znasz to uczucie, kiedy kupiłaś coś, co za kilka dni okazało się tańsze albo w innym sklepie kosztowało mniej? Sklepy stacjonarne często zawyżają ceny, żeby zarobić na wynajem lokalu i na utrzymanie pracowników. Ja to bardzo szanuję i popieram, ale jeśli masz ograniczony budżet, warto zastanowić się nad inną formą zakupów. Internet daje możliwość porównania cen danego sklepu i wybrania najkorzystniejszej oferty. Możesz szukać na własną rękę okazji albo poznać nową wyszukiwarkę, która Ci to ułatwi. O tym jednak dowiesz się za chwilę:)
Sukienki dla dziewczynek


Zastanów się, czego tak naprawdę chcesz i oczekujesz
Twój syn marzy o dresie, ale nie masz pojęcia, jaki wybrać, żeby nie tylko oddychał, ale również nie sprał się po pierwszym praniu? Albo inaczej- wiesz, jaki rodzaj odzieży sportowej chciałabyś kupić, ale nie możesz tego znaleźć? Tutaj znowu naprzeciw Twoim oczekiwaniom wychodzi internet, dzięki któremu nie tylko dowiesz się, gdzie szukać takiej odzieży, ale czy również taka np. istnieje.

Skorzystaj z wyszukiwarki modowej
Jak działa wyszukiwarka modowa? Bardzo podobnie do Google, Booking.com czy Trivago, ale dotyczy odzieży. Zippini.com to jedna z najlepszych wyszukiwarek modowych, dzięki której kupowanie ciuchów (nie tylko dziecięcych) staje się dużo prostsze. Szukasz dobrych jakościowo i wyjątkowych ubrań dla swojego dziecka? Znajdziesz wszystko na zippini i uprościsz sobie życie. Ta strona działa na zasadzie wyszukiwarki, więc nie musisz zakładać konta, aby coś kupić. Możesz wybrać nie tylko rodzaj odzieży, ale również rozmiar, kolor, a nawet markę i sklep, z którego chcesz zamówić. Po znalezieniu interesującej Cię rzeczy zostaniesz przeniesiona do sklepu online, w którym możesz zakupić przedmiot. Dużym plusem jest to, że Zippini współpracuje z naprawdę dobrymi sklepami, które sprzedają produkty marek takich jak BonPrix, Adidas czy Bartek a wszystkie ceny są bardzo niskie. Przeglądając tę wyszukiwarkę miałam wrażenie, że takich ubrań nie dostanę nigdzie stacjonarnie.
wyszukiwarka modowa


Czytaj opinie
Z myślą o dzieciach często wybierasz najlepsze tkaniny, które nie wyblakną szybko i przede wszystkim- nie pękną ani się nie przedziurawią. To jest bardzo trafne podejście, bo kiedy dziecko wyrośnie, możesz bez problemu komuś je jeszcze sprzedać albo oddać. No przyznaj się mi szczerze, kiedy przeczytałaś jakąś opinię dotyczącą ubrań? Dobrze jest poświęcić czasami czas na zapoznanie się ze zdaniem innych rodziców, ponieważ dzięki temu możesz uniknąć wydania pieniędzy w błoto. Nie jest łatwo wydać dwieście złotych na kurtkę, ale ciężej jest być z niej w pełni zadowolonym. Dużo sklepów internetowych umożliwia nie tylko wystawianie opinii, ale również zapoznanie się z opiniami innych użytkowników. Ciężko Ci znaleźć konkretne informacje? Również polecam zadanie pytania na forum albo grupie dla rodziców.

Dzięki zakupom online możesz nie tylko zaoszczędzić pieniądze, ale również swój czas. Ja akurat nie cierpię chodzenia po sklepach: kolejki (zwłaszcza w okresach wyprzedażowych i na początku sezonu), ludzie, którzy przewracają ubrania, miętoszą i rzucają gdzie popadnie, eh :), Teraz kiedy mój czas jest ograniczony, a mnożą się nie tylko obowiązki, ale i chęci spędzania większej ilości czasu z rodziną, staram się upraszczać sobie życie na każdym kroku.
No powiedz szczerze- czas spędzony z dzieciakami jest najcenniejszy!





poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Czy macierzyństwo zmienia kobietę?

sierpnia 06, 2018


Nadszedł ten czas, kiedy zrobiłam sobie rachunek sumienia (aż grochy miałam w oczach) i stwierdziłam, że podsumuję ostatnie (prawie) dwa lata. Wiecie, macierzyństwo niby nie zmienia nic, a tak naprawdę zmienia całe dotychczasowe życie. Pozwólcie, że przedstawię Wam moje odczucia, jeśli chodzi o ten szalony- pełen wzlotów i upadków czas.

Ola, ogarnij się!
Nie, jeszcze nie doszłam na ten level, w którym bez ogródek nazwę się twardą babą, bo nadal jest ze mnie mięczak. Nadal wzruszam się na filmach, starych piosenkach i jeszcze zdarzy mi się zapłakać z bezsilności. Mniej przejmuję się wszystkim, ale jednak jeszcze siedzi we mnie ta Ola co cały dzień potrafi przeżywać, że potrąciła wózkiem starszego Pana. Chociaż kiedy trzeba ten ciężki wózek znieść i wnieść, chociaż plecy wysiadają- to robię to. Jak trzeba wytrzeć łzy i bawić się z dzieckiem- robię to. Nauczyłam się panować nad emocjami, może jeszcze nie do końca, ale zrobiłam wielki progres.

Cierpliwość i pokora. Wreszcie wiem, co to jest!
Wydaje mi się, że naprawdę nauczyłam się cierpliwości. Mój czas u boku Anielki leci tak szybko, że ciężko nadążyć. Kiedyś byłam taka niedobra, że wszystko miało być tak, jak chcę. Dzisiaj jest tak, że boję się czegoś chcieć, bo wiem, że i tak raczej tego nie dostanę, haha. Myślę, że nauczyłam się przyjmować na klatę wszystkie przeciwności losu, kłody rzucane pod nogi itp. Nie mam wyjścia, bo mam dla kogo żyć i muszę godzić się z porażkami. Już zawsze będzie coś, co zrobiłam najlepiej- urodziłam córkę. Tak więc wszystko inne nie ma znaczenia. Alek zawsze mnie goni, że niedobra ze mnie bestia i nerwowa bardzo, a ja mu wtedy mówię: „oj, kochany. To ty mnie wcześniej nie znałeś! Teraz to ja jestem normalna".

Nauczyłam się dążyć do celu
Jakby ktoś zapytał mnie kilka lat temu, kim bym chciała być w przyszłości, to bym odpowiedziała: „A kim ja bym nie chciała być?” Grałam na keyboardzie, próbowałam grać na gitarze, malowałam, chciałam zostać fotografem, nagrywałam filmiki na YouTube, chciałam być wizażystką... Aż ciężko spamiętać te rzeczy. Zawsze brakowało mi jakiegoś kopniaka na rozpęd, wiary w siebie i przede wszystkim cierpliwości. Dzisiaj? Dzisiaj to ja już rozwijam skrzydła i mam pierwszych klientów. Kocham to, co robię i chociaż kosztowało mnie to naprawdę dużo pracy i pieniędzy, to wreszcie odnalazłam drogę, którą będę podążać. Czuję się dorosła i odpowiedzialna jak nigdy wcześniej.

Mam mniej kompleksów niż wcześniej, chociaż wyglądam jak worek na ziemniaki!
Z tym workiem to troszkę przesadziłam. Pamiętam, kiedy poznałam Alka, zapytał mnie, dlaczego jeszcze nigdy nie widział mnie w krótkich spodenkach. Któregoś dnia obiecałam mu, że założę je, skoro tak prosi. Wysmarowałam całe nogi podkładem i jakoś się przemogłam i wyszłam na miasto. Spotkanie było całkiem przyjemne, do momentu, w którym nie zaczął schodzić mi podkład, hahaha. Zawsze coś było ze mną nie tak: byłam blondynką, szatynką, rudą, brunetką. Co chwilę zmieniałam kolor włosów i wiecznie nie podobały mi się te moje nogi. Wtedy mówiłam na to, że szukam siebie. Dzisiaj wiem, że miałam coś nie hallo z głową. Patrzę tak na te zdjęcia z przeszłości i naprawdę żałuję, że się wtedy wstydziłam. Myślę, że te moje wszystkie kompleksy i brak wiary w siebie powodowały, że byłam taką złośliwą mendą, która (mimo wszystko) widziała tylko czubek swojego nosa. Dzisiaj sukienka czy krótkie spodenki to dla mnie nie problem, chociaż mam cellulit i rozstępy, chociaż nadal dwa kilo brakuje mi do mojej wagi sprzed ciąży. 

Zawsze, gdy robiłam coś, to się tego wstydziłam. Bałam się opinii innych osób i ich krzywych spojrzeń. Dzisiaj? Kurde, a niech sobie gadają. Myślę, że robię kawał dobrej roboty, a wy jesteście na to żywym dowodem!:)

czwartek, 2 sierpnia 2018

Rudzielec z gitarą potrzebny na już!

sierpnia 02, 2018


Jak w upalny dzień schłodzonej wody, która ugasi pragnienie.

Jak wieczornej kąpieli, która zmywa zmęczenie z całego dnia.

Potrzebujemy, pragniemy, szukamy.



Ed Sheeran
Czasami przydałby Ci się ktoś taki, kto by Ci zaśpiewał. Ktoś, kto by stwierdził, że znalazł miłość dla siebie i to ty nią jesteś. Naprawdę byłoby miło, gdyby wziął Cię za rękę i zatańczył w porannej rosie- beztrosko, jak kiedyś. Dokładnie tak samo, jak na początku. Jak ten wydziarany rudzielec z gitarą. Czasami przydałby się nie tylko buziak w przelocie, lecz pocałunek dwóch ciągle bijących dla siebie serc. Byłoby cudownie, gdyby co jakiś czas puścił Waszą ulubioną piosenkę i zapytał: „pamiętasz?“. Nie musiałby nawet pisać długich wierszy, wystarczyłoby, gdyby od czasu do czasu zrymował coś w stylu „czekolada, kebab, żelka, jak przytyjesz- będziesz piękna“.

Pierdoły.

John Legend, który kocha Twoje krągłości
Może być nawet John Legend, który mówi, że kocha Twoje nigdy niezamykające się usta i wszystkie Twoje krągłości. A niech nazwie Cię szaloną, ale zapewni przy tym, że właśnie to w Tobie kocha. Przecież tylko wariaci są coś warci. Czy osoby zakochane są wariatami? Z początku na pewno, a później już nie wiem. W końcu musicie dorosnąć. Następnie głupoty robi się już osobno, żeby każdy miał co sobie nawrzucać wzajemnie. Oddalacie się od siebie?

Po kłótni przychodzi Bryan Adams
Który zapewnia, że nawet jeśli popełniłaś ogromny błąd i zadałaś cios poniżej pasa, on Cię nadal kocha i na Ciebie czeka. Mało tego- on zawsze będzie o Ciebie walczył, bo wszystko, co robi, robi dla Ciebie. Idealnie. Jeśli jednak to on coś zepsuje, to będzie Cię błagał, abyś mu wybaczyła. Przyzna się do błędu, chowając dumę w kieszeń. Bo mu zależy. Bo nikt inny nie całował go tak, jak to robiłaś ty. Bo nikt, nigdy nie da mu tego, co ty dawałaś. On nie może przestać Cię kochać, po prostu. Wierzysz w taką miłość, która nigdy nie ma końca?

.

Mówisz, że nie potrzebujesz romantyzmu w życiu, że on jest dla słabych, że szkoda czasu... A jednak wzruszasz się na komediach romantycznych. Jednak słuchasz piosenek, z którymi chciałabyś się utożsamić. Jednak wzdychasz po cichu i myślisz sobie „też bym tak chciała“. Chciałabyś jednak czasami, od czasu do czasu, nawet rzadko- żeby ktoś Ci tak powiedział i myślał o Tobie, dokładnie jak ten rudzielec z dziarami.

wtorek, 24 lipca 2018

Twoje dziecko Cię nie słucha? Mam na to sposób!

lipca 24, 2018


Kiedy dziecko Cię nie słucha, nie zawsze oznacza to, że robi Ci na złość, albo nie chce wykonać polecenia. Niekiedy jest tak, że to ty źle formułujesz zdania, które w konsekwencji odbijają się jak groch o ścianę. Pisałam Ci ostatnio o buncie Anielki. Znalazłam sposób, aby go wyciszyć. Jak to zrobiłam? Wykorzystałam tajemnicę marketingu, a dokładniej języka korzyści! Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę.



Co to jest język korzyści?

Język korzyści to najprościej mówiąc, docieranie (w tym przypadku) do dziecka z uwzględnieniem jego potrzeb i korzyści z ich zaspokajania. Jest to trudne tylko pod jednym względem: Czasami nie masz czasu na konstruowanie zdań złożonych. O wiele łatwiej jest Ci zadawać krótkie polecenia np. Wyjdź z pokoju albo ubieraj się. Zwłaszcza w chwili, w której tracisz cierpliwość lub się po prostu śpieszysz. Umówmy się- wieczne tłumaczenie dziecku prostych (według Ciebie i mnie) rzeczy jest najzwyczajniej w Świecie męczące. Ma to jednak wiele plusów. Powiem Ci coś jeszcze! Często próbujesz używać języka korzyści, ale robisz to źle. Przykład:

  • Zjedz ten obiad!- źle
  • Zjedz ten obiad, bo pół dnia go gotowałam!- już coś próbujesz, ale to jeszcze nie to.
  • Zobacz, jaki dobry obiad Ci ugotowałam. Jeśli go zjesz, będziesz miał siłę na zabawę!- rewelacja



Produkt-cecha-korzyść

(Buty-wygodne-możesz w nich biegać)
Taki schemat tłumaczy działanie języka korzyści. Żeby zachęcić klienta do zakupu produktu, nie wystarczy sformułowanie:
-To jest krem.
- Jest to naturalny krem przeciwzmarszczkowy, dzięki któremu poprawisz wygląd skóry w dwa tygodnie.
No to już jest coś. Widzisz różnicę? I z dzieciakami też tak trzeba. Zwłaszcza, że te młodsze często nie widzą sensu w wykonywaniu poleceń. A te, które przechodzą bunt, nie widzą sensu właściwie w niczym. Dlatego trzeba znaleźć na to sprytny sposób. 
Tak naprawdę w ciągu dnia wykorzystujesz język korzyści praktycznie w każdej sytuacji. Zwłaszcza w tej ekstremalnej. Więc nie czuj się urażona, że porównuję dzieci do klientów. Schemat jest bardzo podobny. Przypomnij sobie, jak próbowałaś przekonać męża do kupna drogiej sukienki albo wakacji all inclusive.
-Stefan, na tej wyprzedaży zaoszczędziłam 200 zł! Za te 200 zł możemy skoczyć w weekend w góry i odpocząć! 
- Co z tego, że all inclusive jest droższe, ale nie będziemy musieli martwić się o jedzenie. No i nieskończona ilość Twoich ulubionych napojów wysokoprocentowych... brzmi nieźle?:)

Tłumaczę, Tłumaczę, ale nic to nie daje!

Być może Twoje argumenty nie pokrywają się z potrzebami dziecka. Jeśli nie lubi biegać, to argument o wygodnych butach może go nie przekonać. Być może Twoje dziecko lubi być w centrum uwagi?
 - Proszę, włóż te buty. Zobacz, są w Twoim ulubionym kolorze. Będziesz w nich wyglądać wyjątkowo!
Chodzi w tym wszystkim o to, żeby pokazywać dziecku, że wykonując Twoje polecenia, nie tylko spełnia obowiązki, ale również poprawia swój komfort i samopoczucie.
-Mamo! Po co ja mam to robić? 
-Bo to Twój obowiązek, masz mnie słuchać! 
-Bo dzięki temu będziemy mogli/będziesz mógł [...] Mama wie, co dla Ciebie dobre.
Wbrew pozorom potrzeba trochę czasu, żeby odgadnąć właściwe potrzeby Twojego dziecka i nauczyć się docierać do niego w kryzysowych momentach. Satysfakcja jest jednak gwarantowana:)

Korzyści

Takim zachowaniem i tłumaczeniem pogłębiamy w oczach dziecka swój autorytet. W końcu mama nie tylko każe coś zrobić, ale również tłumaczy i mówi całkiem sensownie. Odpowiadanie na potrzeby to nieodłączny i ważny element rodzicielstwa. A wykorzystanie wiedzy o upodobaniach może nie tylko pomóc w komunikacji między Wami, ale również w zaoszczędzeniu nerwów i czasu. Jeżeli żadne inne metody nie działają, spróbuj tej. To jest świetna okazja do obserwowania dziecka i wyciągania z tego wniosków. Mało tego! Nauczysz swoje dziecko nie tylko okazywania emocji, ale również ich uzasadniania. Bo skoro mama mówi pełnymi zdaniami i tłumaczy po kolei co i jak- ja też powiem jej, dlaczego jestem zły.







Buziaki! Aleksandra.

czwartek, 12 lipca 2018

Bunt dwulatka jednak istnieje?!

lipca 12, 2018

Przychodzi w Twoim życiu taki okres, w którym chcesz się uzbroić w cukierki. Następnie schować się gdzieś w szafce i rzucać nimi w kierunku dziecka, kiedy tylko znowu zacznie krzyczeć. Tak, to bunt.

To tak zwany bunt dwulatka, trzylatka, a nawet pięciolatka. Bo daję słowo, każde dziecko zaczyna go w innym wieku. Przecież trzeba zaskoczyć rodziców i zacząć z grubej rury, co nie? A może by tak zacząć jeszcze przed dwójką na liczniku? A proszę Cię bardzo! W najmniej oczekiwanym momencie też jest dobrze.
Spokojnie, nie jesteś z tym wszystkim sam. Codziennie tysiące rodziców zmaga się z tym zjawiskiem. Rodzice dzielą się na trzy grupy: 
  1.  Tak, moje dziecko przechodziło lub przechodzi bunt.
  2. Nie, naprawdę nie znam tego zjawiska.
  3. Przechodziło bunt, ale w życiu się do tego nie przyznam!

Czym jest bunt dwulatka?

To nic innego jak okres pomiędzy 18 a 36 miesiącem życia dziecka, który jest bardzo znaczący dla jego rozwoju. To w tym czasie nasza pociecha zdaje sobie sprawę, że jest odrębną jednostką i może (a właściwie chce) decydować o swoim życiu pod każdym względem. Przykład z życia wzięty? „Nie będę tego jeść, nie będę teraz się ubierał, nie chcę iść na spacer (co z tego, że przed chwilą chciałem) i z pewnością będę krzyczał ile tylko starczy mi sił! Nie obchodzi mnie, że jesteśmy w sklepie albo przychodni!” Nie należy zapominać również o tym, że jest to czas, w którym dziecko najzwyczajniej w Świecie MARUDZI. Co mu się nie powie, od razu zaczyna swój lament, jakbyś chciał zrobić mu krzywdę. A przecież ty tylko zaproponowałeś wspaniałą zabawę.  Najlepiej, jakbyś w ogóle sobie poszedł, a był tylko na zawołanie. Moja Anielka nie protestuje tylko wtedy, kiedy proponuję jej lody. Chociaż taki mam na nią sposób:)

Uczucia rodzica

Z początku czujesz się zmartwiony. Zastanawiasz się, co Twojemu dziecku dolega i najczęściej szukasz winy w sobie. W późniejszym etapie jest złość. Nie panujesz nad emocjami, bo w sumie sam nie wiesz, co jest grane. Zaczyna Cię naprawdę wkurzać taki stan rzeczy, bo ileż można. Ileż można reagować lub  odwrotnie- nie zwracać uwagi, kiedy nasze dziecko zamienia się w małego potworka. Dziecko mi się popsuło, nie ma co! S.O.S! 

Magia internetu lub koleżanek

Wpisujesz w Google albo pytasz doświadczonych koleżanek- To bunt. On istnieje. To normalne i wiesz co? Da się go przeżyć! Trzeba tylko wiedzieć jak i wsłuchać się w potrzeby swojego dziecka. 

Jak przeżyć bunt (nasze własne sposoby)

  • Ograniczenie do minimum telewizji i bajek z komputera. Po co dodatkowo dziecko rozpraszać? 
  • Opanowanie, chociaż z tym ciężko. Dziecko w tym okresie potrzebuje silnych rodziców. Nie pokazuj mu, że łatwo wyprowadzić Cię z równowagi, bo będzie robiło to częściej. 
  • Dawaj dziecku wybór: niech decyduje o różnych rzeczach, kiedy tylko może. Nie chce ubrać niebieskich spodni? Ok, to niech wybierze spośród innych zaproponowanych przez rodzica. Pociechy muszą czuć się ważne. Największą krzywdą, jaką można zrobić to pozbawić dziecka jakiegokolwiek głosu. 
  • Konsekwencja. Wybór ubrania jest w porządku, ale kiedy dziecko nie chce iść np. do lekarza- tutaj już na sprzeciw zgodzić się nie można. Tłumaczenia często nic nie dają, ale trzeba być cierpliwym. Dziecko musi wiedzieć, że rodzic to osoba, która wie, co jest ważniejsze. Ustępując przez cały czas, bardziej krzywdzimy dziecko, niż mu pomagamy. 
  • Płacz kontrolowany. Zapamiętaj jedno- chociażby Ci serce pękało, dziecko i tak będzie płakać. 
  • Wspólne spędzanie czasu. Dzieciaki potrzebują odwrócenia uwagi od negatywnych emocji.
  • Cierpliwość. To minie. U nas powoli mija, odkąd stosujemy zasady opisane powyżej. 
Bunt dwulatka to ciężki okres głównie dla rodziców. Sam nie wiesz, jak masz postępować- kierować się rozumem, sercem czy wujkiem Google:) Daj znać, jak  poradziłeś  sobie z tym (dziwnym),chociaż naturalnym etapem rozwoju. 
Dla wszystkich, którzy mają to przed sobą, albo właśnie to przeżywają- Uściski! Damy radę!
Aleksandra. 

piątek, 6 lipca 2018

Misie Szumisie- na czym polega fenomen białego szumu?

lipca 06, 2018



Coraz częściej w wyprawkach dla noworodków możemy znaleźć Misie Szumisie. Chociaż z białego szumu korzystały już nawet nasze prababki, to właśnie kilka lat temu ta metoda uspokajania i wyciszania dzieci stała się jedną z najbardziej popularnych. Kiedyś była to suszarka, a dzisiaj piękne, miłe w dotyku przytulanki, z których wydobywają się kojące i znajome maluszkowi dźwięki. Czym właściwie jest biały szum i dlaczego sprawia, że maluszkom łatwiej jest się uspokoić i nawet zasnąć? Na to pytanie znajdziecie odpowiedź niżej. 

Szumisia dla Anielki dostaliśmy od rodziny. Bardzo szybko odkryliśmy jego magiczne moce.  Był to (i nadal jest!) żółty miś, z którego wydobywały się dźwięki- szum i bicie serca. Do dzisiaj jest towarzyszem zabaw i zasypiania córki, chociaż z jego szumów już nie korzystamy. Anielka jednak bardzo się do niego przywiązała i często domaga się jego obecności przy zasypianiu. Jest miękki, bardzo miły w dotyku i wygląda bardzo przyjaźnie. W dodatku jest z nią od samego początku, więc traktuje go jako przyjaciela. Jeśli myślicie, że dzieci do takich rzeczy nie przywiązują większej uwagi- jesteście w błędzie. Maluchy muszą mieć ulubioną przytulankę, aby w niektórych sytuacjach czuć się komfortowo i bezpiecznie. 

Kontrowersje
Chociaż wokół białego szumu i jego dopuszczalnego natężenia dźwięku dla najmłodszych istnieją spore kontrowersje, to używany z tzw. "głową" nie zaszkodzi nikomu. Misie Szumisie przechodzą liczne badania i mają atesty, które jednoznacznie wskazują na to, że są bezpieczne. Wybierając przytulankę dla najmłodszych, musimy tylko pamiętać, że towar musi pochodzić od zaufanego producenta. Za  takiego misia zapłacimy nieco drożej, ale mamy przy tym pewność, że jest odpowiedni dla naszych pociech. Taką ofertę przygotował dla Was sklep https://fancyandeco.pl/ , w którym znajdziecie między innymi zakładkę o Szumisiach, które produkowane są w Polsce. Dokładnie to tutaj: https://fancyandeco.pl/151-szumisie .

Jak działa biały szum?
Biały szum przypomina niemowlęciu o dźwiękach, które przez dziewięć miesięcy słyszało w łonie matki. Przyjście na Świat dla maluszka jest nowym, nieznanym i często ciężkim przeżyciem. W końcu przez dziewięć miesięcy czuło się bezpiecznie słysząc odgłosy, jakie panują w łonie. W dodatku szum ten wycisza inne odgłosy pochodzące np. z zewnątrz- głośne samochody czy kłótnie sąsiadów. Przy zasypianiu, albo kolkach jest w wielu przypadkach niezbędny. Uspokoi i wyciszy prawie każde niemowlę.

Dlaczego warto wybrać Misia Szumisia 
Niestety, często nie jesteśmy w stanie sami określić, czy natężenie puszczane z jakiegokolwiek nośnika jest odpowiednie i nie zaszkodzi maluszkowi. Wtedy na pomoc przychodzi Miś, którego głośność jest dostosowana do potrzeb naszej pociechy. Przyznam się Wam szczerze, że my czasami puszczaliśmy Anielce podobne dźwięki z internetu w telefonie np. kiedy byłam w gościach i nie brałam ze sobą przytulanki. Nie dość, że kiedy ona się wyciszała, ja nie mogłam odpocząć przeglądając np. media społecznościowe (taka ze mnie mama, że lubię wiedzieć, co w trawie piszczy), to natężenie pozostawiało wiele do życzenia. Dopiero niedawno dowiedziałam się, że naprawdę ma ono znaczenie.  Kolejną kwestią jest to, że wybierając Misia szumisia inwestujemy w mobilnego przyjaciela naszego dziecka. On zawsze będzie się dobrze kojarzył dziecku i służył naprawdę długo. Z początku będzie miłym towarzyszem snów, a w późniejszym okresie- przytulanką, która nigdy nie zostawi w potrzebie.  

Żadna przytulanka nie zastąpi rodziców?!
Wiecie jacy jesteśmy- nosiliśmy, tuliliśmy i zaspakajaliśmy każde potrzeby Anielki. Ale najwidoczniej  jedną z nich był biały szum, ponieważ dzięki niemu Anielka zasypiała bez większych problemów. Wiem, że są rodzice, którzy nie korzystają z takich "pomagaczy", ale jeśli chcecie spróbować- mówię Wam szczerze, że warto. Jeśli chcecie wziąć prysznic, ugotować obiad lub pragniecie, żeby przez chwilę odpoczęły Wam ręce- spróbujcie. Nie bójcie się! Nie zrobicie nikomu krzywdy, a możecie tylko pomóc sobie. 

Jak bezpiecznie korzystać z białego szumu i Misiów Szumisiów?
Tutaj ważna jest zasada, o której wspominałam wcześniej- Wszystko z głową. Nie puszczajcie przez całe dnie szumów swoim maluchom- niech to będzie dla nich kojący rytuał, który wprowadzi ich w stan odpoczynku i rozluźnienia. Niech będzie lekiem na kolki lub bezsenność, ale absolutnie nie powinien być lekiem na cały Świat. Maluchy od samego początku muszą uczyć się dostosowywania do nowych, życiowych warunków i nie zabierajmy im możliwości tej nauki. Drugim ważnym aspektem jest poziom dB. których sami często nie jesteśmy w stanie określić. Zbyt głośne dźwięki mogą przyczynić się do rozdrażnienia malucha i być może problemów ze słuchem. 


My korzystaliśmy z dobroci, jakie niosą ze sobą białe szumy. Nie raz pomogły przy kolce lub wyciszeniem maluszka. Miły i sympatyczny miś jest z nami do dzisiaj. Zachęcam Was serdecznie do korzystania z takich wynalazków, jakimi są Misie Szumisie. Mogą przynieść Wam dużo korzyści i pomóc odpocząć nie tylko waszym maluszkom, ale również Wam! Świat idzie do przodu- korzystajmy i cieszmy się z nowych technologii. Oczywiście z głową! Podzielcie się swoją opinią dotyczącą białych szumów i Misiów Szumisiów.

Zachęcam Was do odwiedzenia sklepu https://fancyandeco.pl , w którym znajdziecie nie tylko Szumisie, ale wybierzecie całą wyprawkę dla niemowlaka i zamówicie świetne ubrania dla starszaków:)






czwartek, 5 lipca 2018

Ukochaj to życie i siebie zresztą też!

lipca 05, 2018


Ile razy nie zrobiłaś czegoś, bo bałaś się reakcji innych osób? Jak wiele razy zostałaś pomówiona, oczerniona i niesprawiedliwie oceniona za swoimi plecami? Ile razy tak bardzo chciałaś zadowolić innych, że zapomniałaś o sobie i o swoich potrzebach? Ile razy jeszcze musisz upaść, żeby nauczyć się szybko wstawać? Ile razy zastanawiałaś się, ile to wszystko jest warte. Ten cały wyścig szczurów, w którym wzięłaś udział mimo woli i trochę wbrew sobie. Czy liczy się być, czy liczy się mieć? Czasami warto się zatrzymać. Docenić chwilę, nie myśleć o konsekwencjach. Złapać szczęście i pozwolić mu trwać. Nie myśleć za dużo, odstawić na bok problemy. Sprawić, że jutro na chwilę przestanie istnieć. 



Jak to powiedział mój ulubiony trener Qczaj- Ukochaj te życie! I to jest właśnie klucz, który pozwoli otwierać każde przeciwności i dobrocie, jakie daje nam życie.

I chociaż brudne naczynia nie umyją się same, to mogą poczekać. Nie zaczeka natomiast drobne gest lub pierwsze kroki Twojego dziecka. Można przymknąć oko na brudny obrus zdobiący stół, natomiast na potrzeby swoje i najbliższych- nie warto.

Niepowodzenia? Porażki? Wyciągnij z nich wnioski i idź dalej. Koniecznie z uniesioną głową! Nie zaplątaj sobie głowy wyimaginowanymi problemami, które nie wnoszą nic, oprócz strachu.


-Z czego mam się cieszyć? Zapytasz- Dom na głowie, niewdzięczna praca lub ciągły jej brak, wciąż chorujące dzieciaki, mąż wiecznie nieobecny...
- Ciesz się z tego, co Cię otacza. Doceniaj to, że żyjesz. Że dane Ci było zaistnieć na tym Świecie i ciągle masz szansę na jeszcze lepsze jutro. Ciesz się, że masz dla kogo wstawać i robić kanapki. Ciesz się, że Słońce mówi Ci Dzień Dobry, a gwiazdy kładą spać za każdym razem.
Ucieka nam życie, leci przez palce- bierz z niego to, co najlepsze. Albo nie, bierz z niego wszystko i domagaj się więcej.


A inni? A niech gadają. Za Ciebie nikt życia nie przeżyje. Banalne, co nie? Ale jakie prawdziwe.  Zrozum. To ty masz siebie kochać. To ty masz siebie doceniać i to ty musisz znać swoją wartość. Dla siebie i dla swoich najbliższych- reszta to tylko tło. I zapamiętaj, zawsze będziesz za gruba, za chuda, za głupia, za mądra, za szczęśliwa, za smutna i prawda jest taka, że nigdy wszystkim nie dogodzisz. Pytanie tylko- czy warto? Oczywiście, że nie. Ci, którzy Cię kochają- robią to mimo wszystko i doceniają, Ci co nienawidzą- nie wiedzą, co tracą.


Każdy z nas ma swój zegar. Kiedy on przestanie bić? Tego nikt nie wie. Warto się zatrzymać, docenić i czasami zrezygnować z obowiązków na rzecz cudownych wspomnień. Nikt nie będzie pamiętał, że sprzątałaś łazienkę na błysk, a Twoje pranie pachniało najdłużej- za to każdy zapamięta Twój szczery uśmiech, otwarte serce i dobroć, która zawsze z Ciebie płynęła! Bawmy się życiem, próbujmy go, nie patrzmy za siebie, nie spoglądajmy na innych. One jest tylko nasze i to od nas zależy, czy wykorzystamy go na sto procent.


Wasza Aleksandra.

sobota, 30 czerwca 2018

Coś, co robi prawie każda mama, ale nie zawsze się do tego przyznaje:)

czerwca 30, 2018


Nie nazwałabym tego tak, jak mówi o tym sama definicja. Nie. Raczej określiłabym to jako sztukę przetrwania i umiejętność radzenia sobie w stresowych sytuacjach. Wiecie, dzieci sprawiają, że odkrywamy w sobie rzeczy, o których istnieniu nawet nie mieliśmy pojęcia. Przyznać się, która z Was, będąc w ciąży myślała,  że jest w stanie znieść pięć nieprzespanych nocy z rzędu? Niby takie oczywiste, a jak już doświadczamy tego na własnej skórze to mówimy sobie takie "wooow! Skąd ja mam tyle siły!?"W życiu każdej z nas przychodzi taki moment, w którym musimy to zrobić. Nawet nieświadomie. Możemy nawet same unikać tego jak ognia, ale czasami się po prostu nie da, ot co. Wtedy właśnie przychodzi taki niezręczny (z początku) moment, w którym mówimy:


Kochanie, mama idzie tylko siku
A tak naprawdę zamykamy się w łazience, żeby w spokoju przeglądnąć Facebooka, albo zadzwonić do koleżanki.
Tak. Kłamiemy, chociaż ja bym tego tak nie nazwała. To jest delikatne mijanie się z prawdą, przez które nikt nie ucierpi, wręcz przeciwnie- jedna strona może na tym bardzo zyskać:) To jest z jednej strony złe rozwiązanie, a z drugiej takie inteligentne i cwane, że czasami aż trzeba skorzystać. Zresztą, w niektórych przypadkach to nie jest nawet ominięcie prawdy, tylko przedstawienie jej w zupełnie inni sposób. 

Mama teraz nie ma pieniążków
Chociaż byś znalazła na tę pierdołę pieniądze, to wiesz, że ta zabawka zostanie rzucona w kąt jeszcze zanim wrócicie do domu. Albo znowu ją zgubi, połamie czy przegryzie.

Ale masz podobną zabawkę (pierdołę) w domu
I chociaż wiesz, że w domu nie ma takiego samego batona, lalki czy nawet jogurtu, to uparcie twierdzisz, że coś takiego w mieszkaniu jest. W końcu sama zaczynasz w to wierzyć.

Mama zaraz też kładzie się spać 
Albo po prostu udajesz, że już śpisz, z nadzieją, że zainspirujesz swoją pociechę. Tego typu zagrywek nie polecam, bo zazwyczaj faktycznie robisz się senna i ciężko otworzyć oczy. 

Za chwilkę się z Tobą pobawię
Nie oszukujmy się. Często mamy inne obowiązki w danej chwili. Chociaż często odpuszczasz i faktycznie spędzasz czas z dzieckiem- są sytuacje, w których nie masz możliwości albo nawet chęci. Wtedy trzeba to dziecku wytłumaczyć w jakiś sensowny sposób. Ale jeśli nie zrozumie, można zaryzykować tym tekstem z nadzieją, że odpuści. Może pobawi się samo i zapomni, że chwila dawno minęła?:)

Może jutro to zrobimy? Albo w ogóle w inny dzień?
Faktem jest, że dzieci czasami mają takie zachcianki i pomysły, które ciężko zrealizować. Warto przełożyć je na inny moment, niż od razu zachwiać wyobraźnią dziecka. Może faktycznie za kilka dni pojeździcie na jednorożcu? Może one faktycznie istnieją, tylko czekają na odpowiedni moment, żeby ujawnić się Światu?

Nie. Wcale nie jestem smutna i wkurzona
Chociaż wiadome jest, że dzieciom trzeba mówić, co w danej chwili czujemy- czasami się nie da. No bo jak tu dziecku ze stoickim spokojem (jak jesteśmy wkurzone) wytłumaczyć, że poziom zdenerwowania mamusi osiągnął szczyt, ponieważ tatuś znowu zapomniał, gdzie jest kosz na brudy. 

Przecież to jest dobre i zdrowe!
Podaj dziecku gorzki syrop i wytłumacz, że fakt, nie smakuje jak soczek, ale jest potrzebny. Ugotuj mu na obiad spaghetti i podaj z uśmiechem, kiedy masz wstręt do pomidorów.  Wiecie, są takie sytuacje, w których nie myślimy jak psycholog, tylko jak zdesperowana matka, która tylko chce, żeby dziecko szybko wyzdrowiało, albo zjadło coś bez marudzenia.

Żadna z nas nie jest Święta, tylko niektóre bardziej to ukrywają! Idealne, książkowe macierzyństwo nie istnieje, a przedstawione wyżej sytuacje są na to dowodem. Nie mówię, że kłamiesz cały czas, ale ... przyznaj szczerze- zdarzyło się, co nie?:)


Jest sobota. W sobotę królują krótkie wpisy. Co byś dopisała do tej listy?

____________________________________________________________________
Spodobał Ci się post? Polub na Facebook i skomentuj.
Będzie mi strasznie miło, jak dasz znać, że to czytasz. Ostatnio Facebook uciął wszystkim zasięgi, a każdy Twój Like (pod postem na Facebook, nie tym na blogu) to szansa, że zobaczy to więcej osób. Dziękuję! :*




czwartek, 28 czerwca 2018

Czy żłobek to dobre rozwiązanie? Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o tym miejscu

czerwca 28, 2018

Za nami pierwsze zmagania z miejscem zwanym żłobkiem. Spróbowaliśmy, wyciągnęliśmy wnioski i... zrezygnowaliśmy:) Nie będę pisać o powodach, dlaczego tak się stało. Wydaje mi się, że w niektórych przypadkach ciężko podać konkretny powód. Na tę decyzję złożyło się wiele czynników. Wiemy jednak, że Anielka przed ukończeniem trzeciego roku życia na pewno jeszcze spróbuje swoich sił wśród rówieśników, ale w innej placówce.Przygotowałam dla Was krótki poradnik, z którego dowiecie się, czy w ogóle żłobek to dobre rozwiązanie, na co zwrócić uwagę przy wyborze odpowiedniej placówki i jak się na to przygotować. My spróbowaliśmy, wiemy "z czym to się je" i czego absolutnie unikać. Zapraszam.


Żłobek to przechowalnia dzieci?
Absolutnie nie. Porządny żłobek nie powinien spełniać takiego zadania. Moje zdanie na ten temat jest takie: Jeżeli nie stać Cię na opiekunkę, nie masz kogoś bliskiego, który zająłby się Twoim dzieckiem- wybierz żłobek. Ale upewnij się, że pracujące tam opiekunki, to kobiety z powołaniem i wielkimi pokładami miłości- spokojnie, to da się wyczuć. Maluchy do lat trzech na pierwszym miejscu potrzebują miłości i zaufanej osoby u boku, dopiero w drugiej czy tam kolejnej- zabawy z innymi dziećmi. To jest fakt. Sprawdzony, wierzcie mi. Są dzieci, które w żłobku czują się jak rybka w przysłowiowej wodzie, ale to zasługa przede wszystkim opiekunek, które tworzą klimat tego miejsca.

Plac zabaw, zajęcia i spędzanie czasu
Zwróćcie uwagę, czy dana placówka posiada plac zabaw. Jest to strasznie ważne! Dzieci po pierwsze- dobrze czują się po zabawie na świeżym powietrzu, łatwiej zasypiają, hartują się i nie nudzą. Zapytajcie, czy każdy maluch ma szansę na przebywanie na dworze. Nie wyobrażam sobie siedzenia przez osiem godzin bez dostępu do świeżego powietrza. Nawet zimą potrzebny jest spacer, nawet jeśli dziecko ma siedzieć w wózku. Dobre żłobki oferują zajęcia takie jak np. rytmika czy plastyka. Spokojnie, wychowawczynie wiedzą, jak przeprowadzać takie zabawy nawet z niesfornymi maluchami. Chodzi o to, żeby dziecko się nie nudziło i  uczyło się przez zabawę. Chodzi w tym wszystkim o to, żebyście wy na sto procent byli pewni, że Wasza pociecha spędzi ten czas miło, wesoło i przyjemnie. Wymagajcie od żłobka, jak najwięcej się da. Jeżeli macie wątpliwości- pytajcie. Jeżeli macie propozycje- sugerujcie. Starajcie się zaobserwować, czy opiekunki np. śpiewają maluchom, opowiadają wiersze, albo bawią się np. w "kółko graniaste". Brzmi śmiesznie trochę co nie? Ale dzieci to lubią i tego potrzebują!:)

Każde dziecko jest inne
Przekonałam się o tym. Są dzieci, którym nie przeszkadza kilkugodzinne siedzenie na pupie i bawienie się autkiem, ale są dzieci, które potrzebują aktywnie spędzać czas. Wybierzcie żłobek odpowiedni dla potrzeb swojego dziecka, a nie ten, który akurat ktoś polecił. Jeżeli macie spokojne dziecko, być może będzie dobrze czuło się w małej, spokojnej grupce. Jeżeli Wasza latorośl jest taka jak Anielka- wybierzcie żłobek lub grupę w której cały czas się coś dzieje, a dzieciaki nie mają prawa się nudzić. Każde dziecko ma inne potrzeby, w nie się wsłuchajcie. No i jeszcze najważniejsza rzecz- adaptacja! Każde dziecko przechodzi ją inaczej. W niektórych przypadkach (a często się tak zdarza)- dzieci zaaklimatyzują się od razu, w innych może potrwać to nawet miesiąc. Dajcie sobie czas na to wszystko, ale obserwujcie swoje pociechy. One jeszcze nic nie mówią praktycznie, ale z ich zachowania szybko idzie zrozumieć, czy  warto dalej próbować, czy to raczej nie ma sensu. Śmiejcie się ze mnie dalej (robicie to często?), ale my szanujemy naszą córkę i zawsze staramy się wsłuchiwać w jej potrzeby. Moja rada- nie poddawajcie się szybko, ale obserwujcie dzieci. Jest różnica, kiedy dziecko nie chce np. zostawać samo na początku albo niechętnie idzie do żłobka, a jest różnica, kiedy dostaje palpitacji serca i budzi się w nocy z przerażeniem i krzyczy "nieee!". Dla każdego z Was jest to nowy etap. Ciężki jak cholera, ale trzeba go przejść.

Ufaj, ale obserwuj
To jest chyba to, z czym zmaga się większość rodziców posyłających swoje dzieci do żłobka. Czy ufam tej babce, która od dzisiaj będzie zajmowała się naszym dzieckiem? Czy zrobi mu krzywdę? Tak krzywo się spojrzała.... Pamiętajmy. Jesteśmy tylko ludźmi. Każdy z nas czasami się krzywo spojrzy albo zrobi złe wrażenie. Nawet przedszkolanki:). Chociaż większość z nich jest po pedagogice i specjalnych  kursach- to i tak papierki odejdą w dal, kiedy będzie trzeba uspokoić płaczące dziecko. Moim zdaniem warto popatrzeć na nich jak na kobiety i  matki, a nie jak na piątkowe uczennice na uczelni. Przyjdzie taki moment, w którym od razu będziemy wiedziały, czy opiekunka wie co robić, czy też nie. Dlatego ważna jest ta adaptacja albo chociaż spotkanie integracyjne. Większość rodziców ma problem z zaufaniem. Jest to zrozumiałe, ale nie uzasadnione- zwłaszcza z początku. No i ta pewność, że przecież nie ma na Świecie takiej osoby, która zajmie się tak dobrze Twoim dzieckiem, jak ty sama:) Pozwólcie sobie na wszystkie emocje, ale nie dajcie się zwariować.

Żłobek z pielęgniarką
W placówkach, w których jest więcej niż dwadzieścioro dzieci, obecność pielęgniarki jest obowiązkowa. Inaczej ma się to do mniejszych żłobków- tam już niekoniecznie potrzebna jest jej pomoc. Jeżeli Twoje dziecko przewlekle choruje, albo zmaga się z problemami skórnymi (tak jak my), lepiej wybrać żłobek, w którym pomoc medyczna jest na miejscu. My np. zdziwiliśmy się (chociaż w pełni rozumiemy), kiedy poprosiliśmy o smarowanie Anielki skóry kremem. Okazało się, że Panie nie mogą wykonywać takich czynności, ponieważ nie mają uprawnień. Dla zdrowego dziecka nie będzie to przeszkoda, ale już w takich przypadkach jak nasza latorośl- problem jest i to spory, ponieważ potrafi rozdrapać się do krwi. 

Wyżywienie
Warto wybrać żłobek, który oferuje naprawdę dobre i zdrowe jedzenie. Niekiedy posiłki przywozi katering, ale większość placówek posiada swoją kuchnię. Ja wychodzę z założenia, że jeśli mam płacić za posiłki, to chcę, żeby Anielka zjadła coś naprawdę dobrego i coś, czego sama nie będę w stanie ugotować:). No i ceny- czasami z są z kosmosu! Warto też zwrócić uwagę, czy placówka oferuję śniadanie, obiad i podwieczorek, czy np. same danie główne. No i kwestia alergii pokarmowych- musisz mieć pewność, że Twoje dziecko nie dostanie do jedzenia czegoś, czego absolutnie zjeść nie powinno.

Czy żłobek zepsuje mi dziecko?
Powiem Wam szczerze, że tego bałam się najbardziej. Anielka nie bije i nie szczypie- obawiałam się, że to właśnie ze żłobka wyniesie. Tak samo obawiałam się innych dzieci, które miały mi bić dziecko. Nic się takiego nie wydarzyło, ale wiem, że gdybyśmy dłużej zagrzały tam miejsce, to nawet jeśli takie sytuacje miałyby miejsce, to dzieciaki świetnie by sobie poradziły. My serio, nie zdajemy sobie sprawy, jakie one są silne i mądre:) Wiadome jest, że zachowanie na pewno w jakimś stopniu się zmieni, ale nie popadajmy w paranoję. Zwłaszcza że większość urwisów ma to do siebie, że w żłobku to aniołki, ale swoją frustrację i rogi pokazują dopiero po wyjściu z tego miejsca. Uważam, że jest to sytuacja do opanowania. U nas niestety zadziało się tak, że Anielka dostała lęku separacyjnego (którego wcześniej nie miała nigdy) i zaczęła w nocy bardzo źle spać. W dodatku bardzo mocno zaczęła się sprzeciwiać, kiedy mieliśmy tam iść. Spokojnie, nie każde dziecko tak będzie przechodzić ten etap. Jeżeli chodzi o zmiany w zachowaniu takie jak np. bicie czy złość- nic takiego nie zaobserwowaliśmy. Jedyne co, to walczy teraz o każdą swoją zabawkę i krzyczy "moooje!":)
DOBRY ŻŁOBEK nie zepsuje Ci dziecka. Dlatego tak ważne jest wybranie tego właściwego:)

Jak ja sobie poradzę?! Nastawienie
Największy problem z tą całą sytuacją mają chyba sami rodzice. Wiem to po sobie. Z kieszenią wypchaną obawami prowadziłam pierwszy raz moją córkę. Dziwne uczucia do opisania- z jednej strony strach i niepokój, z drugiej radość z czegoś nowego. Wbiłam sobie do głowy, że to miejsce może być o wiele ciekawsze, bo ileż można siedzieć z matką i się nudzić. Miałam też wizję zarabiania pieniędzy, więc zostawiłam ją i czekałam na efekty. Z czasem (do momentu pojawienia się pierwszych problemów) cieszyłam się z chwili wolności i korzystałam przez te ponad dwie godziny:) Taka ze mnie niedobra matka!:). Jeżeli wy pokażecie, że się boicie, dziecko też zacznie się bać. Jeżeli nastawicie się źle- Wasze dziecko to wyczuje i samo niechętnie będzie chciało korzystać z tej formy opieki. Starajcie się zachęcać do tego miejsca i opowiadać dużo ciekawych rzeczy. W dodatku ZAWSZE powtarzajcie, że wrócicie. Do skutku, nawet jak dziecko będzie płakać. 

Nie każde dziecko się zaadaptuje
Naprawdę. Są dzieci, które nie wyobrażają sobie życia bez matki i za cholerę nie będą chciały siedzieć tam bez rodzica. Wiem, że często żłobek to konieczność (musimy zarabiać pieniądze), ale nie warto na siłę męczyć dziecka i trzeba szukać innego rozwiązania. Dlatego, jeśli Twoja pociecha w drugiej, czy trzeciej placówce czuje się po prostu źle- zastanówcie się, czy to akurat ten odpowiedni czas. Być może znajdziecie jakąś zaufaną ciocię na emeryturze, która za niewielkie pieniądze podaruje swoją całą uwagę i serce Waszemu dziecku. Nie wiem, czy zauważyliście, ale ja od samego początku tego poradnika mówię, że trzeba znaleźć ten odpowiedni żłobek. Szukajcie, aż znajdziecie. A jeśli się to nie uda- dajcie sobie czas albo w ogóle odpuście. 

Podsumowanie:
Żłobek to nie jest łatwa sprawa. Nie każda placówka będzie odpowiednia dla Waszego dziecka i da gwarancję, że zaspokoi najważniejsze potrzeby. Warto przemyśleć wszystko, przyjrzeć się jak pracują opiekunki i w ogóle jak żłobek funkcjonuje. Pewnie spotkałyście się nie raz z opinią, że jednej mamie miejsce bardzo odpowiadało, ale druga mama nie była w ogóle zadowolona z tego miejsca. Dlatego próbujcie i dajcie szansę nawet tym żłobkom, które z pozoru wrażenia nie robią:) No i najważniejsza kwestia, czy Wy sami, jako rodzice jesteście gotowi na zmagania się ze żłobkiem? Niestety, tego musicie być na sto procent pewni! 
____________________________________________________

Dajcie znać, jak wyglądały u Was pierwsze dni i tygodnie w nowym miejscu. Może dopiero żłobek jest w planach? Opowiadajcie!

Jeśli spodobał Ci się post i przeczytałaś go do końca- proszę, daj znać klikając "Lubię to" pod postem na Facebooku. Miło mi będzie, jeśli udostępnicie dalej albo oznaczycie koleżankę, której post się przyda:)

Wszystkim Wam życzę udanych adaptacji w żłobku i samych trafionych decyzji! Nie bójcie się! :*


sobota, 23 czerwca 2018

Zadbana mama: Lakiery hybrydowe w domu- czy warto?

czerwca 23, 2018

Od dawna myślałam o jakimś kobiecym wpisie dla Was. No bo ileż można o dzieciach, co nie? Prawda jest taka, że zrobione paznokcie sprawiają, że czujemy się zadbane i pięknie. Nieważne, czy to zwykły lakier, obcięte skórki czy tylko wypiłowane brzegi. Lubimy mieć ogarnięte pazury. Koniec i kropka:) 


Ja od ponad roku jestem wielką fanką hybrydy. Chociaż nie jestem profesjonalistką, to paznokcie robię sobie sama, w domowym zaciszu. Coraz lepiej mi to wychodzi, ale przede mną jeszcze długa droga do perfekcji. Wiecie, czasami wyjadę na palca i ciągle mam problem z nadaniem odpowiedniego kształtu. Co nie zmienia faktu, że pomimo tego, że nie mam cierpliwości do takich rzeczy, to uwielbiam poświęcać ten czas sobie. Jeżeli zastanawiacie się, czy warto zacząć wykonywać takie zabiegi w domu, wszystko Wam wyjaśnię i sami zdecydujecie.

Plusy:
- To czas tylko dla mnie.
- Pomimo tego, że lakiery, bazy, topy i odtłuszczacze kosztują niemało, to i tak oszczędzamy pieniądze.
- Jak zrobi nam się odprysk, możemy same od razu naprawić uszczerbek. Nie czekamy na wizytę u kosmetyczki. 
- Trwałość nawet do 3 tygodni. Ja zmieniam kolor raz w tygodniu, czasami raz na dwa tygodnie. Dlaczego tak często? Kolor często mi się nudzi. Nierzadko jest tak, że z nerwów podważam i próbuję ściągać lakier, więc muszę naprawiać je częściej.
- Kupuję taki lakier, który mi się podoba z firmy, którą chcę testować. 
- Hybrydy nie niszczą tak płytki, jak np. żel.
- Mogę myć naczynia, sprzątać i grzebać w piasku bez obaw, że mi lakier odpryśnie.
- Satysfakcja. Jak wyjdą całkiem ładne, radość jest nie do opisania.
- To idealny sposób na zapuszczenie paznokci.

Minusy
- Nie są tak twarde, jak żel lub akryl.
- Po ok. tygodniu lekko blakną.
- Czasami bardzo ciężko je ściągnąć, a niewłaściwe zdejmowanie kończy się zniszczoną płytką. W moim przypadku zdarza się to dość często, dlatego, kiedy widzę, że moje paznokcie są zniszczone, rezygnuję na kilka dobrych dni z hybrydy. W tym czasie zazwyczaj nanoszę odżywkę albo pozwalam im "oddychać". Ścinam je i zaczynam zapuszczać od nowa.
- Jeżeli nie masz wprawy, cierpliwości albo zdolności (podobnie jak ja xD) czasami mogą nie wyjść równe i piękne. Ale zapewniam Cię, że z czasem będzie coraz lepiej. 
- Musisz sama zadbać o obcięcie skórek i nadanie kształtu. 


Dlaczego ja wybrałam samodzielne wykonywanie hybrydy, a nie np. kosmetyczkę? Ponieważ lubię oszczędzać (no, może nie oszczędzać, ale nie mam tyle kasy na wizyty u kosmetyczki, zwłaszcza że nigdy nie wytrzymałam dłużej niż dwa tygodnie z jednym lakierem). Poza tym lubię poświęcać sobie  czas w ten sposób, nawet jeśli nie będą one tak ładne, jak po wizycie u kosmetyczki. Wątpię, że ktoś mi się będzie bezczelnie na paluchy patrzył i oceniał wykonanie hybrydy. No, a nawet jeśli to... no właśnie co? :)

Jak zacząć?
Przede wszystkim należy obejrzeć filmiki instruktażowe, które znajdziecie np. na YouTube. Nie ma w tym żadnej filozofii. Najtrudniejsza do opanowania jest precyzja. Możecie też zrobić kurs, jeśli czujecie zajawkę. Następnie musicie zaopatrzyć się w zestaw startowy albo kupić osobno najważniejsze rzeczy: baza, top, odtłuszczacz, lampa, waciki, patyczki drewniane, aceton do zdejmowania hybryd, pilniczki i obcinaczki do skórek. Przykładowy zestaw startowy z Semilac'a macie po linkiem Semilac Zestaw Startowy KLIK lub nieco tańszy w "okrojonej" wersji, ale również polecany Semilac Mini Zestaw Startowy KLIK . Ja w zeszłym roku na swoje urodziny zażyczyłam sobie takiego zestawu, ale wybrałam się do hurtowni.  To był błąd, bo firma z której kupiłam produkty (jakaś no-name) w ogóle mnie nie przekonała i żałowałam, że nie zamówiłam gotowego zestawu z internetu. Straciłam tylko pieniądze, ponieważ i tak musiałam wszystko wymieniać. Jeżeli macie już podstawowe produkty, z czasem będziecie dokupywać nowe kolory. Jeżeli chodzi o odtłuszczacze i inne rzeczy, one są bardzo wydajne. 

Jakie firmy polecam?
Semilac, Neess, Chiodo, Neo Nails oraz markę, która zawitała do Drogerii Natura- Provocater (w bardzo niskiej cenie).  Z tym, że należy pamiętać- że tak naprawdę trwałość oraz łatwość aplikacji często zależy od koloru (konsystencji), a nie od firmy. Każda marka ma swoje perełki i buble. Trzeba próbować, wyciągać wnioski i... zamieniać się:) Tak, na grupach sprzedażowych można wymieniać się lakierami, które nam nie odpowiadają. Chętnych również nie brakuje na używane lakiery za niską cenę. Zawsze więc można komuś "opylić", dołożyć i kupić coś nowego:).


Dla kogo:
- Jeśli męczy Cię ciągłe poprawianie zwykłych lakierów.
- Jeśli chcesz zapuścić paznokcie.
-Jeśli nie jesteś zdecydowana jeśli chodzi o żele.
- Jeśli chcesz, aby efekt zadbanych paznokci utrzymywał się dłużej.
-Jeśli chcesz spróbować swoich sił.
- Jeśli chcesz zaoszczędzić pieniądze na kosmetyczce.
Jeżeli tak, ta opcja będzie dla Ciebie idealna!

Zagrożenia wynikające z wykonywania hybryd
Malowanie i pielęgnacja paznokci zawsze wiąże się z ryzykiem. Niewłaściwe stosowanie obcinaczek do skórek może skończyć się zakażeniem. Podczas wykonywania zabiegów, należy mieć zawsze sterylne narzędzia, w innym przypadku może pojawić się nawet grzybica. Jeżeli jednak tylko wy korzystacie z narzędzi, ryzyko jest niewielkie. Jednak zawsze należy zachować ostrożność, nieważne czy wykonujecie manicure, czy nawet wyrywacie brwi pincetą :)





_Jeżeli chodzi o lampę, to polecam Wam w bardzo atrakcyjnej cenie tę Diamond lampa UV LED KLIK. Od niedawna jestem jej szczęśliwą posiadaczką:). Sprawdza się niesamowicie, ma wbudowany czujnik ruchu i tryby: 10 sekundowe, 30 sekundowe i 60 sekundowe. Jest niewielka, ale mieści całą rękę (bez problemu wykonamy również manicure stóp). No i cudowny wygląd:)








__________________________________________________
Podobają się Wam takie kobiece posty? Dajcie znać koniecznie.
Będzie mi niezmiernie miło, jeśli skomentujecie Wpis <3.
Powiedźcie, czy wy chodzicie  do kosmetyczki? Wolicie hybrydy czy żele? A może zwykłe lakiery?:)
Aleksandra.