a Najbardziej pozytywny blog parentingowy i lifestylowy

niedziela, 16 września 2018

Dziewczyno, spełnij swoje marzenia! Czyli o mojej pracy zdalnej

września 16, 2018


Część z Was już pewnie wie, że od pewnego czasu zaczęłam realizować swoje marzenia i podjęłam się pracy na „własną rękę” i w domowym zaciszu. Zajęło mi dwa lata, żeby móc wreszcie się odważyć, stworzyć coś swojego od A do Z. Dwa lata, które poświęciłam na czytanie, oglądanie i praktykę. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło- cieszę się, że dzisiaj mogę Wam o tym opowiedzieć:) Nie wiem tylko, czy zacząć od początku, od środka, czy od końca?

Co robię?
Jestem copywriterem. Wiem, że część z Was o tym nie słyszała, bo codziennie muszę streszczać to, co robię nawet swoim bliskim. Chociaż pojęcie „copywriter” jest bardzo szerokie, powiem Ci, co ja przez ostatnie miesiące robię: tworzę artykuły na strony WWW, grafiki oraz posty na Fanpage firmowe, udzielam konsultacji osobom, które nie wiedzą, co mają zrobić, żeby zaistnieć w sieci, a ich biznes zaczął przynosić dochody. Prowadzę również moim klientom profile na Instagramach oraz Facebook. Ostatnio nawet zdarzyło mi się redagować już istniejące teksty. No i jeszcze tworzę treści na strony, takie jak „Oferta” lub „O firmie". Nadal Ci to nic nie mówi? Już wyjaśniam: Lubisz markę Lirene? Lirene ma swojego Fanpage na Facebook. Najprawdopodobniej za postami, jakie tam znajdziesz, siedzą właśnie copywriterzy. Praktycznie wszystkie treści, jakie wyświetlają Ci się na Facebooku, pisze ktoś właśnie z tej branży. Podobnie jest z reklamami, jakie widzisz w telewizji. ING Bank Śląski- bo liczą się ludzie- możesz usłyszeć. To właśnie niby takie banalne, a jednak za hasłami reklamowymi również siedzą copywriterzy.

Jak to robię?
Przede wszystkim nie pracuję dla żadnej agencji- jestem tzw. freelancerem. Sama „zdobywam klientów” i podejmuję się tylko tych prac, które mi się opłacają i w których znam się na temacie. To wiąże ze sobą pewne konsekwencje, ale o nich opowiem później. I teraz najważniejsze- nie wierzcie w żadne prace „przez internet”, w „domu” w „wolnych godzinach". Całego Facebooka mam zawalonego tego typu ofertami. Najczęściej naiwne są młode osoby i mamy. Zapamiętajcie- w domu da się pracować, ale nie zarobisz praktycznie nic w żadnych piramidach finansowych, czy firmach kosmetycznych. Czy da się pracować przy dziecku? Z początku, kiedy pracowałam za darmo, żeby zdobyć doświadczenie i móc się zapoznać „z tematem”, udawało mi się to wszystko. Później, kiedy zaczęłam zarabiać na tym, okazało się, że „siedzenie z dzieckiem w domu” i „zarabianie” w moim przypadku nie idzie ze sobą w parze. Kiedy mam mało zleceń, pracuję podczas drzemki Anielki. O 20, kiedy już śpi, ja zaczynam pracę i kończę o 23. Weekendy Anielka spędza z tatą, więc sobota/ niedziela pracuję po kilkanaście godzin. Oprócz tego korzystam z pomocy i Anielka czasami idzie na kilka godzin do babci lub wujka. Wiem, że brzmi to bardzo chaotycznie i pewnie łapiecie się za głowę, uspokajam- Anielka jest w dobrych rękach ZAWSZE: ). Aktualnie czekamy, aż zwolni się miejsce w prywatnym żłobku, w międzyczasie szukamy opiekunki.
Mam jedną, ważną zasadę, której się trzymam- kiedy spędzam czas z dzieckiem, to nie pracuję. Kiedy pracuję, nie robię tego przy Anielce. Czasami, kiedy wpadnie mi do głowy świetny pomysł co do artykułu, zapisuje to wszystko z zeszycie. Nie włączam komputera, za to jestem cały czas „pod telefonem". Z drugiej strony moja praca wymaga skupienia, ciszy i myślenia, więc nie wystukuje w klawiaturze na szybko zbędnych słów, a drugą ręką nie zabawiam dziecka- tak się nie da. Anielka zasługuje na 100 procent uwagi i tyle jej dostaje.

Dlaczego więc szukam opiekunki lub miejsca w żłobku?
Ponieważ chcę rozpocząć pracę na pełen etat i chcę być otwarta nie tylko dla stałych klientów, ale również nowych. Chociaż praca wieczorami w ogóle mi nie przeszkadza- wtedy mam największą wenę, to jednak wolałabym czasami mieć wieczór dla siebie.

Swoją drogą bardzo doceniłam czas, który spędzam z moim dzieckiem- kiedy jesteśmy razem, robimy coraz więcej ciekawych rzeczy. Jestem szczęśliwa i myślę, że humor udziela się również mojemu dziecku.

Skąd mój pomysł?
Jak tylko skończyłam liceum, poszłam do pracy. Zawsze lubiłam mieć swoje pieniądze. W międzyczasie chciałam być wizażystką, fotografem i wiele, wiele innych. Moje plany zawsze kończyły się tylko na gadaniu, nic tak naprawdę z tym nie robiłam. Dlatego w końcu postanowiłam nikomu nic nie mówić, a zacząć działać- powoli, spokojnie i bez żadnej presji. Myślę, że „udało mi się” to wszystko dlatego, że właśnie mało osób wiedziało o tym, co robię w wolnym czasie i po co. Wcześniej pracowałam jako kelnerka, a to wcale nie jest taka fajna i łatwa praca. Niektórzy chamscy klienci, szefostwo, któremu co rusz coś się nie podobało, sprzątanie kibli za 8 zł, chociaż kiedyś lubiłam tę pracę, to wiedziałam, że raczej już tam nie wrócę. Zawsze lubiłam pisać: na strychu mam chyba z 20 swoich pamiętników, książki, kartki i zapiski, prowadziłam już chyba 8 blogów... Praktycznie każdy wolny wieczór, kiedy (jeszcze) mała Anielka zasnęła, poświęcałam na czytanie o firmach, biznesie, marce, a także oglądałam webinary, które mówiły krok po kroku, jak zacząć i jak znaleźć swoją drogę. Książki motywacyjne, o copywritingu- wszystko chłonęłam: ) W pewnym momencie pomyślałam, że to mój czas i muszę spróbować!

Nie mam założonej działalności
Działalność założę, jak tylko Anielka zaadaptuje się w żłobku i będę mieć pewność, że dam radę utrzymać finansowo firmę. Mało osób zdaje sobie sprawę z tego, że własna działalność to nie tylko odprowadzanie ZUS, ale również koszty utrzymania księgowej, podatki, rozliczenia itp. Robię jednak wszystko legalnie, ponieważ wystawiam FV bez firmy. Portal useme.eu umożliwia mi wystawianie Faktur moim klientom. Za każdą moją transakcję biorą jednak prowizję, ale oni sami rozliczają mnie z Urzędem Skarbowym- również od każdej transakcji płacę 16% podatku. Nie mniej jednak na tę chwilę muszą wystarczyć mi umowy o dzieło oraz FV.

Pracowałam za darmo!
Praktycznie wszyscy, którzy słyszeli, że „robię coś za darmo"- śmiali się ze mnie. Nie chciałam jednak psuć rynku, więc wolałam ćwiczyć i zdobywać doświadczenie za darmo, niż za marne grosze. Rynek copywriterów jest dziwny. Są osoby, które poświęcają trzy godziny na naprawdę świetny artykuł i sprzedają go za 10 zł. Są portale pośredniczące, w których pracujesz jako nikt, nie znasz nawet swojego klienta i dostajesz 4 zł za jeden artykuł. Nie muszę chyba mówić o tym, że te artykuły są niepoprawne i nieprofesjonalne. Jeśli robiłabym coś za 5 zł, klienci by do mnie wrócili, a jeśli podniosłabym im stawkę- zrezygnowaliby ze mnie. Ja natomiast pracowałam za darmo, klienci mnie poznali, docenili i bez problemu po czasie próbnym zaakceptowali moją stawkę. Zyskałam więc nie tylko doświadczenie, ale również stałych klientów.

Dziewczyno, jak ty nawet pisać nie umiesz!
Dużo osób porównuje moją pracę z moim blogiem. Ja zawsze podkreślam, że blog to mój taki drugi kochany dom- w domu wcale nie musisz wyglądać idealnie, starać się wypaść jak najlepiej- podobnie jest z tym miejscem. Ja przychodzę tu do Was jako Ola, nie jako copywriter- spec do tekstu. Ja tu przychodzę i mówię: "Miałam zły dzień, a ty?" Swoją drogą, zanim wyślę materiały klientowi, sprawdzam je w trzech programach. Poprawiam błędy stylistyczne, ortograficzne, a także sprawdzam przejrzystość tekstu oraz jego poziom trudności. To wcale nie jest tak, że siadam przy komputerze, pisze co mi w głowie gra i wysyłam (tak jak mam z blogiem). Najpierw, kiedy mam napisać artykuł- piszę plan. Następnie czytam badania, statystyki- analizuje je i zapisuje. Później tworzę milion słów, które w większości i tak skreślę. Następnie odchodzę od komputera, zajmuje się czymś innym- zgrywam tekst na telefon, lub odpalam chmurkę. Idę w spokoje miejsce i czytam jeszcze raz na telefonie, co napisałam. Wbrew pozorom zawsze jest coś do poprawy. Zanim wyślę coś do klienta, czytam to na głos- zmieniam słowa, które się powtarzają i upraszczam trudne wyrazy. To nie jest łatwe. Ja nie mogę pozwolić sobie na żadne błędy. Czy to się da? Da, ale trzeba być cierpliwym. Tego też się nauczyłam:)

Dziewczyny, spełniajcie swoje marzenia!

Link do mojej strony www Aleksandra Broda Copywriter

sobota, 8 września 2018

Upadłaś? Wstań! Podnieś koronę i zasuwaj dalej!

września 08, 2018

Wyobraź sobie taką sytuację: Pchasz wózek ze swoim dzieckiem. W koszyku na zakupy wieziesz trzy kilo ziemniaków. Chciałaś chociaż raz poczuć się jak gwiazda Hollywoodu, no chociaż jak Kim Kardashian i ubrałaś swoje stare, okurzone botki na pięciocentymetrowym obcasie. Kiedy idziesz po deptaku, nagle odpada Ci obcas. Mało tego- gołąb postanowił zrobić z Twoich włosów kibelek i załatwił swoją potrzebę tuż nad Twoją fryzurą. W pobliżu nie ma żadnej toalety, a za dziesięć złotych, które zostały Ci w portfelu, nie kupisz nawet trampek. Co robisz w tej sytuacji? Masz dwa wyjścia:

 1. W jednej chwili robisz się czerwona jak burak, oblewa Cię zimny pot i masz ochotę zapaść się pod Ziemię. Łzy napływają Ci do oczu i spoglądasz na ludzi: „Może nikt nie widział?” - łudzisz się.
2. Zdejmujesz wybrakowane buty, szukasz czegoś, czym mogłabyś wytrzeć białą papkę odznaczającą się na Twoich włosach, śmiejesz się do siebie, a za dziesięć złotych, które masz w portfelu, idziesz puścić lotka.
Które wyjście wybierasz?

Wszystko zależy od Twojego nastawienia
Myślisz, że inni nie mają problemów? Jesteś w wielkim błędzie. Istnieją dwa typy ludzi: ci, którzy dobrze kryją się ze swoimi problemami i ci, którzy sobie po prostu z nimi radzą. Najlepiej, abyś nauczyła się myśleć pozytywnie i trzeźwo. Chociaż stres może działać motywująco, to pamiętaj, że jeśli pozwolisz mu nad Tobą zawładnąć, będzie Cię zżerał i zabierał najlepsze momenty z życia. Warto znaleźć równowagę i pozwolić sobie na błędy oraz porażki. W końcu nie ma ludzi idealnych, co nie?

Wpadki? Śmiej się z nich
Ja jestem mistrzem zaliczania wpadek, jakkolwiek to brzmi:) Kilka miesięcy temu wybrałam się do szpitala z wielką dziurą na tyłku, ale nic nie przebije mojej ostatniej wiadomości do klienta. Miałam wysłać mu propozycję na artykuł i zaufałam mojemu słownikowi w telefonie. Wysłałam mu e-mail:
"[...] Drugi artykuł: Jak pomóc orgazmowi w walce z chorobą?..."
Zaczęłam się niepokoić, że długo nie odpisuje, więc weszłam w skrzynkę nadawczą, aby upewnić się, że na pewno wysłałam wiadomość. Gdyby ktoś mnie słyszał w tamtym momencie, zostałabym wpisana do Księgi Rekordów Guinnessa za najdłuższe O JA P* w życiu. Wtedy właśnie zrozumiałam, że kurde, może za bardzo się nad tym wszystkim spinam, może powinnam zluzować gacie, najwyżej klient pomyśli, że mi czegoś brakuje albo jestem nienormalna. W najgorszym wypadku zostawiłby mi opinię na Facebook, żebym zastanowiła się czy przypadkiem nie pomyliłam profesji. Trudno, pomyślałam. Kiedy nerwy mi opadły, zaczęłam się śmiać. I wtedy właśnie w telefonie zapaliło się zielone światełko- dostałam odpowiedź:
„Podziwiam za kreatywność, ale może lepiej zajmijmy się innymi tematami, a do tego jeszcze wrócimy jak poszerzymy działalność:)".

Małe kłopoty, wielkie problemy
Mówią, że nieszczęścia chodzą parami i jest to całkowita prawda. Jeden mały problem wywołuje większe, a te z kolei rosną do wielkiej rangi. Znasz to pewnie- jak psuje się pralka, to żeby Ci nie było za dobrze- zepsuje się również żelazko. Pod koniec miesiąca, kiedy wyczerpałaś swój limit wydatków- zachoruje Ci dziecko. Jak Twój samochód się popsuje w drodze do pracy, to jeszcze na dokładkę dostaniesz reprymendę od szefostwa, że co ty sobie wyobrażasz. Tak właśnie kurde działa to życie. Jak pokłócisz się z facetem i chcesz o tym z kimś pogadać, nikt nie ma akurat czasu. Jak ty masz chwilę wolnego, to okazuje się, że go jednak nie masz, bo zawsze coś znajdzie się do roboty. Przykłady można mnożyć.

Ale wiesz co?
Cokolwiek w Twoim życiu się dzieje, to warto znaleźć w sobie, chociaż troszkę wiary w siebie. Bywa to trudne, ale nie jest niemożliwe. Do niektórych rzeczy trzeba po prostu podejść z dystansem- inaczej się nie da. Ktoś Cię zranił? Widocznie nie był Cię wart. Ktoś z Twoich bliskich zachorował? Bądź silna dla niego i ciesz się każdą wspólną chwilą. Straciłaś pracę? Spokojnie, to znak, żebyś w końcu znalazła nową. Brakuje Ci pieniędzy? Mnie też:). Odpadł Ci obcas i ciężko wrócić Ci do domu? Zdejmij je w cholerę, ale patrz pod nogi. Nie przejmuj się, że ktoś zauważy, że masz odchody gołębia na włosach- udaj, że to nowa moda i śmiej się z siebie. Z każdej sytuacji da się wyjść z podniesioną głową- niezależnie czy to sprawy małe, czy wielkie problemy. Wierzę w Ciebie.

Upadłaś? Wstań! Podnieś koronę i zasuwaj dalej!

Zapraszam do odwiedzenia mojego Facebook: Klik

niedziela, 2 września 2018

Najlepszy portal dla rodziców i młodzieży

września 02, 2018


Kto powinien pisać artykuły na portal dla rodziców? Mama, tata a może ktoś z książkową wiedzą? Najlepszym sposobem na ciekawą zawartość, która wniesie do życia opiekunów coś wyjątkowego, jest połączenie tych wszystkich cech. 


Od tematów lifestylowych, rodzicielskich, codziennych po tematy czysto naukowe, oparte badaniami. To wszystko znajdziecie na Najlepszym portalu dla rodziców i dzieci. Jest to portal, w którym również biorę swój udział i możecie poznać mnie od nieco innej strony :) Spokojnie, tutaj mnie nie zabraknie- w końcu ten blog to mój drugi, wymarzony dom. 

Jeżeli więc jesteś rodzicem i chcesz poczytać coś nie tylko do kawki, ale również do poduszki- zapraszamy Cię na naszą parentingową stronę internetową. Ciekawe i niespotykane jest to, że nie tylko ty znajdziesz tam wartościowe treści, ale również Twoje dojrzewające dziecko. 

Bo liczy się miłość. 

piątek, 31 sierpnia 2018

10 przestępstw, które popełniłam w swoim macierzyństwie

sierpnia 31, 2018

Naszło mnie ostatnio na wspomnienia. Kiedy chodziłam jeszcze z ciążowym brzuszkiem, Świat wyglądał zupełnie inaczej. Wiecie- piękny pokój, przygotowany kącik, a wszystko w pięknych jasnych barwach. Do dzisiaj pamiętam, jak zarzekałam się, że Anielka nie będzie z nami spała. Nigdy. Czas to takie coś, co pięknie i wbrew naszej woli- weryfikuje sobie wszystko i układa nam życie po swojemu.

1. Zabawne, bo jeszcze niedawno widziałam kłócącą się parę przy dziecku i w duchu myślałam sobie- Jak oni tak mogą? Niedługo później to ja sama stałam na ulicy i krzyczałam do starego- weź mnie zostaw „cholera“ w spokoju! :).

2. Przyznam się Wam do czegoś! Tylko raz wyprasowałam Anielce ubrania i było to wtedy... kiedy jeszcze mieszkała w moim brzuchu.

3.Chociaż z początku byłam bardzo przewrażliwiona i kurze ścierałam dwa razy dziennie, to z czasem ograniczyło się to do przetarcia mebli chusteczkami dla niemowląt... raz w tygodniu:)

4. Nie dzielę ubrań mojej córki na „odświętne“ i na codzienne. Nie używam śliniaków (no, chyba że przez czekającą stertę prania nie ma już innych) a idziemy np. do lekarza. Nie dbam o to, że plamy się nie dopiorą albo poniszczy nową buzę. Ostatnio kupiłam jej sandały- po dniu(!) wyglądały jak po co najmniej miesiącu użytkowania.

5. Nie kupuję jej drogich zabawek. Chociaż z początku staraliśmy się wybierać „te lepsiejsze“ to dawno przeszła nam faza na markowe zabawki. Za to nigdy (jak tylko mam pieniądze) nie odmówię jej kupna książeczki albo jakiejś zabawy edukacyjnej, która naprawdę może ją czegoś nauczyć i pobudzić wyobraźnie. Tymczasem, często bawimy się garnkami, makaronem i łyżeczkami.

6. Puszczam mojej córce bajki na YouTubie- znamy chyba wszystkie odcinki Peppy. Jej platoniczną miłością został pan Robótka z kanału CBeebebies. W sumie- fajny gość.

7. Podnoszę głos i czasami „mi się krzyknie“. Podziwiam kobiety, które nigdy nie krzyczą, naprawdę! Odczuwam też irytację i czasami dzwonię do starego z pretensjami, że to jego wina:).

8. Chociaż jest dla mnie najważniejsza- zostawiam ją pod opieką innych osób, żeby móc pracować i się rozwijać. Póki nie stanowi to dla niej problemu- korzystam z tego przywileju. Jest moją motywacją i miłością, której nie mogę nie wykorzystać.

9. Często pozwalam jej wybrać ubrania dla siebie. Najczęściej nie pasują one pod żadnym względem, ale zarówno mi, jak i tym bardziej jej- to nie przeszkadza. Cieszę się, że wychowuję indywidualistkę:). Przede wszystkim- ciuchy mają być wygodne. Po drugie- mają „być“.

10. Jestem z tych matek, które każą się dzielić. Uczę moją córkę, że wiaderko do piasku, które jest jej- ma na co dzień. Może ono natomiast sprawić uśmiech dziecku, które zapomniało swojego z domu. Jeżeli moja córka chciałaby, żeby ktoś użyczył jej swoich zabawek- musi dawać coś od siebie, a dobro zawsze wraca. Jak nie od razu- to w przyszłości. Uważam, że jest to dobra metoda, ponieważ to są rzeczy tylko materialne, a to, co ma w środku- nikt jej nie zabierze i na tym powinna się skupiać. Od małego! :)

11- Bonus. Chociaż czasami ustępuję, to uczę ją granic i wartości- nie tylko do siebie, ale całej rodziny i innych ludzi. Nie pozwalam, żeby biła, bo „to tylko dziecko“, oraz nie zgadzam się na krzyki w miejscach publicznych.

 A ty? Dopuściłaś się jakiś przestępstw?

piątek, 24 sierpnia 2018

14-latki z Siedlec znęcały się nad koleżanką! Wiadomo kto zawinił

sierpnia 24, 2018









Źródło zdjęcia: YouTube

Nastolatki z Siedlec znęcały się nad koleżanką. Nagrały podczas tego brutalnego incydentu filmik, który trafił do Internetu. Na nagraniu widać, jak grupka dziewczynek w wieku ok. 14 lat każe klęczeć swojej koleżance, najprawdopodobniej przypala papierosami i kaleczy żyletką


Ofiary bezstresowego wychowania lub patologi?!
Wbrew opinii wielu użytkowników, to nie są „ofiary” bezstresowego wychowania ani dzieci z patologicznych rodzin, w których na porządku dziennym jest alkohol, narkotyki i przemoc. Zapewne z jedyną patologią, z którą się spotykały, były one same i ich zdziczałe podwórko. Nie należy ich zachowania w żaden sposób usprawiedliwiać i próbować bronić. Mam nadzieję, że poniosą konsekwencję, a Świat nigdy nie pozwoli im zapomnieć.

Powiem Wam szczerze, że codziennie każdy z nas widzi jakiegoś gówniarza z fajką, który odziany w markowe ciuszki (za hajs rodziców baluj) dumnie przechadza się po ulicy, niczym król. Od czasu do czasu splunie to tu to tam, bo chociaż nauczył się już zaciągać, to dalej nie potrafi panować nad swoim przełykiem.

A może ofiary internetu?!
A jeśli już o przełykach mowa: nastolatki podkradające kosmetyki matkom, naciągające spódniczkę po pachy i chwalące się na głos w miejscach publicznych, komu ostatnio sprawiły przyjemność i za ile. To jest norma. Naprawdę, im więcej spędzam czasu poza domem, tym bardziej mam wrażenie, że Świat się zaraz skończy. Czyja to wina? Podwórka? Znajomych? Szkoły? Internetu? 

Ofiary swoich rodziców
Wszystkim tym dzieciakom brakuje jednego- uwagi rodziców i wychowania (nie mylić z chowaniem). I to jest niestety ten problem, który nie zniknie, kiedy rodzice nagle sobie to uświadomią i będą starali się wszystko naprawić. To są często takie braki, dziury i otchłanie, w które jak się wpadnie, to ciężko z nich wyjść. Obiad podstawiony pod nos, zrobione zakupy, wyprane ciuchy, świeże kanapki codziennie z czymś innym- stojąc z boku, można powiedzieć, że wszystko jest ok. Jednak to, co się dzieje w domu to już zupełnie inna sprawa. Zabiegani, zmęczeni rodzice, którzy swoją nieobecność starają się wynagrodzić drogimi gadżetami i dzieciaki, z początku zagubione a później już przyzwyczajone. Brak rozmowy, konsekwencji i uwagi ze strony opiekunów sprawia, że dzieci zmieniają się w potwory. No ale skoro nie ma się czasu na rozmowę i wychowanie, to jak można w ogóle zauważyć, że z dzieckiem dzieje się coś złego? Łatwo jest przegapić wołanie o pomoc, kiedy system wartości jest tak zepsuty, że ważniejsza jest praca niż rozmowa z dojrzewającym i zagubionym człowiekiem. Niektórzy ludzie chodzą na skróty i właśnie takie ponoszą konsekwencję.

Nie każdy rodzic radzi sobie z dzieckiem
Rodzice nie dają sobie rady? Oczywiście, że tak się może zdarzyć. Nie jesteśmy idealni i nieomylni. Jednak kiedy ja nie dawałam rady z moim dzieckiem, to szukałam pomocy, a nie olewałam sprawę i udawałam, że problemu nie ma.

Kogo powinniśmy dzisiaj obwinić? Internet, system edukacji, towarzystwo? Absolutnie nie. Bo za każdym dzieckiem muszą stać odpowiedzialni i konsekwentni rodzice. 
-Czyli te dziewczynki to nie ofiary bezstresowego wychowania?
-Nie. To ofiary wygody i lenistwa rodziców.



*Ofiary- Dziwne to brzmi, jednak dalej używa się tego sformułowania w przypadkach takich jak te.  

niedziela, 19 sierpnia 2018

Jak kupować ubrania dla dzieci przez internet i dlaczego warto to robić?

sierpnia 19, 2018
Ubrania dla dzieci online

Sezon wakacyjny powoli dobiega końca, co za tym idzie- zaczynamy przygotowywać się na jesień i uzupełniamy braki w szafach naszych dzieci. Wiadomo nie od dzisiaj, że dobre jakościowo ubrania nie są tanie. Jak więc kupować, żeby Twój portfel był zadowolony? To proste: musisz zacząć kupować ubrania przez internet. To naprawdę nie jest trudne, trzeba tylko wiedzieć, jak trafić z rozmiarem i co zrobić, żeby nie przepłacić.

Przygotowałam dla Ciebie najważniejsze wskazówki, dzięki którym pokochasz kupowanie ubrań online. Gwarantuję Ci, jeśli jesteś początkująca, że zaczniesz być ekspertem w tej dziedzinie i wyłowisz same tzw. perełki dla swoich dzieci:). 
Sklep online dla dzieci


Wybierz odpowiedni rozmiar

Z tym jest ciężko, wiem po sobie. Internet jednak oferuje Ci cały wachlarz sprawdzania rozmiarów danej marki. Najczęściej sklepy internetowe podają rozmiary, więc wystarczy dobrze zmierzyć latorośl, w celu uniknięcia pomyłki. W momencie, w którym takiej informacji nie ma, wpisz odpowiednią frazę w Google, np. Rozmiarówka dziecięca Reserved. Trzecim sposobem jest zadanie pytania się na forum lub grupie poświęconej dzieciom o wymiary ubrań. Mamy często odpowiadają na pytania, więc się nie krępuj!

Nie przepłacaj
Znasz to uczucie, kiedy kupiłaś coś, co za kilka dni okazało się tańsze albo w innym sklepie kosztowało mniej? Sklepy stacjonarne często zawyżają ceny, żeby zarobić na wynajem lokalu i na utrzymanie pracowników. Ja to bardzo szanuję i popieram, ale jeśli masz ograniczony budżet, warto zastanowić się nad inną formą zakupów. Internet daje możliwość porównania cen danego sklepu i wybrania najkorzystniejszej oferty. Możesz szukać na własną rękę okazji albo poznać nową wyszukiwarkę, która Ci to ułatwi. O tym jednak dowiesz się za chwilę:)
Sukienki dla dziewczynek


Zastanów się, czego tak naprawdę chcesz i oczekujesz
Twój syn marzy o dresie, ale nie masz pojęcia, jaki wybrać, żeby nie tylko oddychał, ale również nie sprał się po pierwszym praniu? Albo inaczej- wiesz, jaki rodzaj odzieży sportowej chciałabyś kupić, ale nie możesz tego znaleźć? Tutaj znowu naprzeciw Twoim oczekiwaniom wychodzi internet, dzięki któremu nie tylko dowiesz się, gdzie szukać takiej odzieży, ale czy również taka np. istnieje.

Skorzystaj z wyszukiwarki modowej
Jak działa wyszukiwarka modowa? Bardzo podobnie do Google, Booking.com czy Trivago, ale dotyczy odzieży. Zippini.com to jedna z najlepszych wyszukiwarek modowych, dzięki której kupowanie ciuchów (nie tylko dziecięcych) staje się dużo prostsze. Szukasz dobrych jakościowo i wyjątkowych ubrań dla swojego dziecka? Znajdziesz wszystko na zippini i uprościsz sobie życie. Ta strona działa na zasadzie wyszukiwarki, więc nie musisz zakładać konta, aby coś kupić. Możesz wybrać nie tylko rodzaj odzieży, ale również rozmiar, kolor, a nawet markę i sklep, z którego chcesz zamówić. Po znalezieniu interesującej Cię rzeczy zostaniesz przeniesiona do sklepu online, w którym możesz zakupić przedmiot. Dużym plusem jest to, że Zippini współpracuje z naprawdę dobrymi sklepami, które sprzedają produkty marek takich jak BonPrix, Adidas czy Bartek a wszystkie ceny są bardzo niskie. Przeglądając tę wyszukiwarkę miałam wrażenie, że takich ubrań nie dostanę nigdzie stacjonarnie.
wyszukiwarka modowa


Czytaj opinie
Z myślą o dzieciach często wybierasz najlepsze tkaniny, które nie wyblakną szybko i przede wszystkim- nie pękną ani się nie przedziurawią. To jest bardzo trafne podejście, bo kiedy dziecko wyrośnie, możesz bez problemu komuś je jeszcze sprzedać albo oddać. No przyznaj się mi szczerze, kiedy przeczytałaś jakąś opinię dotyczącą ubrań? Dobrze jest poświęcić czasami czas na zapoznanie się ze zdaniem innych rodziców, ponieważ dzięki temu możesz uniknąć wydania pieniędzy w błoto. Nie jest łatwo wydać dwieście złotych na kurtkę, ale ciężej jest być z niej w pełni zadowolonym. Dużo sklepów internetowych umożliwia nie tylko wystawianie opinii, ale również zapoznanie się z opiniami innych użytkowników. Ciężko Ci znaleźć konkretne informacje? Również polecam zadanie pytania na forum albo grupie dla rodziców.

Dzięki zakupom online możesz nie tylko zaoszczędzić pieniądze, ale również swój czas. Ja akurat nie cierpię chodzenia po sklepach: kolejki (zwłaszcza w okresach wyprzedażowych i na początku sezonu), ludzie, którzy przewracają ubrania, miętoszą i rzucają gdzie popadnie, eh :), Teraz kiedy mój czas jest ograniczony, a mnożą się nie tylko obowiązki, ale i chęci spędzania większej ilości czasu z rodziną, staram się upraszczać sobie życie na każdym kroku.
No powiedz szczerze- czas spędzony z dzieciakami jest najcenniejszy!





poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Czy macierzyństwo zmienia kobietę?

sierpnia 06, 2018


Nadszedł ten czas, kiedy zrobiłam sobie rachunek sumienia (aż grochy miałam w oczach) i stwierdziłam, że podsumuję ostatnie (prawie) dwa lata. Wiecie, macierzyństwo niby nie zmienia nic, a tak naprawdę zmienia całe dotychczasowe życie. Pozwólcie, że przedstawię Wam moje odczucia, jeśli chodzi o ten szalony- pełen wzlotów i upadków czas.

Ola, ogarnij się!
Nie, jeszcze nie doszłam na ten level, w którym bez ogródek nazwę się twardą babą, bo nadal jest ze mnie mięczak. Nadal wzruszam się na filmach, starych piosenkach i jeszcze zdarzy mi się zapłakać z bezsilności. Mniej przejmuję się wszystkim, ale jednak jeszcze siedzi we mnie ta Ola co cały dzień potrafi przeżywać, że potrąciła wózkiem starszego Pana. Chociaż kiedy trzeba ten ciężki wózek znieść i wnieść, chociaż plecy wysiadają- to robię to. Jak trzeba wytrzeć łzy i bawić się z dzieckiem- robię to. Nauczyłam się panować nad emocjami, może jeszcze nie do końca, ale zrobiłam wielki progres.

Cierpliwość i pokora. Wreszcie wiem, co to jest!
Wydaje mi się, że naprawdę nauczyłam się cierpliwości. Mój czas u boku Anielki leci tak szybko, że ciężko nadążyć. Kiedyś byłam taka niedobra, że wszystko miało być tak, jak chcę. Dzisiaj jest tak, że boję się czegoś chcieć, bo wiem, że i tak raczej tego nie dostanę, haha. Myślę, że nauczyłam się przyjmować na klatę wszystkie przeciwności losu, kłody rzucane pod nogi itp. Nie mam wyjścia, bo mam dla kogo żyć i muszę godzić się z porażkami. Już zawsze będzie coś, co zrobiłam najlepiej- urodziłam córkę. Tak więc wszystko inne nie ma znaczenia. Alek zawsze mnie goni, że niedobra ze mnie bestia i nerwowa bardzo, a ja mu wtedy mówię: „oj, kochany. To ty mnie wcześniej nie znałeś! Teraz to ja jestem normalna".

Nauczyłam się dążyć do celu
Jakby ktoś zapytał mnie kilka lat temu, kim bym chciała być w przyszłości, to bym odpowiedziała: „A kim ja bym nie chciała być?” Grałam na keyboardzie, próbowałam grać na gitarze, malowałam, chciałam zostać fotografem, nagrywałam filmiki na YouTube, chciałam być wizażystką... Aż ciężko spamiętać te rzeczy. Zawsze brakowało mi jakiegoś kopniaka na rozpęd, wiary w siebie i przede wszystkim cierpliwości. Dzisiaj? Dzisiaj to ja już rozwijam skrzydła i mam pierwszych klientów. Kocham to, co robię i chociaż kosztowało mnie to naprawdę dużo pracy i pieniędzy, to wreszcie odnalazłam drogę, którą będę podążać. Czuję się dorosła i odpowiedzialna jak nigdy wcześniej.

Mam mniej kompleksów niż wcześniej, chociaż wyglądam jak worek na ziemniaki!
Z tym workiem to troszkę przesadziłam. Pamiętam, kiedy poznałam Alka, zapytał mnie, dlaczego jeszcze nigdy nie widział mnie w krótkich spodenkach. Któregoś dnia obiecałam mu, że założę je, skoro tak prosi. Wysmarowałam całe nogi podkładem i jakoś się przemogłam i wyszłam na miasto. Spotkanie było całkiem przyjemne, do momentu, w którym nie zaczął schodzić mi podkład, hahaha. Zawsze coś było ze mną nie tak: byłam blondynką, szatynką, rudą, brunetką. Co chwilę zmieniałam kolor włosów i wiecznie nie podobały mi się te moje nogi. Wtedy mówiłam na to, że szukam siebie. Dzisiaj wiem, że miałam coś nie hallo z głową. Patrzę tak na te zdjęcia z przeszłości i naprawdę żałuję, że się wtedy wstydziłam. Myślę, że te moje wszystkie kompleksy i brak wiary w siebie powodowały, że byłam taką złośliwą mendą, która (mimo wszystko) widziała tylko czubek swojego nosa. Dzisiaj sukienka czy krótkie spodenki to dla mnie nie problem, chociaż mam cellulit i rozstępy, chociaż nadal dwa kilo brakuje mi do mojej wagi sprzed ciąży. 

Zawsze, gdy robiłam coś, to się tego wstydziłam. Bałam się opinii innych osób i ich krzywych spojrzeń. Dzisiaj? Kurde, a niech sobie gadają. Myślę, że robię kawał dobrej roboty, a wy jesteście na to żywym dowodem!:)

czwartek, 2 sierpnia 2018

Rudzielec z gitarą potrzebny na już!

sierpnia 02, 2018


Jak w upalny dzień schłodzonej wody, która ugasi pragnienie.

Jak wieczornej kąpieli, która zmywa zmęczenie z całego dnia.

Potrzebujemy, pragniemy, szukamy.



Ed Sheeran
Czasami przydałby Ci się ktoś taki, kto by Ci zaśpiewał. Ktoś, kto by stwierdził, że znalazł miłość dla siebie i to ty nią jesteś. Naprawdę byłoby miło, gdyby wziął Cię za rękę i zatańczył w porannej rosie- beztrosko, jak kiedyś. Dokładnie tak samo, jak na początku. Jak ten wydziarany rudzielec z gitarą. Czasami przydałby się nie tylko buziak w przelocie, lecz pocałunek dwóch ciągle bijących dla siebie serc. Byłoby cudownie, gdyby co jakiś czas puścił Waszą ulubioną piosenkę i zapytał: „pamiętasz?“. Nie musiałby nawet pisać długich wierszy, wystarczyłoby, gdyby od czasu do czasu zrymował coś w stylu „czekolada, kebab, żelka, jak przytyjesz- będziesz piękna“.

Pierdoły.

John Legend, który kocha Twoje krągłości
Może być nawet John Legend, który mówi, że kocha Twoje nigdy niezamykające się usta i wszystkie Twoje krągłości. A niech nazwie Cię szaloną, ale zapewni przy tym, że właśnie to w Tobie kocha. Przecież tylko wariaci są coś warci. Czy osoby zakochane są wariatami? Z początku na pewno, a później już nie wiem. W końcu musicie dorosnąć. Następnie głupoty robi się już osobno, żeby każdy miał co sobie nawrzucać wzajemnie. Oddalacie się od siebie?

Po kłótni przychodzi Bryan Adams
Który zapewnia, że nawet jeśli popełniłaś ogromny błąd i zadałaś cios poniżej pasa, on Cię nadal kocha i na Ciebie czeka. Mało tego- on zawsze będzie o Ciebie walczył, bo wszystko, co robi, robi dla Ciebie. Idealnie. Jeśli jednak to on coś zepsuje, to będzie Cię błagał, abyś mu wybaczyła. Przyzna się do błędu, chowając dumę w kieszeń. Bo mu zależy. Bo nikt inny nie całował go tak, jak to robiłaś ty. Bo nikt, nigdy nie da mu tego, co ty dawałaś. On nie może przestać Cię kochać, po prostu. Wierzysz w taką miłość, która nigdy nie ma końca?

.

Mówisz, że nie potrzebujesz romantyzmu w życiu, że on jest dla słabych, że szkoda czasu... A jednak wzruszasz się na komediach romantycznych. Jednak słuchasz piosenek, z którymi chciałabyś się utożsamić. Jednak wzdychasz po cichu i myślisz sobie „też bym tak chciała“. Chciałabyś jednak czasami, od czasu do czasu, nawet rzadko- żeby ktoś Ci tak powiedział i myślał o Tobie, dokładnie jak ten rudzielec z dziarami.

wtorek, 24 lipca 2018

Twoje dziecko Cię nie słucha? Mam na to sposób!

lipca 24, 2018


Kiedy dziecko Cię nie słucha, nie zawsze oznacza to, że robi Ci na złość, albo nie chce wykonać polecenia. Niekiedy jest tak, że to ty źle formułujesz zdania, które w konsekwencji odbijają się jak groch o ścianę. Pisałam Ci ostatnio o buncie Anielki. Znalazłam sposób, aby go wyciszyć. Jak to zrobiłam? Wykorzystałam tajemnicę marketingu, a dokładniej języka korzyści! Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę.



Co to jest język korzyści?

Język korzyści to najprościej mówiąc, docieranie (w tym przypadku) do dziecka z uwzględnieniem jego potrzeb i korzyści z ich zaspokajania. Jest to trudne tylko pod jednym względem: Czasami nie masz czasu na konstruowanie zdań złożonych. O wiele łatwiej jest Ci zadawać krótkie polecenia np. Wyjdź z pokoju albo ubieraj się. Zwłaszcza w chwili, w której tracisz cierpliwość lub się po prostu śpieszysz. Umówmy się- wieczne tłumaczenie dziecku prostych (według Ciebie i mnie) rzeczy jest najzwyczajniej w Świecie męczące. Ma to jednak wiele plusów. Powiem Ci coś jeszcze! Często próbujesz używać języka korzyści, ale robisz to źle. Przykład:

  • Zjedz ten obiad!- źle
  • Zjedz ten obiad, bo pół dnia go gotowałam!- już coś próbujesz, ale to jeszcze nie to.
  • Zobacz, jaki dobry obiad Ci ugotowałam. Jeśli go zjesz, będziesz miał siłę na zabawę!- rewelacja



Produkt-cecha-korzyść

(Buty-wygodne-możesz w nich biegać)
Taki schemat tłumaczy działanie języka korzyści. Żeby zachęcić klienta do zakupu produktu, nie wystarczy sformułowanie:
-To jest krem.
- Jest to naturalny krem przeciwzmarszczkowy, dzięki któremu poprawisz wygląd skóry w dwa tygodnie.
No to już jest coś. Widzisz różnicę? I z dzieciakami też tak trzeba. Zwłaszcza, że te młodsze często nie widzą sensu w wykonywaniu poleceń. A te, które przechodzą bunt, nie widzą sensu właściwie w niczym. Dlatego trzeba znaleźć na to sprytny sposób. 
Tak naprawdę w ciągu dnia wykorzystujesz język korzyści praktycznie w każdej sytuacji. Zwłaszcza w tej ekstremalnej. Więc nie czuj się urażona, że porównuję dzieci do klientów. Schemat jest bardzo podobny. Przypomnij sobie, jak próbowałaś przekonać męża do kupna drogiej sukienki albo wakacji all inclusive.
-Stefan, na tej wyprzedaży zaoszczędziłam 200 zł! Za te 200 zł możemy skoczyć w weekend w góry i odpocząć! 
- Co z tego, że all inclusive jest droższe, ale nie będziemy musieli martwić się o jedzenie. No i nieskończona ilość Twoich ulubionych napojów wysokoprocentowych... brzmi nieźle?:)

Tłumaczę, Tłumaczę, ale nic to nie daje!

Być może Twoje argumenty nie pokrywają się z potrzebami dziecka. Jeśli nie lubi biegać, to argument o wygodnych butach może go nie przekonać. Być może Twoje dziecko lubi być w centrum uwagi?
 - Proszę, włóż te buty. Zobacz, są w Twoim ulubionym kolorze. Będziesz w nich wyglądać wyjątkowo!
Chodzi w tym wszystkim o to, żeby pokazywać dziecku, że wykonując Twoje polecenia, nie tylko spełnia obowiązki, ale również poprawia swój komfort i samopoczucie.
-Mamo! Po co ja mam to robić? 
-Bo to Twój obowiązek, masz mnie słuchać! 
-Bo dzięki temu będziemy mogli/będziesz mógł [...] Mama wie, co dla Ciebie dobre.
Wbrew pozorom potrzeba trochę czasu, żeby odgadnąć właściwe potrzeby Twojego dziecka i nauczyć się docierać do niego w kryzysowych momentach. Satysfakcja jest jednak gwarantowana:)

Korzyści

Takim zachowaniem i tłumaczeniem pogłębiamy w oczach dziecka swój autorytet. W końcu mama nie tylko każe coś zrobić, ale również tłumaczy i mówi całkiem sensownie. Odpowiadanie na potrzeby to nieodłączny i ważny element rodzicielstwa. A wykorzystanie wiedzy o upodobaniach może nie tylko pomóc w komunikacji między Wami, ale również w zaoszczędzeniu nerwów i czasu. Jeżeli żadne inne metody nie działają, spróbuj tej. To jest świetna okazja do obserwowania dziecka i wyciągania z tego wniosków. Mało tego! Nauczysz swoje dziecko nie tylko okazywania emocji, ale również ich uzasadniania. Bo skoro mama mówi pełnymi zdaniami i tłumaczy po kolei co i jak- ja też powiem jej, dlaczego jestem zły.







Buziaki! Aleksandra.

czwartek, 12 lipca 2018

Bunt dwulatka jednak istnieje?!

lipca 12, 2018

Przychodzi w Twoim życiu taki okres, w którym chcesz się uzbroić w cukierki. Następnie schować się gdzieś w szafce i rzucać nimi w kierunku dziecka, kiedy tylko znowu zacznie krzyczeć. Tak, to bunt.

To tak zwany bunt dwulatka, trzylatka, a nawet pięciolatka. Bo daję słowo, każde dziecko zaczyna go w innym wieku. Przecież trzeba zaskoczyć rodziców i zacząć z grubej rury, co nie? A może by tak zacząć jeszcze przed dwójką na liczniku? A proszę Cię bardzo! W najmniej oczekiwanym momencie też jest dobrze.
Spokojnie, nie jesteś z tym wszystkim sam. Codziennie tysiące rodziców zmaga się z tym zjawiskiem. Rodzice dzielą się na trzy grupy: 
  1.  Tak, moje dziecko przechodziło lub przechodzi bunt.
  2. Nie, naprawdę nie znam tego zjawiska.
  3. Przechodziło bunt, ale w życiu się do tego nie przyznam!

Czym jest bunt dwulatka?

To nic innego jak okres pomiędzy 18 a 36 miesiącem życia dziecka, który jest bardzo znaczący dla jego rozwoju. To w tym czasie nasza pociecha zdaje sobie sprawę, że jest odrębną jednostką i może (a właściwie chce) decydować o swoim życiu pod każdym względem. Przykład z życia wzięty? „Nie będę tego jeść, nie będę teraz się ubierał, nie chcę iść na spacer (co z tego, że przed chwilą chciałem) i z pewnością będę krzyczał ile tylko starczy mi sił! Nie obchodzi mnie, że jesteśmy w sklepie albo przychodni!” Nie należy zapominać również o tym, że jest to czas, w którym dziecko najzwyczajniej w Świecie MARUDZI. Co mu się nie powie, od razu zaczyna swój lament, jakbyś chciał zrobić mu krzywdę. A przecież ty tylko zaproponowałeś wspaniałą zabawę.  Najlepiej, jakbyś w ogóle sobie poszedł, a był tylko na zawołanie. Moja Anielka nie protestuje tylko wtedy, kiedy proponuję jej lody. Chociaż taki mam na nią sposób:)

Uczucia rodzica

Z początku czujesz się zmartwiony. Zastanawiasz się, co Twojemu dziecku dolega i najczęściej szukasz winy w sobie. W późniejszym etapie jest złość. Nie panujesz nad emocjami, bo w sumie sam nie wiesz, co jest grane. Zaczyna Cię naprawdę wkurzać taki stan rzeczy, bo ileż można. Ileż można reagować lub  odwrotnie- nie zwracać uwagi, kiedy nasze dziecko zamienia się w małego potworka. Dziecko mi się popsuło, nie ma co! S.O.S! 

Magia internetu lub koleżanek

Wpisujesz w Google albo pytasz doświadczonych koleżanek- To bunt. On istnieje. To normalne i wiesz co? Da się go przeżyć! Trzeba tylko wiedzieć jak i wsłuchać się w potrzeby swojego dziecka. 

Jak przeżyć bunt (nasze własne sposoby)

  • Ograniczenie do minimum telewizji i bajek z komputera. Po co dodatkowo dziecko rozpraszać? 
  • Opanowanie, chociaż z tym ciężko. Dziecko w tym okresie potrzebuje silnych rodziców. Nie pokazuj mu, że łatwo wyprowadzić Cię z równowagi, bo będzie robiło to częściej. 
  • Dawaj dziecku wybór: niech decyduje o różnych rzeczach, kiedy tylko może. Nie chce ubrać niebieskich spodni? Ok, to niech wybierze spośród innych zaproponowanych przez rodzica. Pociechy muszą czuć się ważne. Największą krzywdą, jaką można zrobić to pozbawić dziecka jakiegokolwiek głosu. 
  • Konsekwencja. Wybór ubrania jest w porządku, ale kiedy dziecko nie chce iść np. do lekarza- tutaj już na sprzeciw zgodzić się nie można. Tłumaczenia często nic nie dają, ale trzeba być cierpliwym. Dziecko musi wiedzieć, że rodzic to osoba, która wie, co jest ważniejsze. Ustępując przez cały czas, bardziej krzywdzimy dziecko, niż mu pomagamy. 
  • Płacz kontrolowany. Zapamiętaj jedno- chociażby Ci serce pękało, dziecko i tak będzie płakać. 
  • Wspólne spędzanie czasu. Dzieciaki potrzebują odwrócenia uwagi od negatywnych emocji.
  • Cierpliwość. To minie. U nas powoli mija, odkąd stosujemy zasady opisane powyżej. 
Bunt dwulatka to ciężki okres głównie dla rodziców. Sam nie wiesz, jak masz postępować- kierować się rozumem, sercem czy wujkiem Google:) Daj znać, jak  poradziłeś  sobie z tym (dziwnym),chociaż naturalnym etapem rozwoju. 
Dla wszystkich, którzy mają to przed sobą, albo właśnie to przeżywają- Uściski! Damy radę!
Aleksandra. 

piątek, 6 lipca 2018

Misie Szumisie- na czym polega fenomen białego szumu?

lipca 06, 2018



Coraz częściej w wyprawkach dla noworodków możemy znaleźć Misie Szumisie. Chociaż z białego szumu korzystały już nawet nasze prababki, to właśnie kilka lat temu ta metoda uspokajania i wyciszania dzieci stała się jedną z najbardziej popularnych. Kiedyś była to suszarka, a dzisiaj piękne, miłe w dotyku przytulanki, z których wydobywają się kojące i znajome maluszkowi dźwięki. Czym właściwie jest biały szum i dlaczego sprawia, że maluszkom łatwiej jest się uspokoić i nawet zasnąć? Na to pytanie znajdziecie odpowiedź niżej. 

Szumisia dla Anielki dostaliśmy od rodziny. Bardzo szybko odkryliśmy jego magiczne moce.  Był to (i nadal jest!) żółty miś, z którego wydobywały się dźwięki- szum i bicie serca. Do dzisiaj jest towarzyszem zabaw i zasypiania córki, chociaż z jego szumów już nie korzystamy. Anielka jednak bardzo się do niego przywiązała i często domaga się jego obecności przy zasypianiu. Jest miękki, bardzo miły w dotyku i wygląda bardzo przyjaźnie. W dodatku jest z nią od samego początku, więc traktuje go jako przyjaciela. Jeśli myślicie, że dzieci do takich rzeczy nie przywiązują większej uwagi- jesteście w błędzie. Maluchy muszą mieć ulubioną przytulankę, aby w niektórych sytuacjach czuć się komfortowo i bezpiecznie. 

Kontrowersje
Chociaż wokół białego szumu i jego dopuszczalnego natężenia dźwięku dla najmłodszych istnieją spore kontrowersje, to używany z tzw. "głową" nie zaszkodzi nikomu. Misie Szumisie przechodzą liczne badania i mają atesty, które jednoznacznie wskazują na to, że są bezpieczne. Wybierając przytulankę dla najmłodszych, musimy tylko pamiętać, że towar musi pochodzić od zaufanego producenta. Za  takiego misia zapłacimy nieco drożej, ale mamy przy tym pewność, że jest odpowiedni dla naszych pociech. Taką ofertę przygotował dla Was sklep https://fancyandeco.pl/ , w którym znajdziecie między innymi zakładkę o Szumisiach, które produkowane są w Polsce. Dokładnie to tutaj: https://fancyandeco.pl/151-szumisie .

Jak działa biały szum?
Biały szum przypomina niemowlęciu o dźwiękach, które przez dziewięć miesięcy słyszało w łonie matki. Przyjście na Świat dla maluszka jest nowym, nieznanym i często ciężkim przeżyciem. W końcu przez dziewięć miesięcy czuło się bezpiecznie słysząc odgłosy, jakie panują w łonie. W dodatku szum ten wycisza inne odgłosy pochodzące np. z zewnątrz- głośne samochody czy kłótnie sąsiadów. Przy zasypianiu, albo kolkach jest w wielu przypadkach niezbędny. Uspokoi i wyciszy prawie każde niemowlę.

Dlaczego warto wybrać Misia Szumisia 
Niestety, często nie jesteśmy w stanie sami określić, czy natężenie puszczane z jakiegokolwiek nośnika jest odpowiednie i nie zaszkodzi maluszkowi. Wtedy na pomoc przychodzi Miś, którego głośność jest dostosowana do potrzeb naszej pociechy. Przyznam się Wam szczerze, że my czasami puszczaliśmy Anielce podobne dźwięki z internetu w telefonie np. kiedy byłam w gościach i nie brałam ze sobą przytulanki. Nie dość, że kiedy ona się wyciszała, ja nie mogłam odpocząć przeglądając np. media społecznościowe (taka ze mnie mama, że lubię wiedzieć, co w trawie piszczy), to natężenie pozostawiało wiele do życzenia. Dopiero niedawno dowiedziałam się, że naprawdę ma ono znaczenie.  Kolejną kwestią jest to, że wybierając Misia szumisia inwestujemy w mobilnego przyjaciela naszego dziecka. On zawsze będzie się dobrze kojarzył dziecku i służył naprawdę długo. Z początku będzie miłym towarzyszem snów, a w późniejszym okresie- przytulanką, która nigdy nie zostawi w potrzebie.  

Żadna przytulanka nie zastąpi rodziców?!
Wiecie jacy jesteśmy- nosiliśmy, tuliliśmy i zaspakajaliśmy każde potrzeby Anielki. Ale najwidoczniej  jedną z nich był biały szum, ponieważ dzięki niemu Anielka zasypiała bez większych problemów. Wiem, że są rodzice, którzy nie korzystają z takich "pomagaczy", ale jeśli chcecie spróbować- mówię Wam szczerze, że warto. Jeśli chcecie wziąć prysznic, ugotować obiad lub pragniecie, żeby przez chwilę odpoczęły Wam ręce- spróbujcie. Nie bójcie się! Nie zrobicie nikomu krzywdy, a możecie tylko pomóc sobie. 

Jak bezpiecznie korzystać z białego szumu i Misiów Szumisiów?
Tutaj ważna jest zasada, o której wspominałam wcześniej- Wszystko z głową. Nie puszczajcie przez całe dnie szumów swoim maluchom- niech to będzie dla nich kojący rytuał, który wprowadzi ich w stan odpoczynku i rozluźnienia. Niech będzie lekiem na kolki lub bezsenność, ale absolutnie nie powinien być lekiem na cały Świat. Maluchy od samego początku muszą uczyć się dostosowywania do nowych, życiowych warunków i nie zabierajmy im możliwości tej nauki. Drugim ważnym aspektem jest poziom dB. których sami często nie jesteśmy w stanie określić. Zbyt głośne dźwięki mogą przyczynić się do rozdrażnienia malucha i być może problemów ze słuchem. 


My korzystaliśmy z dobroci, jakie niosą ze sobą białe szumy. Nie raz pomogły przy kolce lub wyciszeniem maluszka. Miły i sympatyczny miś jest z nami do dzisiaj. Zachęcam Was serdecznie do korzystania z takich wynalazków, jakimi są Misie Szumisie. Mogą przynieść Wam dużo korzyści i pomóc odpocząć nie tylko waszym maluszkom, ale również Wam! Świat idzie do przodu- korzystajmy i cieszmy się z nowych technologii. Oczywiście z głową! Podzielcie się swoją opinią dotyczącą białych szumów i Misiów Szumisiów.

Zachęcam Was do odwiedzenia sklepu https://fancyandeco.pl , w którym znajdziecie nie tylko Szumisie, ale wybierzecie całą wyprawkę dla niemowlaka i zamówicie świetne ubrania dla starszaków:)






czwartek, 5 lipca 2018

Ukochaj to życie i siebie zresztą też!

lipca 05, 2018


Ile razy nie zrobiłaś czegoś, bo bałaś się reakcji innych osób? Jak wiele razy zostałaś pomówiona, oczerniona i niesprawiedliwie oceniona za swoimi plecami? Ile razy tak bardzo chciałaś zadowolić innych, że zapomniałaś o sobie i o swoich potrzebach? Ile razy jeszcze musisz upaść, żeby nauczyć się szybko wstawać? Ile razy zastanawiałaś się, ile to wszystko jest warte. Ten cały wyścig szczurów, w którym wzięłaś udział mimo woli i trochę wbrew sobie. Czy liczy się być, czy liczy się mieć? Czasami warto się zatrzymać. Docenić chwilę, nie myśleć o konsekwencjach. Złapać szczęście i pozwolić mu trwać. Nie myśleć za dużo, odstawić na bok problemy. Sprawić, że jutro na chwilę przestanie istnieć. 



Jak to powiedział mój ulubiony trener Qczaj- Ukochaj te życie! I to jest właśnie klucz, który pozwoli otwierać każde przeciwności i dobrocie, jakie daje nam życie.

I chociaż brudne naczynia nie umyją się same, to mogą poczekać. Nie zaczeka natomiast drobne gest lub pierwsze kroki Twojego dziecka. Można przymknąć oko na brudny obrus zdobiący stół, natomiast na potrzeby swoje i najbliższych- nie warto.

Niepowodzenia? Porażki? Wyciągnij z nich wnioski i idź dalej. Koniecznie z uniesioną głową! Nie zaplątaj sobie głowy wyimaginowanymi problemami, które nie wnoszą nic, oprócz strachu.


-Z czego mam się cieszyć? Zapytasz- Dom na głowie, niewdzięczna praca lub ciągły jej brak, wciąż chorujące dzieciaki, mąż wiecznie nieobecny...
- Ciesz się z tego, co Cię otacza. Doceniaj to, że żyjesz. Że dane Ci było zaistnieć na tym Świecie i ciągle masz szansę na jeszcze lepsze jutro. Ciesz się, że masz dla kogo wstawać i robić kanapki. Ciesz się, że Słońce mówi Ci Dzień Dobry, a gwiazdy kładą spać za każdym razem.
Ucieka nam życie, leci przez palce- bierz z niego to, co najlepsze. Albo nie, bierz z niego wszystko i domagaj się więcej.


A inni? A niech gadają. Za Ciebie nikt życia nie przeżyje. Banalne, co nie? Ale jakie prawdziwe.  Zrozum. To ty masz siebie kochać. To ty masz siebie doceniać i to ty musisz znać swoją wartość. Dla siebie i dla swoich najbliższych- reszta to tylko tło. I zapamiętaj, zawsze będziesz za gruba, za chuda, za głupia, za mądra, za szczęśliwa, za smutna i prawda jest taka, że nigdy wszystkim nie dogodzisz. Pytanie tylko- czy warto? Oczywiście, że nie. Ci, którzy Cię kochają- robią to mimo wszystko i doceniają, Ci co nienawidzą- nie wiedzą, co tracą.


Każdy z nas ma swój zegar. Kiedy on przestanie bić? Tego nikt nie wie. Warto się zatrzymać, docenić i czasami zrezygnować z obowiązków na rzecz cudownych wspomnień. Nikt nie będzie pamiętał, że sprzątałaś łazienkę na błysk, a Twoje pranie pachniało najdłużej- za to każdy zapamięta Twój szczery uśmiech, otwarte serce i dobroć, która zawsze z Ciebie płynęła! Bawmy się życiem, próbujmy go, nie patrzmy za siebie, nie spoglądajmy na innych. One jest tylko nasze i to od nas zależy, czy wykorzystamy go na sto procent.


Wasza Aleksandra.